Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jest godzina druga rano,
Nowy dzień mnie zastać może,
Lecz opłaca się poczekać by wymyślić coś o Tobie.
Czego jeszcze nie mówiłem, myśl nachodzi mnie tłumiąca,
Przecież mowy nie mam końca,
Słów... na świecie jest tysiąca.
Gdy ujrzałem znów nadzieje, martwa cisza mnie napadła,
Gdy pomyśle znów o Tobie, czuje mocny uścisk gardła.
Niby jesteś, tak daleko,
jednak czuję twą obecność,
Twoje ciepło Twoją radość przemieniłem w moje piękno.
Gdy samotnie to pisałem to widziałem już tą chwilę
Ja... i Ty... przy sobie ... tak blisko...,
Powiedziałem twoje imię : KASIU...
Wszystko to dla Ciebie... przecież jesteś wyjątkowa,
Nie ukrywam, że to prawda, bo Ty druga ma połowa.
Jeszcze chciał bym, Ci powiedzieć na sam koniec..., zakończenie.
Co by teraz się nie stało, zawsze Ty w mym sercu będziesz.
I nie zmienią tego słowa, ani myśli, ani czyny,
Uświadamiasz mi od nowa, że Cię kocham, bez przyczyny.
Zapełniłaś we mnie pustkę,
Wypełniłaś moje braki,
To ... co gorsze we mnie siedzi, a co lepsze w Tobie będzie,
Bo organizm to harmonia i tak było, jest i będzie.
Ja nie proszę Cię o wiele, chciał bym być choć dzień,
Przy Tobie.
Bo ten dzień przykrywać będzie,
Wszystkie moje dni spędzone.
Pewnej gwiazdki, co noc szukam,
Wypatrując ją dla Ciebie,
Aby nigdy nie zginęła, tak jak wspólne te marzenie.
Oby trwało jak najdłużej, aż po koniec... mego życia,
Zawsze będę o nas marzył,
Ale raczej tak z ukrycia...
Chyba, że dasz mi tą szansę,
Spędzić... z Tobą większość życia, wtedy wyjdę,
Już z ukrycia i pokażę Ci smak życia...
Lecz... Mógł bym mówić tak bez końca,
A te słowa to nie wszystko, trzeba czasem też zadziałać
Pocałunkiem kończę wszystko ...

Opublikowano
michał napisał o pewnej pannie
jak to wieczorem kąpiąc się w wannie
nie chciała przyjąc zalotów tysiąc
prężył organizm gwiazdki zdobywał
gotował smaki nawet życia prężył
muskuły spinał rozpinał potężne dziury
pustki powietrznej i jeszcze inne
oddając pannie kąpiacej się w wannie
swe serce jasne płoche niewinne :)))))


Brawo, Michał! Kasi się spodoba, krytykom - nie! Ale, co tam - wiosna!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @violetta   I dziękuję za rozmowę!   Łukasz Jasiński 
    • @Annna2 Każde echo powiązania mnie z tymi mistrzami, jest dla mnie zaszczytem. Pozdrawiam Cię.
    • Jestem ostrzem  Które zatapia się    W twoim ciele    (Jest go tak wiele)   I już nie zobaczysz jutra  Ani promieni słońca    Bo to cierpienie będzie  Trwać bez końca    Aż po bezkres gwiazd  Wieczna nieskończona trauma         
    • w porywach wiatr zmienia kolory zieleń błądzi w słowach   kiedy patrzysz mi w oczy zawężam się wokół drzewa chwila grzechu Warta   nad rzeką zagubiona Ewa maluje jabłko będziemy zrywać i przytulać się do siebie
    • Karol mógłby przysiąc, że słyszy rozchodzący się w oddali hałas szkolnego dzwonka. Odruchowo zaczął zastanawiać się, czy jest to sygnał na przerwę czy zajęcia, aż przestraszony tym momentem ,,upupienia”, odwrócił się z powrotem tyłem do świata, otworzył drzwi, i postawił pierwszy krok w dół korytarza.   Przed małym chłopczykiem otworzyła się przestrzeń markotna i wydrążona spalenizną. Światło latarki nie docierało do sklepienia, dając wrażenie przestrzeni niemożliwej, nieeuklidesowo zmieszczonej parę metrów pod powierzchnią budynku. Po ścianach szły żelazne belki, a cała sala wyglądała jakby Karola, w ramach kary za wagarowanie, połknęła ogromna ryba. Blok światła bijący z wiszących w górze drzwi zaczął się powoli zwężać, aż skurczony do wąskiego ostrza dźgnął chłopca w plecy, po czym rozpuścił się w mroku jak idealne narzędzie zbrodni. Przeraziło Karola to, jak bardzo się nie bał. Sam, w podziemiu opuszczonej fabryki, zdawał się czuć jak u siebie, swobodnie wdychał morowe powietrze, wypełnione czymś, co w najlepszym przypadku mogło być węgielnym pyłem - powinien się bać! Ucieczka przed tym, kim sam sobie wydawał się być była wyczerpująca, tym bardziej kiedy nie wiedział czy faktyczny ,,on” jest goniącym czy zbiegiem. Hałdy węgla starały się wypełnić całe możliwe miejsce, pięły się w górę, aż na pewnej wysokości zlewały się z czernią ścian. Martwiła Karola chęć wspięcia się na jedną z nich, lecz każdy krok jedynie osuwał grudy węgla, cofając chłopca z powrotem na ziemię. Z każdym następnym rozgałęzieniem wnętrze olbrzyma zaciskało się coraz to ciaśniej wokół intruza. Chłopak słabł, jakby jelita podziemnych korytarzy wysysały z niego energię życiową. Nie było to przykre uczucie, nie przypominało nudności ani mdlenia, wydawało się bardziej oderwaniem od rzeczywistości, derealizacją z rzędu tych do których dążą ludzie oddający się medytacji. W zeszłe wakacje Karol, próbując skakać do wody na podmiejskim zalewie, poślizgnął się na molo i wpadł do zbyt głębokiej dla niego wody. Mama poszła chyba po coś do jedzenia, a dziesięciolatek zaczął na plecach spokojnie opadać ku dnu. Było to dziwnie błogie uczucie. Rozgrzane letnie słońce wbijało tańczące smugi w taflę wody, która od spodu jarzyła się anielskim widowiskiem kolorów i kształtów (gdyby tylko Monet chciał nurkować!), cały gwar przepełnionej plaży ustępował miejsca idealnej ciszy, która wraz z rześkim chłodem tworzyła oazę odpoczynku z której nie chciało się uciekać. Koniec końców, chłopak oczywiście zdołał wypłynąć, ale doświadczenie tonięcia zostawiło w jego umyśle dziwnie ponętny ślad. To uczucie wracało teraz ciągnąc za warkocz nostalgii (do czego? śmierci?). Karol obawiał się tego, gdzie uciekał jego duch. Nie chciał on przecież umierać! Widmo jutrzejszego sprawdzianu, chociaż w innym rzędzie wielkości, nadal zaburzało sobą horyzont. Ta fabryka nie miała stanowić końca, nawet nie do końca musiała istnieć, miała stać obeliskiem na drodze ku zmianie, mogła nią być każda inna, dlaczego więc nie mógł pokochać każdej innej? Strzępy żelastwa układały się w coraz to bardziej kubistyczne kształty, pajęczyny tłuste od zebranego kurzu zwisały z odnalezionego sklepienia.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...