Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 18.10.2025 uwzględniając wszystkie działy

  1. tak, zostaw mi słowa bo one mają miękkie i czułe dłonie które dotykają wnętrza a nie oczu w sobie, jestem sobą i tam potrafię im ulec kiedy tylko zechcesz będziesz pamiętał?
    13 punktów
  2. Thomasie, czemu wzbraniasz mi przekroczyć próg dobrej nocy? Nie ma tam demonów. Jest tylko spokój, którego tu już brakło. Cisza czeka — nie zła, nie dobra, tylko głucha na wszystko, co we mnie krzyczy i krwawi. Nie niesie łaski ani potępienia. To nie kara - lecz znużenie, które wreszcie milknie. Ona kusi — nie obietnicą, lecz końcem napięcia, zawieszeniem myśli. Nie śmierć mnie wzywa, ale ulga. W jej dłoniach spoczywa nicość. Nie zważy win, nie dotknie wspomnień - pochłonie mnie - całą. * inspiracja: wiersz Dylana Thomasa „Do not go gentle into that good night” ("Nie wchodź łagodnie do tej dobrej nocy")
    9 punktów
  3. stare drzewa mają w sobie powagę czasu przetrwały kapryśne pory roku chroniły przed deszczem i słońcem wykołysały niejedno pisklę jesienią z godnością tracą liście użyźniając młodnik jak gdyby już wszystko wiedziały o miłości
    8 punktów
  4. adoracja jak łańcuch i kajdany nie patrz na mnie z takim podziwem wolność lepsza niż wyznaczanie granic pokornie proszę o wieczną ciszę
    8 punktów
  5. Hojne cesarskie łono na świat Marię Antoninę wydało. Któż mógł przewidzieć jej los- jak trzos? Bo wcześniejsza maskarada przednia była, wesołość samo zdrowie, nie grzech. I oni Hanacy prości paradnie ubrani, skaczący w gestach im przyrodzonych. W bon tonach też pouczonych. Dla światłych śmiech? Porcelanowe figurki sceny z karmelu, to galeria obrazy wystawia Gdzieś zapodziały się rodzynki w czekoladzie, tak niedawno były jeszcze u malarza. Motyw za motywem, bal który zawsze się powtarza. Fascynacja licytacja i obraz sprzedany. Na bogatej ścianie co dekoruje mieszkanie, ups... rodzynki się rozsypały po jasnym dywanie. Sokrates, Arystoteles, Goethe i Shakespeare. I cesarz Franciszek on też wciąż pełni rolę, w nieustającym dramacie naszych czasów. Judea przyczynkiem upadku cesarstwa rzymskiego, druk Gutenberga reformację i renesans sprowadził. Commedia dell’arte, lukrecjowa masa. Jak farsa. Co będzie z nami?
    7 punktów
  6. Urodziliśmy się z alfabetu - z trzasku liter, z iskier rozżarzonych w płucach. Twoje imię płynęło jak rzeka, moje - jak kamień w jej nurcie, niewzruszony, a jednak drżący od wody. Spotkaliśmy się w zdaniu, które miało znaczyć wiecznosć, a znaczyło tylko chwilę. Jedno słowo - źle nacięta struna - pękło między nami, i cisza zaczęła mówić za nas. Nasze rozmowy stały się ruinami kościołów, gdzie zamiast psalmów słychać było tylko gruz, spadające głoski, popiół zgłosek, które kiedyś były światłem. Byłaś dla mnie językiem bez gramatyki, wierszem, który sam się pisał na skórze. A ja - kaleki tłumacz własnego serca - zamieniłem cię w echo. A echo nie kocha. Echo powtarza. Widziałem, jak twoje oczy zamykają się jak księga rzucona w ogień, jak odchodzisz, niosąc w dłoniach pęknięte sylaby, jakby były kośćmi ptaków. I zostałem - ze słownikiem pełnym ciszy, ze zdaniem urwanym jak ścięta głowa, z językiem, który nie zna już twojego smaku. Miłość, powiadasz? Miłość to dzikie zwierzę z papieru, które umiera, gdy pomylisz literę. A ja pomyliłem wszystkie.
    7 punktów
  7. gdzieś tam w zamczysku na czubku wieży dziewczę zamknięte choć całkiem ładne jest to księżniczka która chce wierzyć że wreszcie rycerz ją stamtąd skradnie wtem przyszedł pierwszy by serenadą oraz gitarą zdobyć jej serce smęcił i skrzypiał on nockę całą jak rdzawy zawias wcale nie rzewnie drugi to amant na srebrnym koniu nawet drabinę przywiózł długaśną lecz szczebel złamał blisko balkonu zleciał na ziemię na wieki zasnął trzeci wziął tyczkę bardzo sprężystą już nawet leciał z wiatrem przez chwilę podmuch pomieszał raptownie wszystko tyczka mu wlazła głęboko w tyłek czwarty armatę dopchał nie małą podpalił z lufy nagle wyskoczył między kamienie wbił swoje ciało wciąż tam wystają nieżywe stopy piąty nauki człekiem był zmyślnym śmigło wciąż nad nim furczało sobie aż zaplatało się wtem we wszystkim żeby mu odciąć ze szyi głowę szósty w przylepnych wchodził sandałach oj biedny pecha miał on doprawdy napadła ptaszków go cała chmara nawet mu członka dziobiąc wyjadły * dziewczę czekało mijały chwile mając nadzieję wielką zapewne że też rozumny przed wieże przyjdzie postanowiła zatem nie zejdę * aż kiedyś siódmy choć bez gitary pomysł do mózgu śpiewnie zapodał przez drzwi otwarte przeszedł on cały wszedł do księżniczki po krętych schodach
    6 punktów
  8. znam smak Twoich ust kolor oczu rozpoznaje wśród obcych głos jest taki alabastrowy wyczuwam dotyk na odległość na wszelki wypadek chodzę z głową w chmurach słyszę słowa porozrzucane nieposkładane według idei pląsam w nieładzie pewien celu pewien celu pląsam w nieładzie nieposkładane według idei porozrzucane słowa słyszę chodzę z głową w chmurach na wszelki wypadek na odległość wyczuwam dotyk głos jest taki alabastrowy rozpoznaje wśród obcych kolor oczu znam smak Twoich ust
    6 punktów
  9. letniak siedzę na skrzyni w rogu przy kuchni majtam w powietrzu nogami jeszcze nie dosięgają podłogi nagrywam film w głowie ciemność za lustrem okna żarówka się tli wydaje chybotać przez taniec ciem cienie co próbują podpełznąć każdego w izbie dziadka z włosami jak druty łokciami na stole babkę z bochnem rozmiarów maśnicy na podołku jezykami liże stopy jezusa za burtą matki chybocze się z żarem przy ustach na chwilę obejmuje jej twarz rozbłyskiem odbija się w oczach ojca z butelką nad kieliszkiem brzdęk wzdryga ucho kota na moich kolanach mruczy kiedy kładę mu dłoń na karku koniec taśmy
    5 punktów
  10. Mniam... i talerzyk pusty, łyżka oblizana. Szarlotka tylko przez chwilę była moją przyjaciółką. Nawet nie zdążyłam jej się zwierzyć szeptem Z moich miłosnych eskapad wieczorową porą, Ani o nowej torebce z krokodyla nilowego. Już chciałam pokazać kolekcję szpilek, I suknie balowe, woale i pióra z promocji, Lecz rozpłynęła się w ustach niespodzianie. Trudno, jutro znowu stanę w kolejce do cukierni I sterroryzuję obsługę: „to napad! ciasto wykładać! Żądam placka z rabarbarem, tego makowca i jabłecznika. Sejf otwierać... no proszę, babka z rodzynkami!” Aż się buźka cieszy, ślinka cieknie – co tam, nie przytyję; Spalę kalorie podczas ucieczki z miejsca rabunku. Ukradłam tylko babcine smaki, one nie są na sprzedaż; To jakbym palcem w misie ciasta urabianego podkradła. Coś, co najlepiej smakuje, nim jeszcze wyrośnie! A te truskawki znikające z blaszki tuż przed pieczeniem... Romans z przepysznościami – czy to jest karalne? A wiedzcie, mili, co wam zdradzę, że kuchennego Złodziejaszka nikt nigdy nie dopadł, bo fachura Z niego, co tylko po kątach się oblizuje i mlaszcze, A co po kieszeniach jeszcze ukrywa – nikt nie wie. I już planuje, który tort wart jest przestępstwa.
    5 punktów
  11. Całość i wszystko Są odbiciem Pierwotnego pęknięcia Symetrii I drogą do jej reinkarnacji Która tylko mnoży szczeliny W odbiciach matrycy Multiplikacja Wzór i struktura Załamanie Światło rozpada się w skupieniu Prosta i punkt Oko Boga Obieg informacji Pozycjonowanie Nieoznaczonego I ja Zapis jak ślad Materii Jest emanacją pól Podział cięciem prostych Byt I ja Masa i przyspieszenie Do gęstości energii Różnica nazywa Wielość z jedności Słowo ze słowa Liczba z nieskończoności Bóg z Boga I ja Powielanie chaosu W procesie porządkowanie I ja
    5 punktów
  12. To nie będzie wiersz o miłości chociaż to ona co dzień światłem kusiła to nie będzie wiersz o wierze razem z nadzieją odeszła zostawiając cień wspomnienia to nie będzie wiersz o życiu bo nie ma nic do powiedzenia cień światło smutkiem zakrył to nie będzie wesoły wiersz ciemność się nigdy nie śmieje jasne tylko łzy samotnie spadają w tym wierszu nie zaświta słońce zatrzymało się na zachodzie noc i dzień nie chce nadejść to wiersz o osobie która walczy z mrokiem bez miłości bez wiary bez nadziei ze wspomnieniem w którym żyła będąc dla kogoś światłem pozbawionym cienia zaświeć jeszcze dla mnie bądź moim słońcem moje nieważne maleńkie życie
    5 punktów
  13. w żółci i brązie szeleści pod stopami jesienny dywan
    4 punkty
  14. relacje internetowe żyjemy w świecie wirtualnym branym za real potem często...rozczarowanie nie jesteśmy niestety tacy jak piszemy takimi chcemy się pokazać żyjemy w telefonie obrazami które podpowiada wyobraźnia a RZECZYWISTOŚĆ nie jest zbyt blisko w spotkaniu z nią nie potrafimy jej akceptować chcemy fikcję z internetu mieć jako danie główne niestety fantazja nie jest jadalna czar pryska 10.2025 andrew Sobota, już weekend wróćmy do realu jest równie piękny
    4 punkty
  15. *** najpierw huk, potem roztrzaskujące się szkło w ułamku sekund *** Zza milczenia z roztargnienia czasem zaplątane myśli Czeka miotła bochen chleba kawa Inka też się wyśni Mogłyby się wierszydełka czasem zdążyć choć uczesać Moc energii złożą słowa w ciepłej parze serca wyścig Serduszko ogrzej lecz delikatnie W mięciutkim swetrze ściegi pod palce Dobra obecność niech ci się ziści Złotem wyszyte liście i promień
    4 punkty
  16. Przedzimie* I jesienne łzy jak kropla po kropli po szybie spływają - to krwiste łzy i wiosenne łzy niczym serce z sopli w głębokiej ciszy: w dolinie - milczenia, cicho, jeszcze cichszy - połykam łzy już na dnie ciszy w mogile istnienia - kołysze fala i dzwoneczki - dzwonią, głucho, dzwonią, głucho - łzy i łzy - łzy, to lali fala z tą wronią już bronią... *więcej informacji Państwo znajdą w następujących esejach: "Komentarz - komentarz odautorski" i "Mój drogi świecie" - Autor: Łukasz Jasiński (październik 2025)
    3 punkty
  17. Samuraj amator z Oddziału do sportu to nie ma zapału. Na gminny turniej w seppuku, zakupił mieczyk z kauczuku. Nie przebił się więc do finału.
    3 punkty
  18. Tam gdzie kończy swój bieg Czarna Hańcza Stadko kóz żyto żre jak szarańcza Tylko jedna pod świerkiem Się opycha papierkiem - Trafił w gusta me-e ten Barańczak!
    3 punkty
  19. na ołówkowym niebie pierwszy taniec liści wdepnąłem w uliczne metafory oziębłe palce zakryły usta pod parasolem dobry wieczór gramoli się w porwanych chmurach wiatr ziewa chłodem inaczej mówiąc psia pogoda gryzą mnie moje myśli moknę w szarej rzeczywistości po pas w wirtualnym deszczu
    3 punkty
  20. płonę ciepłym karminowym rumieńcem i lśniącymi oczami niczym blaskiem buku w płoniącym czerwonym swetrze migoczę dla ciebie jak najjaśniejsza ze wszystkich tak radośnie ubrana
    3 punkty
  21. między pytaniem na dnie dzbanka z poranną kawą co dobrego? a wieczorną modlitwą w której długie zdania wypełnione czystym tlenem są światłem podczas zaćmienia ja chłopka z kresów z przenicznym warkoczem na głowie na dnie egipskich grobowców z prochu powstałam i w proch się obracam w resztkach lata ukrzyżowana na drzwiach stodoły nożami z porcelany zachodzącego słońca sąsiad przypala papierosa na krawędzi mojego biodra aż ślizga mi się po żebrach brak mocy sprawczej
    3 punkty
  22. jesienne listki brzózki rozrzucone na wiecznie zielonej trawie
    3 punkty
  23. kocham cię - nie w czasie, lecz w szczelinach między sekundami, gdzie myśl jeszcze nie wie, że jest myślą a oddech to tylko cień płuc, których nigdy nie dzieliła odległość czuję cię, jak puls w skórze planety jak dym wspomnienia na języku snu jak światło, które nie zna źródła, a jednak prowadzi tęsknię, ale nie linearnie, tęsknię spiralnie, jak galaktyka za własnym środkiem jak echo, które szuka głosu którego nigdy nie było twoje imię, to nie litery, to ciąg drgań we mnie, które kładą się w poprzek języka i cicho kruszą alfabet przyjdź, nie po ziemi, ale przez miękkie granice istnienia, gdzie nic nie dzieli „ja” od „ty” a „my” nie potrzebuje zgody bo jesteś: nie obok nie naprzeciw ale we mnie, jak światło, które zna mnie zanim się zapalę.
    3 punkty
  24. Leonné nie potrafiła odnaleźć się w nowej rzeczywistości i miejscu tak odległym od rodzinnych stron dziewczyny i tak wrogo do niej nastawionym. Ojciec nie chciał narażać jej młodych wdzięków i cnoty na zhańbienie. Nie godził się więc by szukała zatrudnienia po domach w miasteczku ani tym bardziej w okolicach targu rybnego czy samego portu. W ogóle zabronił wychodzić córce na zewnątrz. Zajmowała się więc typowo kobiecymi pracami i sprawunkami w obrębie obejścia a jedynymi towarzyszkami jej niedoli były córki Nabīla, które na przemian nie opuszczały domu na klifie i jak tylko mogły najlepiej, umilały Leonné czas wspólnym śpiewem, haftowaniem, plotkami czy opowiadaniami z życia dziewczyny gdy była tak szczęśliwa w Kastylii. Leonné cierpiała przy ojcu w ciszy, lecz przed córkami przywódcy klanu zwierzała się chętnie. Tęskniła do ciasnych, zatłoczonych uliczek Torregrimy. Do przyjaciółek, latorośli kupców i rzemieślników ze starego placu z którymi dorastała i rozumiała się jak z nikim innym. Tęskniła do ich starego domu. Do pokoju, który miała jedynie dla siebie. Często wracała rzewną od łez myślą ku swej guwernantce Dolores, która zastępowała jej matkę przez dziesięć przeszło lat. Samej rodzonej matki Leonné nie pamiętała. Zmarła gdy miała ledwie cztery lata. Ojciec nigdy nie lubił poruszać tematu jej życia a tym bardziej śmierci. W starym domu, przypominał o jej istnieniu jedynie portret o niewielkich wymiarach płótna. Ojciec zawiesił go w jej pokoju tak jakby chciał sam nie patrzeć na lico zmarłej. Jakby chciał wymazać i tę ledwie namacalną resztkę jej obecności w zakamarkach domu. Ojciec utrzymywał nadal bliską i serdeczną relację ze swym szwagrem. Młodszym bratem nieboszczki. Wuj Lucien. Pamiętała go doskonale. Rudy olbrzym o sercu tak delikatnym jak jego dłonie. Tak niepodobne do dłoni dorosłego mężczyzny a raczej damy dworu. Jego postura wzbudzała oczywisty respekt gdziekolwiek się pojawił ale szybko rozwiewał niepokojącą atmosferę swym rubasznym i lekkim językiem, wziętym bardziej z rynsztoka niż posiadłości kupieckich związków. Wiele razy tylko dzięki niemu, miała możliwość porozmawiania o postaci matki. Opowiadał jej o zamiłowaniu kobiety do natury, sztuki i wróżb. Była delikatną osobą, niegotową do roli żony i matki. Chciała cieszyć się niczym niezmąconym spokojem i beztroską, cudownie lekkich, dziewiczych dni i magicznie ukołysanych w głębokim śnie nocy. Była duszą wolną i niezależną a takie kobiety bezlitośnie tępiono lub kończyły one w upozorowanych związkach, opartych na wpływach i pieniądzach pomiędzy rodzinami. Może dlatego ojciec o niej nie mówił i widać wyrzucił jej obraz z pamięci a portret kazał powiesić naprzeciw łóżka Leonné. Widać nie kochali się ani nie byli dla siebie ważni. Dlatego przy pierwszej sposobności jej matka odeszła i zrobiła to z niewysłowioną ulgą. Ślad po niej zaginął. Zatarł się w piaskach przeszłości. Mokrych od łez i pełnych gniewu rozsypanego w czarne kulki żużlu na dalszej ścieżce życia Leonné. Ta ścieżka zawiodła ją aż tutaj nad zapomniany przez Boga klif i wybrzeże morza wewnętrznego. Chciała powiedzieć ojcu o tym, że najchętniej wróciłaby do Kastylii lub Leonu. Nocą nie mogąc zmrużyć oka, wymyślała scenariusze opuszczenia osady. Lecz jak samotna dziewczyna miałaby przemierzać bezdroża kalifatu bez opieki starszego mężczyzny a na dodatek bez wpływów i pieniędzy. Do tego jako gorliwa katoliczka i dziecię maryjne jakim się często ogłaszała chcąc walczyć tym samym o swą europejską tożsamość w samym centrum ula niewiernych. Chciała wielokrotnie pomówić z ojcem o tym, że już czas wracać z wygnania i jeśli nie mogą pozostać na półwyspie to niech szukają lepszego losu we Francji lub Anglii. Aptekarz początkowo słuchał córki choć zdawkowo, bez wiary i przekonania. Było to w czasie gdy też szukał punktu zaczepienia w nowym, wrogim miejscu. Gdzie znalezienie przyjaźnie nastawionego osobnika należało do takiej rzadkości jak odkrycie ostatniego talara w kieszeni zamroczonego piwem opijusa, zawieszonego w błogiej nieświadomości na piersiach jasnowłosej murwy w przybytku “Pod ogryzionym piszczelem”. Najgorszej speluny w Torregrimie w której niegdyś od podejrzanych, śmierdzących kadzidłami ale i wymiocinami młodych czeladników I stajennych nabywał szczypty składników do trucizn i silnych eliksirów. Ale wreszcie karta się obróciła a kości rzucone na jeden numer, wskazały go szczęśliwie, zapewniając mu pracę i opiekę u Nabīla. Więc teraz niby dlaczego miałby opuszczać te ziemię. Nie był to może biblijny raj ani nawet spokojne, urokliwe i bezpieczne miasteczko leżące na uboczu szlaków, zapamiętane chyba jedynie w księgach i nieomylnej pamięci poborców podatkowych. Im dłużej tutaj był tym bardziej wsiąkał w miejscowy folklor. Coraz bardziej pociągała go praca dla araba i jego dziwaczne acz fantastycznie przygodowo skrojone opowieści z pogranicza magii i jawy. A może było w nich choć ziarnko prawdy. Może nie o wyspę szło, która schowała swe jestestwo w szmaragdowo-szarych falach. Może przystań z legendy to przystań wizygocka leżącą u stóp jego domu? Może skarb lub jego część spoczywa w jaskinii? Może po to miejscowym bajki o duchach? Coraz częściej o tym myślał. Bez poparcia Nabīla nie zamierzał jednak udowadniać żadnych nawet najbardziej miarodajnych i umysłowo spójnych tez. Nie narzekał. Może starzec pewnego dnia zgodzi się szukać skarbu i u progu wręcz swego miasta a nie gdzieś hen za morzem. Jak narazie aptekarz milczał i z zadowoleniem pomnażał zyski swoje i Nabīla. A Leonné starał się zapewnić dawny dostatek i względny spokój na jaki szczególnie ostatnimi czasy zasłużyła. Chciał osiąść tutaj i liczyć na późniejsze układy w podziale łupów po śmierci araba. Był starym, zmęczonym drzewem o opadłych w połowie liściach i nadjedzonych przez czerwie korzeniach a takich drzew nie można przesadzać w nieskończoność i liczył na to, że Leonné kiedyś to zrozumie a jeśli nie to chociaż kiedyś mu to wybaczy. Tak mijał im czas. Na straconej na pozór młodości i zasłoniętej kurzem ślepego posłuszeństwa przewidywalności kolejnych, jednakich sobie dni. Na ślęczeniu nad mapami i skryptami. Na warcie całonocnej nad kuflami piwa i słuchaniu opowieści załóg i kapitanów galer. Nikt jednak nie woził na swym pokładzie skarbów innych niż to co widniało w portowych kwitach zarządców i kupców. Nie natknęli się oni nigdy ani przy nocnym nowiu, zamieniającym powierzchnię wody w tłuste, atramentowo czarne, bijące o drewno burt ramiona diablików morskich. Ani we mgle zielonkawo szarego przedświtu nie wypatrzyli oni nigdy w obrębie statku jak i przed dziobem ani za jego rufą na choćby ślad istot o których bajali tylko tacy oderwani od przyziemności starcy jak Nabīl. Ich opowieści nigdy jednak nie frustrowały Nabīla.
    3 punkty
  25. Czas wydaję się wrogiem, jednak nie... On neutralny jest, idzie dalej i nie zważa na nic. My próbujemy go zatrzymać choćby na chwilę, jednak on z każdego uścisku uwolni się. Nieważne co się stanie, czas pędzi do przodu... A my razem z nim, Więc nie lękajmy się, nie przejmujmy się, nie zatrzymujmy się. Bądźmy jak czas, idźmy dalej do przodu, bo wkońcu i nasza sekunda minie, i każdy o nas zapomni. Wykorzystajmy te naszą sekundę jak najbardziej się tylko da, Przejmując i zatracając się nigdy nie spełnimy swoich marzeń, a nasz piasek czasu zniknie i pozostanie tylko niedosyt...
    3 punkty
  26. nie wiem co czujesz a ty nie wiesz co ja próbujemy coś mówić lecz to nie dotyka rdzenia wprzęgnięci w tryby doświadczeń dowiemy się wzajemnie co to jest ty a co to jest ja
    2 punkty
  27. Ładnych parę lat temu paliło się mieszkanie w bloku; zapadł już wieczór wyły syreny i ten jęk tłumu – słychać było aż o dwa kilometry wyrzucono z balkonu becik z dzieckiem... ktoś złapał
    2 punkty
  28. W zapomnianej chacie na skraju lasu echo i wiatr o byłym rozmawiają Cisza do nadziei się tuli stary pająk to widząc po swojemu się uśmiecha W zapomnianej chacie kiedyś tętniło życie słońce tu zaglądało było fajnie i miło W ogrodzie kwitły róże burek radośnie szczekał na ławeczce dziadek pykał fajeczkę Dzieci w berka się bawiły obok była studnia żuraw cierpliwie czekał Babuleńka w wannie cynkowej pościel krochmaliła była szczęśliwa Dziś ta chata pusta las częstuje ją cieniem który po cichu popłakuje
    2 punkty
  29. @Migrena Bardzo dziękuję! Poezja ma to do siebie, że pozwala nam dotknąć tych ciemnych miejsc bezpiecznie – możemy tam zajrzeć, poczuć, przeżyć, i wrócić. To jak skok z liną. Wiersz może być tym miejscem, gdzie „nicość" jest doświadczeniem estetycznym, nie ostatecznym wyborem. @Marek.zak1 Dziękuję za te osobiste słowa. Temat aktualny, ale o tej porze roku jest szczególnie aktualny. Każdy po swojemu przeżywa to "może". @lena2_Bardzo dziękuję! Tak, to wszystko naraz – ulga, znużenie, nadzieja na ciszę. Czasem piszę, żeby samej to zrozumieć. @andrewBardzo dziękuję! niepokój jest dowodem że jeszcze jesteśmy po tej stronie może nie trzeba wiedzieć wszystkiego od razu może wystarczy że liście opadają i wracają że coś w nas wie bez słów bez pośpiechu a my z tym niewiedzeniem możemy jeszcze przez chwilę po prostu być @huzarcBardzo dziękuję! Przeczytałam Twój komentarz kilka razy – bo sam jest jak wiersz. "Spokojny jak ostatni oddech" – to piękne. @Alicja_Wysocka Piękny wiersz napisałaś, bardzo Ci dziękuję! twoje słowa jak ciepła dłoń na ramieniu – czuję ale rozumiesz to nie jest ucieczka to szukanie miejsca gdzie mogę w końcu stanąć życie mnie znajduje codziennie zbyt głośno zbyt jasno a ja czasem potrzebuję zmierzchu żeby zobaczyć własne kontury światło znajduje szczelinę – piszesz i to prawda ale kamień też ma prawo do swojej ciemności do swojego wnętrza
    2 punkty
  30. Świetny! Mam w planie odwiedzić miejsce spoczynku Thomasa jak mnie zaniesie w okolice
    2 punkty
  31. a powinno. Dzięki @Annna2 dzięki,dzięki, dzięki serdeczności Waldku! ano tak. Jakoś sobie trzeba radzić Interpretacja bardzo trafiona. To o tym @Wiesław J.K. to ja odpozdrawian @sisy89 @akowalczyk @huzarc 💚
    2 punkty
  32. @Berenika97 Ten wiersz jest odpowiedzią nie sprzeciwem, lecz szeptem przy ramieniu. Czasem ktoś napisze o zmęczeniu, a ktoś inny - tylko przysiądzie obok, żeby przypomnieć, że nawet w ciszy można jeszcze oddychać światłem. ----- Nie chcę ci nic odbierać, ani nakłaniać do powrotu. Tylko dotknąć twojej dłoni słowem i powiedzieć: nie jesteś sama. Czasem wystarczy jedno spojrzenie w stronę, gdzie pali się czyjeś okno. Czasem to ktoś, kto pamięta, staje się powodem, by jeszcze raz odetchnąć. Nie uciekaj od życia, niech ono samo cię znajdzie, tak jak światło znajduje szczelinę w kamieniu. Niech ta noc, którą chciałaś przekroczyć, przyniesie sen, a potem świt.
    2 punkty
  33. @huzarc a ja jeszcze myślałem nad tym wierszem i doszedłem do wniosku, że Autor oparł cały tekst na fizyce kwantowej. poczynając od Big Bangu jako pęknięcia symetrii, poprzez zjawiska typu cos istnieje tylko wtedy kiedy ja na to patrzę . entropia versus porządek. "oko Boga" to świadomość ostateczna. żeby ten wiersz rozczytać jak należy trzebaby zanurzać się w fizykę kwantową a ja takiej wiedzy nie mam. @Annna2 dobrze. przepraszam Aniu. ale fakty są takie, że masz ponadprzeciętną wiedzę, świetną pamięć i niezwykłą inteligencję. i widać to w Twoich wierszach i Twoich komentarzach. ja to widzę i podziwiam. tacy jak Ty niezwykli ludzie bywają wrażliwi na słowa innych. ja czasami piszę tutaj skrótami myślowymi i wygląda jakbym powiedział coś czego powiedzieć nie powinienem. wybacz teraz i daruj jak kiedyś jakimś swoim skrótem wprawię Cię w zakłopotanie. Aniu. intencję mam w stosunku do Ciebie zawsze czyste i z dużym szacunkiem !!!!!
    2 punkty
  34. Kocham, kocham , kocham. Hej słyszysz? Przecież cię kocham! Jaka piękna ta miłość, nie unoś się gniewem! To ja jestem ważny, wrażliwy i jedyny sprawiedliwy. Kocham, cię kocham czy słyszysz? Musisz się zmienić. Jesteś nie dość dobra, wyrozumiała, i za mało godziwa. ******************************************* Ona pachnie śmiechem porannym, i chlebem, aż chce się jeść. i truskawką upchniętą w kieszeni dla żartu. Wiesz?
    2 punkty
  35. Koneser z pasieki, tej słynnej, oczęta ma słodko - niewinne. Zajada chlebuś z miodem - miód kapie mu na brodę. Nad wyraz kontentą ma minkę.
    2 punkty
  36. Żydzi i gaz Zaproszenie Palestyńczycy i Gaza Wypędzeni Narody wybrane Trauma usprawiedliwia Zbrodnie Mobilizacja uzasadnia Prawdę Cynizm wnuków Pokoleń ocalenia Czołgi zamiast świadectwa Opór i terroryzm Szybowce i podrzynanie Gardeł A potem ciałopalne ruiny Cena zbiorowej winy Nadzieja jak spadająca Gwiazda Tli się bielą fosforu Ciągle podręcznik historii Czytany na nowo Szkoda, że bez spisu treści
    2 punkty
  37. Przed bramą Arsenału siedzi lew murowany. Na tylnych łapach ma losy zapisane, świątynie w Atenach, mury Bizancjum i fiordy Skandynawii. Na nich świat przemierzył od Algarve i Petersburga, do wysp Aran w zatoce Galway. Plaże Krety gdzie sztuka minojska. Zwiedzić Londyn Paryż, Berlin, Rzym, Madryt, Warszawę i Moskwę. Mówić ustami Oktawiana Augusta, jakie to "znajome i kruche". Obudzić duchy. A potem w ogrodach Sennufera myśli pozbierać. One tam stoją pośród pokrzyw szelestu, krzyczą. Hej! Jeszcze raz narwij agrestu. A może wcale zrywania nie mieli w planie, chcą tylko namiętność i młodość jeszcze raz wyśpiewać na polanie? Przeszłość jak runy na łapach zapisane wspomnienie, czerń i błękit ubrany w ucieleśnienie. Pięć sekund już lwu z Pireusu to za mało, by posłać uśmiech światu, Europie, sobie. Paradise jak Raj te słowa już nie wystarczą, w nich jest tylko obłędne już, niemożliwe pragnienie. -cdn-
    1 punkt
  38. szybuję ze złotym listkiem klonu zwiewnym lotem spadasz obok w wiązanych botkach jak u Pippi i łobuzerskim uśmiechem podnoszę twoje romantyczne spojrzenie a ja piękna otulona jarzębina
    1 punkt
  39. @Ewelina Od jakiegoś czasu coś tam owszem wiem, ale jakby to ująć mocno teoretycznie :)
    1 punkt
  40. @Berenika97 I właśnie dokładnie taki ma być. Czasami nie można się poddać. Nie ma już po co. Lepiej jest walczyć do samego, gorzkiego końca.
    1 punkt
  41. @Alicja_Wysocka ... a gdybym przestał mówić czy byłabyś cała jak dziś doskonała ... Pozdrawiam serdecznie Miłego wieczoru
    1 punkt
  42. @iwonaroma złote monety – piszesz i widzę bogactwo które nic nie kosztuje brzózka płaci za życie listkiem po listku na wiecznie zieloną trawę ale to nie strata to inwestycja bo wiosną z tej ziemi wróci procent ze zdwojoną siłą
    1 punkt
  43. @Łukasz Wiesław Jasiński, @Czarek Płatak dziękuję
    1 punkt
  44. @Annna2 zawsze przyjemnie do Ciebie zajrzeć
    1 punkt
  45. Czy ty wiesz, że ja oddałabym tak wiele, by mieć Cię bliżej siebie? Czy rozumiesz, co robi dla mnie twe spojrzenie? Czy widziałeś kiedyś, serca tak wielkie olśnienie? Czy urzekło Cię me widzenie? Czy ma dziwna dusza dotknąwszy Twojej zostawiła na niej swe uniesienie? Czy w Twej głowie utrwaliło się me brzmienie? Czy w mym ciele widzisz Wyższe odzwierciedlenie? Czy me słowa Cię przeszyły i rozpoczęły Twe zbłądzenie? Czy uniosłeś dłoń mą kiedy, by poczuć żeś nie zwariował doszczętnie? Czy poczułeś kiedykolwiek, żem najnieprawdziwsza z najprawdziwszych piękn na Niebie? Czy usnąłeś pełen wiary, że ja obok leżę Ciebie? Czy byłeś głodny mnie, jakby początek mój był w chlebie? Czy ty złapiesz mię za rękę i na zawsze skleisz nasze głębie?
    1 punkt
  46. @Berenika97 ... tacy jesteśmy już byśmy chcieli poznać... może to dobrze a może ... ... co z nami często pytamy jak inni w swoim czasie poznamy ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia
    1 punkt
  47. @Annna2 Ano właśnie: co się stanie z nami ?
    1 punkt
  48. @violetta Zamyśliłem się!
    1 punkt
  49. Zaś u Muzykanta z Biednego cuś było silniejsze od niego. Więc tamto, i owo zagarniał darmowo, bo cuś się rządziło prócz ego.
    1 punkt
  50. Więc po niedługim czasie udał się do małego portowego miasta Qaryat al-Bayda - osady z białego kamienia gdzie jak powiadano same gwiazdy oddały blask budynkom i będzie on wieczny i trwały, tak jak wieczny jest nieboskłon chmur i firmament z opiekuńczą strażą nocną półksiężyca, który sam prorok Mahomet, niechaj pokój będzie z nim. Wybrał na znak rozpoznawczy dzieci, jedynego, prawdziwego Boga. Jednak ostatnimi laty osadę częściej trawił ogień i miecz niż nawiedzał pokój i jedność. Plemiona pustynii poróżniły się o sobie tylko znane powody i nie miały zamiaru zaprzestać grabieży i mordu, który jak wiadomo skuteczniejszy jest od języka dyplomatów. Osada podupadła i jedynie wschodni port był jeszcze na tyle sprawny i niezależny administracyjnie, że mógł być miejscem dość stabilnej pracy i godnego jak na te wyludnione połacie kraju wynagrodzenia. Zarządzali nim wspólnie przedstawiciele dwóch rodzin teraz kupieckich lub wojskowych lecz pierwsi wywodzili się od latarnika a drudzy od tajemniczego bohatera, który podobno wyszedł kiedyś wprost z głębin w trakcie oblężenia portu przez statki Państwa Kościelnego i zmówił jakąś pradawną inskrypcję modlitwy lub zaklęcia. Statki papieskie zajęły się w jednej chwili pożogą a gdy wypalone kadłuby o okaleczonych żaglach i połamanych rejach bezbronnie obijały się o siebie podziurawionymi burtami, zerwał się huragan pustynny, który zamienił falę przyboju na spieniony wściekle odpływ. Statki niesione falami, roztrzaskały się o mielizny i skały daleko od stałego lądu. Pierwszym z rodów była rodzina Bānu Māzin a drugim tym legendarnym i mitycznym, był ród Al-Nābbaāhiŋ. Ci którzy w herbie na swych okrętach i budynkach stoczni dumnie obnosili sokoła krążącego nad na wpół zatopioną galerą. Ptak w dziobie niósł sprofanowany krzyż. Mimo fatalnego podejścia do katolików, nestor rodu szalony na pozór arab Nabīl ibn ʿAmmār al-Nabbāhī, który twierdzi, że jego przodek, ten który zniszczył flotę papieską pochodził z nikomu nieznanej a według starca ukrytej pod powierzchnią wyspy Jazīrat al-Zujāj. Ponoć gdy ustaną pewnego dnia wszelkie fale i pływy a powierzchnia morza stanie się płynnym zwierciadłem, wtedy to marynarze będą mogli dojrzeć mury i iglice wież i zamków Jazīrat al-Zujāj. A okręty rodu Al-Nābbaāhiŋ, zejdą pod wodę i zacumują na redzie, kryształowego portu. Marynarze wrócą do ziemi przodków i zamieszkają w niej na zawsze. Starzec rysował mapy i szkice wyspy, śledził fazy słońca i księżyca a także Marsa. Intonował w rocznicę rozgromienia floty, jakieś obco brzmiące pieśni na pokładzie swego okrętu flagowego. Zwracał się wtedy półnagi w stronę fal i zaczepiony ledwie o reling na bakburcie, śpiewał w noc, głosem o dziwo czystym i głębokim. A morze słuchało i cichło. Fale marniały. A piana bałwanów rozmywała się równomiernie w szmaragdowym blasku wody. Lecz wyspa nie wyszła starcowi przed oczy ze swych bezpiecznych, ciemnych głębin. Nie ruszyła ku niemu jak góra która również nie ruszyła się z miejsca ku postaci proroka Mahometa. Dzieci, których Nabīl ibn ʿAmmār al-Nabbāhī miał czternaścioro z dwiema żonami. Martwiły się o zdrowie starca i jego poczytalność. Bez wahania więc przyjęły ojca Leonné i ją samą pod dach i powierzyli mu opiekę nad zwariowanym na pozór arabem. Znów mógł poświęcić się leczeniu. Lecz czy da się wyleczyć obłęd lub magiczny urok który opętał starca i jego myśli? Mimo początkowych uprzedzeń, wzajemnie nie posuwających relacji obu mężczyzn ku zaufaniu i relatywnie normalizującej atmosfery w rozmowie czy wspólnym spędzaniu czasu, po dłuższych niźli się mogło z początku wydawać dniach i godzinach Aptekarz, który po raz kolejny stał się z przypadku cyrulikiem, obrał drogę w leczeniu arabskiego przywódcy, której nikt z jego otoczenia dotąd nie spróbował. Po cóż było zaprzeczać słowom szalonym i napadom dziwnie wzburzonych reakcji starca, skoro można było ulec jego dziwactwom i planom.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...