Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 17.03.2026 uwzględniając wszystkie działy

  1. Robimy z uczuć relacje na żywo, bez filtra. Żyjemy na granicy - bliscy załamania. Kiedyś jedno spojrzenie było iskrą. Ktoś dla kogoś ryzykował wszystko. Dziś mieszkamy w samym świetle - bez zasłon i bez cienia. Tłum przewija nas palcem. Nie szuka ognia. Sprawdza tylko, czy to nie efekt specjalny. Czy naprawdę coś się pali.
    26 punktów
  2. Noc nie ucieka. Noc się wyczerpuje. Światło nie zmienia świata. Zmienia dostęp do niego. Kontury powoli wracają na swoje miejsca. Wzrok ustawia ostrość na to, co się odradza. Krótki moment, gdy wszystko staje się sobą. Nie trzeba jeszcze formułować zdań. Czekam na pierwszą, nieśmiałą plamę koloru.
    23 punktów
  3. Jesteś. W tym jednym odkryciu poranek jak pies otrząsa się z rosy i gwiazd. Jesteś. Witam cię spokojem wróbli budzących się w gęstwinie nieubranych krzewów przed blokiem. Wciąż na nic nie jest za późno, na ufność forsycji tulącej policzek do ostrego jeszcze wiatru. On złagodnieje, ona się uśmiechnie, rozświetli osiedlową uliczkę. Miłość przepowiada się kwieciem nadal uśpionym w słowach pod ziemią. Muszą dopiero wzejść, przetrwać falę przymrozków, ale już kiełkuje w nich mocne postanowienie. Ten dzień uczynię pięknym. Pierwszy z tych, które nawlokę na trwałą nić nowej pamięci. Stworzę dla ciebie naszyjnik dobrego czasu, co dopiero nadejdzie.
    22 punktów
  4. - Komu pokażesz ogród pękający od nadmiaru wiosennych myśli? - Komuś, kto umie oddychać zapachem burzy. Kto przejdzie między pąkami powoli, jakby dotykał czegoś kruchego, jeszcze nieobleczonego w słowa. - Kto uniesie twój szept, cięższy niż krzyk rodzącej się zorzy? - Ten, kto nosi w sobie ciszę głęboką jak nocne wody i nie cofnie dłoni, gdy mój głos obudzi w nim uśpione struny. - Komu opowiesz o szkarłatnym tętnie swoich żył? - Temu, kto przychodzi jak noc - bez pytań, bez światła. Kładzie dłonie na skórze i słucha w milczeniu, jak pod nią budzi się pulsujący żywioł. - Przed kim otworzysz śluzę wezbraną od zbyt jasnych pragnień? Przed tym, kto sam jest rzeką. Nie lęka się fali. Wejdzie we mnie powoli, aż nasze wody odnajdą wspólny nurt.
    21 punktów
  5. Siedzimy w kawiarni przy głośnej ulicy. Za oknem wieżowce, szkło i beton. W środku nikt nie zostaje na dłużej, nikt niczego nie obiecuje. Wspomnienia spłowiały jak reklamy na przystankach - widziane tyle razy, że aż przezroczyste. Kawa stygnie. Druga byłaby błędem. Patrzysz na mnie, jakbyś sprawdzała makijaż w szybie za moimi plecami. Twoja twarz jest gotowa do wyjścia. Rzęsy, lakier, usta - wszystko utwardzone. Ta prawdziwa została w domu, między drobiazgami, których już się nie zabiera. Siedzimy naprzeciwko siebie jak dwa biurowce z lustrzaną elewacją. Żadna nie wie, co dzieje się w środku.
    20 punktów
  6. "Chylę czoło, topię strach / Aż wy wszyscy po prostu znikniecie" — Soundgarden, "Black Hole Sun" Aberracja czasu Komikowi opadła kopara Bo zjadł za dużo kaparów Przy okazji pizzę krzywą Równoległą do czasu zagięcia
    17 punktów
  7. Maj, 1897, W Saskim Ogrodzie Na starej fotografii Olchy, topole, ławki, W domyśle brąz i zieleń. Więzy, jesiony, ludzie, Maj przydaje lekkości. Na starej fotografii Bo to czas wypoczynku, Panie, panowie, dzieci. Siedzą, stoją i leżą, Widać na twarzach radość. Matki z dziećmi na krzesłach Panowie sypią żartem, Panny biegają w lesie. Wachlarze, koki, wąsy, Echo ich głosy niesie. Na starej fotografii Panowie dyskutują, Student leży na trawie. Panie się uśmiechają, Wszyscy młodzi i piękni. Na starej fotografii Słońce przyświeca ludziom, Panna się chowa w drzewach. Ktoś utrwalił na wieki, Ten obraz tak wymowny. Do czasu najbliższej pożogi.
    17 punktów
  8. przybiegnij dzisiaj przez blask poświtania zanim makowe rozwiną się pieśni zanim się rosa rozzłoci na sadach i w naszyjniki słoneczne przemieni zarzuć mi ręce na szyję najmilsza jak chmura drzewu gdy wiatr mruczy gniewnie a ja ci łąkę na nowo przeczytam z kwiatów wyśpiewam wzruszenia i wiersze raz jeden spytaj się mnie czego pragnę błękit za sercem powtórzy odpowiedź - we włosy wpleść ci subtelnym zapachem uwitą z lawend nieśmiałą pieszczotę
    17 punktów
  9. raz dusza z ciałem się pobrała w pogodzie ducha, w środę a ciało bardzo piękne było, no i w dodatku młode. lecz po niedługim chyba czasie dusza popadła w żałość, bo przecież ciągle młoda była, a ono się starzało. jednak do dzisiaj są ze sobą zachciejstwa duszę nęcą no więc je zdradza choćby myślą i grzeszy samą chęcią.
    17 punktów
  10. Ka_linie Była - nawet całkiem niedawno, zwykle skora, żeby komuś. Czasem niesie zachętę, aby ktoś także innym, bo potem zawisa się pomiędzy... w towarzystwie ciszy, kiedy wokół zieleń na wyciągnięcie ramion... linie - tu i ówdzie wyrastają krzewy, solidne, rozrośnięte - są ozdobą ogrodu, aż chciałoby się zatrzymać, wtulić w liście, dotknąć, by poczuć aurę - tylko ten chłód... zniechęca. Jeden bukszpan _za_nie_uważy, inny może będzie porównywać, policzy każdą gałązkę każdy listek, jakby od tego zależało - być albo nie być - i... to dławiące wrażenie, jakby niewidzialny echoszelest - ta znowu się pcha i wymądrza - marzec, 2026
    16 punktów
  11. Leżę na podłodze, bo takie mam widzimisię. W kwadracie słońca grzeję kości i widzi mi się, że leżę bajecznie, koniecznie, skutecznie. Leżę w słońcu, bo mogę. Z czułością czuję podłogę — lekkością, delikatnością, kobiecością. Leżę w słońcu, dostatecznie, bezpiecznie, to dla mnie dużo znaczy, bo gdzieś, ktoś leży inaczej.
    15 punktów
  12. w wiosennym wierszu gdzie gałęzie drzew dziwią się nawzajem swoim uśmiechniętym pąkom na niebie - wśród chmur ułożonych w biało-złote wzory richelieu i kiedy wracamy z dyskontu niosąc w workach cukierki na wagę i kiedy niektóre słowa są skrzydlate inne kolczaste a jeszcze inne po prostu otulają żebyśmy byli dla siebie oknami przez które świat widziany za witrażami miłości wraca rozchlapując kałuże do najmłodszych zagubionych lat tak bym ci wtedy powiedział
    15 punktów
  13. Nie da się zmienić przeszłości, to losy w skale wyryte. Życie to nie animacja, trwanie jest naszym zaszczytem. Na polu bitwy o przyszłość, stoisz samotnie bezbronny. Odszukaj drogę do serca i słowa wierszem uwolnij. __ 21 marca obchodziliśmy Światowy Dzień Poezji (zapomniałam) ⭐️ Parafraza. Inspiracja wierszem @FaLcorN
    14 punktów
  14. "Szklany sufit" Z pośród artystów, tak wielu prawdziwych, przebiją się dziwnie tylko nieliczni. Krytyka wciąż chętniej tychże promuje, którzy są bardziej w niej elastyczni. Nie talent tu waży, nie ogień w źrenicy. Merytokracja? To bajka dla dzieci! Ważne, z kim spotkasz się na twej ulicy, gdy w cenie nazwisko, co złotem świeci. „Tatusiostwo” buduje wysokie progi, w „siatce znajomości” uwięziona sztuka. Dla obcych zamknięte są wszystkie drogi, prawdy tu dawno nikt już nie szuka. Bądź „elastyczny”, spuść kark odrobinę, bo pieniądz to filtr, co dławi natchnienie. Przybierz wygodną dla rynku minę, ważniejsze od wizji jest logo na scenie. A gdy zamilkniesz, złożony do grobu, wtedy docenią, wystawią na sprzedaż. Świat dawno poznał ten dziwny sposób: – Bo martwy artysta nie spyta: „Ile dasz?”. Ta „cicha cholera”, ten układ zamknięty, nepotyzm dzisiaj tak triumf świętuje, dla autentycznych ma tylko odmęty, lecz prawda pod skórą wciąż mocno pulsuje. Niech dzielą zaszczyty i kreślą granice, bo chociaż ten sufit ze szkła i betonu, ty ogień nieś sobą, co spala martwicę. Prawdziwa twórczość nie jest dla dzwonów. Leszek Piotr Laskowski.
    14 punktów
  15. Myślałem kiedyś, że życie jest jak szeroka droga przez pola i że wystarczy iść dalej. Teraz siedzę przy oknie szpitala i patrzę jak noc spływa po szybach. Tu ludzie szybko stają się sobie bliscy — jak podróżni w jednym wagonie zimowego pociągu. Ktoś opowiada o domu, ktoś o psie czekającym pod furtką. Ktoś milczy. A rano jedno łóżko jest puste. Jakby ktoś wysiadł na małej stacji bez nazwy. I nagle rozumiemy wszyscy że życie było tylko chwilą ciepła w dłoniach.
    14 punktów
  16. kocham cię jakby serce było studnią bez dna rzucam w nią twoje imię a ono spada i spada i wciąż nie słychać dna twoje imię w moich ustach jest jak kometa przechodząca przez krew zostawia za sobą świetlisty ogon którym moje serce jeszcze długo płonie twoja obecność jest ciepłym światłem w zamkniętym pokoju dotyk twojej dłoni jest małym świtem który wschodzi na mojej skórze i boli mnie ta granica że nie mogę stać się twoim ciałem a tylko jego cieniem który próbuje wrosnąć w ciebie na zawsze a ja chcę więcej więcej twojego oddechu który pachnie nocą więcej twoich włosów rozsypanych na poduszce jak jasne ziarno gwiazd więcej twojego śmiechu który odpryskuje od ciszy jak krzemień rzucony w mrok kiedy jesteś blisko noc otwiera się we mnie jak ogród gwiazd a każda z nich dojrzewa do twoich palców kocham cię tak zachłannie jak ziemia która po tysiącu lat suszy pierwszy raz pije deszcz twoje ramiona są dla mnie korytem wezbranej rzeki w którym nurt zapomina o istnieniu morza płynę w niej i nie chcę brzegu twoje usta mają w sobie ciepło chleba i ciszę ognia są mapą zapomnianego języka którym moje ciało uczy się modlić od nowa jesteś w moim krwiobiegu jedynym brakującym pierwiastkiem bez którego tlen przestaje karmić płuca a miłość w tobie to jedyna rysa na szkle czasu przez którą wycieka ze mnie wieczność bo pragnienie wrasta we mnie jak dzikie wino w szczeliny muru rozsadzając krew od środka jego korzenie oplatają serce jego liście piją moją krew by karmić gwiazdy których w tobie szukam i wtedy czuję jak moje serce rozszerza się nagle jak wszechświat w pierwszej sekundzie stworzenia i wszystko co we mnie istnieje biegnie ku tobie z prędkością światła bo miłość nie jest spokojem miłość jest głodem a ja jestem w nim bez końca i to jest głód który nie zna nasycenia płonę w tobie jak gwiazda która nie może się wypalić
    14 punktów
  17. dedykuję Mitylene Czy kiedyś byłaś bluszczem, milionem pnączy oplotłaś drzewo. Pilnowałaś by nie uschło, uchylając niebo. Chroniłaś je przed wiatrem; przyjmując podmuch burz huraganów i dzięki tobie przetrwało. Żyjecie zakochani.
    14 punktów
  18. Wielka i prawdziwa historia przesuwa się bezszelestnie za słońcem rozpinającym dni niewiadomymi nocami. Miasta wyrastają pośród pustyni w jedno życie wyrzeczeń, od ubogiej chaty w kosmiczny lot nowej potęgi, szybciej niż migawki w telewizji. W jedno pokolenie pustkowia rdzy usiadły w miejscach fabryk. Ich echa jeszcze dudnią, ale to tylko nostalgia za gwarnymi ulicami – dziś na nich tylko śpią narkomani. Deszcz ruga kamienie – one są ostatnimi ostańcami imperium.
    13 punktów
  19. Po(l)eci/my Żongluje między gałązkami Między czarnym a białym Jak ja na papierze Przekłada Sprawdza Poprawia Szary poranek rozjaśnia Mgłą otulone rozrywa W dziobie niesie Jak słowa Buduje dom Jak wiersz Sroka i ja Nie starcza dnia Wiosna tuż tuż I już Śpieszmy się Za rok zetną brzozę A ja polecę Do ciepłych krajów
    13 punktów
  20. O czytaniu Muszą się uleżeć książki, wypuścić gałązki, porosnąć kotkami, Eliotowską krasą i różnorodnością, Proustowskim niuansem i smakowitością. Nie ilość i nie czas stanowi, tylko głębia olśnień – bliskość między czytelnikiem a interlokutorem. Temat, rozmach, klimat. Powroty bez końca w ten i tamten świat. Srebrzystość chwinowska, migawka wiecznie mnie zaskakująca. Metaksa to czy nie metaksa? Linearna i symultaniczna – wieczne powroty. Bo czy można napisać coś, co nie zostało napisane? Przeżyć to, co nie było przeżyte? Pomyśleć myśl jeszcze niepomyślaną? Czy można przeczytać coś, co już nie zostało przeczytane?
    13 punktów
  21. dziękuję bardzo za to że odnalazłem swoje plemię tych co tworzą i czytają poezję wiem wiem jesteśmy różnymi ludźmi z różnym doświadczeniem ale wrażliwość pragnienia by doświadczyć tego co porusza do głębi otula serce wyciska z kanaliku łezkę mierzwi delikatne włoski na skórze łączy nas w jedno plemię ludzi świadomych piękna zamkniętego w drobnych literkach i czuję wdzięczność za przynależność że mogę się poczuć jednym z was
    12 punktów
  22. myślałam że dzisiaj skończymy w koszu w towarzystwie śmieci nieposortowanych tymczasem ty przetarta ja rozdarta heh w programie codziennym tureckiej pralki korzystamy z życia na nocnej taryfie jacuzzi roller koster i inne wariacje powietrzno-wodne być może tej nocy być może tej ostatniej krawiec stwórca wyceruje nam kosmos którego człowiek nigdy nie zobaczy
    12 punktów
  23. Las pachnie szeptem wiatru czule budzącym ze snu drzewa dawno wydeptane ścieżki zmieniły kierunek szukając kolorów w światłocieniu trawy pomiędzy konarami niebo wypełniło się błękitem wabiąc ptaki okruszkami zieleni słowa umilkły głaszcząc ciszę promieniami słońca i wonią muzyki. Autor fotografii. Mirela Lewandowska
    12 punktów
  24. forsycję i fiołka zanurzam w filiżance wpadam do nich ptaszek na gałązce żółto-szaro-biały zamyślony w pąku
    12 punktów
  25. odłączając myślenie biegnę do białych azalii silnym słońcem opiekujesz się mną dla serca oddychaj rośliną
    12 punktów
  26. idę przez siebie jak przez dom po pożarze ściany jeszcze stoją ale wszystko co miało imię wsiąkło w tynk oddycham dymem twoje byłaś twoje byłeś puchną tu jak echo które straciło usta a jednak nie potrafi umrzeć dotykam powietrza stawia opór ma twoją gęstość jest szorstkie jak wapno zdziera mi skórę z dłoni gdy próbuję się przez nie przebić pamięta więcej niż ja wypukłość obojczyka ciężar dłoni nagle nie mam gdzie odłożyć ciała każdy centymetr podłogi zajęła twoja nieobecność łóżko jest nekropolią zagięcia prześcieradła to rany krajobrazu bawełna parzy mrozem każde włókno pilnuje kształtu twoich bioder którego nie śmiem zgnieść granice państwa którego już nikt nie uzna tylko noc jest wierna przynosi mi cię w strzępach we włosie wbitym w poduszkę w chłodnym wgłębieniu ciszy w oddechu który wychodzi ze mnie i nie wraca tęsknota nie jest brakiem tęsknota jest obecnością odwróconą plecami stoi we mnie i pije mój oddech rośnie jak pęknięcie w szkle z każdą sekundą uczy się światła tylko po to by mnie oślepić chciałbym zapomnieć ale pamięć ma korzenie głębsze niż sen pije mnie powoli bez pośpiechu twoje imię już nie krzyczy sączy się cicho jak rdza zaciera gwinty moich gestów skleja powieki aż staję się pomnikiem postawionym na twoją cześć w samym środku niczego i zostaje nie ma dla mnie końca wszystko co było nie umarło tylko zmieniło ciężar i teraz mieszka we mnie bez wyjścia chodzę z tym światłem po tobie jak z raną która nauczyła się świecić nie potrafię przestać bo ta tęsknota to jedyny dowód że miłość była prawdziwa że wydarzyła się naprawdę i dlatego boli tak długo aż ból staje się jedyną rzeczą którą rozpoznaję w lustrze moją nową twarzą w której zapisane jest twoje imię
    12 punktów
  27. Klasyk demokracji, najlepszy przyjaciel wszystkich przyjaciół. Wiśniowy sad, dacza w Kuncewie i katastrofa klimatyczna. Echa referatu o językoznawstwie. Trybuny honorowe, malowane sztandarami przestrzelonych gwiazd. Każda epoka i jej święte cytaty mają swoje gwiazdy. Związek Patriotów Polskich, ale ani związek – przymusowy, ani patriotów – są w lesie, ani polskich – są martwi. Historia chodzi w tych samych wciąż butach, obcasy odciśnięte w martwym śniegu.
    12 punktów
  28. Czasem gubię się w półsłówkach, w pół tonacjach i półcieniach. Kiedy karmią mnie półprawdą, to wychodzę od niechcenia. Czasem biorę za półdarmo i oddaję połowicznie. Zdarza mi się o północy, tworzyć w półśnie wersy śliczne. Często pytam się półszeptem, czego pragnie ma połówka. Zatrzymując się w pół kroku, żeby nie wyjść na półgłówka.
    12 punktów
  29. Kiedyś byłam brzozą opuszkami palców pieszczącą niebo. Wyciągałam dłonie ku gwiazdom łapiąc w locie ich marzenia. A przydrożne ptaki znajdowały schronienie w moich kruchych ramionach, gdy tuliłam je do snu. Kiedyś wiatr był moim przyjacielem i z pełnym zaufaniem pozwalałam mu strącać wszystkie liście. Nie bałam się burzy, gdy deszcz perliście skraplał moje konary. Kochałam zachody słońca, które promieniami czule dotykały duszy. Kiedyś... Autor fotografii: M.Lewandowska
    12 punktów
  30. A ja dzisiaj wolę wiosnę zamiast ciebie, gdy przez park wędruję czule z nią za rękę. Ona słodko w ucho zieleń mi wszeptuje i do zmysłów białym wdzięczy się krokusem. Czasem skarci mnie łagodnie lekkim deszczem, później dłonie w nocnym wierszu pieścić będzie bzem, forsycją, mirabelką, magnoliami, i w ramiona moje wtuli wszystkie kwiaty. Wreszcie pójdzie mi do głowy jak eliksir z pierwszej rosy, słów gorących, młodych liści. drżąca w barwach i poświatach - wiosna moja! I to jej chcę teraz mówić - pragnę, kocham.
    12 punktów
  31. Łono potrafi wyżywić ale także ożywa gdy na łące oni a łąka w nich posplatały się trawy rozkołysały koniczyny - tymczasem obok kończyny wraz z ciałem grają role sufler nie w teatrze przekłada kartki - strony świata ciągle te same ale mapy strzępią się od wichrów zawieruszyła się pamięć a zło nie przystoi czasowi on i tak toczy własne koła aż dudni na bruku w zakątkach zieleni nadzieja kochankowie dzielą się czułością jakby przez lata zapatrzeni w róż wstającego i zachodzącego słońca rozedrgani - dotykają szczytu marzec, 2026
    11 punktów
  32. Dzieciństwo miasta, gdzie ciągle słychać rozbawione dzieci w migawkach srebrzystych wspomnień i złotych jesieni Warszawa i Wrocław na zawsze utrwaliły lat tamtych sny i przyciszone serca rzewne dzwony pamiętam brukowane ulice potocznie "kocie łby" na których czas zostawił cichutkie kocie ślady i niespełnione marzenia oraz tamte niezapomniane lata 60-te i 70-te dwudziestego wieku a w umyśle pozostaje dziecięce pytanie dlaczego wszystko się zmienia
    11 punktów
  33. Oni nie uciekają przed wojną, oni ją przynoszą za krawędzią dnia, obrośniętą drutem kolczastym w tkance sumienia. Na ziemi bez dna, gdzie każda wojna jest inna niż poprzednia i następna. Biel chorągwi na ukwieconych grobach pamięta o zwycięstwie i nie pojmuje śmierci. Zaglądam w jej usta. Znaki niebios, wyciśnięte na skrzydłach rozpuszczonych w tysiącu słońc. Jedno z nich stoi w moim korytarzu.
    11 punktów
  34. śniłem o ness nie wiedząc kim lub czym jest może to zapomniane słowo fragment wiersza przeczytany na wzburzonym morzu wyzwanie rzucone wichrowi na rybnych targach w powiewie obcych myśli przemierzając oceany tam i z powrotem zanim zdążyłem otworzyć oczy powrócił sen o ness rzeka płynie za oknem nie wiem dokąd iść widziałem źródło i ujście ginące za linią lasu ono mnie woła każdego dnia bliższe widziałem górskie drogi kuszące do błądzenia drogowskazy z napisem dom choć miałem inne sny najchętniej wracałem do ness cień słońca i księżyca blask opuszczony wodny młyn przeczuwałem jego istnienie na górskich łąkach w szumie strumieni szukałem tego kto śni o ness
    11 punktów
  35. brał kreskę był pod kreską brał na kreskę aż postawili na nim kreskę
    11 punktów
  36. Wiersz bez końca w łódce z papieru siedzę omijam fale złych myśli łzy wylewam za burtę zapycham dziury wierszami rekiny smutku krążą rozcinają spokój wpatrzona w niebo rysuję ptaki poluję na dobre myśli bez końca
    11 punktów
  37. Liście laurowe W laurowych liściach na cokole Wyprężasz dumną pierś Cezarze, Dziedzictwo niesiesz dla pokoleń, Zaprzeszły blask wydarzeń. Jak z góry zerkasz – a ja ważę Na szali wieków czynów cenę, Tu zyski a tam smoki wraże, Gdzie indziej przeznaczenie. Uznanyś – ja nie całkiem pewny Boskości mocarstw i potęgi. Przeliczam krzyki niepotrzebne, Przebrzmiałych zmagań dźwięki. Podłożem wszelkich monumentów Rozwiane prochy – humus ziemi – Na próżnię starte aż do szczętu, Już nawet nie są cieniem. I tylko pamięć, jakże wiotka, Się bluszczem wije u podstawy I drąży żółcią w twych zarodkach, Zazębia się na głazie. Marek Thomanek Grudzień 2025
    11 punktów
  38. Są w ogrodach miejsca nieodkryte, koło których przechodzimy obojętni. Są miejsca samotności, gdzie nocami zapala się świece, by rozproszyć drzemiące za dnia demony. Wokół świecy lata oszalała ćma. Jak bardzo podobna jest do ludzi krążących wokół spraw nieistotnych. Miaukot wabi mnie w noc. Mówi: „Zostaw już to myślenie, chodź, popatrzymy na Drogę Mleczną”. W ciemności słychać brzęk kłódki. Za płotem sąsiad zamyka szopę, a tuż nad nami konstelacje gwiazd. Idziemy leśną przesieką. Pod stopą pękają suche szyszki. Skręcam w stronę domu i błądzę. Myślałem, że znam mój ogród i las. A jednak pomyliłem drogi.
    10 punktów
  39. To jest sprawa oczywista, najważniejsza jest checklista, punktów wprawdzie jest niemało, ale żeby się udało z tego lotu cało wrócić, każdy być sprawdzony musi. Obserwacja, testowanie i zadanie po zadaniu. Jeden błąd gdzieś popełniony, zaraz będziesz odrzucony, szansy drugiej nie dostaniesz, i ominie cię latanie, zresztą, może przyjdzie susza i checklista będzie krótsza, z czasem, który w mig upływa, bo tak przecież w życiu bywa.
    10 punktów
  40. Sam na sam Z marzeniami Z nadziei okruchami W zimnych dłoniach Sam na sam Ze wspomnieniami Z bladymi policzkami W mroźną noc Sam na sam...
    10 punktów
  41. Janusz Nowak miał Azora. Pies to jednak był niezwykły. Zamiast biegać gdzieś po polach, czekał. Cechy psie zanikły. Czegóż zatem wyczekiwał? Janusz wiedział doskonale, lecz Azora ciągle zbywał, chyba w złości lub za karę. Sprawa była bowiem dziwna. Głowa pieska pracowała: mądra, sprytna, kreatywna, własnych praw oczekiwała. Azor tuż po narodzeniu dostał zastrzyk w łepek bury. Choć poddany był cierpieniu, miał być cudem wręcz natury: superpsina – wraz z Nowakiem! Mina pana była błoga. Azor w wieku lat dwóch z hakiem umiał chodzić na dwóch nogach. Już rok później zaczął gadać i zarabiał na stand-upach. Miał garnitur marki Prada. W pysku banknot, wino w łapach. Chodził nawet też do szkoły, takiej ludzkiej – to nie żarty! Czasem smutny był, wesoły, czasem wściekły i uparty. Przestał szczekać – nie wypada – uczył też się moralności. Janusz ciągle nad nim władał, wciąż mu podrzucając kości. – Dobry piesek, przynieś kasę! – rozkazywał. Azor działał. Lecz gdy zaczął czytać prasę, myśl mu w głowie zajaśniała. Skoro pan go uczłowieczył, czemu nie ma praw człowieka? Janusz machał ręką, przeczył, Azor zaś cierpliwie czekał. W końcu, gdy już bunt nadchodził, Nowak przystał na błagania. Poszli do urzędu w Łodzi. Po tygodniu załatwiania ożył człowiek, zniknął piesek. Azor wreszcie zyskał prawa. Dostał dowód oraz PESEL. Janusz tonął wręcz w obawach. – Masz być wdzięczny za me chęci! – wołał. – Dam ci propozycję… Ty: pięć procent, ja… Gdzie pędzisz?! Azor pobiegł na policję. – Pan nieludzki jest! – wyszczekał. – Poddał kiedyś mnie cierpieniu, wykorzystał jak człowieka… Wszystko wyjdzie w dochodzeniu! Nowak po niedługim sporze siedzi w celi za kratkami. Azor sobą zaś być może! Teraz żyje w szczęściu z psami.
    10 punktów
  42. Przymrozek bieli drzewa, trawa nie szumi, ma odcień ciszy. Razem z porankiem liczę oddechy, dom rezonuje chłodem myśli. W oparach ego witam Mistrza, jest rozczochrany bardziej niż zwykle. Wiosna to pora na pracę w ogrodzie... nie spodziewałem się, że powie inaczej. Z radością galernika oddaję siebie: łopacie, taczce, wywożę liście. Dzięki pracy, jak żona staję się mistrzem, bez niej próbuję bawić się w życie. * Mam puste dłonie Grabie oparte o ścianę Kiełkuje samotność Oddycham z Mistrzem Praca w ogrodzie Porannie po mrozie Ziemia z ogrodu Nie tworzy bóstwa Rodzi człowieka
    10 punktów
  43. mają w sobie tyle miejsca że echo uczy się tam chodzić na dwóch łapach ręce czyste bo rękawiczki pachną prochem i krwią martwych mówią pasja jakby pasja nie zostawiała sierści między zębami jakby nie trzeba było jej wypluwać nocą do zlewu rozcinają brzuchy jak korespondencję od Boga wpychają dłonie głęboko w parujące jeszcze trzewia żeby wyciągnąć stamtąd tęsknotę za czymś czego nigdy nie mieli wycinają jeszcze ciepłe serca żeby włożyć je sobie pod koszule i przez chwilę udawać przed lustrem że coś w nich bije poza strachem przed własnym cieniem celownik to okno na koniec świata w jakości 4k palec klika jak myszka w biurze wysyłając życie do kosza którego nie da się opróżnić idą do lasu jak do sklepu mięsnego bez ścian wybierają oczami to drży to się nada to ucieka będzie lepsze śmiech niesie się dalej niż strzał bo strzał jest krótki a śmiech ma długie paznokcie i skrobie nimi po korze aż do mięsa mówią regulacja jakby świat był zegarkiem a oni śliną smarowali tryby żeby ciszej umierało zajączek jeszcze biegnie jeszcze nie wie że już leży na talerzu zrobionym z opowieści srebrne sztućce dzwonią o kości jak dzwony na trwogę dzieci liżą talerze brudne od pytań bo ojciec przyniósł las w reklamówce pokrojony tak drobno by sumienie nie mogło się zadławić sarenka patrzy tym swoim bezużytecznym spojrzeniem które nie umie nienawidzić które nie zna słowa dlaczego to ich najbardziej boli więc uczą ją krwi która pachnie jak niedziela jak rosół z poczucia winy gotowany na wolnym ogniu wracają dumni niosą śmierć jak dyplom jak świadectwo z czerwonym paskiem znikania gładzą stygnącą sierść jak policzki własnych żon całują mokre nosy zapominając o zapachu rozkładu bo to jedyna miłość na jaką ich stać miłość która nie oddycha i nie prosi o więcej wieszają głowy na ścianach jak trofea z własnej ciszy szklane oczy jeleni stają się kamerami monitoringu ich pustki żeby pilnowały by w salonie nigdy nie zabrakło przeciągu od kul kładą martwe sarny do łóżek zamiast dzieci przykrywają je kocem milczenia i szepczą do uciętych uszu że jutro znowu kupią im śmierć na raty bo tylko w tym chłodzie czują się jak bogowie pokazują zdjęcia uśmiechnięci obok tego co już nie oddycha pozują z własnym brakiem a to tylko oni rozmnożeni w nicości aż po horyzont który nie ma gdzie się schować bo trzeba mieć w sobie bardzo dużo miejsca żeby zmieścić brak serca żeby go nie usłyszeć i jeszcze nazwać to hobby
    10 punktów
  44. gdzie spojrzeć trochę smutno dużo szarości w niej uśpione życie najpierw się zazieleni a potem potem świat się zarumieni zapłonie kolorami kwiatami owocami a my my uśmiechami 3.2026 andrew Sobota, już weekend Wiosna nieśmiała, lubi zwodzić jak…
    10 punktów
  45. "Pióro w cieniu gigantów" Tak mało już nas i coraz mniej jeszcze, pisać, gryzmolić – to każdy może. Lecz sens utrzymać, zrozumiałym być w tej „innej inszości”? Niemocy morze! Sztuka pisania to szepty z wnętrza, dla siebie, dla innych – sercem i duszą. Zmuszanie się siłą, nawet pod batem, zrodzi bazgroły, co głazów nie wzruszą. Mierząc się z cieniem wielkich poetów, wstyd własne miano pod tekstem położyć. Więc pod zmyślonym chowasz się znakiem, by marny rym w wielki świat jakoś włożyć. Bo cóż są warte te nasze starania, gdy w krąg klasyków potęga nas dusi? Lepiej pod maską szyć liche przebrania, niż twarz pokazać, co spłonąć musi. Lecz choćbyś ty w cieniu mistrzów stał mały, prawdę swą pisz, niech ból się wykrwawi. Bo tylko własny podpis, choć drżący, ślad autentyczny po tobie zostawi. Leszek Piotr Laskowski.
    10 punktów
  46. w wiecznej muzyce oddechów wędrowne ptaki licznych wcieleń splatają wszystkie puenty wierszy niebanalna treść metafory głaszcze podbrzusze i jak księżycowe światło spływa wolno rosą na udach kobiety gdzie młode paprocie odsłaniają kolejne poziomy nieba nieco światła i cienia w matowej czerwieni białe motyle z wnętrza świata rosną pod neonami gwiazd grzeszny język na kartce drży jeszcze na znak powrotu do edenu
    10 punktów
  47. Rozmawiałem z różą Zapytała, czy kocham Dałem pocałunek Zapytała, czy piękna Powiedziałem, zawsze Zapytała o wierność Ja cię kocham, różo A jak zbrzydnę, to co Będę kochał piękniej Ja się zestarzeję! Wybaczę jesieni Ale ja chcę… zawsze Bądź mi różą zawsze - - - Poszła „poprawić oczy”
    10 punktów
  48. Fragmenty drobnego ciała Rysują pod nakryciem Kształt lżejszy od pościeli Bezbronny i śpiący Nadchodzi przypływ czułości Dziewczęce dłonie i twarz Przypominają samotność Rodzinę i córkę w wieku Około dwudziestu lat Gdybym wtedy nie uciekł Mieszam wspomnienia Kawa z łyżeczką miodu Smakuje solą morza Pod powiekami piasek Za kwadrans spadnie deszcz Przykładam gorący kubek Do zimnych ust nieobecnej Tworzą na brodzie i szyi Mapę dorzecza bez nazwy
    10 punktów
  49. Syndrom pourazowy jak potrzeba kochania. Przyjaciele od ciepłego klepania naszych kompleksów sprzedadzą nas za worek pierza do swych skrzydeł, ze szczerego kłamstwa. Interes to najlepszy sentyment. Zaklęcia i zapewnienia o nominale prawdy są tylko czarnym smarem chichotu historii. Jej mit etyki ponad polityką, tonie zawsze w kałuży krwi.
    9 punktów
  50. idę przez dzień przez wybebeszone podbrzusze sadu wszystko pęcznieje w jednej wściekłej sekundzie światło wbite w liście drży jak roztrzaskane szkło chleb parzy dłonie zakalcem i słońcem wiatr zostawia na skórze osad spalin i mięty wciągam powietrze: smakuje klamką mostów, mułem rzeki co niesie rozdęte truchła ryb i złoto obrączek ziemia po deszczu pachnie świeżo rozkopanym grobem a jednocześnie pierwszym porankiem świata powietrze ciężkie od narodzin sekundy pękają jak nasiona ciskane w biały żar pytam: dlaczego oczy mają brzegi skoro horyzont jest tylko pęknięciem w szkle którego nie da się zaleczyć patrzeniem? świat jest zbyt wielki dla mojej czaszki pić go całymi haustami! hartować przełyk w fosforyzującym ścieku konstelacji! ale język puchnie od nadmiaru smaków przełyk jest za wąski dla tej wezbranej rzeki rozhermetyzować się w samym środku własnej tkanki bo ciało to tylko pergamin rozpięty na turbinie świata krew - spóźniona lawa - wypala drogę na zewnątrz serce tłucze się o żebra myli druty z niebem w płucach noszę wiatr starszy od miast w kościach sól mórz które wyschły zanim narodził się lęk każde uderzenie serca to młot w betoniarce świtu niech światło rozsadzi kości! niech pęknę jak owoc zbyt długo trzymany w słońcu! bo wszystko wyje o uwagę trawa przebija asfalt z precyzją skalpela kamień nagrzany słońcem pamięta dotyk dłoni sprzed tysiąca lat skóra pamięta więcej niż rozum a ja wciąż głodny głód starszy niż moje imię chcę jeszcze jednego drzewa ciemnego od soków jeszcze jednego świtu który jak nóż wejdzie pod gardło nocy nie nadążam kochać świata świat zdarza się zbyt gwałtownie stoję z otwartymi ustami czas wlewa mi się do gardła jak wrzący ołów i zastyga w dławiący fundament pod język idę dalej pamięć - składowisko zużytych luster gdzie każde "kocham” pachnie chlorem i starym lodem usta mokre od życia spuchnięte od słów bo śmierć to jedyny mechanizm którego nie umiem jeszcze zatrzymać zębami
    9 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...