Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Ulica pchała ich w dal, do przodu
auto chcąc zepchnąć ze swoich pleców
garbił się asfalt i na kształt schodów
szal tworzył szary chcąc dać go niebu.

A po tych schodach księżyc zbledniały
Powoli schodził szturchając drzewa
Pchając wierzchołki – by się kłaniały
Była to lasów nie-przepowiednia!

Igiełki świerków kłuły powietrze
„Zepchnij ich wietrze dalej od nas”
I nastawiały gałązki-miecze
Mając za stróża mur z kory tarcz!

Któż wtedy wiedział - któż wtedy żył,
gdy krople deszczu, nasiona nieba
biły tak cicho w twarzyczki szyb,
że świt ich ciemniał, gdy nasz rozbrzmiewał?

I droga znikąd, ziemi źrenica
nie chciała ujrzeć - dać spojrzeć im
wtem się skończyła: "Patrz droga znika!"
niepowiedziane brzmi zdanie ich.

W oczach latarni gasły już łezki
Jeszcze sekundę trwał światła krzyk
Lecz dzień już wstawał, i nowe freski
Układał z ludzi – Bóg, lecz nie z nich!

Bo z kręgosłupa współczesnych miast -
który unosi państw gospodarkę
nagle po cichu auto ktoś skradł
"Gdzież jest ta droga? Zaraz ją znajdę"

Bo jakże trudno przytrzymać jest -
zbyt rozpędzone rozmyte koło
ja próbowałem - daremny gest
nikt nie zatrzyma, choć chciałby - mową!

Oni zamarli w bursztynie złotym,
co jest stopionym wszech-czasów duchem -
i drgnąć nie mogą choć jednym ruchem!
Ruchu drugiego nie mogą zrobić.

Tej gry reguła znana im była
choć nie w ich ręce wrzucono kość
A może gra się tylko przyśniła –
A oni rzekli: „mamy już dość”

Byłem tam rankiem, gdy mleczarz mleko
jak chmury białe rozwoził świeże
O szóstej przyjazd, mieli być wreszcie -
Lecz jeszcze nie ma - gdzie są -
daleko...

  • Odpowiedzi 53
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

adolfie, wprowadzasz wiele ciekawych metafor, ale czytajac ogarnal mnie jakis chaos, niektore zdania sa nie gramatyczne np
jak chmury białe rozwoził świeże

dziwnie brzmi, prawda? a te kratki, po co one?
w sumie dylby to dobry wiersz ale naladowany dziwnosciami
ale to tylko moje takie tam moze inni inaczej odbiora
pozdrawiam cieplo

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



zdaje mi się, żwe brak przecinkawprowadizł ten absurdzik :DDD poprawię, dizeki zawgląd i może racją, że troce zbyt wydziwowane, jeszcze pomyśle dzięki :)

pozdr.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Prosże nie bluźnić i nie porowwnywac moich wypocin z dziełami Mistrzów!

Ale dlaczego? Dla arcymistrzów i geniuszów nie ma skali porównawczej, rodzi się pytanie, czy wypociny Norwida można porównywać z perłami Adlofa.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Prosże nie bluźnić i nie porowwnywac moich wypocin z dziełami Mistrzów!

Ale dlaczego? Dla arcymistrzów i geniuszów nie ma skali porównawczej, rodzi się pytanie, czy wypociny Norwida można porównywać z perłami Adlofa.

Precz Szatanie ;PPP ! W mojej obecności nie życze sobie takich herezji, jak pani chce może to sobie pisac, ropzowiadąc - wolna wola, teraz Adolfa już nie ma wieć może pani robić co chce (a tak nawiasem mówiąc, to robić to, co, chce żeby pani robiła finansjera, ale to inna sprawa ;P) żaden z moich wierszy nawet kawałeczkiem nie dorównuje poezji Mistrzów, a mowienie, że moja są lepsze to obraza i ich i mnie.

pozdr.
Opublikowano

adolf

A figa! Nie można odegnać Anioła, a Anioł nie myli się w ocenie i doskonale wie, kto jest mistrzem. Zresztą bycie 5 Wieszczem (a pod względem geniuszu 1) to nie żadna tam skromność.
WIWAT ADOLF!!!
WIWAT ADOLF

A cała reszta to marny pył i proch.

Hania.

Opublikowano

Ha, długawy, nie lubię zbyt rozbudowanych form - gubię się i nie pamiętam całości przekazu, ale to moja, indywidualna niemoc. Przeczytałam kilka razy i teraz jestem pod wrażeniem, chociaż nie gustuję w takich wierszach - PLUSUJĘ, widząc, że umiejętnie wbijasz się w nową, bardziej współczesną tematykę - dobry jesteś, w tym swoim stylu - to muszę Ci przyznać.
Pozdrówki :)
kasia.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dzięki zawlgąd ;)

no cóż, poezja /nawet archaiczna/ ma dotyczyć świata gdzie żyjemy :), Słowacki pisał inaczje bo żył w innym swiecie, tak samo ja mam pisac w świecie, wk órym żyje, mogę archaizowąc, podnosić cyz inne takie, ale świat ma byc mój (w końcu Kordian dział się w czasach Słowackiego a nie w jakimś średnioweiczu)

dzięki za wgląd i pozd.r
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



dzięki zawlgąd ;)

no cóż, poezja /nawet archaiczna/ ma dotyczyć świata gdzie żyjemy :), Słowacki pisał inaczje bo żył w innym swiecie, tak samo ja mam pisac w świecie, wk órym żyje, mogę archaizowąc, podnosić cyz inne takie, ale świat ma byc mój (w końcu Kordian dział się w czasach Słowackiego a nie w jakimś średnioweiczu)

dzięki za wgląd i pozd.r
Opublikowano

adolf

jak Adolf wystawia wiersz, to cała rodzina ma święto, wszyscy czytamy i czytamy i bijemy brawo, a przy innych smiertelnie się nudzimy (pomijając CzarnegoTulipana, który też jest mistrzem słowa).

Hania.

Opublikowano

Ładny wiersz, właściwie to taka ballada drogi. Ale czy ukończona?
Troszkę za bardzo się to jeszcze rozjeżdża, w sumie nawet do haiku można
by w ten sposób dodawać kilkadziesiąt zwrotek :)
Warto by spiąć źrenicę z czymś na końcu, czy mleczarza z przedświtem:

Byłem tam rankiem, gdy mleczarz mleko
jak chmury białe rozwoził świeże

bo przecież rano chmury są purpurowe. Puenta też jakaś taka... zwyczajna.
Daleko... każdy tak pomyśli, zwłaszcza Hania :) A trzeba właśnie na odwrót,
jako poeta powinieneś nam pokazywać rzeczy zwykłe w innym świetle.
Albo Jezus... Adolfie, czemu nie ma nagle nic o Jezusie?!
Ale ogólnie jest naprawdę bardzo dobrze, odkąd zagoniłem Cię do pracy nad
samokontrolą poczynając od uważania na błędy ortograficzne, odtąd co dzień jest lepiej.
A jak wobec tego czytam Twój wiersz, stosując się mniej więcej do tego
co napisałem powyżej? Coś w tym rodzaju, pomijając niewątpliwie piękne okoliczności przyrody:


Ulica pchała ich w dal, do przodu
auto spychając z wilgotnych pleców
garbił się asfalt i na kształt schodów
szal tworzył mglisty, niosąc go niebu.

Droga donikąd, ziemi źrenica
nie chciała zadrżeć, by dać uciec im -
wtem się skończyła, jak wiara znika
a w szczerym polu próchnieje wciąż krzyż.

O, jakże trudno powstrzymać nam jest
zbyt rozpędzone zamiarem koło -
i choć próbowali, daremny gest:
nikt nie zatrzyma go trawą - mową!

Czekałem ich rankiem - mleczarz mleko
nim chmury białe rozwoził świeże -
godzina szósta... jeszcze są przecież,
to nie ich ciągle mam pod powieką?


Aha, a przede wszystkim popracuj nad tytułem. Od razu podpowiada o co chodzi,
jakbyś stawiał tylko na czytelników w rodzaju Hani :) Nawet bez tytułu
reszta i tak domyśli się, o co chodzi.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



to ja jednak bym prosił, żeby zamiast czytac moich czytać np. Leśmiana :)

Leśmian Bolesław

W czas zmartwychwstania

W czas zmartwychwstania Boża moc
Trafi na opór nagłych zdarzeń.
Nie wszystko stanie się w tę noc
Według niebieskich wyobrażeń.

Są takie gardła, których zew
Umilkł w mogile - bezpowrotnie.
Jest taka krew - przelana krew.
Której nie przelał nikt - dwukrotnie.

Jest takie próchno, co już dość
Zaznało zgrozy w swym konaniu!
Jest taka dumna w ziemi kość,
Co się sprzeciwi - zmartwychwstaniu!

I cóż, że surma w niebie gra.
By nowym bytem - świat odurzyć?
Nie każdy śmiech się zbudzić da!
Nie każda łza się da powtórzyć!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Rozumieją wiele więcej. Na przykład jeśli ktoś przeciąga jakąś żałosną rolę,
przestaje to być zabawą i świadczy raczej o początkach choroby psychicznej.
Kiedyś czytałem, jak w jednym z Zaborów poborowy udawał, że ma chorą nogę
bo nie chciał iść na wojnę. Udawał tak dobrze, że rzeczywiście zaczął utykać, aż
w końcu kończyna poczęła mu gnić i trzeba było ją uciąć.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Bo Kaloszki to hiper-geniusz :) pozatym prosze mi tutaj od Kaloszki odejść, bo to Kaloszki, Lectery, Sojany i Krzywaki jmi tu pomagały i pomagają na forum, podczas gdy niejakie bufony tylko sabotowały ;PPPP

a jakie wiersze pani lubi, prosze tu wklejac, nie obraże się, ja wklęję nastepmny:

NA SPROWADZENIE PROCHÓW
NAPOLEONA
I

I wydarto go z ziemi - popiołem,

I wydarto go wierzbie płaczącéj,

Gdzie sam leżał ze sławy aniołem,

Gdzie był sam, nie w purpurze błyszczącéj,

Ale płaszczem żołnierskim spowity,

A na mieczu jak na krzyżu rozbity.



II

Powiedz, jakim znalazłeś go w grobie,

Królewicu, dowódzco korabli? -

Czy rąk dwoje miał krzyżem na sobie?

Czy z rąk jedną miał przez sen na szabli?

A gdyś kamień z mogiły podźwignął,

Powiedz, czy trup zadrżał, czy się wzdrygnął?



III

On przeczuwał, że przyjdzie godzina,

Co mu kamień grobowy rozkruszy;

Ale myślał, że ręka go syna

W tym grobowcu podźwignie i ruszy,

I łańcuchy zeń zdejmie zabojcze,

I na ojca proch zawoła: - Ojcze!



IV

Ale przyszli go z grobu wyciągać,

Obce twarze zajrzały do lochu;

I zaczęli prochowi urągać,

I zaczęli nań wołać: - Wstań, prochu!

Potem wzięli tę trochę zgnilizny

I spytali - czy chce do ojczyzny? -



V

Szumcie! szumcie więc, morza lazury,

Gdy wam dadzą nieść trumnę olbrzyma!

Piramidy! wstępujcie na góry

I patrzajcie nań wieków oczyma!

Tam! - na morzach! - mew gromadka szara

To jest flota z popiołami Cezara.



VI

Z tronów patrzą szatany przestępne,

Car wygląda blady spoza lodów -

Orły siedzą na trumnie posępne

I ze skrzydeł krew trzęsą narodów.

Orły, niegdyś zdobywcze i dumne,

Już nie patrzą na słońce - lecz w trumnę.



VII

Prochu! prochu! o leż ty spokojny,

Gdy usłyszysz trąby śród odmętu,

Bo nie będzie to hasło do wojny,

Ale hasło pacierzy - lamentu...

Raz ostatni hetmanisz ty roty

I zwyciężysz - lecz zwycięstwem Golgoty.



VIII

Ale nigdy, o nigdy! choć w ręku

Miałeś berło, świat i szablę nagą,

Nigdy, nigdy nie szedłeś śród jęku

Z tak ogromną bezśmiertnych powagą,

Z taką mocą... i z tak dumnym obliczem,

Jak dziś, wielki! gdy powracasz tu niczem

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Arsis ponura, poruszająca wizja  niecodzienna rozbudowana metafora...
    • @Stukacz a dlaczego źle? inaczej:)
    • @Bożena De-Tre Wszystko możesz, Poetko - na przykład w jednym wersie uśmiercić i Boga i Nietzschego (obu po raz drugi).
    • Czekają. Stłoczone ciasno w zastygłej procesji, w urojonych widmach bezmiernej nocy. W pokoju. W tym pokoju stłoczone aż po brzegi. Wchodzą na ściany, na to drzewo wyrastające z podłogi. Stojąca w kącie plątanina martwych rur. Poskręcane gałęzie, odrosty. Żeliwne. Milczące artefakty...   Pełzną wysoko w swojej nieruchomej kreacji. Te zwidy rozczapierzone. Złapane w krótkim ujęciu. W milisekundowym błysku wypalającym oczy.   Są jedne na drugich. Obok siebie. Tuż obok. Bądź wyrastają z siebie bez jakiejkolwiek koncepcji, jakiegokolwiek sensu.   Ciasno. Bardzo ciasno…   Jak niezliczone polipy w jelicie. Zrakowaciałe. Całkowicie obce, nawet dla siebie samych. Całkowicie obce ciała rosnące w swojej i tak obcej egzystencji.   Mnożą się bez ustanku, wyrastając z siebie w nieskończonych powtórzeniach. W szmerze nieskończonego wzrostu...   Zasuszone widma. Kreatury pajęcze… Których odnóża… - Boże, jakże ich wiele!   Sięgają nimi, poprzez grzybnię pleśni, sufitu, jak nieba… Wspinają się. Wspinają, ku wielkiej mistyfikacji, ku tajemnicy największej.   Albowiem rozpościera się z wysoka coś, co jest niepodobne do niczego.   Co to takiego? Jakaś iluzja, deliryczna ekstaza…   Stając u stóp tego gigantycznego konstruktu podobnego do krzyża... - z kamienia, ze stali. z drewna…   Z żelbetonu poznaczonego brunatnymi plamami nuklearnej reakcji. Zmartwychwstania?   Być może samego Boga...   Słychać jeszcze echo. Pogłos pędzącego wiatru. Wtedy, co pędził w ogromnym huku totalnej anihilacji.   Tuż przede mną mur nieskończonego wzniosu. Rozpostarte ramiona (odnóża?) Rozwarte szeroko. Szeroko… - czegoś, co już dawno skonało, mimo że jest wieczne. mimo że żyje, pomimo ewidentnej śmierci.   Jakieś truchło. Zasuszone. W szacie pajęczej.   W powiewających płachtach. W czarnych od kurzu. Od pyłu. Od brudu zionących ciszą zatęchłych katakumb…   W przeciągu, w powiewie.   W półmroku…   Spogląda z wysoka wielookie oblicze. Czarne oczodoły w zdeformowanej czaszce.   I coś jeszcze.   Coś, co przeczy fizycznemu istnieniu.   Spod sufitu spada na mnie absolutna martwota, kiedy klęczę, kiedy leżę, kiedy pełzam jak wąż, jak dżdżownica, jak wielonoga skolopendra…   Co tu jest mną, a co kim innym? Albo czym?   Kto tu jest?   Mnoży się coraz więcej tej całej bezgranicznej iluzji, która we mnie. Która wszędzie…   Odchylam głowę do tyłu. Odchylam. Odchylam… … aż trzeszczą kręgi w szyi...   Wykrzywiając twarz w morderczym grymasie, w potęgującym się orgazmie trupiego rozkładu...   … moje oczy...   Te czarne otwory. Te czarne. Bezkreśnie czarne…   … jak noc lodowata…. jak noc…   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-06-07)      
    • @hollow man

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...