Ranking
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 04.05.2026 uwzględniając wszystkie działy
-
Pierwsza szczelina w twardej skorupie - nieśmiałe tętno uderza o ciszę, gdy nieznany pęd rozsadza ból bez kształtu. Zapomniana krew budzi uśpione nerwy a pierwszy wdech staje się krzykiem i końcem snu. Skóra jest cienka, światło kaleczy. Czucie to cena za istnienie. Tylko ono budzi pragnienie następnego oddechu.26 punktów
-
czy daleko jest czy blisko od słowa do słowa przeobłędnie wprost bym chciała z tobą się zrymować strzępki westchnień na serwetkach w jutra ci poplotę, z rozczulenia w gwiezdne noce, miriad cudnych zwrotek czas obrączkę szczerozłotą włożył już na pamięć każdej kropli twego pióra nieprzytomnie pragnę24 punktów
-
czerwone klipsy z białym napisem pocałuj tu też dałeś je jak żart albo test albo coś pomiędzy a ja nie wiedziałam czy to się nosi czy czyta bo nagle to nie był przedmiot tylko zdanie które ktoś wypuścił na moją skórę i zaczęłam się zastanawiać gdzie kończy się zabawa a zaczyna decyzja czy to jeszcze śmiech czy już ruch w moją stronę - nie założyłam ich ale czasem mam wrażenie że one i tak są na mnie bo „tu też” nie znika kiedy się odwraca wzrok i najdziwniejsze jest to że nie wiem czy to ty mnie oznaczyłeś czy ja tobie pozwoliłam czytać21 punktów
-
Latarnia miga trzeci dzień. Ktoś przestał zgłaszać. Miasto pulsuje jak stan zapalny. On przynosi w kieszeniach cudzy wzrok i lepki kurz - nalot na spojrzeniu. W czterech ścianach zdejmuje twarz. Ostrożnie. By nie przerwać siebie. Wyżyma zmęczenie z koszuli. Liczy, ile ciepła dzień zabrał tym razem. Okna ryglowane ciszą. W dusznej bliskości mebli świat urywa się na progu. Noc - woda bez brzegu. Może wreszcie zatonąć.21 punktów
-
bardzo nastrojowy liryk lśnienie ale nie to ze znanego filmu tylko to które wróciło do swego dawnego sensu które go odzyskało19 punktów
-
I. Szorstkość noc ma szorstkie dłonie drażni skórę jak nieogolony policzek albo zbyt szczera prawda nie szukaj światła w ciemności łatwiej poukładać nas od nowa II. Pomiędzy kieliszek wina niedopałek w popielniczce i my rozpięci między jednym a drugim słowem nie kończ ten szept wystarczy za most za każdy powrót za brak pytań III. Duszność powietrze w pokoju gęstnieje lepi się do firanek jak dym i wczorajsze wino pachniesz zmęczeniem które nie chce zasnąć nie otwieraj okna pozwól nam jeszcze chwilę nie mieć dokąd wrócić18 punktów
-
cygnus atramentus jakiż to łabędź porusza granatem niepokoju każe na coś czekać przystaje patrzy na mnie z magnetyzmem kobaltowym przebiciem niedostępnego hebanu spojrzenie to porzuca jak kałamarnica w nagłym ruchu i jakby zapraszając płynie po Dunaju falach z inkaustu w którym niechybnie zanurzę się w nocy17 punktów
-
Wiatry wołają: czyje dłonie pominą tę biel strząśniętą z młodych jabłoni? Jakąż namiętność kryje w sobie dziewczyna odurzona majem.17 punktów
-
ciężkie tematy opublikuj rzecz jasna są to ciężkie tematy obciążające psychikę pojawiają się coraz częściej w sztuce również jako prowokacje etyczne i estetyczne mam wrażenie że ich nagłaśnianie daje odwrotne skutki do zamierzonych jak zresztą wszelkie akcje odwracać się nie wolno stać, patrzeć, słuchać koniec śmiechu i swobody a że nie wszystko jesteśmy w stanie współboleć ze wszystkimi prawdziwymi i wymyślonymi ofiarami, bo to nie na naszą wytrzymałość tak kiedy nam nasze serce i zmysły nasze odmówią tego współodczuwania i będą wolały cieszyć się i doznawać przyjemności staniemy wtedy na baczność i rzetelnie poprzemy te wszystkie akcje bo nie ma wyjścia tak żeśmy do muru przyparci popieramy! rzetelnie popieramy z "ozorami" przy ziemi16 punktów
-
kameliowa baletnica baletnica poezji stoi lekko na palcach na środku jeziora * pasterka z Andersena urosły jej skrzydła anielskie * prawie rozmarzone tęsknotą za tym co jeszcze nieznane a na wpoły sielskie * z łabędzich piór i saskiej porcelany16 punktów
-
https://www.youtube.com/watch?v=e4l8oKkB5q4 Wiersz już kiedyś wrzucałam, ale teraz jest jeszcze zagrany. Bez ciebie jestem taka jesienna, przemoknięta deszczem i smutkiem. Z melancholią coraz dłuższą. Z uśmiechem krótkim. Powłóczę kaloszem starym po liściach skąpanych w błocie. Rozgniatam kolory jesieni w długiej, szarej tęsknocie. Bez ciebie jestem listopadowa. Nawet parasol mi nie służy. Strącam z rzęs krople wspomnień i topię je w kałuży. Snuję się babim latem, oplatam gałęzie mokre, a potem znowu tęsknię, szukam cię w jesieni i...moknę. Z samotną ławką w parku porozmawiam jak z siostrą. Przemoknięta deszczem i smutkiem, poczekam. Może wrócisz wiosną?16 punktów
-
Marcowe migdały muzyki majowym manuskryptem. Myśli marszczone malachitowym momentem, malują muzykę miłosnym marzeniom. Madonny modlitw mamrocząc morom maleńkim, Materii malarskie mroźne Montmartre . Marzeniem macham- milczysz Mateńko miłości mangrowe moje.16 punktów
-
o dwóch poezjach chciałoby się je połączyć jedne zachwycają bezpośredniością inne poruszają grą brzmień podczas lektury wiersza o Klarze płakała cała rodzina bo bywa że lingwistyczna po prostu irytuje czasem ze zderzenia dźwięków wynika coś nowego autoironia zgoda – ma przede wszystkim poruszać trudno oprzeć się pokusie eksperymentu Derrida zachwycał zapładniał intelektualnie dla mnie to Paryż choć gość mieszkał w Algierii Paryż odbity w lustrze gdzie Żyrafa okazuje się wieżą Eiffla z elfem na szczycie16 punktów
-
Myśli jak burza Nagła Gwałtowna Z gradem Wywraca bezpieczne "jutro" Grad uderza w skronie jak bęben Pęka cisza szyta latami. Każda bryłka to imię data niezadane pytanie brak odpowiedzi. Uderza w serce gdzie chowałam stare wersje siebie Nie ma już suchych miejsc. Po burzy wychodzę boso Mokro i grząsko I czuję jak bije pod stopami nowe16 punktów
-
Jestem czasem taka próżna, Wklęsła, pusta w sobie Kiedy zrzucasz mnie niewdzięcznie Z ramion albo z objęć. A ja jestem przecież po to, By coś we mnie było, By wypełnić moje kształty, Nie wiem czy to miłość… Bardzo lubię, gdy upychasz Albo bałaganisz, Grzebiesz i łaskoczesz w środku… Nie zamienię za nic! Z tobą czuję się bezpiecznie Chyba mnie nie zdradzisz? Po cóż tobie nowa torba, We mnie wszystko wsadzisz.15 punktów
-
idzie przez życie krokiem chwiejnym to ja - przypadek beznadziejny rozrywa snami dzień kolejny to ja - przypadek beznadziejny wierzy że jeszcze gdzieś się spełni to ja - przypadek beznadziejny ciachany bólem chleb powszedni to ja- przypadek beznadziejny pustka go zżera uczuć pełny to ja- przypadek beznadziejny łzami skraplany ślad olejny to ja- przypadek beznadziejny myśli splątane kłęby wełny to ja - przypadek beznadziejny uparcie zimny nazbyt grzejny to ja - przypadek beznadziejny sprzeniewierzony zawsze wierny to ja przypadek beznadziejny beszta nadzieję stary gniewny to ja- przypadek beznadziejny https://youtu.be/jnaX5hCXFA4?is=dwHMzCqquXcoZnXS15 punktów
-
pióro i stetoskop już Barańczak pisał że bez chirurgicznej precyzji nie ma i nie będzie poezji przygoda czeka literackie knieje rzuć za siebie stetoskop i szprycę patrz pióro błyszczy i czeka nietknięte lepsze przecie niż brzuchy wzdęte pacjentów pod skalpelem pragnę sprostować że to satyra na stan służby zdrowia a nie poważna do porzucenia zawodu namowa15 punktów
-
Odległa jest kraina wytchnienia Stąd do niej są długich mil tysiące. Na drodze gór burzliwych spiętrzenia, Pustynie jałowe i gorące. Wędrowiec słania się ze zmęczenia, W sercu ma mrok, a w oczach ciemności. Bez nadziei i bez pocieszenia, Gotów jest na spotkanie wieczności. Na niebo okrutne spogląda co rusz, Posępną drogę mierzy spojrzeniem. Chciałby na ziemi położyć się już I rozstać z ciężkim życia brzemieniem. Lecz jeszcze nie, człowieku strudzony; Tak wiele mil przeszedłeś przez ten świat, Odkąd ruszyłeś w ten marsz utrapiony; Więc dalej idź, z mozołem za pan brat. Rozpacz pokonaj opanowaniem, W swej piersi ucisz jej westchnienia; Gdzie chciałeś dojść, tam noga twa stanie, Twoja będzie kraina wytchnienia. I Emily (1837): Far away is the land of rest- Thousand miles are stretched between, Many a mountain's stormy crest Many a desert void of green. Wasted, worn is the traveller, Dark his heart and dim his eye, Without hope or comforter, Faltering, faint and ready to die. Often he looks to the ruthless sky, Often he looks o'er his dreary road, Often he wishes down to lie And render up life's tiresome load. But yet faint not, mournful man; Leagues on leagues are left behind Since your endless course began; Then go on, to toil resigned. If you still despair, control, Hush its whispers in your breast; You shall reach the final goal, You shall win the land of rest.15 punktów
-
ich samochód nie jest pojazdem jest decyzją życiową podjętą pod wpływem chwilowego optymizmu i złych znajomych stoi pod blokiem jak wyrzut sumienia na czterech kapciach jak pies który zjadł właściciela i teraz tylko warczy kluczykiem lakier ma w kolorze "jeszcze pojeździ” a maskę zamyka się na wiarę i dwa razy z przyzwyczajenia rano odpala tylko wtedy kiedy nie muszą nigdzie jechać kiedy naprawdę muszą milczy z miną filozofa który właśnie udowodnił że sens nie istnieje kluczyk przekręca się w stacyjce jak pytanie bez odpowiedzi rozrusznik kaszle akumulator modli się o śmierć a kontrolki zapalają się wszystkie naraz jakby ktoś właśnie ogłosił koniec świata w języku ikon kontrolki nie informują one oceniają check engine czyli: " sprawdź siebie” abs czyli: " brak przyczepności do sensu” airbag czyli: "przytul się na koniec” ich samochód ma w sobie coś z toksycznego partnera obiecuje że się zmieni po czym gaśnie na środku skrzyżowania zostawiając ich na pastwę klaksonów i cudzych opinii silnik nie pracuje - on składa zeznania każdy tłok wali w blok z taką furią jakby próbował wybić alfabetem Morse'a prośbę o azyl w najbliższym punkcie skupu złomu to nie jest praca mechanizmu to jest agonia orkiestry dętej która spadła ze schodów razem z instrumentami czasem jedzie o tak jedzie z taką dumą jakby był ostatnim sprawnym egzemplarzem swojej epoki pierwszy zakręt bierze sam jakby im nie ufał siedzącym jak mumie w okularach przeciwsłonecznych i udających że prowadzą Ferrari kierownica zawsze kręci nimi nigdy odwrotnie mruczy sunie nawet radio Safari łypie na nich zadziornie jednym okiem i czasem samo się włączy ale zawsze tylko z prognozą dla rybaków a oni przez chwilę wierzą że to wszystko ma sens ale to tylko wstęp do zdrady bo nagle przy osiemdziesięciu zaczyna drżeć jakby przypomniał sobie wszystkie swoje poprzednie życia kierownica bije jak serce po kawie i rozwodzie hamulec reaguje z opóźnieniem godnym urzędu a skrzynia biegów zmienia zdanie w połowie zdania ich samochód potrafi zgasić silnik w trakcie jazdy jakby ktoś wyłączył im narrację i zostawił tylko efekt dźwiękowy paniki na desce rozdzielczej świeci się coś zawsze coś ikonka która nie istnieje w instrukcji symbol przypominający krzyżówkę czajnika z katastrofą lotniczą mechanik mówi że to nic takiego z uśmiechem człowieka który właśnie kupił nowe wakacje za ich strach bo ich samochód zna mechanika lepiej niż oni znają się dobrze mają układ milczący lepki zbudowany na częściach zamiennych i półprawdach oddają go do warsztatu jak dziecko do poprawczaka a on wraca gorszy bogatszy o nowe objawy których wcześniej nie było w ofercie mechanik mówi to było do zrobienia to też wyszło przy okazji a to zaraz wyjdzie i najlepiej zrobić już teraz bo potem będzie drożej ich samochód słucha tego zza ściany i uśmiecha się olejem rdza nie jest tu usterką ona jest jedynym spoiwem które trzyma ten teatr cieni w całości ten samochód to właściwie tlenek żelaza który siłą woli i czarnej magii zachowuje kształt kombi gdyby kiedykolwiek przestał rdzewieć rozpadłby się na asfalcie jak garść konfetti po nieudanym weselu ich jedynej córki tłumik wisi na drucie wiązałkowym i nadziei że patrol policji akurat będzie patrzył w drugą stronę kiedy mu dolewają oleju mlaska zadowolony a z rury wydechowej wypuszcza czarny gęsty kaszel jakby właśnie wypalił paczkę najtańszych papierosów Sport prosto w płuca osiedla ten samochód nie spala benzyny on spala ich czas ich przyszłe urlopy i szanse na spokojną starość przerabiając marzenia na błękitną chmurę toksycznego wstydu wlew paliwa jest jak usta starca który już nic nie czuje pobiera haracz w litrach a potem wypluwa go pod siebie na kostkę brukową znacząc teren jak chory pies który boi się że zapomną do kogo należy ten kawałek betonu bagażnik domyka się tylko na nienawiść - trzeba w niego uderzyć z taką siłą jakby się chciało raz na zawsze dobić to zwierzę czasem nie otwiera drzwi pilot działa tylko kiedy nie patrzą szyba opuszcza się do połowy i zatrzymuje jak człowiek który zapomniał po co żyje wycieraczki włączają się same w słoneczny dzień jakby chciały coś zetrzeć z rzeczywistości ich samochód ma też dni religijne wtedy zapala wszystkie kontrolki naraz jak świeczki w kaplicy awarii i czeka aż uwierzą na stacji benzynowej pije więcej niż oni kiedy wkładają pistolet w dziurę wlewu ich samochód nie tankuje on przyjmuje komunię z ołowiu i podatków mlaskając przy tym z taką lubością że oni wstydzą się patrzeć w oczy pracownikowi stacji to nie jest uzupełnianie płynów to jest przelewanie krwi z ich konta prosto w czarną dziurę która na pożegnanie zawsze puszcza im bąka z rury wydechowej jest zachłanny bez wdzięczności a potem i tak twierdzi że jest głodny bo wskazówka paliwa żyje własnym życiem raz pokazuje pół raz pustkę raz coś pomiędzy nadzieją a bankructwem ich samochód wie kiedy mają pieniądze i właśnie wtedy się psuje z precyzją chirurga i sercem złodzieja wyciąga z ich portfeli banknoty jak tasiemiec który zadomowił się w układzie wydechowym i tyje podczas gdy oni chudną z nerwów przed każdym czerwonym światłem na parkingu stoi spokojnie udaje niewinność lakier odbija światło jakby nic nigdy nie zrobił a oni patrzą na niego i wiedzą że to kłamstwo bo to nie oni nim jeżdżą to on używa ich do przemieszczania własnych problemów z punktu a do punktu b czasem myślą żeby go sprzedać pozbyć się uciec ale wtedy odpala od pierwszego jedzie idealnie cisza płynność nawet hamulec łapie jak trzeba jakby mówił spróbujcie więc zostają bo ich samochód jest jak związek którego nikt już nie pamięta jak zaczął ale wszyscy wiedzą że nie skończy się dobrze a mimo to codziennie do niego wsiadają jak do małej prywatnej katastrofy która pachnie benzyną i obietnicą że może tym razem tylko tym razem nie zrobi z nich idiotów i oczywiście robi14 punktów
-
jego żona nie zajmuje miejsca ona się odinstalowuje jak wadliwy sterownik seria wycofana brak części zamiennych i nikt już nie odbiera zgłoszeń kawałek po kawałku wypluwa siebie do zlewu aż w odpływie zbiera się z niej coś na kształt człowieka tylko bez funkcji cofania bez gwarancji bez paragonu który i tak by wyblakł chodzi po domu ciszej niż szept w kostnicy przeprasza powietrze że w ogóle śmie je filtrować przez te swoje chude płuca które mają wydajność zepsutego odkurzacza model który jeszcze udaje że ciągnie jej ciało się nie rozlewa jak jego bebech ono się zwija jak stary paragon z biedronki wyblakły nieczytelny dowód że kiedyś kupiono w niej coś świeżego i już nigdy nie oddano na gwarancję bo nie było gdzie skóra jej wisi na gnatach jak brudna ścierka na płocie zostawiona na promocji której nikt nie wziął nawet za darmo to prześcieradło z hospicjum którego nikt nie zdążył wygotować obciągnięte na kościach tak ciasno że słychać jak wapń trzeszczy pod dotykiem jego wzroku jakby był tarnikiem do drewna certyfikat jakości do użytku domowego śpi tak płytko jakby balansowała na krawędzi nocnika pilnuje żeby nie wsiąknąć w materac bo on by ją rano pomylił z plamą po piwie i próbował zetrzeć tępą stroną noża aż zostałby tylko zapach który nie ma właściciela jej oddech to cienki drut kolczasty ktoś zostawił go pod napięciem żeby kopała go po kryjomu w ten spocony kark kiedy on chrapie w kilku martwych językach naraz jak radio które złapało tylko cmentarze rano zbiera się z podłogi jak rozsypane gwoździe najpierw palec potem rzepka potem reszta złomu składa się w coś co przypomina człowieka ale nie posiada już instrukcji obsługi ani obrazka na pudełku w lustrze nie szuka urody ona tam robi inwentaryzację sprawdza czy szkło jej nie wyrzygało przed świtem czy jeszcze jest tam jakakolwiek plama którą można nazwać twarzą twarz to u niej tylko miejsce po wybuchu którego nikt nie zgłosił na policję bo nie było świadków oprócz niej samej która nie została dopuszczona do zeznań w kuchni stoi jak wyłączona pralka nic nie wiruje tylko czas który się zaciął na jednym programie czeka aż on ją kopnie w bok albo ostatecznie spuści wodę tryb szybki bez wirowania dotyka rzeczy tak miękko jakby miała dłonie z mokrej waty szklanej która drażni wszystko czego dotknie i pyli jej prosto w oczy od samego faktu istnienia kiedy on mówi ona nie słucha słów ona waży ten gruz który mu wypada z pyska razem z okruchami chleba i resztką autorytetu łyka tę flegmę nienawiści jak darmową zupę w przytułku dokładka gratis do wyczerpania zapasów i magazynuje ją pod językiem żeby nie pobrudzić dywanu który on i tak zadeptuje brudnymi stopami i zostawia ją pełną jego je tak precyzyjnie jakby rozbrajała bombę zegarową każdy kęs to ryzyko że nagle zacznie istnieć za bardzo a wtedy trzeba by było coś z tym zrobić a nikt nie ma narzędzi jej ciało pamięta więcej niż on ma w jelitach każde beknięcie każdy zapach niemytych nóg zostaje w niej jak rdza na rurach której nie idzie odszorować nawet przy użyciu siły wyższej jakby była instalacją do przechowywania jego życia certyfikat szczelności nie obowiązuje czasem stoi przy oknie i gapi się w dal aż szyba zaczyna pękać z żenowania mogłaby wyjść po prostu trzasnąć drzwiami ale klamka w niej jest zamontowana odwrotnie do wewnątrz prosto w przełyk i każde otwarcie kończy się dławiącym kaszlem a instrukcja jasno zabrania użycia nogi ma lekkie dopóki nie pomyśli o wolności wtedy robią się ciężkie jak beton którym on zalewa ich wspólne dno jakby była fundamentem pod coś co już dawno się zawaliło ale dalej stoi w papierach kiedy ją dotyka ona staje się dwuwymiarowa jest jak naklejka na lodówce którą on próbuje zdrapać paznokciem ale ona tylko bardziej wsiąka w emalię aż staje się częścią urządzenia bez możliwości odłączenia po wszystkim leży nieruchomo i nasłuchuje czy to co w niej tyka to jeszcze serce czy już tylko zapalnik od bomby która nigdy nie wybuchnie bo spóźniła się o całe życie i teraz czeka na zgodę i teraz boi się przerwać mu chrapanie jego żona to usterka odwrotna nie wyciek tylko absolutna próżnia dziura w instalacji świata przez którą nic nie leci bo wszystko co miało wartość już dawno spieprzyło jej jedyna modlitwa syczana prosto w poduszkę "niech mnie nie będzie bardziej niż to kurwa konieczne'' wersja robocza do dalszej redukcji żeby mógł dalej myśleć że jest tu sam ze swoim Bogiem w dresie z wypchanymi kolanami drapać się po bebechu i żreć te zimne resztki podczas gdy ona jest już tylko tasiemcem w jego własnych jelitach który wyjada mu życie od środka aż zostanie z niego tylko pusty dres i zapach starej parówki z biedronki a ona dalej czeka aż to wszystko wreszcie jebnie bez żadnego protokołu zniszczenia bez podpisu bez pieczątki aż zostanie z niego tylko ten pusty dres i odbicie w lustrze które wreszcie rzygnie ich obojgiem prosto w ten pieprzony zlew bez prawa do reklamacji14 punktów
-
No proszę, śmiało Bez obaw. Mamy Tylko co to najlepsze Malujemy nawet powietrze Satysfakcja gwarantowana Od wieczora aż do rana No chodź, nie daj Się prosić, pomalujemy Twój świat, będziesz się unosić Uśmiech ci dorysujemy Szare życie odrestaurujemy Tak, właśnie tak Subtelnie jak pociągnięcia pędzla Pokryje cię draperia Jak wylinka węża. I część tryptyku kwietniowo-majowego *************************** II część - Ług farbiarza III część - JESTEM - jesteś14 punktów
-
Krzyk ma rym bólu Krzyczysz Nikt nie usłyszy Cisza zaskakuje Milczysz Nikt nie zapyta Rozczarowanie Jak smak Gorzkiej herbaty Język pamięta Smak wstydu Poczujesz Przełkniesz Czas ukradnie Smak Osłodzisz nadzieją I minie.14 punktów
-
Erozja jest procesem. Ale czy decyzją? Woda drąży skałę. A czy pyta o zgodę? Ona jest i będzie. Drąży Po kropli. Po wieku. Skała nie ma języka. Ma kształt. Nadany. Nienaturalny. Rzeźbiony. Powstaje kanion Czy chciał nim być? Mówią: "cud natury". Nikt nie mówi: "rzeź". Bo rzeź wymagała świadka. A woda nie zeznaje. Pusty. Głęboki. Podziwiany. Ktoś wrzuca kamień Na szczęście. Czy myśli, że rzuca nim w ranę? Czy siebie tak postrzegamy?14 punktów
-
kocham cię na pamięć bez zabezpieczeń serce samo wie gdzie się położyć czekam jak ziemia po pierwszym cieple która pamięta deszcz i otwiera się powoli nie z bólu tylko z tego drżenia pod spodem twoje imię noszę pod językiem łyk wody którą chce się pić z twoich ust pod paznokciami zbieram twój brak jak pył który osiada na dnie niewypowiedzianych słów to coś co chce zostać zanim stanie się głosem jeszcze cię nie ma a ja już robię miejsce w oddechu między jednym a drugim uderzeniem po ciepłej stronie łóżka która uczy się twojego kształtu za oknem miasto wyostrza kanty betonu o cudze źrenice świat mięknie bez powodu noc nie jest ciężka tylko głęboka wie że zaraz w nią wejdziesz krew przestaje należeć do mnie tętni twoim imieniem zanim je wypowiem kiedy przyjdziesz nie pytaj połóż dłoń i zobacz jak rozpuszczam się w tobie jakby granica między nami była tylko przesłyszeniem aż do prawdy kocham cię jak światło które nie musi dotykać skóry żeby ją ogrzać bez pośpiechu stając się ciszą w której mieści się wszystko13 punktów
-
Soczystą zielenią przeplataną ze srebrem w delikatnym świetle nad tobą, grzbietem wspinam się i wyjdź w długiej kępce żółtym szczawikiem do fioletowego bratka.13 punktów
-
Zakresu kres Abordaż anturażu, Aranżacja oranżu. Angaż w Paryżu – nieprawdaż? Paryż, azaliż... żelazko*. Oto lista w stylu Eco. Umberto jak otręby, Otranto stare i starte, Opactwo nieotwarte. Postmoderny reduktor: Anty-Derrida Ador – Matkę Boską Niebieską*. Na tron! Zum Nord – jak prawi Wikingom. WikiLeaks to, a kiwa*? *Snobistyczny intelektualista aranżuje otoczenie w modnych kolorach i szuka angażu w Paryżu; "azaliż...żelazko"- upadek mitu. *Nawiązanie do Eco. Anty-Derrida Ador – imię z przydomkiem, odwrócona dekonstrukcja; przemiana mentalna w społeczeństwie i w kulturze. *Zwrot ku kulturze nordyckiej, sile i witalności; siłowy powrót do tradycji; przeciek – dekonstrukcja danej nam prawdy, ale także nowa forma przemocy. To jest pamflet i na postmodernę, i na współczesny zwrot neokonserwatywny.13 punktów
-
za bardzo czy można kochać za bardzo? można tych którzy cię i tak odrzucą bo taki mają zwyczaj taki wdruk takie widzi mi się zamiast ulewy drobny deszczyk a nawet tylko kropla na usta bardzo spragnionego to wystarczy12 punktów
-
wstęp do zabaw blady przez księżyc i pył z światła pod nim zgrzyta zębami w jego ustach chrzęści jak gdyby miało się coś wysypać trzask szum stuk puk połyknij gwiazdę z oceanem połyknij śmierć tak wciska się w język dotykasz i czujesz wychodząc naprzeciw to przecież twój wiersz dostrajasz tony nadajesz barwę12 punktów
-
Pełno ziela. Cykadela. Skowroneczek. Żółte jaskry. Polne chwasty. Puszące się mlecze. Poleżę tu tak, smagana przez wiatr. Poleżę nim przyjdzie jesień.12 punktów
-
Stanęłam dla Ciebie Na ustach Pełnych Czerwieni Majowych czereśni Balansując na granicy Cierpkości Zbyt wczesnego pocałunku12 punktów
-
Na ziosna kożdan czekoł. Na długsze dnie, słónko i pozietrze feniejsze. Eszcze sila a łogródek i gymizo tak puchnąć bandzie aż w głozie sia pomnianiało. Zietrzyk leciuchny i modry- my na Warniji niebo mowamy Ciajżka robota w polu potam, To nic. Jek spsik i śpsiyw. Tajskno am Boże. Na wiosnę każdy czekał. Na dłuższe dnie, na słońce i pogodę fajniejszą. A z ogrodu kwiatowo- warzywnego taki zapach. że w głowie będzie szumiało. Jeszcze chwila A wietrzyk błękitem tak lekki my na Warmii to niebo mamy. I czeka ciężka robota w polu potem. Nic to. Sen mi się przyśnił i śpiew. Tęskno mi Boże. Na biurku dziadkowego Biedermeiera, miłość na chwilę sobie przysiądzie. Latawce zdmuchnie i pył z książek. Ona w kieszeni ma nieważny bilet, wciąż się śmieje z tego samego żartu. Promyki chabrów jasne jak fiolet. Odejdzie wraz ze mną jak hartu epolet. Drogą do Mamy Boga i Nieba. w ten czas, gdy będzie trzeba. ( Gwarą warmińską. I przekład z dodanymi dwoma strofami)11 punktów
-
Powiedziałem ci kiedyś: Chodź ze mną, Zaludnimy niewielką planetę Owocami pożądania. Roześmiałaś się, jak lubiłem. Po ciasteczku powiedziałaś: Nie zabiję waszego świata, Bo ja go nie stworzyłam. Śmialiśmy się beztrosko, Znając tajemnicę mężczyzny i kobiety, Cudu spotkania i stwarzania światów. Nie zmieniliśmy nawet Układu Słonecznego. Dopiliśmy to spotkanie Z aromatem grzesznego piękna. Na koniec powiedziałem: Wiedz, że gdybym miał dwa życia, Oddałbym jedno tobie. Odpowiedziałaś uśmiechem z pianki: Przyjdź jak będziesz je miał. Wezmę oba. Wynurzyłem się z twoich oczu. Kawa była zbyt słodka. Po latach, znów przy kawie, Powiedziałem, że jesteś nadal piękna, A ty, że ja nadal miły. Tę kawę piliśmy we czworo, Z ciekawością o dwie nieznane planety, Nie wspólne, lecz nasze. Przetrwała w nas ciekawość stwarzania planet, Ale serca bały się uśmiechu. Zapytałem, czy jesteś szczęśliwa, Tak chciałem to zobaczyć, podzielić się swoim. Uśmiechnęłaś się smutno, pomachałaś motylkami. Bardzo chciałaś usłyszeć, że to byłby grzech, Skłamałem dla ciebie. Skłamałem drugi raz, Gdy powiedziałem, że na ciebie nie zasługiwałem. Dodałem, że widzę w twoich oczach nasz świat, Ten który się nie narodził, grzeszny i piękny, Niepokalany z naszej winy, ale nie z grzechu. Rozpoznałem go w smutku twoich oczu. Ta kawa była gorzka i prawdziwa.11 punktów
-
Wielbłądy niosą kamiennych herosów — w rogu pokoju: stół na złotych łapkach. Wielbłądy niosą krawędzie miękkich włosów — do dalszego ogrodu puka dalsza kołatka...11 punktów
-
w rozpamiętywaniu przeszłości i podglądaniu przyszłości Teraz się osamotniło właściciel je pozostawił bo się za mocno rozbujał na życiowej huśtawce11 punktów
-
Taka jesteś niepraktyczna i rozrzutna, gdy znów pławisz się w zachwytach i wzruszeniach. Na co komu tyle westchnień i energii, przeznaczonej na ten marny puch tworzenia. Komu przyda się bogactwo skryte w słowie i czy dzisiaj jakąś przyszłość ma liryka? Po co mnożyć wciąż refleksje bez umiaru , kiedy w życiu coraz więcej pytajników. I przekupić cię nie można byle słówkiem, choć okazji miałaś wiele poprzez wieki. Lecz uparcie wstajesz nawet pośród zgliszczy, by ujmować się niezmiennie za człowiekiem.11 punktów
-
„Cisza życia poety” Każdy z nas samotnie pisze, bez kalki, bez odbitek. Czasem dźwiga dumę z liter, częściej — ciężar prób, pomyłek. Szkic rodzi się w twym półcieniu, z tego, co dzień podpowiada. Sens rozprasza się w zdarzeniach, gdy się cisza już w czas wplata. Nie ma miejsca na poprawki — czas nie cofa się w swych znakach. Każdy ruch, choćby najcichszy, zostawia ślad — jak mat w szachach. Jedna chwila — ostra w smaku, inna — mokra pośród burzy. W jednej puls i szybkie tętno, druga w ciszy się wykruszy. To nie obraz z jasnym końcem, raczej cień i własne mary. Noce długie, puste, nieme — gdy w mocy jesteś: przegrany. Kiedy zgaśnie światło chwili i dłoń przestanie już nęcić, zostanie błysk — kruchy zapis, wyryty w krótkiej pamięci. Życie — bez wyraźnej puenty, między „trzeba” a „pragnienie” — zostawia ślad gdzieś w eterze, a ty stajesz się wspomnieniem. Leszek Piotr Laskowski.11 punktów
-
Zyzuś tłuścioch, mały pająk znad Noteci, podrywacz na całą znany okolicę, niejedną samiczkę złowił w swoje sieci. # Teraz zagiął parol na pasikonicę, kilkanaście razy większą od zyzusia, drapieżną zieloną niezdarkę dziewicę. # Niech ci się zyzusiu nie śmieje gębusia. Niezdarne ma ruchy zielona pannica, lecz gdyś nieostrożny, trafisz do jej brzusia.11 punktów
-
leki z bożej apteki- żegnam Panią samotność- - kiedy się rozpuszczą. po coś nie siedzę przy biurku po coś nie stoję przy maszynie po coś nie pcham wózka ... rozglądam się wkoło kwiaty, kiście winogron, słońce w środku suszone śliwki cisza, ta cisza przerywana śpiewem rozglądam się i rozgaszczam w krótkiej chwili kiedy ludzie o niedorzecznie wielkich sercach dźwigają też moje jestestwo. Obiecam im jutro, że zerwę z toksycznymi osobami i złymi nawykami; będę zasypiać o 22 i kłaść się o 19 pisać wiersze o mięcie, rozmarynie i melisie ...11 punktów
-
„Religijne kabarety” Od lodów Antarktydy po północne krańce świata niosą się boskie nakazy — w religiach zapisane, prawa wiary dla pokornych wyznawców, strachem i winą w ludzkie serca wtłaczane. Bogowie, boginie, bożki i bożęta — cienie stworzone dla żądzy panowania — malują „wieczne prawdy” na sklepieniach świątyń, jakby niebo było sceną ludzkiego grania. Synagogi, katedry, meczety wyniosłe — kamienne pomniki pychy i oddalenia! A przecież to rzeki, morza, góry i lasy są świątyniami prawdziwego istnienia. Zniewolone umysły i zalęknione dusze, karmione wizją kar i win potępienia, wciąż błądzą w kabarecie ciemności, gdzie rytuał zastępuje sens zrozumienia. A przecież prawda nie klęka przed złotym ołtarzem, nie tonie w kadzidlanym dymie i modlitwach. Jest wolnym oddechem, światłem oczom w pejzaże, ciszą jeziora i świtem na górskich szczytach. Nie mieszka wiara w marmurach ani w złocie, nie rodzi się w księgach pisanych dla władzy. Prawdziwy Bóg trwa w prostocie natury — w kropli rosy, w wietrze, w gwiazdach bez skazy. Bez imion nadanych przez ludzkie języki, bez ceny, bez lęku, bez świętych podziałów — obecny w oddechu Ziemi i wszechświata, milczący świadek wszystkich ludzkich rozdziałów. Więc nim świętobliwi ogłoszą znów „prawdę jedyną”, posłuchaj szumu lasu nad doliną cichych jezior. Bo może Bóg nie przemawia z ambon pełnych pychy — lecz rośnie razem z trawą i mieszka w ludzkiej ciszy. Leszek Piotr Laskowski10 punktów
-
zalesione wzgórza w krainie wygasłych wulkanów gdzie między korzeniami leżą rozsypane grudki z kadzidła stworzenia jak w muzeum osobliwości nieskończonych nad zimnym bazaltowym morzem dzień błogosławi słońcem w źrenicach i perli na czole najpiękniejszą wiosnę w moim miejscu na ziemi magiczny kwiat podmiotów lirycznych rozkwita10 punktów
-
to nie ogródek to urządzenie do przechwytywania wysiłku w stanie surowym wychodzisz rano z konewką jak z legitymacją do pracy w sektorze nadziei i wracasz wieczorem z dowodem że coś znowu zostało skonsumowane wcześniej niż zdążyło się wydarzyć ty tu nie uprawiasz ziemi ty tu obsługujesz system jesteś matołem pracującym dla przestępców którzy już mają własnych pracowników i oni nie mają umów o pracę bo oni pracują od zawsze pod ziemią siedzi syndykat przestępczy którego stworzyłeś i go utrzymujesz nornice krety ślimaki dżdżownice pędraki i on szef CEO - Chief Eating Officer zawsze w szpilkach to turkuć podjadek formalnie fauna realnie organizm o strukturze zarządu operacyjnego który składa się z samych żołądków nornice prowadzą dział "zjedz zanim urośnie” kiedy pietruszka jeszcze myśli o byciu pietruszką one już wystawiają protokół likwidacji krety nie kopią krety aktualizują mapę własności każdy korzeń to nie rozwój to błędnie przypisany zasób który trzeba przepisać na stronę strat kret to nie zwierzę to audytor w czarnym aksamicie który sprawdza czy poziom próchnicy w twoim życiu jest wystarczająco niski by ogłosić upadłość konsumencką ślimaki są księgowością powolną bezlitosną zawsze na czas zjadają rzeczy tak jakby robiły audyt moralny gleby i od razu wykonywały wyrok administracyjny na materii dżdżownice to dział prania brudnych pieniędzy po cichu mielą dowody twoich klęsk na czysty kapitał z którego nigdy nie zobaczysz dywidendy to jedyni lojalni pracownicy: smarują tryby systemu własnym ciałem żebyś miał po czym deptać myśląc że jesteś u siebie a nad tym wszystkim szpaki specyficzny rodzaj jednostki Specnazu czyli egzekucja w wersji sezonowej wpadają jak decyzje które nie potrzebują uzasadnienia zostawiają jedną czereśnię nie z dobroci tylko jako komunikat: "reszta została prawidłowo rozliczona” a ty dzielisz się nią z żoną ciesząc się że jednak nie wszystko zostało ukradzione przychodzisz na działkę zmęczęczony po całodziennej biurowej bójce z szefem bierzesz łopatę ale to nie ty trzymasz jej trzonek bo ty jesteś tylko jej przedłużeniem biologicznym uchwytem z terminem przydatności który sam się serwisuje żeby system nie musiał plewisz kopiesz podlewasz grabisz jakbyś wypełniał formularz który i tak wraca z pieczątką "odrzucono – zjedzone wcześniej” sypiesz siarczan amonu i polifoskę jakbyś pudrował trupa żeby lepiej wyglądał w raporcie dla Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Nędzy kupujesz kosiarkę z napędem a to wózek inwalidzki dla twojej godności a napęd jest tylko po to żebyś szybciej dotarł do miejsca w którym już nic od ciebie nie zależy wbijasz lampy solarne kupione w OBI ale to nie oświetlenie ścieżki to tylko podświetlenie witryny żeby syndykat mógł pracować na nocną zmianę za twoje własne słońce i to jest najzabawniejsze bo masz wrażenie że zarządzasz tym miejscem płacisz przecież podatki kupujesz narzędzia wymyślasz piękny plan nasadzeń a tymczasem ogród jest jak biuro które już dawno zostało przejęte i tylko uprzejmie pozwala ci nadal przychodzić do pracy stawiasz płot panelowy na podmurówce albo rozciągasz ozdobną siatkę ale to nie jest ochrona własności to inwentaryzacja klatki za którą sam zapłaciłeś żeby syndykat nie musiał pilnować czy ich darmowy personel nie ucieknie przed końcem zmiany twoje prawo własności kończy się na wysokości kolan powyżej - dekoracja poniżej - infrastruktura w której jesteś wpisany jako materiał eksploatacyjny a nie użytkownik jeszcze niżej serwerownia w której jesteś kablem przez który przepływa twój pot do cudzej kasy a każda kropla potu która spadnie ci na grządkę jest natychmiast przewalutowana na śluz ślimaka to jedyny kantor na świecie w którym kurs wymiany wynosi 100:1 na twoją niekorzyść jesteś bankomatem który zapomniał PIN-u, więc syndykat po prostu wyrywa ci frontową ścianę bo dla nich nie jesteś partnerem w transakcji tylko uszkodzonym terminalem do utylizacji twoje rękawice ogrodowe nie chronią przed brudem one mają tylko zapobiegać zostawianiu odcisków palców na miejscu zbrodni którą codziennie popełniasz na własnym zdrowiu i swoim wolnym czasie konewka to nie narzędzie to rytuał potwierdzający uczestnictwo w systemie który już nie potrzebuje uczestników ślimaki nie zostawiają śluzu to są rewersy lepkie paragrafy wypisane na liściach sałaty potwierdzające że masa upadłościowa została zabezpieczona mszyce twoje opryski z Mospilanu czy Karate Zeon to dla nich tylko peeling kawitacyjny stoisz tam w masce spocony jak szczur a one piją ten neonikotynoidowy koktajl i śmieją się z ciebie bo mają już wyrobioną odporność krzyżową za którą ty zapłaciłeś w Castoramie kartą debetową bez pokrycia mają też pakiet medyczny na spodzie każdego liścia twoje opryski to dla nich darmowe spa żeby miały gładszą cerę przed kolacją z twojej róży ich zadanie to transmisja z każdego milimetra wzrostu prosto do centrali żeby egzekucja szpaków mogła wejść w idealnym momencie a ziemia nie odpowiada ziemia tylko przetwarza na górze: ty z przekonaniem że coś tu robisz na dole: świat przestępczy który już dawno rozdzielił wszystko na etapy konsumpcji i jedyne co tobie zostaje to jedna czereśnia jak żart systemu który pozwala wierzyć że coś jednak nie zostało zjedzone na czas ta jedna czereśnia to nie pomyłka to budżet marketingowy syndykatu jedyny owoc który ma cię przekonać że warto podpisać umowę na kolejny sezon klęsk po to żebyś miał dowód że system jeszcze jest po twojej stronie twoja nadzieja to tylko kolejna rata kredytu którego nie zaciągnąłeś ale który spłacasz własnym tętnem a na koniec kiedy kręgosłup masz już w kształcie paragrafu po miesiącach oprysków aeracji i walki z fuzariozą po wydaniu połowy pensji na asystentów z Castoramy bierzesz lnianą torbę i człapiesz na bazar jak na szafot stajesz przed babą w ortalionie która nie zna słowa "syndykat” i płacisz jej dwadzieścia złotych za pęczek włoszczyzny bo twoja własna marchewka to tylko biologiczny dowód rzeczowy którego system nie pozwolił ci wyjąć z depozytu kupujesz seler pietruszkę i dumę w promocji żeby mieć na czym ugotować wywar z własnej klęski podczas gdy twoja ziemia ta którą niby " posiadasz” śmieje ci się w twarz gębą turkucia przeżuwając resztki twoich amatorskich marzeń o samowystarczalności10 punktów
-
Gdy dowieść tu zamierzasz przeróżne historie i jeśli dowód którejś z okoliczności spędza ci sen z powiek pamiętaj, że czegokolwiek byś rzetelnie lub nierzetelnie nie wykazał i obojętne czy chodzi o: miłość lub nienawiść winę czy niewinność esy lub floresy ewentualnie essy umiejętność lub brak umiejętności nieświadomość czy świadomość prawdę lub kłamstwo starość czy młodość chęć dopisania wierszy lub jej całkowity brak i wszystkie temu podobne najróżniejsze brewerie życia poczujesz się nielekko wobec realnego ciężaru dowodu ciężar będzie tym większy im ważniejszy dowód zdołasz przeprowadzić... Najlepiej o tym wiedzą najróżniejsi adwokaci pijąc zresztą do prawie nieprzytomności w wielu osobliwych miejscach zwanych ciemnymi zaułkami. Warszawa – Stegny, 06.05.2026r.10 punktów
-
Rozsmarowałeś mi Łąkę złocistą Na kromce chleba Lepkimi konstelacjami Kwiaty spłynęły Z podniebienia Słodyczą gestu Prostego w smaku Miodu wielogwiezdnego10 punktów
-
napięcia w ciele bóle neuropatyczne percepcja jako punkt styczny dla zmysłów w kłębku kanały interpretacyjne złożoność materiału skażone jedną perspektywą próbami zrozumienia10 punktów
-
kiedy mnie obmówisz skręcisz sobie język a gdy mnie ugryziesz wypadną ci zęby kiedy mnie uderzysz połamiesz sobie ręce a kiedy mnie kopniesz upadniesz a ja? i tak pozostanę wolna i nietknięta10 punktów
-
pomiędzy kałużami bruzdami polem wymarłym tam gdzie koczują duchy przy muzyce wiatrów z trąb jerychońskich ja kochanek śmierci zostawia ślady na miękkim rozmokłym śniegu krok po kroku układam ścieżki ze szczęścia i strachu w ciągu tej jednej nocy błogosławię biciem serca swoim oprawcom10 punktów
-
„Niebo” Przyglądam się za dnia niebu i w błękicie jego chmurom — tym białym i siwym kłębom, jakże piękną są naturą. Wyglądają tak potężnie, choć są tylko mgłą, oparem, suną wiatru lekkim pędem, ulotne, z anielskim czarem. Kształtami się wciąż formują, wyszukać w nich można wszystko, gdy uważnie się wpatrujesz — artystyczne to igrzysko. Wzlotem własnej wyobraźni — te ludzkich wyrazów twarze, obrazy porównań z marzeń, i lasów, i rzek pejzaże. I stworki wszelakiej maści, z groźnie śmiesznymi pyszczkami, w tej wielkiej nieba przestrzeni — przyjrzyjcie się kiedyś sami. Przyglądam się niebu nocą, w kosmosu kresów głębiny, czerni, gdzie gwiazdy migocą srebrem blasku jarzębiny. Widzę gwiazdozbiory znane, w astronomii określone, widzę też nieopisane, w mej wyobraźni tworzone. I widzę co wymyślane, z gwiezdnego centrum ogródka, przez ludzkość wyczekiwane — to przybycie ufoludka. Wystarczy nam zamknąć oczy, obserwując gwiazd miliony, by zobaczyć, jak on kroczy, gwiazdami przyozdobiony. Przybysz ze świata innego, fantazją naszą stworzony, tej nocy nieba gwiezdnego — spróbuj, będziesz zadziwiony. Leszek Piotr Laskowski10 punktów
-
Tak blisko a tak daleko Tak miło a tak przykro Gdy odchodzisz I zabierasz swoje sekrety Tam na drugą stronę To nie ma już odwrotu I nie ma cię Jest tylko wieczna noc I nie ma mnie Jest tylko wieczna noc Czas to perfekcyjny zabójca10 punktów
-
I choć ulice wąskie straszą czasem jadem, choć wśród zgorszenia żądzy wodospadem rozdziela się brud, szaleństwo ulicy, wokoło nędznicy i rozpustnicy i ludzie dzicy, choć z okna ktoś krzyczy, w piwnicy ktoś ryczy, zza rogu ktoś syczy, ktoś tobie źle życzy, znikają sceptycy i szerzy się mistycyzm i choć przecznicę od tej przecznicy dzielą kierownicy, łóżko ladacznicy, skupy alkoholu i maratończycy, tu dzieje się wszystko, to tylko się liczy.10 punktów
-
podmiejski anturaż klombu grządki na nich jak bemole byczki Marcjanny bo to ogród turko aksamitny cóż że karmiła gulgoty muślinem szafirki pijane atramentem zdawały się tego nie widzieć biało różowe kwiaty wiśni kontrastem nasycone w zestawieniu z żukową zielenią swych liści granatem letniego nieba pomroczności w głębinie rano starowina z rózgą krowy mleczne i gęsi pędzała na łąki dymne w pokrasie złota pryskającego dachówek rdzawych Roma gotuje zupę nad ogniskiem w taborze kałużą żabek i chrabąszczy majowych małe białe domki kochane10 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne