Karol Samsel Opublikowano 22 Sierpnia 2009 Autor Zgłoś Opublikowano 22 Sierpnia 2009 Z cyklu: SOLILOKWIA Ach, Friedel, na wypadek, gdybyś tu dzwoniła, zostawiam marynarkę na ławce przed domem, o demonach z cyjanku nie mów już nikomu, zwróć też w kasie szulerni reliefy z Berlina. Cóż, mogłem ci się zdawać nazbyt manieryczny, przecież byłem Baalem, duchem dysonansów, gotowym zawsze czule, z okruchem dystansu, wierzyć w bóstwa słoneczne i tragikomiczne. Nadeszła jesień, Friedel, weź z barku zasłony, rozpakuj skrzynki wina, gdy przyjdzie gestapo, przynieś im mój dziennik, ten krwią pobrudzony i każ im się wynosić, świat lekki jak fatum wówczas ciebie pożegna - został ocalony, moje ciało zaś rozrąb, zwróć je, proszę, ptakom.
Agata_Lebek Opublikowano 22 Sierpnia 2009 Zgłoś Opublikowano 22 Sierpnia 2009 Nie tego się spodziewałam, ale jak zwykle podoba się. Wrócę o przyzwoitej porze ;) :P
Toby Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Zgłoś Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Troszkę Listę Schindlera na pamięć przywiódł... Ciekawy tekst.
Karol Samsel Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Autor Zgłoś Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Wiem właśnie, Agato, bo to kontynuacja cyklu. Dialog męsko-kobiecy, ale niestety nie w stylistyce "wysp szczęśliwych". Jeszcze nie - opublikuję "Solilokwia" i zabiorę się do pracy. A na razie - prawie że ibsenowski dramat małżeński, może bardziej "dla kobiety" niż tekst poprzedni. Hans Haustein był niemieckim socjalistą, z zawodu lekarzem wenerycznym. Jego żona, Friedel słynęła w latach 20. z organizacji imprez kulturalnych z udziałem berlińskiego światka sztuki i ówczesnych mężów stanu. Hans popełnił samobójstwo po dojściu Hitlera do władzy - w 1933 roku, otruł się cyjankiem, kiedy przypadkiem dowiedział się od przyjaciół, że gestapo ma go aresztować. No i to jest właśnie tekst, co do którego mam wątpliwości natury etycznej. Fikcja, która w poprzednim wierszu dotyczyła rysu osobowości Durera, tutaj dociera do warstwy "fabuły". Friedel odeszła od męża, kiedy dowiedziała się, że zdradza ją z Sonją, kontrowersyjną modelką z cyganerii. Kilka lat później zabiła się. W mojej wersji wydarzeń Hans pisze list pożegnalny do Friedel i wszystko wskazuje na to, że do końca pozostają szczęśliwym małżeństwem. Oczywiście, mogę się bronić, mówić, że lekarz przed śmiercią stracił zmysły, stworzył własny scenariusz życia i z tym scenariuszem (a nie z realnością) się żegnał. Niemniej jednak, to "farewell" pozostaje dla mnie wciąż podejrzane z pewnych punktów widzenia. www.canadianart.ca/online/reviews/2009/03/05/christian_schad1_580.jpg - pędzla Christiana Schada, cień w tyle obrazu komentatorzy interpretują wieloznacznie: jako cień kochanki Hausteina albo jako cień płodu. Toby, to prawda, mi też kojarzy się z tego rodzaju napięciem. Dziękuję za ocenę. Pozdrawiam.
Nechbet Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Zgłoś Opublikowano 23 Sierpnia 2009 kolejna perełka, wiesz Karolu, nie posiadam takiej wiedzy jak Ty i widzę, że do wielu wierszy potrzeba wielu przeczytanych słów, aby znaleźć kontekst interpretacyjny, cóż, może kiedyś będzie mi dane, mimo, porusza każde Twoje słowo wszelkie arkana. Marta
Franka Zet Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Zgłoś Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Piękny ten cykl wierszy. Pozdrawiam :)
H.Lecter Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Zgłoś Opublikowano 23 Sierpnia 2009 No i to jest właśnie tekst, co do którego mam wątpliwości natury etycznej. Fikcja, która w poprzednim wierszu dotyczyła rysu osobowości Durera, tutaj dociera do warstwy "fabuły". Friedel odeszła od męża, kiedy dowiedziała się, że zdradza ją z Sonją, kontrowersyjną modelką z cyganerii. Kilka lat później zabiła się. W mojej wersji wydarzeń Hans pisze list pożegnalny do Friedel i wszystko wskazuje na to, że do końca pozostają szczęśliwym małżeństwem. Oczywiście, mogę się bronić, mówić, że lekarz przed śmiercią stracił zmysły, stworzył własny scenariusz życia i z tym scenariuszem (a nie z realnością) się żegnał. Niemniej jednak, to "farewell" pozostaje dla mnie wciąż podejrzane z pewnych punktów widzenia. Bierzesz Karolu mało znanego peela i tworzysz mu alternatywny byt, przy całym uznaniu dla twojego pisania, za cholerę nie wiem po co. Równie dobrze, w bardzo " ładny " sposób mógłbyś z Hausteina uczynić konfidenta gestapo ( w ramach postradania zmysłów ). Nie wiem czy ważniejszy jest tu Haustein, czy choroba. A może chodzi o " dekoracje " ? Dla kogoś kto zna postać Hausteina, wiersz mógłby być/ jest prowokacją, grą intelektualną, sensownym pytaniem, dla laika ( czyli dla mnie ) zostaje barwny, interesujący " obrazek ".
Karol Samsel Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Autor Zgłoś Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Marto, Franko bardzo Wam dziękuję. Tu rzeczywiście kontekst interpretacyjny był przydatny, ale nie w każdej części cyklu przedstawiam postacie tak nieoczywiste. Piotrze, dziękuję, wiesz, na swoją obronę mam niewiele więcej ponad to, co już napisałem pod wierszem poprzednim. Myślę, że to już różnica światopoglądowa i bardzo dobrze, że w tej kwestii tak się różnimy. Tak jak w "Przypadku" Kieślowskiego - Witek Długosz jest hydrą o trzech głowach, trzech drogach do przyszłości. I nie możemy uprzywilejować jednej z nich tylko dlatego, że owa zaistniała. Zapewne skrzywia mnie stosowana często w filozofii ontologia światów możliwych, zapewne tak. Podobnie jest też z postaciami historycznymi bardziej i mniej znanymi: być może to kwestia dyktatu uprzywilejowania. Są salony historii i śmietniki historii - zawsze będą zapomnieni, niezapomnieni i odpomniani. Pozdrawiam serdecznie.
H.Lecter Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Zgłoś Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. Wartość " Przypadku ", to możliwość skonfrontowania dróg do przyszłości. W przypadku tego wiersza uprzywilejowujesz ( zgoda - dla laika ) jedną drogę, tą jedynie możliwą, co stwarza mi dyskomfort interpretacyjny. To nie salon ani śmietnik historii a gabinet krzywych luster... To jednak nie zarzut a jedynie " różnica " - ona napędza ciekawość. Czekam na każdy twój kolejny wiersz. : )
Maciej_Satkiewicz Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Zgłoś Opublikowano 23 Sierpnia 2009 Rzeczywiście zamysł zaczyna się uwidaczniać - wraz z rozwojem cyklu. Akceptuję despotyczną czy też wampiryczną władzę podmiotu solilokwiów, gdyż dostrzegam w niej metodę. Jednak drażni mnie, nieznacznie, ale jednak, Twoja próba obrony takiego "antyrealistycznego" podejścia do tematu w sonetach branych osobno, poza cyklem. Nie mogę się zgodzić, że "nie możemy uprzywilejować jednej z nich (drogi do przyszłości, możliwości) tylko dlatego, że owa zaistniała" - droga ta czy ten obraz musi być wyróżniony, gdyż to on dostarcza w ogóle znaczenia dla całego zestawu możliwości, on jest niezbędnym punktem wyjścia - w przeciwnym wypadku nie byłoby w ogóle o czym mówić, czego rozważać. Od drogi zaistniałej można uciec tylko w pewnym stopniu, kojarząc z nią - choćby poprzez analogię - inne zaistniałe historie i rozwiązania, rojąc sobie, że oto odkrywamy jakieś alternatywne możliwości, które od samego początku miały równe szanse zaistnienia, cokolwiek to znaczy. Ale nie możemy nie wyróżniać pierwowzoru, gdyż utracimy wtedy jakikolwiek punkt zaczepienia. Antyrealizm musi zawsze odnosić się do realizmu, korespondować z nim, polemizować, ale nie może wytwarzać go od nowa, bo sam stworzy wtedy nowe znaczenia, nowe słowa i motywy, i w rezultacie rozpisze zupełnie inną historię, w której Durer będzie znaczył tyle samo co Holbein, a Haustein... W każdym razie przy rozważaniu każdego wiersza z osobna zgadzam się z teorią gabinetu krzywych luster ; Pozdrawiam
Karol Samsel Opublikowano 24 Sierpnia 2009 Autor Zgłoś Opublikowano 24 Sierpnia 2009 Tak, Piotrze, tak, Macieju, gabinet krzywych luster, zgadzam się. Być może nawet ten punkt zaczepienia jest umowny - to właśnie zdaje się mówić antyrealizm i to jest jego pułapka, chce on bycie uczynić czymś przypadkowym, próbuje stwierdzić, że kiedyś przygodni sobie ludzie zebrali się i podpisali ot tak "umowę społeczną", stwierdzając, że "istnieje" to znaczy "zdarza się", a "nie istnieje" to "nie zdarza się". To zasadzka, którą umysł zastawia na siebie samego. Tak, antyrealizm jest autodestrukcyjny, nie przeczę i chciałem go jedynie zreferować w imię powiedzenia, że "zło poznane..." itd. Nie faworyzować. Dzięki, Piotrze, Ty wiesz, że mnie motywujesz. Nie tylko Ty zresztą - każdy bez wyjątku:). Pozdrawiam. edit: Pisałem o "złu poznanym", ale, między Bogiem a prawdą, strasznie trudno się z antyrealizmu wychodzi. Jest bardzo kuszący, daje prawie że nieograniczone kompetencje. No i jest łatwiejszy produkcyjnie - nie potrzeba wówczas wglądu w prawdziwego Durera, można go sobie po prostu wytworzyć na własne potrzeby. Jak w społeczeństwie konsumpcyjnym... Mówiąc po prostu szczerze i od siebie.
Goliard Opublikowano 24 Sierpnia 2009 Zgłoś Opublikowano 24 Sierpnia 2009 mimo bardzo solidnej roboty tekst trącił mi jedynie sensacjami XX wieku i osobą p. Wołoszańskiego. czy mógłbym zadać niedyskretne pytanie, dlaczego akurat ta postać znalazła się w tym tekście? chciałbym poznać jakiś cel, bo sam, poza historyjką, go nie widzę. pozdr.
Karol Samsel Opublikowano 25 Sierpnia 2009 Autor Zgłoś Opublikowano 25 Sierpnia 2009 Dzięki, Goliard, przyjmuję na klatę. Inspiracją był obraz Christiana Schada i moja miłość do niejednoznaczności międzywojnia. A jeśli chodzi o konkret - przykuły moją uwagę nerwowo splecione palce doktora na portrecie. Pozdrawiam.
Goliard Opublikowano 25 Sierpnia 2009 Zgłoś Opublikowano 25 Sierpnia 2009 Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość. cóż, mogę tylko powiedzieć, że żałuję, gdyż nie widziałem tego obrazu. następny może będzie znajomy:) pozdrawiam
Karol Samsel Opublikowano 26 Sierpnia 2009 Autor Zgłoś Opublikowano 26 Sierpnia 2009 Adolfie, dzięki bardzo:). Myślę, Goliard, że następne już będą łatwiejsze do rozszyfrowania. Link do obrazu jest w moim pierwszym komentarzu pod wierszem. Pozdrawiam.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się