Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

I znowu ciepło w parze z przypomnieniem, wzlot gęsiej skórki,
znów nagła gorączka w podbrzuszu i zarazem tuż pod ciepłą korą
pamięci, jak przez mgłę, jak Jasna Polana o świcie, gdy granica
chłonie kontrabandę, raz za razem unosząc zwodzoną spódnicę,
brabanckie koronczarki oblizują pot. Myśl-terrorystka,
słona wata w usta, różowy piasek w oczy, zwilgłe nozdrza,
deszczowe chmury zajeżdżają drogę, dalej pojechać
kochanie nie mogę, stańmy tu znowu, jak ostatnim razem,
nie dodawajmy gazu, ruńmy w runo, brabanckie koronczarki
oblizują pot. Koronczarki pracują w pocie czoła, jutro
suknia-niespodzianka, ta o rzadkich oczkach, subtelnie głośnych,
bym mógł tropić pieprzyk i z dobrym skutkiem wchodzić w słoną wilgoć
drogiego podkolanka oraz antyłokcia, stać się zausznikiem,
narzutką, podnóżkiem, brabanckie koronczarki oblizują pot.
Więc jutro jutro, ale teraz teraz pozwól się z sukien
dzisiejszych rozbierać, brabanckie kobiety mają zręczne palce,
obgadują nas przy tym, słyszysz? mylą drogi, tkają tkają sądząc,
że to ślubny pancerz, nowa kropla dynda pod ruchliwym okiem,
brabanckie koronczarki oblizują łzę. Więc jutro fakty,
a dziś obietnica, zielone światło, po falstarcie dłoni
sygnał do startu lotnej premii bioder, gęsia skórka? porasta
na pomarańczowej, a suknia? - jeśli już zaprzątać ręce,
to tkać nowiutkie istnienie - mówisz i jak brabanckie koronczarki
zmieniasz nagle ścieg.

  • Odpowiedzi 40
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Witam,

szczerze wyznaję: wciąga. Są fragmenty szorstkawe, ale przy każdym czytaniu wypełnia się wyobraźnia tym, o czym jest ten wiersz.
Brakuje mi czasu na rozwlekłe uwagi - powiem krótko: środek chyba najlepszy, w końcówce, od: "sygnał do startu lotnej premii ..." czuję spadek napięcia (ta lotna premia chyba zbyt dosłowna :).
"nowiutkie istnienie" - wdzięcznie.
A wymowa - wymową, pointa - pointą - faceci o faktach (bez piwa :) nie dyskutują.
pzdr. bezet

Opublikowano

Niełatwo się czyta, ale wciąga. Trochę wszystkiego za dużo, ale może tak powinno być. Może ten utwór ma przypomninać tkany latami arras pełen treści i symboli. Powiem szczerze, że nie rzucił na kolana ale dał do myślenia
[sub]Tekst był edytowany przez malena lebrun dnia 20-07-2004 22:49.[/sub]

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dzięki, Panie Romanie, za kilka słów mimo braku czasu. Wiem, wiem, jest miejscami szorstkawo. Ale jest też gdzieniegdzie ślizgawo i ciepławo. Jak w życiu, jak w miłości. Opinią o środku jestem zaskoczony. Nie miałem patentu na uniknięcie dlużyzn, nie chcąc jednocześnie skracać tego wiersza. Może się jednak udało... Od lotnej premii bioder napięcie istotnie spada (choć szkoda), bo lotna premia to kulminacja. Po niej już tylko zmęczenie, leżenie bez ruchu, w przytuleniu, sen (w końcu to erotyk w najbardziej dosłownym tego słowa znaczeniu). Nowiutkie istnienie jest istotnie wdzięczne. Ma 9 miesięcy i bardzo je kocham. To najważniejszy moment tego wiersza. Dzięki niemu zmienia się ścieg. I już nie obiecanki-cacanki, sukienki, koraliki, kuszenie świecidełkami, ale pragnienie poczęcia nowego, pięknego człowieka pcha kochanków ku sobie. Koronczarki tkają tkają przez cały czas. I nawet nie spodziewają się, że coś tak pięknego uda im się utkać. Bez nowiutkiego istnienia praca koronczarek i praca kochanków to banał. Wcześniej czy później - to banał...
Co do piwa, to jako członek Towarzystwa Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka (Marszbatalion Warszawski) mogę tylko przyklasnąć pomysłowi dyskusji napędzanej półlitrem pilznera. Jakże bym chciał teraz dzierzyć go w swej dłoni! Pozdrawiam. MP
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oho! Koledzy i koleżanki komentatorzy. Kruszyciele kopii, operatorzy sztyletów, arkebuzerzy socrealizmu! Znowu proza? Któryż to już raz mnie o nia posądzacie? Widzę, że muszę stawić opór tak zdecydowany, jak kolega Oyey w sławnych swoich potyczkach na smierć i życie (choć w dużo gorszej sprawie)! A więc do rzeczy.

W poezji jak w życiu. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o... stopy. Trzeba liczyć, liczyć. Patrzeć na stopy i liczyć. Pilnować metrum. Liczyć zestroje, takty. Szukać rytmu. Rymować - jeśli nie słowa, to sensy. O nie! To nie proza! To poema czyste jak łza. By Wam ułatwić zadanie, spróbójmy rzecz całą przedstawić tak:

Ścieg

I znowu ciepło w parze z przypomnieniem,
wzlot gęsiej skórki, znów nagła gorączka
w podbrzuszu i zarazem tuż pod ciepłą korą
pamięci, jak przez mgłę, jak Jasna Polana
o świcie, gdy granica chłonie kontrabandę,
raz za razem unosząc zwodzoną spódnicę,
brabanckie koronczarki oblizują pot.
Myśl-terrorystka, słona wata w usta,
różowy piasek w oczy, zwilgłe nozdrza,
deszczowe chmury zajeżdżają drogę,
dalej pojechać kochanie nie mogę,
stańmy tu znowu, jak ostatnim razem,
nie dodawajmy gazu, ruńmy w runo,
brabanckie koronczarki oblizują pot.
Koronczarki pracują w pocie czoła, jutro
suknia-niespodzianka, ta o rzadkich oczkach,
subtelnie głośnych, bym mógł tropić pieprzyk
i z dobrym skutkiem wchodzić w słoną wilgoć
drogiego podkolanka oraz antyłokcia,
stać się zausznikiem, narzutką, podnóżkiem,
brabanckie koronczarki oblizują pot.
Więc jutro jutro, ale teraz teraz
pozwól się z sukien dzisiejszych rozbierać,
brabanckie kobiety mają zręczne palce,
obgadują nas przy tym, słyszysz? mylą drogi,
tkają tkają sądząc, że to ślubny pancerz,
nowa kropla dynda pod ruchliwym okiem,
brabanckie koronczarki oblizują łzę.
Więc jutro fakty, a dziś obietnica,
zielone światło, po falstarcie dłoni
sygnał do startu lotnej premii bioder,
gęsia skórka? porasta na pomarańczowej,
a suknia? - jeśli już zaprzątać ręce,
to tkać nowiutkie istnienie - mówisz i jak
brabanckie koronczarki zmieniasz nagle ścieg.

I jak? Poema?
Opublikowano

Zupełne dno. Slogany i wrażenia pogrupowane w wersy. Tłumaczenie - do bani. Jeśli jednak komuś przynosi to radość, to nie można przestawać.

"Siadamy i piszemy dużą ilość słów. Piękne wzornictwo i zakręcenia. Taka duża bzdura wychodzi. Ale jesteśmy szczęśliwi."

A.S.S.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Panie Marku! Zapewne nikt z nas nie jest autorytetem. Co do "sporu o prozę", to odsyłam do mojej odpowiedzi na komentarz Pani Ewy Kołodyńskiej.
Równie serdecznie pozdrawiam. Mam nadzieję znaleźc troche czasu w przyszłości na rewanż, rewizytę na Pana stronach i rekomentarz. MP
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie miało być za dużo. Ale miało być dużo. Współczynnik "za" zależy więc pewnie od gustu. Myślę, że arras to dobre porównanie. Tyle, że arras utkany w jedną chwilę. Cud poczęcia. Arras żywej tkanki. Dywan duszy. Ścieg krwi.
Cieszę się, że kolana nie ucierpiały zbytnio, tak samo jak cieszę się z poruszenia Twoich myśli przez chwilę. Pozdrawiam serdecznie. MP
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zgadzam się z każdym słowem Pańskiego wywodu. Trafił Pan w sedno i jakże trafnie ocenił mój utwór. I to przy pierwszym zetknięciu się z materią słowa. Niektórym komentatorom dojście do takich wniosków zajmie zapewne całe lata, a czytać będą musieli ten utwór po wielokroć, nie dosypiając nocy.
Tak, drodzy komentatorzy! Odtąd będę dawał odpór atakom z uporem kolegi Oyeya. A każdy, kto stanie przy mym boku, będzie mi drogi jak brat. Amen.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Niestety, jestem dziś w tak dobrym humorze, że nie potrafię znaleźć słów odpowiednich do sklecenia riposty równie zjadliwej jak atak Waszeci. Odpowiem więc spokojnie, idąc po tych samych tropach...

Żeby aż dno, to nie powiedziałbym. Być może brak dobrej woli lubo chandra pchnęła Pana ku takim kategoriom. Zaprawdę, pochopność sądu zadziwiająca u moderatora. Jak tak można, Mój Panie? To może złamać mi życie.

Co do sloganów (czytam slogan jako "obiegowe hasło") nie znalazłem żadnego. Ze zwyczajowych zwrotów (naprawdę się starałem) są trzy: jak przez mgłę, pracować w pocie czoła i zielone światło. Poza tym wszystko nowe jak z fabryki. "Pogrupowane w wersy" - przyjmuję jako oręż przeciw oskarżeniom o prozę.

"Bania tłumaczenia"? - ponownie zaskoczony jestem brakiem taktu. Toć Wasze powinieneś świecić nam jak jutrzenka. Co powie młodzież "widząc, że ci, co innym mają dać przykłady, z łowów przynoszą tylko poswarki i zwady" (że zacytuję mistrza Adama).

Jeśli jednak komuś przynosi to radość, to nie można przestawać - z tym się zgadzam w zupełności. Ciągła i udana aktywność na niwie tego, co przyjemne (dajmy na to: ars litera, a zwłaszcza ars amandi) chroni przed frustracją, wysysa z nas jady i pochopne sądy, a wtłacza radość, trzeźwośc i rozsądek.

"Siadamy i piszemy dużą ilość słów. Piękne wzornictwo i zakręcenia. Taka duża bzdura wychodzi. Ale jesteśmy szczęśliwi." - definicja baroku albo grafomanii. Ja stylizowałem na barok. Cieszę się, że udanie.

Pozdrawiam i mam nadzieję na życzliwsze oko kolegi moderatora/komentatora. Adieu!



Opublikowano

Panie Mariuszu,

cenię swadę, żywość umysłu, upór i inteligencję. Jak widać jest Pan "niewydyskutowany" - to nie zarzut. Żeby kwitła tu wymiana myśli, a nie fraz (i - esów) - o to chyba idzie. Wszak prawa muszą być równe i taryfa dla wszystkich ta sama. Tu - moim zdaniem - Pan nieco przesadza: odważnie do przodu - choć czasem lepiej byłoby przystanąć i posłuchać. Moderator też człowiek, ta funkcja to nic innego niż zajęcie ciecia z miotełką, bez apanaży. Czy chce Pan odebrać mu prawo do własnego zdania na temat chmur, ptaków czy lokatora spod piętnastki? Wyrażamy swoje własne, prywatne opinie - tak, jak uważamy za słuszne. Nikt i nic nie nakaże tu komukolwiek świecić przykładem itp.
Napisał Pan: "Być może brak dobrej woli lubo chandra pchnęła Pana ku takim kategoriom. Zaprawdę, pochopność sądu zadziwiająca u moderatora. Jak tak można, Mój Panie? To może złamać mi życie."

No to rzućmy kolejny Pański tekst: "Szukam sensu słowa fonologia (czyżby autorka polonistką była?) i znajduje go tylko w chęci użycia jakiegoś mądrego wyrazu zamiast słowa "dźwięk". Ale i w tym przypadku mało to sensowne, bo "fonologia" nie równa się "dźwięk". Przynajmniej według mojej wiedzy."
Nie chcę porównywać literka po literce, chodzi o sens i argumenty (że ktoś jest-nie jest polonistą np., a wywód fonologia -> dźwięk to przecież taki sylogizm bez logizmu).

Określenie "Zupełne dno" jest (dla mnie) porównywalne z: Kruszyciele kopii, operatorzy sztyletów, arkebuzerzy socrealizmu!

Wychodzi więc jakiś remis. I na tym proponuję ten poziom argumentacji zakończyć.
Może mniej, może nie tak gwałtownie - rzeczowe dyskusje nie muszą być burzą. :)
pzdr. bezet

Opublikowano

"W poezji jak w życiu. Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o... stopy. Trzeba liczyć, liczyć. Patrzeć na stopy i liczyć. Pilnować metrum. Liczyć zestroje, takty. Szukać rytmu. Rymować - jeśli nie słowa, to sensy."
Liczyć to można w matematyce, piękna nauka, kocham ją. A w erotyce... wolę przyziemnie pozostawać w cielesnym badaniu, niż wznosić się na wyżyny obliczeń.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Proszę o wybaczenie, Pani Ewo! Dla mnie twórczość to nie przymus, ani próba zaistnienia dla innych (bo ja istnieję - dowiodłem to sobie lepiej niż Kartezjusz), ale prosta i czysta radość, satysfakcja. Tak piszę, tak czytam, tak komentuję (chyba, że nie sposób znaleźć żadnych pozytywów w utworze, wtedy przepraszam ale sorry) i tak pragnę prowadzić dyskusję.

Nie chcę tłumaczyć wszystkim, jak się czyta wiersze. Podzieliłem się tylko refleksją, że w wierszu zawsze jest o jedną tajemnicę więcej. Tę w moim wierszu - odsłoniłem. Może nie jest ona tajemnicą tajemnic, ale zawsze cóś.

Nigdy przez myśl mi nie przeszło, że siedzi tu banda debili. Wręcz przeciwnie - to miłe towarzystwo. Przy pewnym wysiłku z mojej strony dające się wciągać w żywą (nareszcie!) dyskusję o PRZYJEMNOŚCI (przyjemności, do czorta!) obcowania z literaturą. Dyskusje poetów i filozofów obdywały się niegdyś przy baranim udźcu, owczym serze i dzbanie wina. Spróbujmy coś z tego zachować...

Rozumiem jednocześnie, że my wszyscy jesteśmy poeci, a więc zawzwyczaj w większym stężeniu występuje u nas poczucie własnego honoru (oby w parze z poczuciem humoru), mitomania, megalomania, strach przed niską samooceną. I we mnie też to jest. Ja staram się jakoś z tym sobie radzić. Np. dyskutując z Kolegami i Koleżankami Komentatorami. I zaprawdę, jeśli cięty jest mój język, to oczekuję takiejż (czy to po polsku?) odpowiedzi. Można się od niej jakoś odbić, nie dać umrzeć dyskusji. Takie ucięcie sprawy - "no, stary, ja widzę, że masz nas za debili" mnie nie satysfakcjonuje. Zwłaszcza, że opiera się, jak już wyłuszczyłem wyżej, na błędnych przesłankach.
Pozdrawiam gorąco i życzę sukcesów. MP
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Panie Romanie,
Zgadzam się, że czasem należy przystanąć i posłuchać. Oto uwaga godna moderatora! Mam głęboką nadzieję, że Pan Adam Szadkowski przyjmie ją w zmodyfikowanej wersji: „przystanąć i poczytać” (przepraszam za ten wtręt nie pod Pańskim adresem, ale myślę, że skoro Pan wypowiada się w swoim komentarzu po trosze za Pana Adama, to ja mogę przekazać mu jeszcze parę słów za Pana pośrednictwem ;)). „Prawa dla wszystkich równe i taryfa ta sama” – o niczym innym nie marzę, w sieci i w realu. O moderatorze nie myślę, jak o cieciu. Chodziło mi tylko o to, by jego wypowiedzi przypominały tę Pańską (uwagi, rady, podpowiedzi), a nie tę Pana Adama (cios między oczy i finał). Nie chcę by moderator był gorszy od innych, niemy, tylko żeby był lepszy, żeby miał większą klasę od nich. Jeśli chodzi o łamanie mi życia, to ironizowałem oczywiście. Żeby ktoś złamał mi życie, to musielibyśmy być chyba parą, a ja parę już mam.

Mój tekst o polonistce i fonologii istotnie jest porównywalny w aspekcie sensu i argumentów z komentarzem Pana Adama do „Ściegu”. Ergo: jest zbyt jadowity. Moja wina. Bronić się mogę tylko słowami Pisma „Nie szukaj drzazgi w oku bliźniego, nie widząc belki w swoim”. Otóż sam jestem... polonistą. A mimo to, a może właśnie dlatego ironizuję na temat tej profesji. Myślę, że Pan, kolejny polonista w nasyzm gronie, znający polonistów i polonistki od podszewski, zrozumie mnie przy odrobinie dobrej woli. Podobnie myślałem, kiedy mówiłem „Koledzy i Koleżanki Komentatorzy, kruszyciele kopii, operatorzy sztyletów, arkebuzerzy socrealizmu”. Wszak sam jestem komentatorem, więc wszystkie przygany i mnie jakoś dotyczą. Tym samym nie uważam, by określenie „zupełne dno” było porównywalne z jakimkolwiek moim.

„Niewydyskutowany”, pisze Pan, to nie zarzut. Ja sens tych słów czytam zupełnie odwrotnie. Ale nie poczuwam się do winy. Ten portal jest po to, żeby dyskutować o poezji. Prawda, że czasami (vide: bieżący komentarz) trzeba cenny czas przeznaczać na rozplątywanie nieprzyjemnych sytuacji, nie mających z poezją nic wspólnego, a wynikłych z gorącej polemiki. Ale cóż... zmieniajmy to po prostu. Dyskutując dalej.
Pozdrawiam, dołączając się do Pańskiego apelu o podniesienie poziomu dyskusji nieco ponad „zupełne dno”. Avanti!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Szanowny Tommy, zgadzam się z tobą co do joty. Obliczenia to domena matematyki. Erotykę lepiej zgłębiać organoleptycznie. Jeśli jednak rytmizujemy swój wiersz, to musimy wiedzieć cokolwiek na temat rytmu. A rytm to liczby i proporcje czasu, nic więcej. A więc matematyka. Zdawało ci się kiedyś, że słuchasz wiersza jak muzyki? Bo mnie bardzo często. Otóż każdy muzyk ci powie, że muzyka to najbardziej matematyczna ze sztuk. Także liczenie w sztuce, w poezji to nic złego. Ja liczę głównie na ruch czytelnika. Za Twój ruch dziękuję. Myślę, że gramy po tej samej stronie planszy. MP
Opublikowano

Erotyka w wierszu. Hm, akurat rzeczowych komentarzy na jej temat było niewiele. Od siebie dodam tylko, że jeśli to, co erotyczne, odbieram jako z lekka obrzydliwe, to chyba nie jest ten zamierzony efekt Autora? Subiektywnie, trudno. Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w czarnym ogrodzie opowiesz mi wszystko   w czarnym ogrodzie nie mogę być blisko   słowa rzucane z kamieniem o drzewo   rozejrzyj się drugi masz serce po lewo   marzę o wiśniach czerwonych na liściach   otwarcie zamknięci miłością ujęci   gorycz otula wiatrem przeklętym   patrzę na Ciebie cieniem objętym   czerni przeniknę zostawię nadzieję   wierzę że wróci   nim się przemienię...   @Achilles_Rasti

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Wiersz bliskiej mi osoby... publikuje za jej zgodą :)  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      z tym zdaniem jest coś nie tak, proponuję zamiast staje się napisać jest, albo zamienić na cięższy. Bardzo dobry tekst.
    • @Migrena  dziękuję za raki odbiór. Pozdrawiam serdecznie.
    • @hollow man  Wiersz wręcz reporterski , brak metafor , sugestywny tytuł. Bez oceny. Mamy tu książkę i niedopitą herbatę, miękkie światło.  .Kobieta pozuje, leży swobodnie, patrzy z czułością.  Powstaje obraz. Pozdrawiam. 
    • Zegar wskazywał już późny wieczór, a w biurze było prawie pusto. Klawiatura komputera stukała w ciszy, wypełnionej tylko szumem klimatyzacji. Karolina siedziała przy biurku, zgarbiona, ze wzrokiem utkwionym w nieskończonej liście e-maili. Każdy nowy komunikat był jak kamień wrzucony do jej już przepełnionego kosza. Nadmiar obowiązków, terminów, nieodpowiedzianych telefonów – wszystko zlewało się w jeden gęsty, nieprzenikniony chaos, który zaciskał się wokół jej umysłu. Patrzyła na ekran, ale nie była w stanie przetworzyć żadnej z informacji. Dłońmi masowała czoło, próbując złapać oddech, ale powietrze wydawało się ciężkie, duszące, jakby każda myśl ważyła tonę. Czuła się, jakby była zatopiona w oceanie zadań, który wciąż się rozrastał, pochłaniając ją coraz bardziej. Wzrok jej błądził, zatrzymując się na półce z filiżankami do kawy, które teraz wydawały się zupełnie nieistotne. Dźwięk telefonu, który nagle zadzwonił, wytrącił ją z zamyślenia, ale tylko sprawił, że poczuła się jeszcze bardziej osamotniona w tym niekończącym się wyścigu. – Tak, Karolino, jeszcze jedno zadanie – powiedział głos w słuchawce. – Będzie trzeba to zrobić na wczoraj. W jej głowie tylko wzbierała cisza. Każdy kolejny dzień stawał się coraz bardziej nie do zniesienia. Przytłoczenie jest jak ciemna chmura wisząca nad głową, która nieustannie rośnie, aż w końcu zapełnia całą przestrzeń. To nie tylko brak czasu, ale nadmiar tego, co musimy zrobić – rzeczy, które wkradają się w nasz umysł, jak hałas, który nie pozwala usłyszeć własnych myśli. Zbyt wiele do zrobienia, za mało przestrzeni na oddech – każdy obowiązek staje się coraz bardziej ciężki, jak kamień na plecach, który zdaje się rosnąć z każdą godziną. Czasem przytłoczenie to nie tylko wielka lawina zadań, ale cichy proces, który wkrada się w naszą codzienność. Niezauważenie przestajemy oddychać pełną piersią. Zamiast żyć, zaczynamy tylko reagować, próbując dotrzymać kroku temu, co nieustannie nas goni. Tłumione emocje, zapomniane potrzeby – wszystko to staje się jednym wielkim ciężarem. Jednak przytłoczenie nie jest nieuniknione. To, co na pierwszy rzut oka wydaje się nie do pokonania, może okazać się tylko falą, która w końcu opadnie, jeśli pozwolimy sobie na moment zatrzymania. Bo przytłoczenie nie jest końcem. To jedynie sygnał, że trzeba zwolnić, posłuchać siebie, oddzielić to, co naprawdę ważne, od tego, co jest tylko dodatkiem. W chwilach, gdy czujemy się przytłoczeni, nie musimy walczyć z ciężarem. Możemy go puścić, oddać to, co nie jest naszym, i znaleźć w sobie przestrzeń do oddychania. To w tej ciszy rodzi się spokój, który pozwala znowu zobaczyć, że życie nie jest serią niekończących się zadań, ale podróżą, w której to, co najważniejsze, może odbywać się w rytmie serca, a nie w tempie zegara.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...