Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kiepsko się czuję klikając na punkty ujemne. Nie widzę też sensu klikania na plusy skoro wiersz jest taki sobie, dobry, fajny ale nie świetny. Nie jestem zawodowym krytykiem a jedynie wiem co mi się podoba, a co nie biorąc pod uwagę jasność przekazu i emocji. Sama też piszę z róznym skutkiem. A teraz do meritum sprawy.

OD TEGO MOMENTU NIE KLIKAM NA ŻADNE KULKI ;) BO NIE MAM WIEDZY MERYTORYCZNEJ BY Z UPRAWNIENIA DO KULEK KORZYSTAĆ ;P

Ufff... Co za ulga ;P

Pozdrawiam serdecznie i życie toczy się dalej ;)

P.S. Gdyby Ktoś chciał coś dorzucić na ten temat, to nie krempujcie się. To wszystko ;)

Opublikowano

solidaryzuję się z taką decyzją;
będę pod wierszem wyrażał swoje zdanie ale także rezygnuję z punktowania;
i nadal będę śnił o moderatorze-dyktatorze a nawet faszyście, który bez liczenia głosów wyrzuci ewidentne niedoróbki i literackie straszydła - i nie do "P" ale do działu Bez limitu;
amen
J.S

Opublikowano

jasne Jacku. o ile wygodniej jest zrzucić odpowiedzialność na moderatora-dyktatora. przecież naciśnięcie minusa przy ewidentnym gniocie to taki trud. teraz większość spada (nie wszystkie). czy moderator będzie miał 100% skuteczność? wątpię. co w takim razie wniesie dyktatura?

a plusów nie musicie przyznawać. one wyróżniają wiersz. w tym przypadku nie są przeciwieństwem minusów. ale oczywiście wolna wola

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



takie to podejrzanie belferskie, a mnie rzeczywiście nie po drodze z ocenami;
myślę że sam komentarz, akceptywny lub negatywny określa najlepiej opcje i wybory;
zresztą z przekonania jestem monarchistą - precz z demokracją!
J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



takie to podejrzanie belferskie, a mnie rzeczywiście nie po drodze z ocenami;
myślę że sam komentarz, akceptywny lub negatywny określa najlepiej opcje i wybory;
zresztą z przekonania jestem monarchistą - precz z demokracją!
J.S

He,he,he, a ja z przekonania jestem demokratką i wcale nie uważam , że pomysł z kulkami jest do niczego ;) Wychodzę jednak z założenia, że nim kliknie się na czerwone lub zielone , to należy zrobić to ze świadomością nie tylko emocjonalną ale i merytoryczną. I Wcale też nie twierdzę, że nie kliknę pewnego dnia na któryś z tych kolorów. Póki co, dokształcam się teoretycznie nie tylko czytając komentarze na orgu. Szperam w Internecie, poczytuje to i owo z dziedziny teorii literatury i weryfikuję to co mi się wydaje że wiem, z tym co naprawdę wiem. No bo np. "wiersz przeprosinowy". Treść jak dla mnie ok. Ale czy to jest wiersz ? Albo "Przewrót". Większość komentarzy do niego, zawiera zarzut przeładowania tematami. A mi się wydaje, że w nim jest jeden wątek. I tak dalej , i tak dalej. Reasumując, komentarze pod wierszami pisać będę. Ale dopóki nie zacznę dostrzegać więcej niż jasność przekazu i emocje zawarte w wierszu, nie czuję się kompetentna do korzystania z kulek. To wszystko ;) Niech żyje demokracja ! ;P
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Twoją solidarność ze mną , Jacku, uważam za bezsensowną manifestację na pochybel demokracji. Właśnie dlatego bywa ona taka jaka bywa bo kompetentni do brania w niej czynnego udziału, z jakiś tam dziwnych powodów, umywają tego udziału rączki ;( Chybaże była to jakaś , nieodczytana przeze mnie, złośliwość wobec mojego "ogłoszenia"...
Opublikowano

A już szczególnie bawi mnie autorka postu, która jak pamiętam kibicowała Hani i razem miały robić rewolucje (pomijam już wystąpienie w sprawie Kolegi wierszopisa, który też w Z utrzymać się nie może).
A jeżeli mam się nie krepować, to dodam, że to, iż Goya nie ma żadnej wiedzy merytorycznej wiedziałem od czasu jej pojawienia się tutaj. Dobrze, że wreszcie doszła do tego.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



I tu muszę się zgodzić z tęgimi umysłami (i nie mam w tym momencie Ciebie na myśli), że wiedza to nie wszystko. I że nie wszystkim jest intuicyjne podchodzenie do wielu spraw (i tu mam siebie na myśli). Tylko, że ja, w odróżnieniu do Ciebie zdaję sobie z tego sprawę i pracuję nad pogłębieniem tej wiedzy. Wycierasz sobie mną twarz po całym orgu. Insynuujesz wobec mnie bezpodstawne oskarżenia w różnych tematach. Myślę, że sam nie wierzysz w to co piszesz. Po prostu boisz się mnie, moich racji i mojego zdrowego rozsądku. Obrałeś sobie za punkt honoru byciem na orgu guru, nieomylnym i apodyktycznym przywódcą. A tu trach, przyszła jakaś tam Goya i nagle nie dość ,że się nie wymądrza to jeszcze inni , nie daj Boże, dostrzegą ,że w niektórych przypadkach ma rację. Może i znasz się merytorycznie na poezji ale Twoja ogólna zarozumialość z tego powodu, przypomina mi bardziej typowego ,w dzisiejszych czasach, szefa o którym nie mówi się pozytywnie. I chyba nie tylko ja mam takie skojarzenia. Ale ja się nie boję Ciebie i Twoich pokrętnych insynuacji.Ale szczerze mówiąc mam tego dość. Zwracam się tutaj do Admina z prośbą o wgląd w mój,tutejszy komunikator i stwierdzenie czy Twoje oskarżenia mają podstawy. Proszę też o reakcję Admina w kierunku PANA Krzywaka, który bez wyraźnych powodów , bez przerwy szykanuje moją osobę próbując degradować ją w oczach innych. I czy teraz rozumiesz ,PANIE Krzywak, dlaczego nie jesteś dla mnie autorytetem mimo posiadanej wiedzy ? Po prostu jest ona przykrywką dla Twoich prywatnych rozgrywek które nie mają nic wspólnego z tzw. dobrem orga. Proszę jeszcze , niech wpiszą się tutaj osoby, które uważają, że merytorycznie, nieprawidłowo oceniłam Wasze wiersze. To tyle. I nadal spokojnie przyglądam się sobie w lustrze.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



I tu muszę się zgodzić z tęgimi umysłami (i nie mam w tym momencie Ciebie na myśli), że wiedza to nie wszystko. I że nie wszystkim jest intuicyjne podchodzenie do wielu spraw (i tu mam siebie na myśli). Tylko, że ja, w odróżnieniu do Ciebie zdaję sobie z tego sprawę i pracuję nad pogłębieniem tej wiedzy. Wycierasz sobie mną twarz po całym orgu. Insynuujesz wobec mnie bezpodstawne oskarżenia w różnych tematach. Myślę, że sam nie wierzysz w to co piszesz. Po prostu boisz się mnie, moich racji i mojego zdrowego rozsądku. Obrałeś sobie za punkt honoru byciem na orgu guru, nieomylnym i apodyktycznym przywódcą. A tu trach, przyszła jakaś tam Goya i nagle nie dość ,że się nie wymądrza to jeszcze inni , nie daj Boże, dostrzegą ,że w niektórych przypadkach ma rację. Może i znasz się merytorycznie na poezji ale Twoja ogólna zarozumialość z tego powodu, przypomina mi bardziej typowego ,w dzisiejszych czasach, szefa o którym nie mówi się pozytywnie. I chyba nie tylko ja mam takie skojarzenia. Ale ja się nie boję Ciebie i Twoich pokrętnych insynuacji.Ale szczerze mówiąc mam tego dość. Zwracam się tutaj do Admina z prośbą o wgląd w mój,tutejszy komunikator i stwierdzenie czy Twoje oskarżenia mają podstawy. Proszę też o reakcję Admina w kierunku PANA Krzywaka, który bez wyraźnych powodów , bez przerwy szykanuje moją osobę próbując degradować ją w oczach innych. I czy teraz rozumiesz ,PANIE Krzywak, dlaczego nie jesteś dla mnie autorytetem mimo posiadanej wiedzy ? Po prostu jest ona przykrywką dla Twoich prywatnych rozgrywek które nie mają nic wspólnego z tzw. dobrem orga. Proszę jeszcze , niech wpiszą się tutaj osoby, które uważają, że merytorycznie, nieprawidłowo oceniłam Wasze wiersze. To tyle. I nadal spokojnie przyglądam się sobie w lustrze.

A ja Panią poprę. Pani bardzo często mnie popierała, broniła już kilku Poetów wydając się na rozstrzelanie przez tych, dla których wyrzucanie innych to przyjemność. Poezja jest dla wszystkich i tak ją nalezy traktować, a nie od widzimisię kogoś tam.
Pani jako Jedyna podjęła ten trud i ja jestem wdzięćzna. Szkoda, że pani plan zrzucania tych zarozumialców się nie powiódł, ale może to i dobrze, bo sprawiedliwość powinna być i działac sama.
U mnie też pod wierszem używają rynsztokowej mowy, i aż strach mi.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



I tu muszę się zgodzić z tęgimi umysłami (i nie mam w tym momencie Ciebie na myśli), że wiedza to nie wszystko. I że nie wszystkim jest intuicyjne podchodzenie do wielu spraw (i tu mam siebie na myśli). Tylko, że ja, w odróżnieniu do Ciebie zdaję sobie z tego sprawę i pracuję nad pogłębieniem tej wiedzy. Wycierasz sobie mną twarz po całym orgu. Insynuujesz wobec mnie bezpodstawne oskarżenia w różnych tematach. Myślę, że sam nie wierzysz w to co piszesz. Po prostu boisz się mnie, moich racji i mojego zdrowego rozsądku. Obrałeś sobie za punkt honoru byciem na orgu guru, nieomylnym i apodyktycznym przywódcą. A tu trach, przyszła jakaś tam Goya i nagle nie dość ,że się nie wymądrza to jeszcze inni , nie daj Boże, dostrzegą ,że w niektórych przypadkach ma rację. Może i znasz się merytorycznie na poezji ale Twoja ogólna zarozumialość z tego powodu, przypomina mi bardziej typowego ,w dzisiejszych czasach, szefa o którym nie mówi się pozytywnie. I chyba nie tylko ja mam takie skojarzenia. Ale ja się nie boję Ciebie i Twoich pokrętnych insynuacji.Ale szczerze mówiąc mam tego dość. Zwracam się tutaj do Admina z prośbą o wgląd w mój,tutejszy komunikator i stwierdzenie czy Twoje oskarżenia mają podstawy. Proszę też o reakcję Admina w kierunku PANA Krzywaka, który bez wyraźnych powodów , bez przerwy szykanuje moją osobę próbując degradować ją w oczach innych. I czy teraz rozumiesz ,PANIE Krzywak, dlaczego nie jesteś dla mnie autorytetem mimo posiadanej wiedzy ? Po prostu jest ona przykrywką dla Twoich prywatnych rozgrywek które nie mają nic wspólnego z tzw. dobrem orga. Proszę jeszcze , niech wpiszą się tutaj osoby, które uważają, że merytorycznie, nieprawidłowo oceniłam Wasze wiersze. To tyle. I nadal spokojnie przyglądam się sobie w lustrze.

I właśnie tutaj jest problem braku konsekwentnej moderacji, która powinna podjąc pewne środki (np. ostrzeżenie) za:
- kłamstwo
- kłamstwo
-kłamstwo
- obrażanie
Dlaczego?
ad1 - to pani przy wątku Janusza P. wspomniała, że My się nie znamy na poezji (za to samo chce pani wyrzucić mnie)
ad2 - to pani wpisywała Hani, jak to się Nas pozbędziecie
ad3 - to pani uprawia tutaj pokrętne insunuacje, bo:
- to jest forum publiczne, w dodatku literackie, jak już pani ogłasza się na forum, mam prawo mieć osąd co do jakiejś wypowiedzi
- pani prywatne sprawy nie są tutaj żadnym argumentem, to niech sobie pani zostawi w domu
- wydała pani 5 wierszy, które nazwałem knotami, i tego nie wycofuje, bo to knoty
ad4 - i obrażanie - jak widzę, pani doskonale potrafi wyzywać, z tą różnicą, że pani robi to na gruncie osobistym, ja na gruncie forumowym
dlatego może pani prośba nie zostanie wysłuchana (szczególnie, że wycinacie całe tematy i teraz trudno się tutaj odszukać żeby przytoczyć jakąś konkretną waszą wypowiedź.), że nie ma pani kompletnie racji.

Reasumując - oczywiście, że się boje, ale właśnie takiego oszukiwania publiczności w zamian za poklask, którego raczej pani nie otrzyma. Na razie tyle, bo każde pani zdanie ma na tyle bezsensu i jadu, że ciężko mi to ogarnąć - jakby troszeczkę mniej emocji, a więcej logiki, byłoby prościej i przejrzyściej. Oczywiście nie współczuje, bo nie ma czego. Nie ja się tutaj ośmieszam.
Opublikowano

O, mam kilka:


Ech poeci-wierszokleci, może i umiecie władać słowem i piórem własnym, ale kiedy czyta się Wasze komentarze, to tracicie wiarygodność piękna Waszej duszy... Pozostaje jedynie piękno opakowania Czesiowego cukierka..


I nie przeciągając tej odpowiedzi, proponuję byś sam sobie "domyślił" co chciałam napisać dalej ;) Mam nadzieję,że nie jest to dla Ciebie zbyt trudne (chyba ,że się mylę, wszak jestem tylko człowiekim...). He,he,he, ech, poeci(?).

Reszty tłumaczyć nie będę bo mało inteligentni i tak nie zrozumieją a inteligentni doskonale wiedzą o co chodzi i mogą się z tym jedynie zgodzić bądź nie.


Pozdrawiam serdecznie i głowa do góry, na pewno jesteście najwybitniejszymi polskimi poetami i zaiste, bezwarunkowo macie prawo do takich zachowań, jakie fundujecie innym użytkownikom , ( nie jestem pewna czy napisałam to co naprawdę myślę ale jestem pewna ,że Wam się to na pewno spodoba ;P…).
„PS.
Agresja, w każdej formie, tym bardziej zbiorowa,
bez względu na misyjne czucie agresora,
jest karalna. Zgłoszenie takich zachowań jest
jak najbardziej właściwym zachowaniem ludzi,
którzy w dzisiejszych, czasach, potrafią jeszcze za
reagować na akt przemocy wobec innych.
Agresja w Internecie, jest karalna tożsamo
jak agresja poza Siecią. Tak ku przestrodze.”


I co ???

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



chcesz tak rzecz ująć - Twoja sprawa;
ale to niekonsekwentne w stosunku do tego, co masz okazję zaobserwować w moich komentarzach - nikogo nie zagłaskuję, a wszelkie potknięcia dostrzeżone przeze mnie punktuję i wytykam;
natomiast zabawa w klikanie przypomina mi niestety bardziej personalną politykę, i tyle w tym demokratycznego zachodu a efekty mocno spóźnione;
mając wizję dyktatora podkreślam właśnie indywidualną odpowiedzialnść, jednostkową, dotyczącą decyzji o natychmiastowym usuwaniu zakalców literackich z Z-ki;
i gdyby padło na mnie by tę rolę dyktatora pełnić - zdziwiłbyś się bardzo - kogo by ten strach dotknął...Z-ka opustoszałaby w 50%, w tym i moje co poniektóre musiałyby zmienić szufladkę;
a nie mam wątpliwości - że i Ty byłbyś równie mało pobłażliwy, a nawet nadgorliwy;
w dążeniu oczywiście do perfekcyjnego pełnienia swojej roli strażnika Poezji Wysokich Lotów;
pozdrawiam!
J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



chcesz tak rzecz ująć - Twoja sprawa;
ale to niekonsekwentne w stosunku do tego, co masz okazję zaobserwować w moich komentarzach - nikogo nie zagłaskuję, a wszelkie potknięcia dostrzeżone przeze mnie punktuję i wytykam;
natomiast zabawa w klikanie przypomina mi niestety bardziej personalną politykę, i tyle w tym demokratycznego zachodu a efekty mocno spóźnione;
mając wizję dyktatora podkreślam właśnie indywidualną odpowiedzialnść, jednostkową, dotyczącą decyzji o natychmiastowym usuwaniu zakalców literackich z Z-ki;
i gdyby padło na mnie by tę rolę dyktatora pełnić - zdziwiłbyś się bardzo - kogo by ten strach dotknął...Z-ka opustoszałaby w 50%, w tym i moje co poniektóre musiałyby zmienić szufladkę;
a nie mam wątpliwości - że i Ty byłbyś równie mało pobłażliwy, a nawet nadgorliwy;
w dążeniu oczywiście do perfekcyjnego pełnienia swojej roli strażnika Poezji Wysokich Lotów;
pozdrawiam!
J.S

To nie jest kwestia komentarzy, a paniki, która się tutaj wdarła. Popatrz, co proponuje ta pani i pod czym się podpisujesz (pomijam już kwestie moralne które są tutaj fundamentem, czyli typowa chęć stworzenia sztucznej zadym ). Bo pisanie, że się nie potrafi samemu zdecydować to ,wybacz, ale to jest samobój.
Zresztą ja tą panią zaczynam powoli traktować jako kolejną prowokacje - wypisuje jakieś manifesty, potem nie odpisuje, wreszcie wielkimi (dużymi) literami wręcz krzyczy - nie będę klikać w "kuleczki", a za 10 minut klika. Dlatego takie "dyskusje" w tym momencie uważam za porażkę. To jest przeczenie samemu sobie.
Wreszcie - panika jest bezpodstawna - bo popatrz - ani wiersze średnie nie zlatują (bo głosy się mieszają), ani klika kilku osób nie zrzuca wszystkich w dół (jeżeli i tutaj mam być szczery, to 3 wierchoły wygrzebałem z dalekiej przeszłości by kuknąć, jak to działa, ale stwierdziłem, że to głupota).
Dlatego - to, co mamy tutaj (ten temat) i to, co powyżej (temat stokrotek), to zwykłe mieszanie i to mieszanie tych, co za bardzo poradzić sobie nie potrafią z sobą.

A co do personalnej polityki - jak na razie statystyki przeczą temu, no, chyba że uznamy, że kolejna prowokacja (Hania) i usuwanie jej wierszy (hi hi) to tylko przez to, że nikt jej nie lubi i pójdziemy tym tropem. Przynajmniej się ruszyło, a gusta i honor każdy ma własny i niech nim się kieruje, a nie zwalaniem winy na "kuleczki".
Zresztą masz przykład - Goya wywaliła taki wpis, że pierwsze wrażenie moderatora to: "co ten Krzywak taki wstrętny, wywalam go" i nie miałbym czasu znaleźć kilka postów tej "dobrej" kobiety dbającej o dobro orga. A znalazłbym jeszcze kilka, szkoda, że pewne tematy/wiersze zostały usunięte.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...