Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 15.02.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. dziewczyna przywiera do nagiego brzucha łąki nie myśli o tym co ją otacza jest z włosami które czepiają się traw i wiatru osuwającego się poza widnokrąg jak słońce w nocy gwiazdy będą niczym krople potu z których można wyczytać zapach zapomnienia jak gdyby wsuwało się dłonie pod biodra co unoszą się w górę
    11 punktów
  2. *** Rychły koniec, takiego związku, gdzie rosną prawa, kosztem obowiązków. *** Gdy przystaję i zawracam, aby nie iść nadaremnie, nadsłuchuję głosu w duszy - bo mądrzejszy jest ode mnie. *** Żeby się podnieść nareszcie i wyprostować pomału, najlepiej zacząć od kroku, który schodzi z piedestału. *** Lubię słowa pełne gracji, czaru, smaku, akceptacji. Jedno wam na ucho powiem - musi stać za nimi człowiek.
    9 punktów
  3. Ciasne horyzonty są jak ciasne buty. Daleko się nie zajdzie.
    7 punktów
  4. Mój wiersz jest z tych z gatunku nieprzystosowanych. Dla nieprzygotowanych głów i myśli. Co myślą jedynie w kategoriach, łatwo, przyjemnie, pięknie. A ja lubię chaos. Gdy ogień kominka pochłania zachłannie, pobrudzony szkicami tworzenia, poetycki papier. Bo poezja, którą czasami chciałbym przekazać pochodzi z duszy i serca. Nie mam ich już od dawna. Więc muszę improwizować. Wejść jak grzeszny demon do Twojej głowy, ust, serca. Wpełznąć przez tulące ramiona do Twoich snów i pragnień. Widzieć je jak na dłoni. Doprowadzić Cię do tego stanu, gdy będziesz mi się spowiadać ze swych powszednich dni. Ukochanych i znienawidzonych wydarzeń. A ja jak kameleon. Pokryje swe ciało kamuflażem. Tysiąca masek i form. I dobiorę tą jedną dla Ciebie. Ale najchętniej uciekłbym na ukochany cmentarz. I zaszył się w krypcie po wieczność. Bo wiem, że światło jest dla mnie zabójcze a Ty nim emanujesz. I gdy już moje szponiaste dłonie, okrywają pieszczotą Twe alabastrowe ramiona. Wtedy cierpię mimo braku serca. Bo bliskość równa się zgubie. A ja wolę być uczciwie zgubiony w mrocznym potępieniu, niż fałszywie mamiony, myślą, mową i Twym uśmiechem. Dlatego plany trawi ogień. Łzawy skowyt pośród zapomnianych mogił, słyszą tylko Ci co tańczą nad mgielną poświatą księżyca, Słowa w wierszach są urwane, ułomne i zawiłe. Muszę przeczekać ten jasny, miłosny dzień. I rzucić się na powrót w mgłę. Zimowych, cichych borów. Gdzie wilcze sfory, prowadzą ujadając i skomląc radośnie, korowód Dzikiego Gonu. Gdzie śmierć jest godna hołdu i modlitwy a miłość pod postacią anioła, śpi snem wiecznym, przebita z furią ostrym nożem. Gdybyś tylko wiedziała ile krwi niewinnie przelanej miały na sobie te dłonie. To nie brałabyś ich w swe uświęcone łaską ręce. Pozwól umrzeć temu co dopiero zamierza się narodzić. Niech przez wybite i skruszałe ściany grobowca, przyświeca mi tylko funeralne światło gwiazdozbioru jedynej trwałej marności. Kostuchy i jej wyczekiwanych plag.
    6 punktów
  5. w morelowej sukni na drzewie widok zieleni patrzę w dal lekko uśpiona piórkiem z perłą
    6 punktów
  6. Był sen, a we śnie twarz. Portret barwny - wyraźne zjawienie. Akryl to był? A może gwasz? Nie. Barwiony był - tęsknieniem. Było tam nieco miłości - chyba, A gdybym śnił jeszcze - Choć nie lubię gdybać - To by nam szpaki i świerszcze Grały. A teraz już ranek - Mżawka, śniadanie i mięta. Gonią się myśli, smutki - na zmianę, Ja już niczego nie chcę pamiętać. 25 X 2022
    6 punktów
  7. nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał. nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź, szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.
    6 punktów
  8. Jest spokojna skupiona seksowna Jest wyczerpując przestrzeń wokół siebie Już wie co jej pasuje, jakie buty są niedopuszczalnie niewygodne pytania ją nie drażnią Planuje Wielki post na czterdziestkę żeby zacząć jeszcze raz I rzuci cukier bo to cholernie złe na cerę Tak, stanowczo wie czego chce. Alkohol musi zostać, tego nie przeskoczy, jeden chociaż czarodziej niech tańczy przed nią.
    5 punktów
  9. Czekam na Ciebie pod tą leszczyną wiatr czeka ze mną uśmiecham się lekko i patrzę w przestrzeń ukwieconą deszczem podchodzisz z szeptem na ustach rozkwitłym a w sercu wieczność dotykiem tęsknoty promienie tańczą w rytm zmierzchu... Autor fotografii: M.Lewandowska
    5 punktów
  10. przeszywa mnie podłość ludzi nieuchronny tragizm wydarzeń jeśli coś już się stało nie cofniesz tego o jotę a nawet to co ma się stać co jeszcze przed nami stanie się bo lont już zapalony a los ma chyba wielką ochotę żeby wybuchł dynamit wybucha z nagła wszystko marnieje 🔥 ogień w kominku modlitwa w pół słowa czas radość może zdziwienie przez mgnienie że tego już nie ma wielkiego drzewa na wzgórzu i chmur co nad nim płynęły czyjejś ucieczki w popłochu by skryć się w miejscu spokojnym powtarzający się schemat? wszystko zniknie zbutwieje zostanie jednak Ziemia przez chwilę tylko niema
    5 punktów
  11. Nie wiedziałem, gdzie jestem. Dzień zachodził na dzień, jakby ktoś prowadził mnie za sztywny kark: te same korytarze, nie pytałem już dokąd prowadzą, bo znają mnie lepiej niż ja sam. Myślałem: tak wygląda życie. Że inaczej się nie da - okruchy śmiechu na wierzchu, drobiny lęku pod językiem, składane w „jakoś to będzie”, żeby nie słyszeć, co milczy pod spodem. Byłem jak wosk w ulu: ciepły od cudzych oddechów, wciśnięty w komórki niby-porządne, bez pytań o ogień, bez pamięci, że można płomienieć. W środku miałem miękkie „chciałbym”, a na wierzchu twarde „muszę”. Ćwiczyłem zawziętą poprawność, żeby nikt nie zobaczył, jak bardzo się gubię. Aż przyszło coś, co nie pyta o zgodę: czyjś brak przy stole, pusty kubek, który nikomu nie zawadza, a jednak boli bardziej niż wszystkie moje zmęczenia. Wtedy zrozumiałem, że można oddychać i nie żyć, można mówić i nie spotykać, trwać latami jak zamknięty list. I przyszedł ogień - nie krzyk, nie kara, tylko prawda, gorąca dłoń co dotyka zimnego czoła i szepcze dreszczem: zobacz. Topiłem się powoli. Moje ja kapało - zbyt dumne, zbyt pyszne, zbyt spięte - aż wreszcie ucichło, jakby chciało przeprosić. W tym topnieniu było wstydliwie jasno: ile razy nie powiedziałem kocham, ile razy uciekłem w rozsądek, gdy ktoś prosił o obecność, ile razy wybrałem spokój zamiast serca. I w tym traceniu formy nie było końca, tylko początek. Bo kiedy przestałem trzymać się siebie, usłyszałem ludzi bliżej, nie jako tło, lecz jako czyjeś życie pulsujące obok. I nagle okazało się, że Bóg nie jest gdzieś daleko za murem trudnych pojęć, tylko tutaj, w tej przestrzeni, gdzie jeden mówi prawdę bez lęku a drugi nie odchodzi. Że jest w dłoniach, które zostają, w oczach, które pragną dojrzeć, w ciszy, która nie porzuca; w słowie „jestem”, wypowiedzianym nie na pokaz, lecz dla ratunku. Więc wciąż proszę, nie o łatwość, ale o ogień, który nie zniszczy, tylko będzie budził coraz głębiej. Żebym był świecą, jeszcze choć przez chwilę, spalając to, co fałszywe, żeby komuś było jaśniej.
    5 punktów
  12. Strofa mickiewiczowska Adaś strofy napisał o trzech dzielnych Budrysach, Słowa skleił w anapest i rymy. Przy tworzeniu melodią kunsztu szczerze się podjął I zanurzył się w stylu głębiny. Dzisiaj tak już nie piszą, bielą w wierszach kołyszą, Z dokładności końcówek żartują, A ja lubię starocie, nową modę mam w nosie, Chętnie param się dawną formułą. W dawnych mistrzów poszumie powędrować nad strumień, Błysnąć puentą, w sens strzelić jak z bicza. Nie wystarczy naginać aby stworzyć oryginał Bez banału, płaskości i kiczu. Cóż by rzekł Mickiewiczius? Ja nie pytam się nic już. Częstochowa – też warsztat poety. Spoić mądrość finezją, będzie dobrą poezją – Niezbyt łatwa to sprawa, niestety. Marek Thomanek Styczeń 2026
    5 punktów
  13. Może miłość to tylko kod zapisany w drżeniu moich komórek? Boję się ją zamykać w samej definicji ciała. Przystaję w sobie i miewam to przeczucie, że bez niej wszystko by umilkło. Życie mogłoby wtedy zakrzepnąć w martwej tkance przyzwyczajeń. Odruch zacząłby wypierać wolę, a ja... stałabym się tylko gestem, bez końca powtarzanym.
    4 punkty
  14. Nieznana siła pcha nas tam, do przyszłości naszych bram. Nie wiemy, jak potoczy się los, Gdy wszystko robi nam na złość. Lecz mimo burz i cieni dni, Wciąż niesie nas nadziei świt. Choć czasem brak nam siły w tle, To serce krzyczy: "Jeszcze nie!" Nie poddaj się, gdy wątpisz w sens, Gdy każdy krok to nowy test. Bo każdy błąd i każdy trud, To część podróży, ważny cud. 15.02.2026r.
    4 punkty
  15. Cisza i czas dojrzały, wysoki, gdy ziemia jak tęcze ciemne do nieba się pręży, a obłoki twardnieją jak sny kamienne. I kształty są takie napięte, kościoły to, cienie czy osoby ? I ziemia tak ma ręce gięte, by w obłokach żłobić groby. Stygną gromów białe wręgi wśród rzek wysokich. Trwoga - sterczą jak człowiecze kręgi, by z człowieka zrobić Boga. Tak się zmienia w wino woda, chleb, ryby co na krew brały, postać leży, jak jasna kłoda, taka cisza i czas dojrzały.
    4 punkty
  16. Ciemność Jedno słowo I rodzę się Na nowo Ale ze światłości Z boskiej miłości Kroczę prosto Ku wolności Ubrany w skrzydła anioła
    4 punkty
  17. Gdzieś na zachodzie, w utopijnej krainie jest piękne miejsce położone na równinie. W promieniach słońca i blasku księżyca, swoim pięknem wciąż onieśmiela i zachwyca. Radosne dzieci i ludzie zawsze mili, ja marzę by tam wracać, w każdej wolnej chwili. Wieczorową porą przechadzam się po mieście, jestem bardzo szczęśliwa, mogę powiedzieć - wreszcie. To moje ukochane miejsce na świecie, nic tego nie zmieni - mówcie co chcecie. Zadbane budynki, wąskie ulice, ja wciąż się zachwycam zwiedzając okolice. Siedząc na ławce w parku Chopina słucham śpiewu ptaków, szukam na niebie jakichkolwiek znaków. Znaków, że to nie koniec tej cudownej chwili, niestety wszystko się kiedyś kończy moi mili. W tym momencie uchylam powieki i wiem, że był to sen od prawdy daleki. Żal rozrywa serce moje, a ja wciąż w miejscu stoję. Z dala od mojego ukochanego miasta, mój smutek i żal nieustannie wzrasta.
    3 punkty
  18. w ogrodzie wrażliwości zroszony sekret czucia zakazanego róża napletka o płatek łechtaczki delikatniejemy w żywej nagości posennej przenosisz się przez skórę wsuwasz mocno głębiej
    3 punkty
  19. w Darze zostaw komentarze, niechaj wzrosną apanaże! 😊 Pisz jak najwięcej oraz komentuj, z tego jest kasa — mają klientów. 😊 __ cz. 1 https://poezja.org/forum/utwor/217719-w-darze-zostaw-komentarze/#comment-2422763
    3 punkty
  20. ,, Błogosławieni szukający Boga. Ps 119 Bóg kiedyś był jak piłka skakanka towarzyszył od rana do wieczora nieodłączny Przyjaciel dziś tylko bywa niestety szukamy Go gdy pożar gdy się topimy a On On czeka czeka cierpliwie wie że syn marnotrawny wróci Jezu ufam Tobie mimo... 2.2026 andrew Niedziela, dzień Pański
    3 punkty
  21. Dziękuję @Gosława, @Alicja_Wysocka, @vioara stelelor, @Berenika97 za ciepłe przyjęcie tego wiersza. Jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ ten wiersz powstał w wyniku egzystencjalnych przemyśleń po stracie ukochanej osoby. Mam nadzieję, że ta ciągle jeszcze głęboko przeżywana pustka ewoluuje u mnie z czasem w jakąś uzdrawiającą, oczyszczającą przemianę... Dziękuję bardzo jeszcze raz:)
    3 punkty
  22. mam życiorys spisany na kolanie popruty profil z facebooka mechanizm iluzji i zaprzeczeń opancerzony wokół dendrytów mam gumę turbo i młodość za sobą schowałem niewypowiedziane w równaniach bez reszty drobne nieścisłości zostaną zaliczone w błąd pomiaru czarne poranki gdy nic nie trzeba chcieć podmiot nie jest dany podmiot stwarza się patrzy na mnie kriszna w kołysce w całej osobie liczby pojedynczej tuż przed podziałem przed brakiem zanim rachunek zdań nazwie pierwszą rzecz
    3 punkty
  23. do tęczy się przytulić z wiatrem porozmawiać namalować zapach kwiatów księżyc do kieszeni schować bociana złapać za nogi przestworzami poszybować podziwiać wielkość małą która na ziemi ogromna tego tylko jeszcze pragnę nic a nic więcej - reszta jest spełniona podobnie jak całe moje życie
    3 punkty
  24. Wiozą zwycięzców osiadłych na laurach Tłumu krzyk, wiwat i łuki triumfalne Lecz nie ma nikogo kto w tym pochodzie Mógłby im do uszu szeptać: człowiek! Pamiętaj żeś tylko człowiek! Nie z wilczej, lecz kobiecej piersi mleko piłeś Człowiecze maluczki daleko tobie do herosów Nie jesteś bogiem Nie jesteś Marsem Nie jesteś Achillesem A któż nam w chwili chwały przypomni, żeśmy jedynie ludzie śmiertelni? Nikt Dopiero wznosząc się bezwiednie wśród chmur Ikary z woskiem topniejącym u piór Na chwilę przed upadkiem wypowiemy frazę Memento te hominem esse
    3 punkty
  25. Na górze róże, w dole zaś żmije Klimat dziś zburzę, amora zabiję 😁 Wszędzie serduszka, słodkości i kwiaty Z pozorów wydmuszka miłości za dukaty Miłość prawdziwa nie tylko w Walentynki Lecz spróbuj nie kupić prezentu dla kruszynki...😱 Ciche dni to będzie najmniejsze zmartwienie, Piorunujące, mordercze spojrzenie. Takie to już nastały dziś czasy... Nie będzie usmiechu jak nie wydasz kasy Pół żartem pół serio, gdy jesteś żonaty Chcesz mieć dziś spokój? Zapieprzaj po kwiaty! 😁 💘💝💖
    3 punkty
  26. Morderczy walc Zatańcz ze mną Raz po raz Bo mija czas A za chwile w spiralę Przyjdzie nam wpaść. Będziesz tańczyć z uśmiechem na twarzy Z łzami w oczach I wrzaskiem przeszłości Zobaczysz tyle, ile będziesz mieć Zobaczysz to, czego nie masz Przewrócisz się o własne nogi I wstaniesz Z połamanymi nogami. Morderczy walc Zatańcz ze mną Raz po raz Bo mija czas A za chwile w spiralę Przyjdzie nam wpaść. Rok za rokiem będziesz żyć A rok podwoi się na dwa Będziesz szukać przyszłości W swoich sennych snach. Morderczy walc Zatańcz ze mną Raz po raz Bo mija czas A za chwile w spiralę Przyjdzie nam wpaść. Teraz trzymaj mnie za rękę Trzymaj jej spoconą część Usłyszysz wykresu lot Wybuchnie. Morderczy walc Zatańcz ze mną Raz po raz Bo zmienisz się Pierwszy raz. Nie bój się, Bo zginiesz. W lustrze zobaczysz mnie.
    3 punkty
  27. @Migrena Ten utwór jest mroczny, gęsty od symbolizmu - balansuje na granicy thrillera psychologicznego i horroru metafizycznego. Można go interpretować na kilku poziomach- od dosłownej historii o seryjnym mordercy, po filozoficzne rozważania o naturze zła i nieuchronności losu. Narrator na początku występuje w roli obserwatora i moralnego sędziego Roberta. Jednak granica między nimi stopniowo się zaciera. Symbol gwoździa i furtki - to zapowiedź naruszenia granic - nie tylko posesji, ale psychiki i ciała. Zło nie przychodzi z zewnątrz, ono „szuka wejścia”.Dziennik staje się autonomicznym bytem. Fakt, że kartki są ciepłe, a atrament pachnie metalem (krwią), sugeruje, że proces opisywania zbrodni jest formą ich przeżywania. Narrator „śni za niego”, co oznacza przejęcie ciężaru czynów Roberta. Dzieci w wierszu pełnią rolę „mediów”, które widzą prawdę ukrytą przed dorosłymi. Córka narratora zadaje pytanie: „czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni?”. Ona już wie, że jej ojciec przestał być sobą. Wiersz kończy się przerażającą konstatacją - zło jest nieuchronne i wyprzedza czas. Fraza o posiadaniu „więcej wspomnień z przyszłości niż z przeszłości” sugeruje, że los narratora został już zapisany. Determinizm? Młotek w szafie i różowy bucik (trofeum) dowodzą, że narrator dokonał już czynów, których jego świadomość jeszcze nie zarejestrowała. Odbicie w lustrze, które nie należy do narratora, symbolizuje ostateczną utratę tożsamości. „Coś” (byt, instynkt, demoniczna siła) przejęło kontrolę nad jego ciałem. Wiersz można interpretować jako studium popadania w obłęd lub jako metafizyczną opowieść o tym, że zło jest zaraźliwe. Narrator, próbując „rozpracować” mordercę, sam staje się jego kontynuacją. Robert nie zamyka drzwi do domu, on zamyka „proces” - przekazanie pałeczki. To pesymistyczna wizja, w której niewinność jest niemożliwa, a obserwowanie potwora sprawia, że sami stajemy się potworem. Tak to rozumiem, tekst jest niesamowity!
    3 punkty
  28. @Berenika97 Dziękuję, od jakiegoś czasu mam swoisty kłopot w doświadczaniu empirycznym i stąd ten tekst. Zastanawia mnie to czasem i zamyśla rodzaj mechanizmu. @Marek.zak1 Tak. Mam czasem wrażenie że od jakiegoś czasu jakoś mocno się pokłóciły właśnie rodzaje empiryzmów. @Jacek_Suchowicz Dzięki, chyba rzeczywiście tak jest. Pzdr. M. @viola arvensis Cieszę się i cieszy mnie dodatkowo fakt wzajemności :) @Migrena Oj bardzo dziękuję za mega komplement. Wiesz ja jestem osobą z diagnozą i po leczeniu szpitalnym i to rzutuje na moje rodzaje empiryzmu. Mniej oj mniej u mnie empirii. Co nie oznacza, że nie jestem z tego rozliczany. Bo zaczynam być rozliczany z tego co wyobrażam sobie tylko o empirii. Tak mnie to jakoś wczoraj i parę dni wcześniej zastanowiło. Że no właśnie jak to jest z empirią i jej rozliczaniem. @Rafael Marius Ja ogólnie sądzę, że w ogóle antysystemowcy władzy się podobają, działają jako dopuszczeni do obrotu sygnaliści.
    3 punkty
  29. Dziś chwilkę się zatrzymałem, stanąłem obok życia swojego. Przez chwilę myślałem: czy wartość i sumienie to coś dobrego? Czy bycie pokornym zapłaci obficie? Czy chwalić te słowa, czy wcielać je w życie? Czy współczuć tylko przy szklanym pulpicie? A znów – czy honor to dobra strategia? Czy życie w dostatku, i „nie moja tragedia”? Czy wejść na arenę, zagrać o wszystko, czy zmrużyć oczy... i tak śmierć jest blisko. Wybieram to pierwsze, niech wali się wszystko. Gdzieś z tyłu głowy mam to ognisko, że ludzka postawa to moje diamenty. Poradzę sobie, nie takie bywały zakręty. Nie tylko dla siebie postawę tę trzymam, bo świat zepsucie pieniądzem okrywa. Wybrałem to pierwsze, niech wali się wszystko. Zostałem samotny, ale do Boga mi blisko.
    2 punkty
  30. Tam gdzie milczące aniołów posągi, Obejmują spojrzeniem swym dumnym, Rozległe panoramy miast średniowiecznych, Spoglądając wymownie ku horyzontowi, Tam gdzie przecudne aniołów twarze, Wykute w drewnie, piaskowcu, marmurze, Niekiedy szczerym złotem pokryte, Niekiedy miejscami nadkruszone… Nad krajami Grupy Wyszehradzkiej, Niosą się niesłyszalne szepty anielskie, Rozbudzając nasze uśpione emocje, Czule dotykając naszych serc, A każdy taki anielski szept, Dla wielowiekowych tradycji jest hołdem, Przez niezliczone hufce niebiańskie, Z nabożnością złożonym ufnie… Gdy w samym sercu Europy, Ludzie z dziada pradziada pobożni, pracowici, Składając wieczorami ręce do modlitwy, Ofiarowują Bogu ufnie trudy codziennych dni W czterech krajów zacisznych zakątkach, Gdzie z każdego kąta spogląda historia, Da się posłyszeć i szept anioła, Mówiący o tym co zatarł czas. W sercu Europy cztery dumne narody, Wierne pozostając swych ojców tradycji, Dla świata całego przykładem są wymownym, Szacunku do ojczystych korzeni, Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, Dumni, szlachetni, niezłomni, Przez dziesięciolecia sowietyzacji się oparli, Przykładem dziś będąc dla całej ludzkości… Dziś gdy w mroku globalnego bezprawia, Tli się Grupy Wyszehradzkiej idea, Niczym z jednego złoconego świecznika Czterech świec płomieni jasny blask, Niegasnącemu zacieśnianiu więzi, Pomiędzy czterema bliskimi sobie narodami, W cieniu wielowiekowej pobożności, Z niebios błogosławią dziś anioły… I od piaszczystych plaż Pomorza, Poprzez tonące w chmurach szczyty Tatr, Przez zabytkowe rynki czeskich miast, Po urokliwe kawiarnie w budapesztańskich zaułkach, W każdym z krajów Grupy Wyszehradzkiej, Pośród zwyczajnej codzienności szarej, Szepty anielskie da się posłyszeć, Wlewające w serca otuchę… Gdy w starych drewnianych kościołach Podlasia, Przesuwają rozmodlone staruszki paciorki różańca, Wyszeptując cicho modlitw swych słowa, Wypraszając swym rodzinom obfitych łask, Bacznie przysłuchujące im się anioły, Gdy mrok ziemię otuli, Zanoszą je wszystkie przed tron Boży, By wysłuchania i spełnienia doczekały… Gdy pośród licznych mazowieckich wiosek, Gdzie od lat wciąż niezmiennie Przeszłość z przyszłością nierozerwalnie splecione, Wyznaczają kolejnych dni bieg, Stare pobożne gospodynie, Swych prababek zwyczajem, Starannie naostrzonym nożem, Czynią znak Krzyża na chlebie, Także identyczny Krzyża znak, W blasku jasnego poranka, Kreśli niewidzialna dłoń anioła, Błogosławiąc wierne Bogu domostwa, By codzienny prosty posiłek, Okraszony anielskim błogosławieństwem, Smakował niczym dania najwyszukańsze, Na niejednym królewskim dworze… Gdy o poranku krakowskie kwiaciarki, Zaplatając kolejne bukietów wiązanki, Wymieniają między sobą uprzejmości, Często przyodziane w ciepłe uśmiechy, Pośród trzepotu gołębich skrzydeł, Gdy w skupieniu wsłuchamy się w ciszę, Da się czasem słyszeć anielski śmiech, Strun naszej wrażliwości dotykający czule. A gdy z wieży gotyckiego Kościoła, Pośród gwaru Starego Miasta, Ku wszystkim czterem stronom świata, Hejnału Mariackiego niesie się melodia, Czasem i podniebne anioły, Pod nieboskłonem skrzydła rozpostarłszy, W skupieniu wsłuchają się w jej dźwięki, Skrycie roniąc niewidzialne swe łzy… Gdy w skupieniu prascy zegarmistrzowie, Z pieczołowitością reperują zegary stare, Od lat niezmiennie całe swe serce, Wkładając z czcią w codzienną pracę, Niekiedy niewidzialne anioły, Uważnie przypatrując się ich pracy, Zamyślone oddają się refleksji, Nad dziejami całej ludzkości. Gdy czasem stary siwowłosy Czech, Przytykając do ust złocistego piwa kufel Z rozrzewnieniem rozmarzy się tęsknie, Wspominając lata swe młode, Niekiedy niewidzialny anioł, Kładąc na ramieniu jego swą dłoń, Poruszony jego tęsknotą, Zanuci mu do ucha pieśń swą anielską… Gdy w cieniu słowackich Tatr, Na wiejskich zacisznych plebaniach, Przy drewnianych kościołach i cerkwiach, Gdzie dawno temu zatrzymał się czas, Oddani Bogu słowaccy księża, Biorąc wieczorami do ręki brewiarz, Z nabożnością czyniąc znak Krzyża, Składając wieczorami ręce do pacierza, O pomyślność narodu słowackiego, Przodków swych powierzone im dziedzictwo, W ciszy i w skupieniu się modlą, Okraszając swe modlitwy niejedną łzą, Zasłuchane w nie za oknami anioły, Gorące z oczu ich łzy, Nanizują na złote swe nici, Niczym kryształowych różańców paciorki, By na szczycie Krywania, Gdy rozproszy mroki nocy świtu blask, Przed obliczem samego Boga, Ofiarować Mu je niczym najwyszukańszy dar… Gdy wraz z złotego słońca wschodem, Starzy słowaccy górale, Wypasając bladym świtem liczne stada owiec, Snują gawędy swe barwne, Niekiedy anioł świetlisty, Choć ludzkim okiem niewidzialny, Na porośniętym mchem głazie polnym, Przysiądzie w zadumie w nie zasłuchany… Gdy węgierscy uliczni muzycy, Przytykając do ust złote saksofony, Delikatnymi ruchami dłoni, Najcudowniejsze wyczarowują z nich dźwięki, Niekiedy zasłuchane w nie anioły, Przystanąwszy na rogach ulic, Pięknem ich poruszone do głębi Niebiańskie do nich nucą swe piosnki. Gdy dostojne węgierskie damy, Gotyckich katedr przekraczają progi, By do mosiężnych skarbon kościelnych Z oddaniem wrzucić hojne swe datki, Czasem wsłuchując się w siebie, Przed bogato zdobionym ołtarzem, Posłyszą jakby anioła szept, Chwalący dobre ich serce… Wypraszajcie anioły niebiańskie, Łask obfitych narodom Grupy Wyszehradzkiej, By zawsze odznaczały się odwagą i męstwem, Do wielowiekowych tradycji przywiązaniem, By wielowiekowe pradziadów dziedzictwo, Cenniejszym im było niż całego świata złoto, Zawsze więcej dla nich znaczyło, Niż złudna pogoń za nowoczesnością, By w godzinie próby nieubłaganej, Gdy wicher historii zawieje, Zakulisowym knowaniom nie dali się zwieść, Dumni Polak, Czech, Słowak i Węgier. By w milionów ludzi sercach, Ten sam płonął nieugaszony żar Co na dawnych bitew polach, Co w narodowowyzwoleńczych powstaniach, By na współczesności bezdrożach Także i dziś drogowskazem im była Prastara odwieczna ta prawda, Niegdyś na kartach kronik spisana, Iż poszanowaniem historii i ducha niezłomnością, Wierne Bogu narody wciąż trwają, Gdy inne stopniowo wymierając, Z biegiem wieków obracają się w proch, By Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, Zawsze honorowi, lojalni i solidarni, Jak bracia pozostali sobie wierni, Co w jednym domu byli wychowani… Wiersz opublikowany w dniu 15 lutego w międzynarodowy dzień Grupy Wyszehradzkiej. Idea zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej zawsze zajmowała szczególnie ważne miejsce w moim światopoglądzie… Z czasem jednak zacząłem zastanawiać się czy nie byłoby dobrym pomysłem spróbować włożyć w tę ideę pierwiastek duchowy... I tak narodził się pomysł tego wiersza... Wiersz ten jest próbą włożenia pierwiastka duchowego (motywu opiekuńczego anioła) w ideę zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej. Anioł Stróż autorstwa Romana Stańczaka w Parku Rzeźby na Bródnie w Warszawie. Anioł na kandelabrze przed frontem audytorium muzycznego Rudolfinum w Pradze. Rzeźba św. Michała Archanioła w niszy barokowego mostu przy Bramie Michała Archanioła w Bratysławie. Posąg Archanioła Gabriela na Placu Bohaterów w Budapeszcie.
    2 punkty
  31. żebym mógł powiedzieć coś ponad budowę paradoksów do opisu niemożliwych zdarzeń nie tego chciałem bo jak chcieć braku bez imienia a mimo to szukać go w oczach innych nie potrzebuję prawdy w wierszach mam ją w oddechu w plamkach na siatkówce gdy budzę się w nocy
    2 punkty
  32. śnieg sypnął znowu kot wychodzi na zewnątrz ostrożniej nieco
    2 punkty
  33. kiedy zwolnić przykucnąć przyjrzeć się dokładniej temu co nas otacza nie gonić od rana po wieczór dać nacieszyć się zmysłom odpocząć odsapnąć nie dajmy się zwariować życiu przecież mamy tylko jedno jedno jedyne nam dane żyjmy pełnią księżyca zaćmieniem słońca kochajmy nie tylko siebie kochajmy też innych a będziemy szczęśliwsi gdy dojdziemy do końca
    2 punkty
  34. Biurko stoi nieruchome dostojne było kiedyś drzewem siadały na nim ptaki dziś tylko ja przy nim trwam napiszę wiersz o lesie i znów się zazieleni
    2 punkty
  35. wszyscy maja swoją własną zaczęło się od jednej dotarło do tylu ile gwiazd na niebie i jeszcze dużo więcej bajka jak ciepła bułeczka która zawsze jest świeża dopóki nie zje jej potwór
    2 punkty
  36. Zapukałem do Twoich drzwi, jak w ścianę światła, co nie zna rysy. - Kto tam? - zapytał głos z ciszy. - To ja - odpowiedziałem dumnie. A Ty rzekłeś łagodnie: - Tu nie ma miejsca dla nas dwojga. Odejdź. Wróciłem więc w życie, w kurz dróg i lat, niosąc lęk jak noc bez gwiazd, co stawia lustra bez litości. Uczyłem się siebie jak miasta: z ulic, z ran, z pomyłek, z imion, które przestały być moje, z pragnień, które chciały być wszystkim naraz. Aż śmierć zaczęła chodzić obok mnie, nie jak groźba, lecz jak prawda, co nie może kłamać. Gdy odchodzili bliscy, pękało we mnie ja. Zostawało tylko to, co proste: dłoń w dłoni, szept, modlitwa, cisza, w której ktoś jest. I kiedy przyszedł mój próg, Zapukałem jeszcze raz w tę ciszę. I znów usłyszałem pytanie: Kto tam? Nie powiedziałem już wtedy: „to ja”. „To Ty” odrzekłem, spokojnie, jak oddech oddany w Twoje ręce. I drzwi się otworzyły, jakby otwierały się zawsze, gdy „ja” cichnie, a zostaje tylko miłość, która nie umiera.
    2 punkty
  37. @Berenika97 @Alicja_Wysocka Ja to porównuję sobie do rzemieślnika. Tylko taki jest dobry, który zna wszystkie swoje narzędzia i potrafi się nimi obsługiwać. Dlatego tak ważna jest praca nad swoim warsztatem bez niepotrzebnych uprzedzeń czy lęków. Często zdarza mi się czytać nawet niezłe wiersze (rymowane czy białe) a następnie stwierdzam, że autor pisze rutynowo, jednym i zawsze tym samym stylem. Tworzy się wtedy bańka mydlana. Całościowy dorobek, mimo dobrej jakości produktu, robi się nudny i bezbarwny. Moda jest ok ale bez przesady i taśmowej produkcji.
    2 punkty
  38. tyle spraw tyle słów tyle miejsc czeka na nas w kolejnej dobie ale z czasem dojrzewa myśl że już pora rozgościć się w sobie
    2 punkty
  39. Wiersz przedstawia scenę czułego oczekiwania na spotkanie z ukochaną osobą. Podmiot liryczny czeka pod leszczyną, a natura – wiatr, deszcz, zmierzch – współgra z jego emocjami, podkreślając nastrój nadziei i spokoju. Gdy druga osoba się pojawia, chwila nabiera niemal ponadczasowego wymiaru: szept, dotyk i „wieczność w sercu” sugerują głęboką, duchową więź. To obraz miłości jako momentu zatrzymanego w czasie. Przyjemnie czytać
    2 punkty
  40. woda pochodzi z gwiazd tam w niebie jest pięknie droga mleczna jak raj Ziemia jak pralnia woda na niebie dużo jej na zimę wielki masyw wody pokroiłbym to jak kopytka gdybym był bogiem pogody tak jakoś czeszesz włosy zaplatam twój warkocz (mój dziadek był fryzjerem)
    2 punkty
  41. @Gosława dziękuję. Staram się :)) @bazyl_prost czasem same się stawiają @KOBIETA miło mi. Ukłony :)) @vioara stelelor warto pisać dla takich komentarzy :)) @Marek.zak1 tak, też chyba najbardziej lubię w tę nieokreśloność skręcać. Pozdrawiam Marku! @Mitylene dziękuję. To ja biorę w siebie te słowa i chyba z rozpędu machnę coś w podobnym stylu. @Waldemar_Talar_Talar dzięki. Fajnie, że zwracasz na nią uwagę. @piąteprzezdziesiąte to się bardzo cieszę @Jacek_Suchowicz fajnie wyszło. Dziękuję @Andrzej P. Zajączkowski @wierszyki @Rafael Marius @Leszczym dziękować
    2 punkty
  42. @Berenika97 w punkt🎯
    2 punkty
  43. @bazyl_prost Warkocz Bereniki to legenda o ofierze z miłości. Tu też jest miłość - w prostym, powtarzalnym geście czułości pod gwiazdami.
    2 punkty
  44. @Mitylene Dziękuję. Tak dużo istnień odchodzi w zapomnienie. Nie wszystkim uda się przywrócić życie, nawet w wierszu. @Rafael Marius Na szczęście jest to w wierszu możliwe.
    2 punkty
  45. @Kwiatuszek To bardzo słodkie, co zauważyłaś, ale dla mnie to nadal enigma - przestałem mieć potrzeby - żyję bo muszę i to wcale nie dla siebie. Miłej Niedzieli życzę i pozdrawiam ciepło. @Mitylene Jak najbardziej rozumiem, co masz na myśli i wydaje mi się, że masz absolutnie rację. Ja natomiast mam tylko jedną potrzebę - bycia potrzebnym i niestety to nie działa. Mam także potrzeby osobiste typu własne pomieszczenie na warsztat, gdzie będę mógł realizować wszystkie swoje plany, ale nie dam rady tego osiągnąć w obecnych warunkach. Zmuszony więc jestem do rezygnacji i wcale to nie wpływa na mnie dobrze. Życzę miłej Niedzieli i pozdrawiam ciepło. @Amber Starałem się bardzo i dotarłem do dna, ale wcale nie oznaczało, że miałem się jak odbić, bo... okazuje się, że dno jest jeszcze głębsze i z tego już by, nie wylazł. Dziękuję Ci Amber za zatrzymanie się nad wierszem, życzę miłej Niedzieli i pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  46. pachnie dym i pachną zioła w soczystych zieleniach szepczą kamienie na piaszczystych wybrzeżu lepimy babki wyciętym sercem z papieru goryczy i zachwytu w głebokim śnie pijemy wodę z krynicy równoległych światów i oddajemy się przemijaniu
    2 punkty
  47. @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz Za mistrzem... Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom. Dziękuję.
    2 punkty
  48. @Manek Mickiewicz wielkim poetą był i dobrze, a teraz są inni i choć piszą wiersze nie zawsze wiązane rymami i tak są piękne :)
    2 punkty
  49. @Wędrowiec.1984 Ty nie powinieneś się dziwić 🤔, Pozdrawiam A.
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...