Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Espena, dzięki wielgachne:D
głupio się było przyznać, że nie wiem, gdzie kliknąć
czyli nie będę głosować, bo nie wytrwam w Z
oświecenie jest cudowne;]

co do tematu, to być może powtórzę się po kimś, ale od niedawna bywam na tym forum: tulipan, Pani Haniu, jest tyle portali, gdzie można przybijać swoje wiersze
a wy się szarpiecie tutaj, jakby było to jedyne takie miejsce ocalałe w necie
zarzucacie innym kolesiostwo, a sami się po pleckach poklepujecie

ubierzcie się w nowe nicki, piszcie jak dawniej, ale nie zaczepiajcie narodu komentami i ciekawe, co się stanie
czy będzie tyle stronniczych przypadków

pokojowo
:-]
  • Odpowiedzi 123
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Będę szczery aż do bólu. Sam pomysł podziału na Z i P uważam za chybiony. Dlaczego? Dlatego, że internet to "strefa bezcłowa", taka mała wysepka wolności. Wyżywam się tutaj, kombinuję i piszę czasem... bzdury ;). Wbiegam zdyszany do domu i patrzę czy moja nocna praca........ spodobała się komuś. Potem piszę nowemu poecie, że " twój wiersz był cudowny", no i dobrze.....niech będzie też szczęśliwy. Alleluja. Aż tu ktoś, chce mnie klasyfikować.....czy jestem już na poziomie Z, a może jestem na poziomie C, a może K....a może ja mam to w dupie? Jak mawiał mój trener...jak masz być Mistrzem Świata, to bez różnicy, czy będziesz bił się w rękawicach czy na pięści. I tak pokonasz wszystkich. A może dział Z penetrują wysłannicy z najlepszych światowych wydawnictw literackich? Skąd ten trend do Z???? I ta walka o pozostanie tam??? Wcale tam nie zaglądam, bo nie widzę żadnej różnicy między Z a P. Może taka, że więcej tam nadymanych bufonów z zaciśniętymi pośladkami. I jeszcze te + i minusy. To może zróbmy Eurowizję....Hallo org! one point to ...two points itd i wszystko będzie jasne. Pozdrawiam. p.s. można mnie zbanowac...lata mi to koło ...aha...co do "odszczepienców", to żaden z nich (Liliana, Hania, Czarny tulipan, Marianna ja czy kiedyś Macia Miszka ....Ulinda i inni) nigdy mi nie ubliżył, czego nie można powiedzieć o niektórych z "elity" orgu. Wręcz przeciwnie, uważam, że są sympatyczni, wrażliwi...ale atakowany zawsze bije na oślep. GDZIE CI POECI....PIEWCY MIłOśCI?????????

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A ja proponuję zawsze i wszędzie kręcić nosem. Punktacja spełnia swoje podstawowe zadanie w 90% i o to chodzi. A to że to komuś się nie podoba, trudno.
Podpisuję się pod Jimmym
Opublikowano

Jeden wielki cyrk z tymi kulkami, a co najzabawniejsze, skutek jest odwrotny; zamiast utrzymać jakiś poziom wszystkie Ziomki się tam zwalają, popierają umacniają a poetów z
renomą, "firmowanych" od dawna nIMa, albo bywają sporadycznie, wręcz coraz rzadziej.

Kiedyś Zetka była perełką, kuźnią talentów, miejscem do czytania dobrej, wprawnej poezji - teraz przypomina targowisko - już wcześniej Wojtek Bezdomny przewidział taki skutek kulek, ale go za pyszczek zbanowano, bo walił każdemu prosto z mostu.

Zamieszczanie w P jest w tej chwili jakąś hańbą, żenada poprostu; warsztat wygląda jak "bez limitu" nielicznym chce się pochylić i popracować z nami, nowicjuszami, ponieważ większość dba i zabiega o własą pozycję i "karierę" na forum - nie wiem, śmiać się, czy płakać(?)
Osobiście wolałam "porządki" przed kulkorewoltą.

Pozdrówki
kaśka.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


1) a którzy to ci firmowani? Niby wcześniej zalewali Zetkę genialną poezją?
2) Naprawdę nie wierzysz w to, co mówisz ;D Kopalnią, ale gniotów. Zdarzały się super wiersze, ale zdarzały i nic poza tym.
3) Hańbą? A kto tak powiedział? Hania K?
4) A wcześniej to nie wyglądał? Tomasze romany i inne takie nie raz paraliżowały warsztat i nikt wtedy nie pisał, że to świadczy o wadliwości 'systemu'
Opublikowano

Pancolku, nie mam zamiaru się sprzeczać, ja nie wklejałam i nie wklejam do Zetki, potrafię dokonać samooceny i może dlatego moje odczucia są bardziej niezawisłe, ponieważ mi nie zależy na punktacji, pozycji, dorobku, profilu, ale na czytaniu poezji i próbach własnych, natomiast wyraziłam opinię, do której prawo ma chyba każdy, w/g mnie kulkorewolta to jedna wielka mistyfikacja sztuki.

Pozdrówki
kasia.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



czyli co, uważasz, że jeśli ktoś publikuje w Zet
to od razu chodzi mu tylko o komenty/plusy i takich tam?
sorry, ale się mylisz. być może chodzi o traktowanie
jego poezji bardziej krytycznie [to gŁówne zaŁożenie
Zet, możliwość ostrzejszej krytyki] - bynajmniej
to mój przypadek.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie rozumiem tego burzenia się. gŁównym zadaniem wprowadzenia
tej punktacji byŁo wyeliminowanie z Zetki grafomańskich tekstów.
tylko tyle i aż tyle.
jeśli chodzi o samą punktację; plusy wiele osób wraz z pozytywnym
komentarzem pod wierszem dawaŁo, więc nie widzę problemu.
nie wydaje mi się też, by ktoś zostaŁ niesŁusznie dotknięty
gŁosowaniem.
poza tym, jak już powyżej napisali - jest wiele innych
portali zawsze można zostawić orga i iść dalej.

Espena :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



czyli co, uważasz, że jeśli ktoś publikuje w Zet
to od razu chodzi mu tylko o komenty/plusy i takich tam?
sorry, ale się mylisz. być może chodzi o traktowanie
jego poezji bardziej krytycznie [to gŁówne zaŁożenie
Zet, możliwość ostrzejszej krytyki] - bynajmniej
to mój przypadek.

Nie zauważyłam ostrzejszej krytyki, wręcz odwrotnie - krytykantów się sukcesywnie banuje, ewentualnie odsyła ich wiersze do P - no, właśnie; dlaczego do P, a nie na warsztat, skoro to podobno gnioty? I jeszcze jedno, nie wiem jak inni, ale ja czuję się dyskredytowana i dyskryminowana faktem, że nie mogę OWOCNIE komentować na Zetce, stworzono klan uprzywilejowanych wybrańców, tylko przypadek (5 wierszy przed zmianami) typował "jury", inni na siłę wklejają ,żeby prawo głosu wycyganić, dla mnie to już nie sztuka, ale jakaś paranoja, igrzyska poprostu.
Zdaję sobie sprawę, że takie stanowisko jest nieroztropne w szerszej perspektywie, ale nie mam zamiaru ściemniać.

kaśka.
Opublikowano

A ja się właśnie obawiam, że kiedyś Z to były promowane i jedyne słuszne utwory, ew. grafomania, której wyplewić się nie dało inaczej - a w tym momencie każdy ma szanse, szczególnie, że jak do tej pory widać, spadają same najgorsze teksty. Zatem ten krzyk to robienie po prostu kolejnej awantury.

Opublikowano

Espena ma rację, wklejasz wiersze do Zet bo wiesz, że w Pe cię pochwalą za wszystko (przesada, ale lekka)

zdrówko
Jimmy
ps
tak jak mówił Pancuś: +/- spełniają zadanie wstępnej selekcji w miarę skutecznie, więc po co rezygnować? tak przynajmniej mamy wymierny rezultat w postaci punktów, wcześniej nikt nic nie wiedział
a z niektórych komentów trudno jest wyczytać oceny

Opublikowano

Kurcze, skoro większości kulorewolta pasi, nie ma sprawy, demokracja, ale w takim razie może warto pomyśleć też o jakimś porządku na P i w warsztacie?

Żadnych kulek, ale niech z Zetki spadaja utwory do W, a nie na P, gdzie też mamy limity, denerwuje mnie zaśmiecanie P - ewentualnie wprowadzić też jakiś limit na warsztacie, bo od dłuższego czasu nie spełnia swojej funkcji. Jest obecnie jeden wielki bałagan.

kaśka.

Opublikowano

Panowie jesteśmy Polakami :(
Ten spór jest moim zdnaiem jałowy. Sytuacja wcześniej i teraz jest taka sama, z tąróżnicą, że teraz zetka zrobiła isę elastyczna i można po prostu plusowac/minusowac, co ma tą zaletę, że wiersze słabe zlatują. A to że czasemzlecą wiersze nie-słabe - każdy system ma błedy, poezja to rzecz wzgledna.

Uważam ,że system jest dobry. O wiele lepszy od dyktatora-moderatora.

pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



NO, TO JEST WAŻNY PROBLEM, myślę podobnie, ale Warsztatu też szkoda, może te spadki do kosza ładować?
pozdrawiam
Jimmy

Że też ja przez Ciebie po koszach szperam ;P
Nie, nie, tam jest zdecydowanie za wesoło ;D!

kaśka.
Opublikowano

Czytając tak, ot paru miesięcy wiersze z tej Zetki.
Nie wiem, czy mam się śmiać, czy płakać?
A dokąd ta ich, nie poezja zaprowadzi?
To już nie moja w tym głowa.
I dalej widzę te same osoby;
wymieniające się plusami;
ale nigdy minusami.
Proszę z tym wreszcie skończyć;
ludzie, gdzie wy macie oczy?
Co wy robicie z tę poezją?

Pozdr.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...