Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Z cyklu: SOLILOKWIA

Przebacz mi, ojcze, popłoch, mówię we wzruszeniu,
spotkałem antychrysta na rynku w Bazylei,
fantom ubrany w ornat, pod wieczór w kościele
zdradził mi tajemnicę - umrę w zachwyceniu.

Szybko wyszedłem na skwer, zabity przez przestrzeń,
nicością otrupiały, w słońcu pinakotek
próbowałem się wieszać - pod gajem jak motyl
z trzepotem odrąbanym od skrzydeł na deszczu.

W jednej chwili pojąłem, że jestem mesjaszem,
tym z grawiur i z podmiejskich procesji złotników,
jestem grozą żelaza, Nazaret skrzydlatym,

tak powstał autoportret z ziaren i ogników,
rozplotłem włosy, ojcze, z wściekłością zatraty,
zalałem twarz werniksem i czekałem świtu.
Opublikowano

W jednej chwili pojąłem, że jestem mesjaszem

Jakoś to mi się kłóci z egzaltacją, rozciągnięciem czasowym i rozbieganiem emocjonalnym wiersza. Skrucha, popłoch, wzruszenie, tajemnica, zachwycenie, nicość, otrupienie, wieszanie, motylowatość, świadomość, zatracenie - dużo tego, za dużo...
To jest bardzo ładny, plastyczny, " smaczny " wiersz, któremu nie wierzę...

Opublikowano

Gębo w niebie, to prawda, zmieniłem akcentowanie. Akcent zazwyczaj pada w tym wierszu na szóstą sylabę przed średniówką i tworzy amfibrach, ale w tym wypadku (słowo "skwer" jest jednosylabowe) zachodzi odstępstwo - przycisk wędruje na siódmą sylabę i powstaje anapest. Myślę, że można ten wyjątek wytłumaczyć transakcentacją, więc wszystko gra. Cieszę się, że miło:).

HAYQ, dziękuję. Spotykanie takich antychrystów leży chyba w naszej ludzkiej kondycji, prawda?

Piotrze, myślę, że rozumiem. Potraktowałeś ten tekst jako dokładną parafrazę biografii Dürera, a że Dürer malarzem świadomym i diabelnie inteligentnym był, to rzeczywiście przeskok między a drugą a trzecią zbitką może się wydawać mało wiarygodny psychologicznie. Wiesz, ja chciałem tu wytworzyć jednak nieco fikcji i zamiast intelektualisty podróżującego po Europie na trasie Niemcy-Włochy, próbowałem sportretować świętego naiwnego, Bożego głupca, jurodiwego. Podobnego trochę do księcia Myszkina z Dostojewskiego. Mam wrażenie, że to stąd ta potrzeba niewiary u Ciebie.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Poniżej fragmenty, które wzbudziły mój podziw ;)

fantom ubrany w ornat

Szybko wyszedłem na skwer, zabity przez przestrzeń,
nicością otrupiały, w słońcu pinakotek
próbowałem się wieszać - pod gajem jak motyl
z trzepotem odrąbanym od skrzydeł na deszczu.

rozplotłem włosy, ojcze, z wściekłością zatraty,
zalałem twarz werniksem i czekałem świtu


Jest jednak nadal we mnie wrażenie o którym pisałam Ci przy okazji poprzedniego tekstu.
Masz swój styl, bez wątpienia. Warsztat opanowany do perfekcji, tematy w których czujesz się jak ryba w wodzie, ale może warto spróbować czegoś innego ;)?
Szukałam między Twoimi wierszami jakiejś "prośby o wyspy szczęśliwe" ;) ...
Coś dla baby ;) można prosić ?
Pozdrawiam z pluskiem :))

Opublikowano

Dzięki, Agato:). Rozumiem już, o co mnie prosisz. Na początku myślałem, że chodzi Ci o pewne formalne odświeżenie, stąd sonet, zresztą jeden z cyklu, który napisałem daleko od domu. Dobrze, z chęcią spróbuję napisać "dla baby", zwłaszcza że ostatnio nie rozstaję się z tomikami Wierzyńskiego i Czechowicza.

No i przepraszam za rzadkie odpowiedzi. Byłem ostatnio zaprzątnięty praktykami.

Pozdrawiam serdecznie:).

Opublikowano

w por ównaniu ze środkowym bardzo silnym obrazem:
"nicością otrupiały...
z trzepotem odrąbanym od skrzydeł na deszczu."

końcówka wygląda zbyt lekko a powinna być chyba takim grzmotem pioruna kończącym sonet. albo się mylę...

tak czy inaczej przejmujący i dobrze napisany
pzdrawiam
/b

Opublikowano

Myślę, że masz rację, Bea.2u. Wystudziłem ten tekst w puencie, może zawiniło złe rozłożenie proporcji, może nie dało się już mocniej niż w 6-8 wersach i te linijki, tę siłę rażenia powinienem był zostawić na kodę. Dziękuję za opinię i pozdrawiam.

Opublikowano

Nie widzę tu Durera, sądząc choćby po jego stonowanych, dociekliwych i pełnych introspektywnej głębi obrazach, wątpię, by można go nazwać jurodiwym, a jeśli widział w sobie pierwiastki mesjanistyczne, to na pewno starał się je ciągle weryfikować, a nie "W jednej chwili pojąłem, że jestem mesjaszem". Być może jednak była to chwila słabości, z której głęboko religijny człowiek chce się teraz wyspowiadać, ale, do diaska, dlaczego "mówi we wzruszeniu"? Gdzie tu żal za grzechy? To raczej upajanie się nim(i).

Z tych powodów treść wiersza staje się dla mnie niewiarygodna, więc żadna, a formy bez treści - w przypadku wierszy - nigdy nie pochwalam. Ale może Autor wytłumaczy się z takiego ujęcia tematu?

edit: Może małe sprostowanie, z brakiem treści to oczywista przesada, chodzi mi o to, że jak dla mnie tytuł ma się nijak do wiersza (w tym wypadku jest to istotny zarzut).

Pozdrawiam

Opublikowano

Dziękuję, Maćku. Dobrze, że te słowa padają. Winien jestem wytłumaczenie. Przedstawię swój punkt widzenia. Tylko punkt widzenia.

Jestem świadomy biografii malarza i jego profilu wewnętrznego. Ten wiersz jest jednym z tekstów z cyklu "Solilokwia", a więc - fragmentem "rozmów z samym sobą". Durer jest maską, którą zakłada podmiot liryczny-narcyz, "ja" mówiące, jedną z pięciu masek, jakie chciałbym tu przedstawić. Innymi słowy, artysta to tylko egoistyczny pretekst dla peela, który chce siebie uzewnętrznić. Diagnoza podmiotu wydaje mi się jasna: jest on "człowiekiem bez tożsamości" i przykłada do twarzy maski charakterów wyrazistych, historycznych osobowości, chce, aby sterowali jego życiem, nawet wtedy, kiedy zafałszowuje ich biografie. Jak mówiłem, zamysł widać chyba dopiero w perspektywie całości. Pozostałe utwory poświęciłem Egonowi Schiele, Annie Friede, Edycie Stein i Hansowi Hausteinowi.

Poza tym będę jednak bronił antyrealizmu w poezji. To też propozycja - nie chcę jej faworyzować, ale nalegam, aby była traktowana na równi z pozostałymi wariantami opisu świata przdstawionego. Nie wszystkie wiersze z cyklu są pisane z perspektywy monologu fikcyjnego, celowo mieszam w nich fikcję z autentycznością. "Cytuję dokładnie" życiorys Edyty Stein, ale modyfikuję koleje biografii Hansa Hausteina. I chciałbym wierzyć, że robię to w imię licentia poetica, poza to uprzywilejowanie nie wykraczając.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Dobrze, że się wytłumaczyłeś, przyjmuję tę argumentację. Natomiast mam jedno zastrzeżenie - bronisz antyrealizmu i jest to postawa zasadniczo słuszna, nie tylko w poezji, tym niemniej wybór Durera powinien przydać tej "masce" jednak realistycznego, dialektycznego rysu, mam natomiast wrażenie, że u Ciebie ogranicza się on tylko do krajobrazu (słońce pinakotek, procesja złotników, rozplecione włosy). Mógłbyś wybrać choćby Rubensa, a podejrzewam, że wiersz niewiele by się zmienił.

Opublikowano

Maćku, tak, to jest zarzut. Niewiele więcej w tym sonecie ponad nazwę miasta (Bazylea) i kilka włoskich motywów typu wspomniane pinakoteki. Durer "tutejszy" to everyman - równie dobrze mógłby być Rubensem, jak i Hansem Holbeinem. Można to tłumaczyć małym wkładem faktograficznym z mojej strony jako ze strony autora. Ale z perspektywy czasu sam nie wiem, kto wie, może ta szarość Durera da się obronić. Może to rezultat działania tego wampirycznego podmiotu, który wysysa wyjątkowość osoby, a i tak nie wypełnia nią własnej "beztożsamości".

Marto, to wielka radość - móc to czytać. Dla takich chwil...się pisze.

Dobrej nocy wszystkim.

Opublikowano

Karolu piszesz tak, że poruszasz wyobraźnię i wszystkie zmysły, piszesz, zahaczając o wiele płaszczyzn interpretacyjnych, piszesz wiersze trudne, ale wybitne. brak słów, czytam Cię odkąd pamiętam i ani razu się nie zawiodłam :)

dobrego weekendu :)
Marta

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka ... a gdyby na początek z ptakami podzielić się myślami   polecam wróble są wielkimi gaduałami ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • Dwóch turystów w knajpie, w Sopocie  Miało ochotę na pyszne łakocie  Pytają więc gości  Skąd takie pyszności? Oni im mówią, to resztki po kocie 
    • RONDO ALLA POLACA Jeśli Twój majestat żąda, bym Zamilkł jak po zachodzie ptak, Ciemności nie skalam głosem mym, Nie ubliżę nim urodzie dnia. Nic nie powiem już, Będę tylko trwał, aż Policzony będzie każdy oddech mój, Jeśli taka wola Twa. By głos nie zadrżał mi, Gdy z kurhanu złych sław Będę śpiewał Ci Z tego kurhanu lat, Śpiewał Chwałę Twą, Jeśli tylko dasz Wciąż śpiewać ją  Z tego kurhanu dni Twa chwała będzie grzmieć, Jeśli pozwolisz mi Mą śpiewać pieśń Na sam rozkaz Twój, Lub gdy wybór dasz, Rzekom daj nabrać wód, Wzgórzom radość wskaż. Niech łaska Twa udzieli się Sercom zgorzałym w piekielny czas Jeśli tak Pan chce - Chce uzdrowić nas I zgarnąć do rąk, Na rękach zacieśnić więź, Twym dziatkom tu, Jeśli Ty tak chcesz. W tych z lumpexu snach, Wszystkie w na zabój sznyt I dać, by śpiew pokonał strach, Jeśli zechcesz Ty. W Twych w szmaciankę grach I w strzelankach, gdzie każdy to wróg, I dać by odszedł strach, (Jeśli tak zechce Bóg...). Jeśli Twój majestat chce, bym nie mówił nic, Mój głos skryje się Jak w ciemnościach widz Nic nie powiem już Będę tylko trwał, aż Policzone będą me dni Jeśli taka wola Twa Jak pan Władza chce, Żebym zamknął ryj, Z chęcią zamknę się Jak w komórce stryj Jak tak, to tak Jak mam być twój błękitny ptak, Jak chcesz, zamknę się W klatce, jak papug ten To co? Stul pysk, bo.... Z tulipana ci.... Ci, ci, ciuciubabko, Won Casino Royale Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty   Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór  Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi  A na ulicy czekał limuzyn sznur... To był powód, to był Nowy Jork W kolejce po szmal i po szał ciał To zwali miłością do mas śpiewających ten song Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są... Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum?  Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum, Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust: "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję." Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż: Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące... I mówisz, że wolisz, jak przystojni są, Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek... I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja, Co jęczą pod jarzmem piękna, Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”... Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust: "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię Potrzebuję; nie, nie potrzebuję." Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje... Nie mówię, że kochałem najbardziej cię  Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto  Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel  To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często... Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę, Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące... Wciąż biorą do ust twój biust więdnący... Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był, Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek...  "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję." Ja też miałem w ustach smak  Na życie pieśnią tętniące.. Też wolę, jak ładne są pół tak  Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek...  "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję.  Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje. Tango Anus   TANGO ANUS  Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść, Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg, Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób, Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób.. Pokaż mi swe piękno, Gdy świadczyć miał nie będzie kto Daj  poczuć, jak tętni W tobie Babilonu noc  Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź, Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc.. Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag, Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią  Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą, Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to... Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas, Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar, Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić, Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic... Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc Wtańcz, gdzie zechce Bóg ""Tańcz mnie, po miłości kres..." z POPULARNE Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone Lecz rzucamy, zaciskając kciuk Wiemy, że wojna jest skończona; Wszystko świetnie: wygrał wróg... Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos Już taki los. Tak chce populi Vox... [Zwrotka 2] Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę I myślą, że kapitan to łgarz Lecz w tych okolicznościach przyrody Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł.... Wszyscy zapatrzen są w konta stan: Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak  I bukiet że stu róż Tak tu jest już... [Zwrotka 3] I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie Wiedzą, że Święty ci małżeński próg Lecz tak monitują do Twych ud Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg Taki masz drobny druk [Refren] Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu Taki razem ciągniemy drut Tak czytamy z nut Maestra Ubu Taki hołd składamy mu Nie licz więc na cud [Zwrotka 4] Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty I wiemy, że jak żyć, to nie umierać Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film.. Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś Nawet Kali ma nieswoje momenty I wszyscy odkładają wszystko na zaś [Zwrotka 5] I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz... A nadzy on i ona na planecie Ziemia To dziś niezwykle niezwykła rzecz Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól, Który zaksięguje jak wół To, co wiemy już [Zwrotka 6] I wszyscy znają ten twój zapaszek I się zakładają, jak wcielasz im cel, Od krwawego krzyża na Górze Czaszek Do plaży na półwyspie Hel Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat,  A Najświętsze Serce jest pełne łat Zaraz pęknie jak Albert brat, Totus Eium już od lat.. [Refren] Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Och, wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą Tak to jest Wszyscy wiedzą Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą ŚNIEŻYNKA I STRACH (Dialog na cztery kopyta) [STRACH] Przyszłaś do mnie dziś rano I obrobiłaś jak sztukę mięs. Tylko facet ci powie, jaki to Delikatny, jaki czuły gest. Tyś w lustrze jest odbiciem mym, Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह, Bo kto inny by mnie zechciał wziąć W tysiąca swych pocałunków toń? (Dla tych, którzy przywitali mnie) Nieważne, że droga nam dłuży się, Nieważne, że pod górę wciąż, Nieważne, że księżyc już zszedł I zapanował mrok. Nieważne, że gubimy szlak, Spisane jest, że spotkasz mnie. Na pewno mi mówiłaś tak Na pocałunków dnie. I kocham cię, gdy na słońca blask Jak lilia otwierasz płatki swe, A ja – to na wróble strach, Którego smaga deszcz. Strach, co strachliwie kocha cię, Choć ma z lumpeksu twarz, Ciało i wszystko, czym był i jest, Aż do pocałunków dna. Wiem, że znasz ten kłamstwa smak I oszustw bez zbędnych słów: Nauczyłaś się operować tak Na kolanach ojca i u matki stóp... Ale czy musiałaś się bić, By ulicę w ogniu przejść, Jeśli całe to nasze mieć i być Wisi u pocałunków tajnych miejsc. Numerki, odwyk i jasna rzecz: Wracam na Square du Blues. Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz Podchodzi mi już do ust. Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu, A akta sprawy twej kompletne są, Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu Płynąc w pocałunków głąb. Nieważne, czy masz moc sił i dóbr, Czy opuściła cię moc, Czy napiszesz te kilka słów, Które słowiki cytują co noc. Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR, Czy nieregulowany czas, Rzucasz życie w kąt, bo masz Przeżyć pocałunków tysiąc pięć. Biegną poszły, a dziewczyny młode są, Bieg ten jest szansy wart. Los bierze stronę twą, Lecz szybko kończy się fart. Wezwanie: masz być jak widz W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra, Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic, Odbijasz się od pocałunków dna. Słyszę głosy ich na kufla dnie, Co czasem tak woła mnie. Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń? Lecz gwardia nie cofa się; Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew, Choćbyś oddał tu swój życia skok, Tak świadczą nasz czas, nasza krew I tysiąca pocałunków twych mrok. Tak wiem: musiałaś kłamać I oszukiwać bez słów: Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał, A matka tuliła do stóp... Wiem, że musisz tak kłamać im, By system ograć, zamiast się położyć na wznak, Lecz majątek nic nie gwarantuje ci, Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt. Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk, Styl dawny ma dziś naftaliny woń, Bo Duch przeszedł przez próg W tysiąca pocałunków toń. A Wewnętrzne Światło twe, co Nie ma równych i ma gest? Garbię się w kolejną noc, Po tysiąca pocałunków kres Zaklinam los, nastrajam głos, I wracam na Avenue du Blues. Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo Jestem za cienki tchórz. Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest, A my potulnie zapijamy żal, Burzymy się, zbieramy zabawki serc I odchodzimy w pocałunków dal. Tym pachnie ta o tobie myśl, Mam o tobie komplet akt – Poza tym, co mi nie umknęło dziś W pocałunków niski takt. Grałem z Dizem raz i z Dantem też – Brak mi było tego ich „coś”, Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie, Wciągnęli w pocałunków blues. Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał, Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym. Zespół wpadł już w weny twórczy szał, Serce nie cofnie się przed morzem win. Może musiałem jechać drogi szmat I obietnic tysiąc złamać, lecz Rzuca się wszystko, ot tak, By przeżyć twych pocałunków treść. Teraz jesteś jak Anioł Śmierć, Potem jak Parakleta szał, Czasem jak Zbawiciela Dech, Potem – w Belsen stos ciał. Nie ma odwrotu już od miłości gróźb, Czy meta to skoku w bok – Jak zaświadczono czasem i krwią W pocałunków równy krok. Przyszłaś do mnie tu skoro świt, Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp. Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd, Tak delikatnie, czule zrobić wstęp. Tak delikatnie, czule w materię wejść. Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść, Że przynieść miłość jak kwiatu pąk – To przyjść bez pustych rąk. [ŚNIEŻYNKA] Tyś mój brat z lustra, krewny mój Z najczarniejszych snów. Kto, jak nie ty, by dał mi znój Podróży w tysiąc pocałunków znów? Czekałam, aż otworzysz się Na ulic skwar. Jeden z wielu tak... A ja jestem jak kula śnieżna łez, Tocząca deszczu z deszczem ślad. Topniejącą miłością wciąż kocham cię I fizis tą z drugiej ręki – Całą sobą, wszystkim, czym chcesz, Tysiącem pocałunków namiętnych. Cała ja, aż do granicy mórz, Przeniknięta przez seks, Widzę, że oceany tu wyschły już Modliszce, co we mnie jest... Docieramy na dziób, Syreną daję znak, że twej floty wrak Ma mi się rozbić tu Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak. Przychodzisz do mnie co noc I ubijasz jak stek, Lecz baba powie ci, że większą moc Ma czułych obelg stek. Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest, Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień, Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień, Woła na ratunek i składa ci Na czole obśliniony pocałunek. (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...) Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym, Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare. Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić W ten słodko-kwaśny smaku czar... Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny, Poznałbym cię przez sen. Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie W tysiąc pocałunków namiętnych? Wzdychamy na los; poprawiamy włos I wjeżdżamy na Autoroute du Blues. Próbowaliśmy rzucić to nasze coś – Cóż, na inny rejs sił nie mamy już. Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż, Miast miłości – z wyprzedaży twarz, Miast szału ciał – goryczy czar, A pocałunków czar dna dosięgł już. Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż, Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans. Za chwilę wygramy, a potem raut – Dzisiaj zacznie się nasza passa pass! A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz, Jaką im odpowiedź dasz? Jakie życie? Życie poszło precz. Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz... A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się Ze stanu, w jakim jest cały ten kram, Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień, Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam. Przyszliśmy tu w ostatnie dni, Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp. Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty, Na Twą czułość ogarniał nas śmiech. Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść. Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść, Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk – I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.  
    • nie szukam  naszych śladów  jeszcze nie jest pora    patrzę na czas  już bez makijażu  zabiorę ze sobą  nie tylko złudzenia  wezmę  uśmiechy emocje   wizytówka z marzeń  zostanie    spojrzenie z mola  zatopiło się w morzu  niebo rzuca cień  zaglądam do zatłoczonych myśli  przystanki zbyt długie  oczekiwanie poza skalą    otworzę drzwi do jutra  nie zostawiając śladów  most na drugą stronę  już nie daje azylu przeprowadza  przypadkowych  przechodniów    może kiedyś … zapiszemy kartkę  z drugiej strony    6.2026 andrew   
    • A za groby cywil da wina
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...