Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 19.01.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
2 punkty
-
W jesienne wieczory zmrok szybko nadchodzi, stukają o szybę krople deszczu ciężkie, wstaje od biurka, się trochę rozchodzić, Na blacie akt stosy leżą wielkie, Te późne dyżury mają swój spokój, Komendy budynek jest prawie pusty, na korytarzu otwarty tylko mój pokój, reszta zamknięta na cztery spusty, Z cichej zadumy wyrywa boleśnie, ostry dźwięk telefonu co duszę wykręca, do dyżurnego schodzę niespiesznie, posłuchać jakie zadanie mi zleca. Chwilę później już w samochodzie, jadę w mroku przez puste miasto, resztki przechodniów brodzą w wodzie, w większości mieszkań światło już zgasło. W jednym z tych mieszkań, zniecierpliwiony czeka na mnie policyjny patrol, młody policjant głosem zduszonym, przekazuje wszystko co tutaj zaszło Opuszczają mnie szybko, nie oglądając, dwa nieprzyzwyczajone nosy, ja tu posiedzę, spokojnie czekając, Na resztę grupy, budzonej w nocy. Czasu mam sporo nim prokurator, lekarz, technik do mnie ruszą, wykorzystam więc ten czasu zator, porozmawiam z tą umęczoną duszą, smętnie wisząca na kablu żarówka, oświetla leżące wzdłuż szafek ciało, podchodzę bliżej a moja zelówka, staje w kałuży, płyny mieszając gęsty odór wisi w powietrzu, oblepia dokładnie mój biały kołnierzyk, rozglądam się po pomieszczeniu, próbując stosy butelek zmierzyć, Odlepiając się od podłogi, Ty powoli się podnosisz, chrupią pokrzywione nogi, pustym wzrokiem o coś prosisz. Opowiadasz mi przez pusty pokój, Że nie mieszkasz tu na stałe, Że chciałeś tylko znaleźć spokój, uciec gdzieś przed problemami, Przez puste butelki do mnie przemawiasz Że nie pierwszy raz cię tutaj niesie, Że kolekcje swą zostawiasz, I powracasz gdy życie przygniecie. Zaczynasz do mnie krzyczeć nachalnie, z twych ust trupi odór uderza, usprawiedliwić próbujesz się zdalnie, lecz czemu gwałtownie tak mi się zwierzasz? Czemu na siłę ze mnie robisz, powiernika swoich sekretów wstydliwych? Czy tak się mojej opinii boisz, Moich osądów niesprawiedliwych? Mnie tutaj zaraz nie będzie, a Ciebie to już w ogóle nie ma, ostatnią podróż wkrótce przebędziesz, czeka czarna, mokra ziemia już wkrótce tylko lekarzowi, na sekcyjnym stole się wyspowiadasz, Potem na zawsze zaniemówisz w trumnie zaczniesz się rozpadać, Ja zaś wrócę do mego domu, gdzie porannego słońca ciepłe promienie, oświetlą śpiąca żonę w łożu, córka wesoła, przytuli ramieniem I po raz kolejny najdzie mnie refleksja czy ja żyję w jakiejś bańce, Czy to wszystko zaś projekcja, kłamstwo jak w dziecięcej bajce? Czy mój świat jest może normą, a przez wąskie zła otwory, zanurzam się w te masę niedobrą, próbując przegnać jej potwory?1 punkt
-
w miejskim chaosie światło uderza po oczach między czerwonym a zielonym mdła pomarańcza teraz musimy przebrnąć przez zatłoczone myśli i autobusy przejść po świeżo odśnieżonych zebrach na odległość złaknionych ulic potem znikniemy gdzieś bez śladów jak niebieskie ptaki jak ci alkoholicy z klatki obok1 punkt
-
Płynie prąd, prąd to życie, Prąd sposobem na przytycie, A ja tyję od przepychu, Które prąd mi przyniósł w życiu. Światłem świeci, silnik kręci, Na to zawsze są klienci. Stąd też właśnie ja z woltażem Połączyłem się mariażem. Gdzie tam śluby, jest kochanka -Prądem napełniona szklanka. Nic nie grozi z niej wypicie, Kładę na to własne życie. Słuchaj tego, nie żartuję, Czasem z prądem się siłuję, Że mnie kocha, to kopnięcie Mi nie straszne pod napięciem, A gdy czasem się przytulę, To mnie potraktuje czule. W głowie ci się nie pomieści, Lubię kiedy tak mnie pieści. Niech już będę romantykiem, Pysznie jest być elektrykiem.1 punkt
-
W ogrodzie — słanym mułem — żyje owa śpiewka — której źródłem — wiejska dziewka. Raz ktoś przyszedł — nad brzeg — zawołał: "miss!"... Echem się odbiło — wróciło — i wraca do dziś: "Bis!.. Bis!..."1 punkt
-
Samotność robi Cię wielkim Jesteś silniejszy, stajesz się mężny Robisz się większy Myślisz, że bezpieczniejszy Ale w środku - dalej jesteś najmniejszy.1 punkt
-
Dla tylu dziś ludzi kochać jest kontraktem, Spisaną listą konkretnych oczekiwań. Wśród nich nie ma uczucia, ono jest nietaktem, Ciepłym klejem niezdolnym do trwałych powiązań. * My bądźmy razem bezwarunkowo, Choćby za mieszek miedzianych monet, Będę Cię wielbił co dzień na nowo, Życie Ci zmienię w powabny sonet. * Jakie też sobie warunki stawiają Kochankowie arytmetyki zimnej? Czego tak w sobie właściwie szukają, By wyszarpać z umowy dla siebie najwięcej? On ma mieć milionowy dochód, Apartament na Champs-Élysées, Szofera, najszybszy samochód I wszystko to czego dusza chce. * A ja jedynie mam żar w moim łonie Z iskrą się tlącą – ta podmuchu łaknie, Który na słowo twe jedno zapłonie I palić się będzie póki tchu nie braknie. * Ona ma być śliczna, posłuszna - księżniczka, którą gniecie groszek. Może nawet trochę być próżna, To udobrucha ją garść broszek. * A Ty o oczach szklących się diamentem, Spojrzyjże na mnie – Teraz – Nimi czule. Niewyczerpalnym uczucia odmętem, Który – Ach! Zaraz do serca przytulę. * Gdy pewni siebie staną na kobiercu W święto umowy – wielce uroczyście, Nie spodziewając się bezprecedensu, Który wystawimy im zamaszyście. Prędko, mezalians popełnijmy! To jest, kochajmy się prawdziwie I miłością tą się upijmy, Kpiąc, szydząc z kalkulacji chciwej. Złączmy się w tańcu – Ty piękna i wonna, A ja o kroku ułańskim i pozie. Niech żyje nadzieja głupia i płonna, Że już stać zawsze będziemy na wozie. I niech gapiów sitwa się złości, Iż ta pierś do piersi falista, W swej nieskończonej miłości Dusi ich i za gardła ściska. Śmiejmy się, dalej młynkujmy z radością Niby po polu kwiatem obsypanym, Pożegnajmy się z tą rzeczywistością, Opuśćmy wymiar snem zaczarowanym.1 punkt
-
Ech, zrobiłem filmik i umieściłem kika moich onamudaii na YT. Zebrały sporo... negatywnych reakcji 😅. Tak że nie wiem, jak tam z tym moim "mistrzostwem" jest. W każdym razie, uważam zabawy z tą formą za niezły trening, a zabawą sama w sobie bywa wciągająca 😁.1 punkt
-
Na siódmym piętrze w pustym mieszkaniu wciąż gra radio (Vivaldi) nikt nie słucha muchy tańczą na suficie plama po zalaniu ma kształt Toskanii (nawet katastrofy z czasem robią się przytulne) w lodówce ostatni jogurt przekroczył termin o trzy rządy i dwie wojny w środku nocy otwieram drzwi światło pada na półki i przez sekundę wygląda to jak mała zimna katedra nie ma organów nie ma świec tylko jogurt Toskania i głośny Vivaldi z radia który nie wie że już dawno nikt tu nie mieszka1 punkt
-
@piąteprzezdziesiąte dzięki. Zdjęcie zrobione podczas wędrówki na wyspie Eigerøy w Norwegii. Moje ulubione:)1 punkt
-
Życie najczęściej zastaje nas z bagażem niewypowiedzianych słów i w lekko fałszywej pozie I harfę i róg dostraja groźny Bóg Potulne zdziwienie: "Jak to, to już?!" Panika. "Może." Dekalog, kierunek ... Miłość czy śmierć? Tym dwóm lepiej nie wchodzić w drogę. Chcą, żeby po nich deptać czy przez nie przejść? A Diabeł szarmancko: "Pomogę."1 punkt
-
Dlaczego tak się na mnie patrzysz? To nie ty? Więc, kto się tak we mnie wpatruje tymi wielkimi oczami jak u sowy? Tymi wielkimi oczami wpatrzonego kota? Coś mi się znowu plącze. Wypada z rąk. Charles Bukowski chce się napić. Więc pije na umór, popalając papierosem. Dławiąc w sobie gęsty rakotwórczy, błękitnawy dym. Idzie mu uszami i nosem. Wydycha spaliny. Cuchnące wyziewy. Zdegenerowane resztki popiołu strząsa do porcelitowej popielnicy. I myśli nad kolejnym zdaniem swojego epitafium, opowiadania, powieści... Nie wiem. Zaciera mi się obraz. Trzęsą mi się dłonie. Zimno mi, to znowu gorąco. W pustym pokoju, w pustym domu niosą się liryczne słowa nie wiadomo czego i przez kogo wypowiadane. Kto tu jest? Nie wiem. Nie… Rozglądam się po zakamarkach pokoju. Pomiędzy książkami kurz. Szary pył zapomnienia. Pajęczyny falują w milczeniu nade mną, obok… Pomiędzy nimi czarne szczeliny. Pęknięcia ścian. Wokół mnie nawarstwiają się i kruszą fragmenty tynku. Ale, zaraz. Czy on to ja? Czy może na odwrót? Może to ja sam wznoszę toast do tego zdegenerowanego odbicia w lustrze serwantki? Nie, to chyba jednak on. Chociaż… Mam silną wolę, więc… Więc w ramach tej wolnej woli naleję sobie wielki kielich i wypiję do samego dna jak niestrudzony Wieniczka, podczas kolejowej podróży z Moskwy do Pietuszek. Charles kiwa głową z podziwem, stwierdzając moją słuszność wyboru. I ma rację… Ale zaraz. Ja to on? Czy on to ja? A może ja i on to ja? Albo ja i on to on? Niech to diabli. Rozlewa się ciepło alkoholu w przełyku i żołądku, rozleniwiając i rozluźniając wszystkie członki. Napiera na mnie cisza. Obejmuje i przytula mocno do siebie szara pustka przedziału. Przedziału? Jakiego przedziału? Nie. Jestem u siebie w domu. U siebie. Chociaż sam już nie wiem, gdzie ja jestem… Może to zamknięty oddział dla obłąkanych? Szumi we mnie i piszczy w głowie płynąca rzeka czasu. Rozpędzone w eterze cząsteczki uderzają w membrany uszu, wzruszając je i strząsając boleśnie resztki szarego pyłu z młoteczków i kowadełek. Dużo tu porzuconych metalowych fragmentów, szklanych okruchów i czegoś jeszcze, czego nie potrafię rozpoznać. Przyszedł mnie odwiedzić mój nieżywy od dawna ojciec. Przyszedł bez zapowiedzi w tym swoim popielatym garniturze i z białą chustką w butonierce. Elegancko i kulturalnie tak jak zawsze mnie odwiedza. Przyszedł do mnie w dniu swoich urodzin. Wiem, ojcze, zapomniałem przyjść do ciebie na cmentarz z kieliszkiem w dłoni i butelką brandy. Ale teraz odsuwa krzesło i siada przede mną przy pustym stole, opierając na trzech rozstawionych palcach dłoni skroń jak wielki myśliciel, jak filozof. I patrzy się. Patrzy się na mnie. I te jego oczy sowie. Takie wielkie oczy… Nie wiedziałem, że takie miał. Skrywał je zazwyczaj za okularami. Ale teraz nie ma ich na sobie. I patrzy się. Wpatruje się we mnie tym swoim młodzieńczym spojrzeniem piwno zielonkawych źrenic. Jego twarz skrywa się raz za razem w jasnej smudze zachodzącego słońca, tworzącej wokół jego głowy złocistą aureolę blasku. Ale to nie jest świętość. Żaden tam mistycyzm. Słyszę cichy trzask pocieranej zapałki. W jego dniach goreje płomień, którym zapala papierosa. Wdycha chmurę błękitnego dymu. Wypuszcza kłęby, wypluwając drobinki tytoniu. Podstawiam mu popielniczkę. Strzepuje do niej rozżarzony popiół. Chcesz się napić? Mówię do niego, niemalże łkając. Potakuje milcząco głową. Poczekaj, poszukam. Podchodzę do szafki i wyciągam wypitą do połowy butelkę Bushmillsa. Nie mam nic więcej. Chcesz? Znowu potakuje w milczeniu, nie przestając się we mnie wpatrywać. To jego wpatrywanie przewierca mnie na wylot jak ostrze gorejącego świdra. Wdycha dym i znowu opiera swoją skroń na trzech palcach, trzymając w drugiej tlącego się papierosa. No i co mam ci powiedzieć, ojcze? Nic ci nie powiem... Choć nie! Jest coś, czego nie zdarzyłem ci powiedzieć za twojego życia. Tobie i matce, bo zbyt wcześnie odeszliście. Oboje… Albo to może ja – za późno… Wiesz, zakochałem się. Jest piękna. Tylko nie wiem, czy ona… Zaciąga się powoli dymem. Wypuszcza obłok. Obraz się zaciera. Rozpływa się w błękitnawej mgiełce jego twarz z nikłym uśmiechem zadowolenia… Charles spogląda na mnie milcząco, stojąc przy otwartym oknie. Obserwował całą tę scenę nieoczekiwanej korespondencji z zaświatami. Opiera się plecami o lastrykowy parapet i wznosi kieliszek pełen wódki, opróżniając go jednym haustem do samego dna. Inscenizując namiastkę wesela, porusza ustami, jakby mówił. Mówi do mnie. Mówi! Boże! To jest jak ogromne milczenie z piskliwą w uszach ciszą! Z szelestem liści w letni wieczór. Z szumem wartkiego strumienia krwi w pulsujących żyłach. Dlaczego to jest wszystko takie milczące? Jawi mi się jakaś iluminacja. Jakieś senne zbawienie, które płynie leniwie jak dym nad uschniętym kartofliskiem. Coś się tam takiego dzieje wewnątrz mnie, czego nie mogę pojąć. * Byłem. Chodziłem. Błądziłem… Poszedłem nocnymi ulicami pustego miasta śladem księgarń, bibliotek, antykwariatów, szukając powieści, lecz zapomniałem tytułu książki. Co za pech. I gdy w jednym z nich, w jakimś zapomnianym zaułku właśnie sięgałem po pierwszą z brzega, usłyszałem stłumiony męski głos. Ktoś się mnie zapytał z ciemnego kąta (bibliofil, księgarz?) widząc jak kartkuję strony pod wiszącą obskurną żarówką w pajęczynach i kurzu... czy się zakochałem (Skąd nagle to pytanie? Nie mam pojęcia) Tak. Odparłem, wpatrując się w ciemność i próbując dostrzec usilnie jakikolwiek zarys twarzy mojego rozmówcy. Kiedyś. Dawno temu. I co z nią? Odezwał się znowu głos. Umarła. Nie w sensie fizycznym, rzecz jasna, tylko duchowym. Mentalnym. Po prostu milczy. Lecz to milczenie jest jak śmierć. Jak samotność, która strasznie boli. To podobnie jak u mnie – rzekł. I wtedy zobaczyłem w bladym świetle to oblicze. Te zapadnięte oczy. Blade usta… Wiedziałem… Wyszedłem na zewnątrz, próbując się otrząsnąć i z powracającą wciąż natrętną myślą „Przecież ją kocham, przecież ją wciąż kocham! Ona tu jest. Nie odeszła, mimo że milczy!” Na pustej, mokrej ulicy wionęło chłodem i niedawnym deszczem. Padało. A więc stąd ten szum w moich uszach. Zacisnąłem mocno powieki. Pod powiekami tańczyły rozmaite wzory jak w kalejdoskopie. Czerwone. Zielone. Niebieskie… To znowu rozsypywały się w niezliczone, mżące kropki, kropeczki… Otworzyłem oczy. Szeroko. Jeszcze szerzej… Nic. Już nic poza mną. Tylko przez chwilę owionęły mnie dalekie echa sennego rozgwaru, już niknące w topolach, w liściach... I gwiazd rozpływających się w niepamięci… * Zbyt długo tkwiłem wśród zakurzonych stronic antykwariatu, w labiryncie regałów niczym zdziwaczały książę w jedwabnych szatach odstawiony w zapomnienie, w lombardzie. W ciemności błądzę od drzwi do drzwi. Naciskam klamkę ostatnich. Otwieram je szeroko, na światło. Przede mną droga. Asfaltowa szosa. Niekończąca się szosa z drzewami po bokach. Rozglądam się. Wypatruję czegoś, kogoś, lecz niedowidzę, gdy tymczasem czuję jak słońce pielęgnuje w oddali dalie. A więc to już blady świt? Mrużę powieki. Czyjeś długie włosy omiatają moją twarz. Łzawiące od światła szczypiące oczy… Jesteś. (Włodzimierz Zastawniak, 2026-01-18)1 punkt
-
Na wiosnę Jasny płomień nieobłudnej wiary, wielki przypływ miłości – płaszczą się i łaszą. Za rękę trzyma ciekawość i nadzieja, moment, który nadaje wysoką godność. W lecie Nasiąkam muzyką, zbieram zachwyty, emocje towarzyszą, przyciągają, pociągają. Wyjątkowe chwile światłoczułej materii, spokój i harmonia – zdania nie spieszą się do kropki. Na jesień Neurotyczne przeżycia diabeł przykrył ogonem, marzenia umierają w bólach. Nie można dać drugiemu tego, czego samemu się nie ma. Zimą Brak już zasobów, aby być kochanym. Los rozdał gorsze karty, zimna, zimowa zima. Ciężko o sobie myśleć jak o świni – lepiej jak o motylku. Na wiosnę Jasny płomień nieobłudnej wiary Wielki przypływ miłości... Zachwiany falą szukam oparcia Znajduje u Jana, trzy, szesnaście...1 punkt
-
@Trollformel Ale dziwię się, że akurat Wojdyłło tak powiedziała. Przesłucham - dziękuję. I tak - tu zgodzę się - supermarket idei mamy.1 punkt
-
@Trollformel niby tak, zło łatwiej i samo? przychodzi, o dobro trzeba się postarać i wysilić.1 punkt
-
Dzień odkleja się od ścian. Przedmioty tracą nazwy, stają się tylko bryłami cienia. Nie włączam światła - pozwalam, by kontury same się rozpuściły. Słowa są za ciężkie, by je przenosić przez próg nocy. Zostawiam je w przedpokoju. Zamykam oczy. Teraz jest czas na odejmowanie.1 punkt
-
S: „Kocham cię” to nie zgoda, żebyś sięgała po mnie tylko wtedy, gdy drżysz. F: A moje „kocham” nie jest schronieniem, dla twoich wahań ukrywanych pod słowem troska. S: Nie jestem podstawką pod twoją samotność, ani miejscem, gdzie zsypujesz okruchy swego lęku. F: Nie szukam kogoś, kto mnie uniesie, tylko kogoś, kto nie odstawi, gdy zobaczy pęknięcie. S: W tym duecie nie chcę być spodkiem, przesuwanym tam, gdzie akurat ci pasuje. F: A ja nie chcę być filiżanką, którą się stawia ostrożnie, ale nigdy nie bierze do ust. S: Relacja to nie blat stołu, na którym muszę stale uważać, żebyś ty czuła się stabilnie. F: Ja tylko próbuję nie spaść z krawędzi, kiedy ty milczeniem studzisz wszystko, co jeszcze jest gorące. S: To, co nas łączy, nie jest już miłością, tylko mapą miejsc, które kruszysz ciężarem twoich potrzeb. F: Moim błędem było wierzyć, że dasz mi ciepło, którego sam nigdy nie umiałeś utrzymać. S: Nie jestem naczyniem do napełniania. Jestem tym, co zostaje, gdy przestajesz pić i odstawiasz mnie na bok. F: Nauczyłam się, że mogę stać bez ciebie. S: Nie zauważyłem momentu, w którym przestałem być potrzebny. F: Bo zawsze byłeś potrzebny - tylko nigdy obecny. Po prostu - jesteś już zbędny.1 punkt
-
@Marek.zak1 Bardzo dziękuję! Wiem, co masz na myśli - ten dystans obserwatora zamiast uczestnika. Ale czy zdarzyło Ci się wejść do całkowicie opuszczonego, starego domu. Bywałam z małżonkiem w północnych kniejach, a tam widzieliśmy ślady po wymarłych, poniemieckich wsiach, zrujnowanych zabudowaniach , ale też były całe opuszczone domy. Weszliśmy do jednego z nich - wrażenie niesamowite, tym bardziej, że dawni mieszkańcy zostawili sprzęty, naczynia i obrazy. Połączyłam tamte wrażenie z legendą o Smętku. I to tyle. Pozdrawiam. @Jacek_Suchowicz Serdecznie dziękuję! :)) Właśnie! To napisałam Markowi. Miałam też takie wrażenie, że zaraz wróca. Wstydziłam sie , że jestem intruzem i wiele pytań - kim mogli być mieszkańcy. A dom był opuszczony od lat 50-tych. Pozdrawiam. @Deonix_ Bardzo dziękuję! Pozdrawiam. :)1 punkt
-
strzępki urwanych myśli i słów niby-trzęsawiska podmokłe łąki w których zapadamy się po kostki krok za krokiem przychodząc do siebie patrzymy na lśniące grzbiety saren muskane pierwszymi promieniami i te ptasie gniazda w ażurowych prześwitach na drugim planie babcia wieszająca pranie białe pościele z wyhaftowanym makiem w prawym górnym rogu krwista plama tak wiele ludzkich trosk wplecionych w sielski pejzaż spójrz w oddali chłopcy kijami tłukący kasztany za plecami ktoś zachrzęścił żwirem brzęk obijanych kan to mleczarz na rampie przesuwał jedną po drugiej Stachu uwieszony przy płocie przestępuje z nogi na nogę przesiąknięte nikotyną ubranie w połączeniu z filcami z pewnością nie dodaje uroku u Józefa sześćdziesiąt kotów buszuje po domu żal się rozstać z tym rozszarpanym przez Burka schował go w wersalce już śmierdzi1 punkt
-
dźwięki duszy przyprawiają o dreszcze spokój jest ulotny czasem tylko sny tulą niepokoje zachodzi noc a na niebie błyszczą poranne księżyce powoli rumieni się powietrze i ja wciąż jestem transparentna na tle twojego serca1 punkt
-
Na brzegu ktoś wspomniał o czasie jak o rzece stałem nad brzegiem i patrzyłem jak woda niesie liście z wczoraj do jutra w tle starożytny bóg o oczach kota mrugał leniwie a my w pośpiechu wymienialiśmy sekundy na bilety do nigdzie kontekst byłby kluczowy ale siedzieliśmy w ciemnej sali i czekając na napisy końcowe czy to już koniec czy dopiero początek gdzie duchy wymieniają się opowieściami o zapomnianych życiach na ostatniej stronie księgi puste linie czekają na słowo które nigdy nie padnie1 punkt
-
kiedy ciebie nie ma to czym jest życie śnieg topnieje tak szybko znienacka czas płynie nie pyta już noc i ciągle gra radio niby wiosna wypadałoby się cieszyć jak czekać jutra jak zasnąć1 punkt
-
w środku zawiei chichot wiatru gładzi wzory i pieści złudzenia wykute z lodu wierszydełka jak smugi samochodowych reflektorów biegną polem wymarłym między trawy ostre tam gdzie świtaniem mroźnym w różanych pąkach żółte brzuszki sikorek kryją w sobie kryształowe podrygi liści i krzyk dzikich kaczek w koronce do miłosierdzia bożego ze wsi zabitej dechami1 punkt
-
niebo mrowi deszczem przemoczony dzień tapla się po ulicznych kałużach łzy wymęczone tłuką w moje okno tym razem to nie Plac Zbawiciela dziś nie wylewam za kołnierz1 punkt
-
Słodko - pikantna przekąska nienasycona, aromatem chili. Porzucam migdałowy kształt kiedy mnie rozpuszczasz w dłoniach. Obierając ze skórki. Chroniąc kruchość, w cynamonowej posypce.1 punkt
-
Wiersze nieczytane Wiersze nieczytane odchodzą zakładają szpilki albo gumowce kapelusz albo kaszkiet czasem melonik albo welon wychodzą bez słowa albo trzaskają drzwiami rozbijają lustra huśtają się na tęczy albo w kropli rosy załamują skrzydła ciszą oplątują drzewa siadają w pustych gniazdach i czekają na wiosnę albo na miłość krusząc kopie smutku w szklance mocnej kawy1 punkt
-
Piszcie! Wkładajcie palce do ran! Rozdrapujcie litery białym śniegiem! Skrzypcie piórami kogucimi! Zamiatajcie pod dywan Aladyna! Rozkładajcie ręce niepokoju! Składajcie domki z kart! Wzruszajcie ramionami drzew! Biegajcie po rosie, po piekle i po niebie! Znoście niecierpliwość marzeń! Chuchajcie w szeroko otwarte oczy i zamknięte serca! Piszcie!1 punkt
-
Igiełki Ubrana w choinkę świecę betlejemską gwiazdą, migoczę świętymi ognikami, kołyszę zaspaną lametą, wzdycham anielskim włosem, dzwonię pobladłymi bańkami, zapachami cukierków wabię. Spod świątecznej sukienki wystają igiełki, skrapiane poranną rosą, całowane mgłą, utulane wiatrem. Uczę się miłości do ludzi od nowa1 punkt
-
Czy pisać wiersze? Na łąkę wszechświata wybiegać? Zrywać śpiące gruszki i wiśnie? Wierzchem chmur jechać jak na wschodzącym słońcu? Duszę rozświetlać nadzieją? Czy pisać? Na tęczy zawisnąć znienacka? Uszczypnąć los w nos? Potargać szczęście za włosy? Czy wbiec schodami do nieba skacząc z mostu tonącego w kwiatach?1 punkt
-
@M_arianna_ Czuję, że inspiracją mogło być tutaj mikroskopowe zdjęcie najmniejszego na świecie palindromu :)1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne