Wspomnienie z Bałtyku

Autor:

Powiał wicher bujny — i szeleszcząc wpada
W rozpoztarte żagle, szamoce linami,
Pełnemi go garnie łakomie piersiami
Wędrowna na łodzi gromada.

Dalejże na morze!... Łódź w górę podniosła,
Jak dwa srebrne skrzydła, dwa wilgotne wiosła;
Wędrowna drużyna wzniosła w górę dłonie,
Żegnalne westchnienie rodzinnej śląc stronie.

Łódź strzepła żaglami — milczące fal łoże
Zawrzało — zbielało — milionem skier prysło...
O żółty nasz brzegu! biała nasza Wisło!
Bywajcie nam zdrowe!... Na morze! na morze!

Na morzu ponuro. Szare, jak z ołowiu,
Niebiosa z szarymi wałami się sprzęgły;
Zdala tylko jeszcze, jak księżyc na nowiu,
Złocisty sierp wązki zaznacza ich węgły.

To nasze wybrzeże!... I to się w mgle kryje...
Nic, tylko wody — niebiosa — i wody...
Straszno! — Hej! pieśń w górę!... pieśń, córa swobody,
Tę grozę pustyni rozbije...

Aż pieśnią zbudzone baltyckie powodzi
Zadrżały, i jęły podnosić się całe —
I gwarnie, gromadnie, aż do naszej łodzi
Bałwany cisną się białe.

Wtem — zagrzmiało — zczerniało — i patrzcie tam w dali
Jakiż olbrzymi korab’ z mroku się wynurza?
Pędzi — a wkoło niego prysk i wycie fali —
O, biada nam! to morski rozbójnik — to burza!

Z śród groźnie piętrzących się wałów, do góry
Powietrznej trąby strzela maszt wysoki;
Gęstej mgły mu żagle osłoniły boki,
Na szczycie banderą czarna szmata chmury.

Uchodzić?... nie pora! A więc naprzód, śmiało!
Zmierzmy się z korsarzem potężnym.
Gdzie innych strach mrozi, nam walczyć przystało;
Gdzie zgon niedołężnym, zwycięstwo tam mężnym.

Czółn stanął. Na czółnie stanęła dokoła
Osada, z gotowem do walki ramieniem;
I burzy zuchwałe nastawiając czoła,
Groźnie ją iskrzącem wyzywa spojrzeniem.

I patrzcie!... Korab’ burzy także stanął nagle!
Męstwa serc naszych wzrokiem błyskawicy bada —
Okręca się — podaje do odwrotu żagle!
Pierzcha! — i w zmierzchu dali, jak widmo, przepada..

Cóż to? toż naszych wejrzeń i wyzwania znaków
Ulękła się i pierzcha nawała złowroga?...
Ha! nie dziw, że pierzcha, że zmogła ją trwoga —
Drżeć niezdolnych poznała wojaków!...

O bracia! to dla nas wyrocznią niech będzie!
Jak te chmury, tchnące klęską,
Pierzchły w niszczącym zapędzie
Przed naszą rozpaczą męską —

Tak te wszystkie groźne w drodze naszej progi,
Co dziś nas, z daleka, tak straszą,
Gdy im oko w oko spojrzymy bez trwogi,
Rozwieją się w niwecz przed odwagą naszą!

Czytaj dalej: O mroźnym ranku - Roman Zmorski