Hipochondria czy chwalebna ambicja wymyśliła pogłoskę, jakoby polska twórczość dramatyczna zamierała. Ankieta, urządzona przez redakcję "Świata" wskutek tego alarmu, wykazała to jedno na pewno, że dramatopisarzy i dramatów jest teraz w Polsce nie mniej niż w innych epokach, a tylko wymagania stały się teraz większe i różnorodniejsze.
Dlaczego w Polsce kwitła zawsze powieść więcej niż dramat? Ponieważ polski typ odczuwania życia jest przeważnie agrarnym, tj. spokojnym i niezdobywczym. Według tego układało się także polskie życie kulturalne, społeczne i towarzyskie. Nie mieliśmy wojen religijnych, bo nie przejmowaliśmy się wiarą tak do głębi duszy, żeby za wszelką cenę chcieć nawracać przeciwnika. Życie społeczne upływało utorowanymi drogami, bez większych tarć i buntów takich, które by można uznać za swojskie, narodowe. Życie towarzyskie lubiło świętą zgodę, świętą zabawę i "kochajmy się". Zwady, zajazdy były walką osób, a nie walką o zasady.
Można - z grubsza - podzielić dramat na dwie kategorie: tragedię, o ile czyni się osią sztuki tylko jednego człowieka (Makbet, Otello, Lir, Edyp) i pokazuje się jego samotniczy, robinzonowy stosunek do różnych sił i ludzi - i dramat właściwy, w którym pokazuje się konflikty międzyludzkie jako walkę równych uprawnień, obiektywnie, udzielając wszystkim stronom równego zainteresowania uczuciowego i intelektualnego.
Tragedyj w tym znaczeniu miewaliśmy sporo - scenicznych lub niescenicznych, o to mniejsza; dramatów bardzo mało.
Chemia życia polskiego jest niedramatyczna. Po prostu mówiąc: Polak nie lubi się "kłócić". On się wprawdzie kłóci, zakłada stronnictwa, rozdwaja stronnictwa, miewa pojedynki, zabójstwa, samobójstwa itp., bo to są sprawy w życiu nieuchronne, ale w świadomości swojej tego nie uznaje za ważne, uznaje za pomyłkę, za prowizorium, za wyjątek. Przypomnę tylko naiwne artykuły i przemówienia uroczystościowe, nawołujące do solidarności. Proszę rozpytać się wśród publiczności, zwłaszcza żeńskiej; znaczna część nie rozumie, po co są te jakieś stronnictwa, kiedy by to tak ładnie i grzecznie było iść razem. Wszczęcie jakiegokolwiek sporu uchodzi za nieprzyzwoitość, napastliwość, manię prześladowczą, oznakę złego wychowania. Quieta non movere! Spory są niby jałowe. Charakterystyczne jest urąganie "pryncypialności" rosyjskiej, której Polak nie rozumie, a której może jednak Rosjaninowi zazdrości. Gdy zaś są spory (np. w Sejmie), to argumenty nie wpadają na siebie, lecz padają pomimo siebie, gwałtowna strzelanina, w której nikt nikogo nie rani - bo nie umie się trafić w serca i w sedno rzeczy ani brać sobie do serca, jeden gada przez drugiego.
Radziłbym zrobić głęboką ankietę co do tego, w jakie formy dramatyczne układa się u nas życie prywatne, osobiste, rodzinne, erotyczne, jak wygląda polska miłość, przyjaźń, nienawiść, zazdrość... Czy to są starcia, wybuchy, zranienia do głębi, czy tylko trawiąca rdza, sentymentalizm lub jurność na krótką metę, żemanfiszyzm i dobroduszne przebaczanie? Jaki procent żywiołu dramatycznego mieści się w polskim życiu? Od tego przecież głównie zależy napięcie poetyckiej twórczości dramatycznej. Od tego, co dramaturg sam doświadczył, co widział, co dramatycznego przeżył. W jego dziełach do wysokiej miary dociągają się owe rudymenty.
Są bagna, są groby pobielane. Jest padlina na środku rynku. Ale o tym się nie mówi. Setki przejdą koło tego i nie kopną. Jak mało kto upomina się o swoje krzywdy (zwala się to na stronnictwa), jaka cierpliwość jest u nas, jak się toleruje różne nieprawidłowości, tarcia, nieprzyjemności. W imię solidarności jest się asolidarnym. Nie wszczyna się tragedii "o byle co". Szczelnie zalepiona obleśność.
Kto zna konflikty żywe, ten lubi i dramat. Polak rdzennie nie lubi dramatu. Nie ma poczucia sceniczności [1], jest tylko lepszym lub gorszym solistą. Nie będąc aktorem dramatu w swoim życiu, czuje się obcym wobec dramatu na scenie.
Stąd nienawistne przyjmowanie np. dramatów Ibsena w Polsce, tak dziś, jak przed 20 laty. Stąd mało który nakładca w Polsce chce się zgodzić na przyjęcie dramatu do druku, bo takiego towaru się nie kupuje. Stąd brak elementu dramatycznego w liryce, w tej szczupłej dozie, jaka jest także jej potrzebna, aby się - tak jak dzisiaj - nie stała na wskroś refleksyjną i nudną. Z ballady w ostatnich czasach zrobiono absurd, wypruwszy z niej zupełnie nić dramatyczną. Tryumf powieści i jakość jej pokazuje, że człowiek polski żyje najintensywniej z przyrodą, nie z ludźmi, lub chyba z ludźmi traktowanymi równie jak przyroda (natura).
II
III
IV
V
VI