Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jest ciemno jak w piździe, pierdolona noc, a właściwie poranek, pierdolony jesienny poranek, godzina, podczas której na ulicy można spotkać jedynie pojebów i uzależnionych od pracy palantów, ale to też pojeby, nikt normalny nie uczestniczy o tej porze w życiu publicznym, nikt normalny nie powinien też wstawać do pracy, cóż, najwyraźniej tych normalnych jest jak na lekarstwo, chuj, mało. Powinienem jeszcze spać, leżeć w tym okropnym łóżku na wysokości metra i przewracać się z jednego francowatego boku na drugi równie beznadziejny. Jestem zajebiście zmęczony, ale wewnątrz czuję podniecenie i tylko one pozwala mi słaniać się na nogach. Jeszcze nie jestem wkurwiony, właściwie to jestem bardzo pozytywnie nastawiony do życia, czekam na okazję, czekam na nowe znajomości, chcę wykorzystać dobrze czas, chcę być zadowolony z siebie, chociaż raz w życiu, ten jedyny raz, chcę pierdolić wszystko, nie zastanawiać się, pogrążyć się w jakimś pierdolenie przyjemnym dla ciała i ducha amoku. Jestem za wcześnie, a może to inni są za późno, tak przesiąkłem tym w chuj jebanym konformizmem i próbą przyporządkowania się do społeczeństwa, wszakże człowiek jest pierdoloną istotą społeczną i chcąc od tego uciekać, skazuje się na, kurwa, siódmy, dziewiąty, jedenasty, czy jeszcze inny etap piekła. Pragnę zapomnieć o wszystkich problemach tego jebanego świata, które mnie dotykają w większej mierze niż innych. Zapomnieć o moim przymusie, który sam sobie narzuciłem, nieznośna katorga, nie chcę przez najbliższe dni w ogóle o niej słyszeć, dlatego nie biorę żadnego pieprzonego pisadła, czegoś, co zostawia te męczące ślady, ślady naszego nieuniknionego konfliktu z samym sobą. Biorę za to książkę, biorę dwie książki, chociaż wiem, a przynajmniej powoli sobie to uświadamiam, że wszystkie książki są mi na chuja tak potrzebne jak pierdolone cebulki włosów w górnych partiach aparatu do pierdolenia, czyli penisa, czy chuj nieważne czego.
Siedzę i myślę, czy gdybym wówczas nie wstał, gdyby budzik pierdolnął, gdyby matka wpadła w senny amok, gdybym przestawił zegar, gdybym uczestniczył w wypadku, gdybym nie włączył dźwięku, czy może gdybym sam powiedział, że to pierdolę, czy coś tam jeszcze, czy wówczas ten pierdolony koszmar by nie nastał. Ale zależało mi na tym, zależało mi na tym jak na naprawdę niewielu rzeczach od pewnego czasu. To była kurewska odskocznia, jedyna szansa, tak tylko, żeby spędzić ten czas z dala od kogokolwiek, kto wie o mojej pierdolonej przeszłości, która ciągle mnie goni, a ja ciągle, kurwa, uciekam, uciekam z chujowym skutkiem w pełnym tego chuj niewartego słowa znaczeniu. Kurwa, nie wiedziałem, że można mieć większy wstręt do wstrętu, niż miałem, nie wiedziałem tego, dopóki nie pierdolnęło mnie z wielkiego, zaplanowanego, zamachu, kurwa. Jak to pięknie nazywać wszystko kurwami, chujami, czy innymi odstającymi lub wbudowanymi wewnątrz organami. Pierdolony świat wydaje się wówczas taki przyjazny, taki jedno-kurwa-wymiarowy, taki milutki, kiedy jednym słowem ogarniasz wszystko i wszystkich, bo nie można komplikować, bo to straszna, kurwa, tak, straszna rzeczy, najgorsza z tych najgorszych, a każdy już sam dopowie sobie, co dla niego jest najgorsze. Wszyscy chcą mieć na czarno-szaro-białym wszystkie, kurwa, ale to wszystkie kurewskie prawdy, a tu chuj, nie ma praw, nie ma nic poza tym, co napisane na jakimś tam papierku i skopiowane ileś tam razy w ileś tam miejsc. I to jest wkurwiająca prawda, a tym bardziej wkurwiająca, im bardziej to kogoś hamuje.
Cipa, słowo cipa zarezerwowałem sobie dla jednej prawdziwej cipy, która cipą zawsze była, i mimo mojej chwilowej ślepoty, cipą zawsze pozostanie.
Jest, kurwa, ciemno, czekam, czekamy, na chuja my tak czekamy, to żadna kurwa tego świata nikomu nie powie, powie jedynie, że na wypłatę, a tu kolejny raz ślepy tor, bo nie czekamy na, kurwa, wypłatę, a sama wypłata jest nam po jasnego chuja, kiedy nie wiemy, na co czekamy, więc nie wiemy, ale dalej czekamy, dalej, nawet w najdalszej dali tylko chuj, chuj, chuj i nic poza tym. Mówię jednemu mojemu koledze, że wartałoby skoczyć po gumy do żucia, bo żucie pobudza organizm i ciężej jest zasnąć, łatwiej jest się później obudzić, guma jest taka nieszkodliwa na nasz zjebany chemią organizm, bo co tam, pierdolić te kilka emulgatorów i tajemniczych e-chujów. Kolega winien jest mi pierdoloną stówkę, ale boję się na chama od niego próbować to wydębić, bo nie należę do tych skurwysynów z kasyn, co za kilka papierków utną komuś palec, następny, a na końcu największy palec...i wagina, stary przejechany pierożek. Może to jest myśl i zacietrzewienie się w papierkach to jedyny sposób znalezienia tego upragnionego, pierdolonego spokoju, czy innego fałszywego spełnienia. Kupujemy te gumy, a w duchu myślę sobię, że chuj, podaruję mu nawet te dwadzieścia, nawet te trzydzieści, byle tylko oddał mi resztę. Nie lubię tego, nie lubię gadać o pieniądzach, bo mimo że jestem pierdolonym pozerem, to nie chcę nim być do końca, marzę o tej odrobinie prawdziwości, żeby uwolnić się od przygniatających stereotypów mojej osoby. Często myślę, jakby to było dobrze być kimś, kurwa, zupełnie, ale to zupełnie innym, bez tych pierdolonych obaw o własny przepierdolony tyłek, który czeka tylko na kolejne zakleszczenie, wygniecenie, wciśnięcie, posuniecie. Co mi, że będę kimś, kiedy ja nie chcę być kimś, chcę być jedynie tym pierdolnikiem, który niczym się nie wyróżnia, a jednocześnie ma wszystko, co potrzeba mu do tego swojego kurwiastego życia.
Mówię mu, żeby mi pożyczył złotówkę na tą pierdoloną gumę, w zamyśle mając oczywiście stopniowe spłaty długu poprzez niewielkie pożyczki, których chuj oczywiście nie będzie chyba miał godności żądać z powrotem. I koniec końców jest taki, kurwa, że płacę za nie sam, bo tamten udaje, że znalazł jakiś ciekawy punkt odniesienia do całego swojego równie zakichanego życia, a gdzie go znalazł, znalazł go na podłodze, w fudze, między tandetnymi kafelkami za kilkanaście za metr do kwadratu mnożony.
Zapierdalamy, żeby się nie spóźnić, mówię, że nie chcę się spóźnić, bo wszędzie się spóźniam. Skurwysyn mruczy pod pierdolonym nosem, że on ma to w dupie, bo pojeby i tak zaczekają, nie nazywa ich pojebami, ale co za różnica, kiedy wszyscy są pojebami, bo jakbyśmy ich nie nazwali, tej rasy nie da się nawrócić, a jedynie przeplewić. Oczywiście się nie spóźniamy, bo gdy tylko pierdolony ja nie chcę się spóźnić, inni chcą właśnie tego. W chuj ciemno, nic się nie przejaśnia, pierdolone słońce nie chce przyspieszyć pierdolenie nieustannego procesu, który w pizdę nudzi się jak zajebiście-chujowa muzyka pop. Nie jestem w stanie zwykłego słuchacza tej podłości pierdolić w całej jego okazałości, a wręcz przeciwnie, im palant słucha, ogląda, czyta większy chłam, tym bardziej do niego ciągnę, żeby sukinkota nawrócić, ale on jest już wyżęty, a ja jestem jedynie kurewskim praniem, które czeka na swoją kolej w kolejce do kolejki, do tej właściwej skurwysyńskiej kolejki.
Wreszcie coś się rusza, wszystkie pierdolone skurwysyny ruszają się z miejsca, a ja ruszam się z nimi, myślę sobie, że chuj im wszystkim w dupę, patrzcie na mnie, a ja dalej nie będę wiedział, czy się śmiać, czy płakać. Patrz się na mnie idioto, to nie jestem ja, ja jestem kimś innym, jestem gdzieś indziej, patrzysz tylko na moje zjebane ciało, na mojego chujowego reprezentanta z prezencją, ale bez mózgu, bez pierdolonego rozumu, zdrowego rozsądku. Gość zbyt wygórowanych pierdolonych ambicji. Dochodzimy do autobusu, wielkiego chuja jakby na to nie patrzeć, wszyscy ładują w tę jego cienką cewkę moczu i spermy, wchodzą w nią i są zadowoleni, zajebiście zadowolenie, cieplutka otoczka, mięciutkie organy, nadstawcie tylko wasze rozrodcze sprzęty i hop, siup, mocno.
Chcę już wchodzić, ale pierdolona noc w dzień i podniecenie czegoś przyjemnie nieznanego oplata mnie pierdolonym czymś tam, to jest coś, co znam, ale, kurwa, pragnę poznawać dalej, głębiej i głębiej. Patrzę się na nią, patrzę się na tą kurwę, podoba mi się jak cholera, ale wiem, że jest zajęta, wiem, że jej pierdolony chłopak żyje daleko stąd, daleko jak ona sama, wiem, jak ostro się dymają, pewnie nie używają zabezpieczeń, pierdolą choroby, pierdolą siebie nawzajem, jest zajebiście inteligentna, wiem to, mimo że jej nie znam wcale, a jedynie z widzenia, pierdolić, z wyglądu dowiesz się wszystkiego poza tym, jaką dziewczyna jest dziwką, suką, szmatą, dopiero dowiem się, że jest zajebista, ale to nie o nią jest chuj, a o inną, o tą cipę pierdoloną, nie lubię tamtej w sposób niezwykły, jednak podświadomie wyobrażam sobie, jak jest moja i tylko pierdolenie moja. Widzę tą drugą, tą cipę, na pozostałe nie zwracam uwagi, jebią mnie, bo albo są chujowe, albo jeszcze inne, co oczywiście nie wykracza poza słowo chujowe, bo wszystko jest w chuj chujowe. Te pierdolone pasemka na włosach, ta pierdolona palemka, to wszystko mnie wkurwia, a potęguje się to z każdym dniem, gdy myślę o tej jej palemce, o jasnej karnacji, pięknie-chujowej jasnej skórze, delikatnych dłoniach, które nie marzną na mrozie pomimo braku rękawiczek. Nie tak jak moje, które nawet po założeniu wiatro-odpornej szmaty wyglądają jakby je skurwysyn z pieca wyciągnął, z popękanymi naczyńkami krwionośnymi, na które w chuj drogie kremy mogą poradzić wielkie gówno. Napaćkam takiego dziadostwa na dłonie a to nic, kurwa, jak było, tak jest, zero progresu, zero ulgi, zero czegokolwiek. Te czarny płaszczyk, w którym ukrywała owe dłonie, te buty sportowe, ale takie, kurwa, podniecając, te pierdolone niebieskie jeansy odrobinkę poprzecierane w niektórych miejscach, te oczy, chuj z nim, chuj z całą tą cipą, pierdolona dziwka, szmata, kurwa, pierdolisz mnie, nienawidzę cię suko, pierdolona flądro, zakompleksiona niewydymko, ten uśmiech, ten chytry wyraz twarzy, ten brak inteligencji estetycznej nadrabiany niewinnością, cipa, jednym słowem cipa, a niech cię inni pierdolą, chuj ci w dupę na całej linii, pożałujesz tego suko, będziesz żałować tego całe życie, z dnia na dzień bardziej, inni będą cię pierdolić, a ty będziesz cały czas nieszczęśliwa, cipa...
Wtedy jeszcze nie wiem, że ta suka mi się się tak podoba, nie wiem, że jestem totalnie zagubiony, nie wiem, że zrobiła mi z mózgu jajeczną pizdę. Wtedy panowała cisza przed pierdolonym pierdolnięciem w samo pierdolone centrum, sam środek środków.
Każda nieskładna forma jest przez tą pierdoloną cipę, niewydymaną dziwkę, kurwę jakby nie pisać. Ona jest wina wszystkiego, głupia cipa, która nie zdaje sobie sprawy, jak wielką i głupią cipą jest.
Od tej kurewskiej cipy nic się nie zaczęło, ale wszystko się na niej kończy.

Opublikowano

Czemu miałabym się zdziwić?

Nie toleruję przekleństw. Jeśli już - to jeśli są naprawdę uzasadnione i w inny sposób po prostu nie da się wyrazić jakiejś myśli.
Tu odrzuciły mnie na samym początku i szczerze mówiąc nie miałam już ochoty przekonywać się, że to uzasadnione, czy nie.

Opublikowano

Nie wiem, czy tolerancja ma tutaj jakieś znaczenie. Przekleństwa zwyczajnie istnieją i w tym wypadku stanowią tło dla treści, która może początkowo wydać się ciężka w odbiorze albo nawet odrzucająca.
Tak się składa, że jest to fragment, a raczej początek książki, która miała powstać, ale jej autor (dosyć znany w Polsce) nie wytrzymał brzemienia życia i je sobie odebrał.
Będę bronił tego fragmentu, gdyż wszedłem w jego posiadanie zupełnie przypadkowo i bardzo szczęśliwie, a wywiera na mnie duże wrażenie.
Fakt, że nie jestem autorem, ale być może dlatego mogę ocenić to nieco obiektywniej, niż gdybym odpowiadał za każde słowo.

Opublikowano

Trzeba by było zaznaczyć, że to nie Twoje. Albo na samej górze, pod tytułem, kursywą, albo w komentarzu. Żeby od razu było wiadomo i żeby nikt Cię nie posądził o plagiat.

Niemniej niezależnie od tego, czyje to jest, odrzucają mnie przekleństwa na samym wstępie. Dla mnie powinny mieć uzasadnienie. Nadużywanie ich moim zdaniem zaciera treść utworu, a także zabija moc samych przekleństw.
Czytałam "Przenajświętszą Rzeczpospolitą" Jacka Piekary, która aż roi się od przekleństw. Ale one tam są uzasadnione. Żeby pokazać polską obrzydliwą rzeczywistość (nieco podkoloryzowaną, ale jednak). Ale tamta książka nie zaczynała się od pierwszego zdania od... takich rzeczy (nie chcę cytować, bo a nuż admin zobaczy i postanowi dać bana). Zdążyła najpierw zaciekawić, zanim odrzuciła.

Tak więc tolerancja i wyczucie mają tutaj duże znaczenie. Wierzę, że takie teksty, jak ten, przyciągają niektórych, ale mnie po prostu odrzucają.
Przekleństwa tak gdzieś od drugiego akapitu, jeśli już - żeby najpierw zdążyło mnie zaciekawić. :)

Opublikowano

Przekleństwa przeszkadzają tylko w pierwsze fazie tekstu, zanim się do nich przyzwyczaimy. Gdy minie początkowy wstręt, zaczynamy wychwytywać sens, i muszę przyznać, że treść robi na mnie wrażenie, jest przepełniona emocjami i trafnymi uwagami.
Do tej pory dużo tekstów czytałam na tym forum, ale dopiero po tym odczułam potrzebę założenia swojego konta i podzielenia się moimi przemyśleniami, bo z tego, co widzę, nie chwytacie głównej idei tekstu, która zamazana jest pod językiem. Gdybyście byli uważni i przeczytali tekst do końca, stwierdzilibyście, że wszystko tutaj jest zamierzone.
Jest to jeden z nielicznych tekstów, który z satysfakcją przeczytałam do końca, a nie skakałam z niecierpliwości do następnych linijek.

Cóż, każdy ma inny gust, może czasem jednak warto spojrzeć na coś po raz drugi i to z nieco innej perspektywy.

Czekam na odpowiedzi i pozdraiwiam!

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @MIROSŁAW C.   I teraz już pan rozumie, panie Mirosławie? Teraz znowu jest na ten temat głośno z powodu nazwania jakiejś tam bojówki uzbrojonej w widły, kosy, piły i siekiery - "Bohaterom OUN-UPA" - nie warto zakładać nowego wątku - zaczynać wszystko od nowa - od samego początku, to nic innego jak praktyka błędnego koła - śmiertelna rutyna. Wystarczy przywołać już istniejące wątki i dalej prowadzić dyskusję...   Łukasz Jasiński 
    • @andrew @wiedźma @LessLove @Alicja_Wysocka @Kwiatuszek @Posem serdecznie Wam dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @jjzielezinski   I ze wzajemnością! Wszystko mam czarno na białym! W dokumentach - to są formalne dowody! A pan by wszystko chciał, abym publicznie opublikował? Po co i w jakim celu? Takich rzeczy nie wolno ujawniać! To pokazanie na tacy wrogom własnych argumentów formalnoprawnych! Serdecznie zapraszam na mój esej pod tytułem - "Jasinizm" - tam opublikowałem wszystkie badania, a pan? Istnieje jeszcze badanie wiarygodności - wiarografem - zrobi to pan?   I jeszcze jedno: oskarżył mnie pan o kłamstwo bez udowodnienia, a na to jest - artykuł 234 kodeksu karnego - od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności.  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      No nie ma wyboru :) Pozdrawiam!
    • ]WIELKA FLAMANDZKA[ "Κάτω από το .40 δεν υπάρχει λαός. Πάνω από το .50 δεν υπάρχει Θεός" - Φ. Νίτσε, Ο πρωκτός του Ζαρατούστρα Flamandki idą w tan, nie mówiąc nic Nie mówi im  nic niedzielny dzwon  Flamandki idą w tan, nie idąc w noc Flamandki to nie mówiący typ  Idą w tan, bo mają dwadzieścia lat Wiek, gdy musisz zaręczyć się  Zaręczyć, by móc wziąć ślub Ślub, byś  dzieci mieć mógł Tak uczyli  rodzice nas Mnich, i Eminencja sam Arcykapłan, co w katedrze jest  Dlatego tak, dlatego tak idą w tan  Flamandki  Flamandki  Fla- Fla- Fla-  Flan Idą w tan, nie idąc w dreszcz Nie idą w dreszcz w niedzielny dzwon  Idą w tan, nie roniąc łez  Flamandki nie ze łzawych są Idą, bo minął trzydziesty rok A to rok, gdy dobrze pokazać, że Wszystko dobrze, dzieci rodzą się Jak chmiel i żyto w krąg  Że dumą rodziców są  I Mnicha, i Eminencji, co  Kapłanem tu w katedrze jest  Dlatego tak, dlatego tańczą wciąż Flamandki  Flamandki  Fla- Flo Flamandki idą w tan, nie brnąc w śmiech Nie brną w śmiech, w dzwonu broń Nie brną w śmiech, bo śmiech to grzech Flamandki nie mają zmysłu doń Tańczą wciąż, choć już sześć dych - Dostojny wiek, czas pokazać, że Dobrze jest, wnuki wyszły ci Jak chmiel i żyto w szkle  Wszystkie spowite w czerń  Jak Mnich, Eminencja Jej Co w klasztorze pędzi też Dziedziczą ją, jak tan ten Flamandki  Flamandki  Fla- Fla- Flen Flamandki dą w tan, choć minęło lat sto  A nasz sto musisz wykazać się Pokazać, że umiesz wychylić szkło  Z chmielu i żyta, co utrzymało cię Idą w sto pas do przodków, w ten sam dzwon Co mnich, a nawet Ekscelencja, co Archiprezbitrem post mortem zrobili go I dlatego idą jeszcze raz w tan, to szkło  Idą w tan, choć nie chce zgiąć się krzyż, Zdjąć się krzyż, ten wielki dzwon Wziąć ten krzyż, krzyż lżejszy niż Tan tan, tan ten po zgon Flamandki Flamandki Fla- Fla- Pa pa Pavulon...     (MAŁY GATSBY) 'Out stultum caedis Out stultorum caedebas" M. Aurelius, Ars philosophiae. Maraton, mar-a-ton Mara, Mara, Marathon Dołącz się, włącz się w maraton nasz  Zawsze idziemy w tan, gdy muzyka gra Dołącz do nas, pod ręką maraton masz  Tan, tan, za nocy i dnia Tan, bo wokół lat dwudziestych ryk Ryk, bo w wannie skończył się gin  Lecz w W-D-O-W-D i odkupienie win Do sławy szlak i mocny życia łyk  Lindbergh, Liberty Dzwon Wciąż niemy film, gra Al Capone Czarny, Czarny Poniedziałek, upadek giełd Lecz ty wciąż w tańcz, tańcz, nieważny געלט Maraton, mar-a-ton Mara, Mara, pij ten bełt Dołącz się, włącz się w maraton nasz  Zawsze idziemy w tan, gdy muzyka gra Dołącz do nas, pod ręką maraton  masz  Tan, tan, za nocy i dnia Tan, bo w nas lat trzydziestych jęk  Jęk, bo wokół gonitwy zgiełk Buster ma kamienną twarz, lecz Charliemu świat pękł  Kupony, slamsy, z Frankensteina piekł   Adolf wszedł  za to z  Hindenburga trup NEP i zboże dorodne jak elektryczny słup  Zadzwoń do  brokera i miętusy kup  Maraton, mar-a-ton Mara, Mara, cię rżnął głup! Dołącz się, włącz się w nas Zawsze idziemy w tan, muzyka gra Dołącz, pod ręką  masz  Tan, tan, za nocy i dnia Tan, bo wokół lat czterdziestych dym Dym, bo trąby sławy grzmią tym Co nadchodzą, kładąc rym, Gdzie Dachau, Hakenkreuz, i Gott mit Ihm "Ósmego dnia stworzył Bóg Grzybć",  Jako ersatz Trwać wyst. Oppenheimer, R.!!! Pokój słodki tak, jak twa mać  Więc tańcz jeszcze tańcz, nim oddasz życia ster  Maraton, mar-a-ton Mara, Mara, Marathon Maraton, maraton Mara, Mara, mara zer  Dołącz, włącz się w maraton nasz  Zawsze idziemy w tan, gdy muzyka gra Dołącz, pod ręką maraton  masz  Tan, tan, za nocy i dnia Tan, bo wokół lat pięćdziesiątych śpiew  Śpiew bo jednak po coś była ta krew  I już sześćdziesiątych swing prawom wbrew I siedemdziesiątych piasku gniew Następnych z Wall Street wilczy zew Potem Stadion X, dalej koniec World I  pracujący bez cztery L Wszystkich na Mars wyśle Elon nas Przyjemność dla mas, wdzięki  z Only Fans,  Więc tańcz, wtańcz nas w ten radosny czas! Maraton, maraton Mara, Mara, Mara, but by was!  Dołącz, włącz  maraton nasz Zawsze  w tan, gdy gra Dołącz, masz Tan dnia Więc idź w dym, dym jak Rzym! Rzym, więc zaświadcz życiem swym, gdzie Krym. Tan, bo lat dwudziestych skamla pies Pies, bo dni kres Kres, bo bój ma gest Gest choć, choć krwi dość jest Tan lat skamla jak pies Pies, bo kres Kres, bo gest Gest choć, chodź, jest
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...