Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Nowe zasady w Z


Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 93
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

A ja zachęcam głosować zgodnie z duchem własnego widzi-mi-się :)

System sprawdzi się jeżeli Wasza aktywność będzie odpowiednia.

Szkoda, że sam nie mogę głosować :/ (nie mam 10 wierszy w Z).

a.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zobaczymy. Pani Marianna ma 47 wierszy, reszta po 0 lub dwa. Czuje tutaj zazdrość do prawdziwych Poetek. Ja mam 2 a będę miała też 50, bo to Pani Marianna będzie decydiować z prawem do głosu. Wy nie.
pani Marianna jest jedna i może oddać jeden głos na konkretny wiersz (prawda, angello, prawda?).
poza tym to początek jej końca. zapłoną stosy.
niektórych wierszy nie jestem w stanie przeczytać lub przetrawić, jak myślisz: dlaczego?
poza tym...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


pani Marianna jest jedna i może oddać jeden głos na konkretny wiersz (prawda, angello, prawda?).
poza tym to początek jej końca. zapłoną stosy.
niektórych wierszy nie jestem w stanie przeczytać lub przetrawić, jak myślisz: dlaczego?
poza tym...
wolałabym, żebyś niektórych wierszy nie była w stanie napisać
poza tym...
Opublikowano

Będzie dobrze. Jeżeli pochód grafo zostanie zatrzymany i Ci, którzy mają po 10 wpisów poświęcą trochę czasu na odpowiednią segregacje, wtedy te słabsze wiersze zostaną usunięte, a zostaną Ci, którzy na to zasługują. Już dzisiaj wynik jest imponujący, a to dopiero początek. Troszeczkę martwię się, że poważnych głosów (12 osób) na początek zabraknie, ale to dopiero początek.
Ja kibicuje i pomagam - wpisuje się tak, jak nie doszły moderator - krótko, ale z nastawieniem na kuleczki.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


niektórych wierszy nie jestem w stanie przeczytać lub przetrawić, jak myślisz: dlaczego?
poza tym...
wolałabym, żebyś niektórych wierszy nie była w stanie napisać
poza tym...
po sygnaturce to poznaję, że mamy- Olesiu- inne poglądy również co do podejścia mężczyzny do kobiety...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wolałabym, żebyś niektórych wierszy nie była w stanie napisać
poza tym...
po sygnaturce to poznaję, że mamy- Olesiu- inne poglądy również co do podejścia mężczyzny do kobiety...
że też potrafimy "tak pięknie się różnić":)

zbacza pani z tematu. bye Zetko!
Opublikowano

Jak dobrze rozumiem 24 osoby są potrzebne by wiersz wyróżnić, a 12, by wyrzucić.
Proszę mi znaleźć wiersz, pod którym komentowało 24 użytkowników, to pogratuluję.
12 się pewnie uda znaleźć - ale też nie łatwo. Dodatkowym utrudnieniem jest posiadanie 10 wierszy w dziale Z, by móc głosować.

Ustalenie takich reguł na mój mały rozum spowoduje:

- zapychanie działu Z śmieciem (spora część osób przecie będzie chcieć posiąść prawo głosu)
*jasne, że "śmieci" można tępić ale:
- wątpliwe, że się w jednym momencie zmobilizuje 12 uprawnionych do głosowania osób i przywali 12 minusów
*nim to nastąpi - dany wiersz poleży w dziale Z dobry tydzień (efekt ten sam co teraz)
- po czasie cała sytuacja zbuduję mobilizację, być może zajadli obrońcy poezji bęą męczyć leniwą resztę uprawnionych do głosu, z czasem może dojść do działań w grupie - powstaną kasty składające się z 12 uprawnionych do głosowania osób
* to przecież da władzę nad działem Z

----------------------

obym się mylił

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jest to prawdopodobne, ale wątpię w jakąkolwiek jedność 12 osób. 3 osoby to maks ;)
A co ma spaść, to spadnie.
Ale teraz każdy ponosi ryzyko i to jest najlepsze w tym rozwiązaniu.
Będzie dobrze.
Opublikowano

U mnie jest podobnie, jak u Kaliny - wiersz wylądował w P. Może tam właśnie jest jego miejsce. :) Ale nie o tym chcę pisać. Skoro wprowadzono nowe zasady w Z, to może i z P pokombinować. Publikują tam autorzy, którzy są na zdecydowanie wysokim poziomie - może i w P wprowadzić punkty? Jeżeli zbierze się ich odpowiednią ilość, utwór wyląduje w Z.
Co wy na to?
Tak sobie dywaguję. ;)

Słońca!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Chodzi mi jedynie o to, że w końcu zaczyna się coś dziać, jest wersja testowa i jeszcze wszystko mozna dopracować, więc nie rozumiem tego protestu. Nie będzie moderatora? I dobrze. A sarkazm w wypowiedzi bezeta zupełnie niepotrzebny. Jeżeli system sie nie sprawdzi, to będzie coś innego.
Jeszcze raz pytam kto tym "zainteresowanym" zabraniał publikacji w Zetce? Ja ryzykuję, bo zdaję sobie sprawę z tego, że piszę jako tako, ale bez fajerwerków, ale kieruję się tym, że w Zetce moje teksty mogą być zjechane bez litości i to w jakis sposób mi pomoże. Nie obrażam się na ogólny poziom tego działu, tylko robię swoje. Tekst wyleci? Nie ma problemu. Czego baliście się do tej pory?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wcale nie jest takie najgorsze a nawet warte dobrego haiku :) Wiele z tych "plusowanych"
jest gorszych, a na dodatek fuu!.. wtórnych i mało oryginalnych.
Najlepiej oddaje to jeden z wpisów poniżej fotografii:

acik napisał(a) dnia 2008-05-26 08:54:26:
cały miot żmii nie żałował minusikow
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



odeszła --
w oknie odżyła
paprotka


Podoba mi się na tym zdjęciu to, że kwiat zwraca się w stronę pomieszczenia.
Proszę zauważyć, że cień pada w tym samym kierunku, w którym pną się liście
i pochyla cały pień. A przecież powinno być na odwrót, czyli roślina powinna piąć się
do światła. Fotografia symbolizuje tym samym gwałtowny zwrot bo wiadomo,
że tylko siła zewnętrzna mogła przekręcić roślinę tak, aby po jakimś czasie doszła do siebie (pionu).
Opublikowano

Dajmy szansę nowym zasadom. Dopiero po jakimś czasie będzie można stwierdzić co zmienić, dodać czy usunąć.

a.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ad. 2
A nie wpadłeś na myśl, że mogą być na portalu użytkownicy - czytelnicy. Jeżeli ktoś nie napisał 10 wierszy na poziomie np. (...tu wstaw odpowiedni nick...), bo nie umiał albo nie chciał (pisać - publikować) - to znaczy, że jest użytkownikiem kategorii B?
ad. 1
Widzę, ze masz nieopanowaną potrzebę używania mojego imienia-nicku - mogę Ci ewentualnie wydrukować i podesłać rolkę papieru ze stosownym nadrukiem.
pzdr. b
PS. źle odczytujesz: to nie płacz, lecz zwykłe, ludzkie wkurwienie. ;)
Opublikowano

Pan Bogdan ma racje. Z doświadczenia wiem, że jednak sporo osób tylko czytuje poezję - nie pisząc jej. Po drugie - w zasadzie ten kto pisze, raczej nie ma czasu na czytanie i ocenianie. To takie paradoksalne, błędne kółeczko warunku posiadania 10 wierszy w dziale Z, by móc mieć prawo głosu. Nowy system jest dziurawy jak ser szwajcarski. W tym przypadku system demokratyczny się nie sprawdzi. Albo oligarchia albo anarchia. Zresztą ten kto pisze wiersze dla przyjemności ma daleko w tyle syf na orgu. Problem mają jacyś maniacy/ekstremiści/pedanci, którym się marzą utopie. Jeśli chcecie czystości - wskażcie tyrana. Raczej nie da się zachować wolności i porządku w środowisku barbarzyńców - a tak by tu chciano.

kłaniam się

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przecież o tej propozycji złego słowa nie powiedziałem, więc można uznać, że nie jestem przeciwny takiej zmianie.

A wpadłem na pomysł, ale doszedłem do wniosku, że na początek lepiej tak, niż wcale. To wersja testowa, więc należy ją testować i zgłaszać uwagi.
Co do papieru, to powstrzymam się od komentarza ze względu na wzgląd.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...