Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Nowe zasady w Z


Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 93
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Bardzo nie podoba mi się ten pomysł. Własne gryzmolenie traktuję jedynie jako hobby i zabawę i nie zależy mi, żeby tam głosować. Ale na poziomie Z-ki tak - zależy mi.

A co z innymi? Bo okazuje się, że ci, którzy zachowali umiar i zdrowy rozsądek, bo mają dystans do własnych „produkcji” stoją teraz na straconej pozycji, wobec tych, którzy wepchnęli się na Zetkę wbrew wszystkim i wszystkiemu. Zapobiegliwość i bezczelność przeciwstawiona skromności i rozsądkowi miałyby w tym wypadku nienależnie przyznany bonus. Za co, za łokcie? :))

To podobnie jak w ZUS-ie. W tym roku będą walić tłumy po renty, bo już zapowiedziano, że w przyszłym będą niższe. :)
Żartowałem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


mylisz się. właśnie teraz będziesz wypadać z większym hukiem, a w dodatku szybciej niż myślisz. co dalej - dzięki temu nigdy nie będziesz miała 10 wierszy w Z i nigdy nie zagłosujesz na podobne swoim gnioty:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


mylisz się. właśnie teraz będziesz wypadać z większym hukiem, a w dodatku szybciej niż myślisz. co dalej - dzięki temu nigdy nie będziesz miała 10 wierszy w Z i nigdy nie zagłosujesz na podobne swoim gnioty:)

Zobaczymy. Pani Marianna ma 47 wierszy, reszta po 0 lub dwa. Czuje tutaj zazdrość do prawdziwych Poetek. Ja mam 2 a będę miała też 50, bo to Pani Marianna będzie decydiować z prawem do głosu. Wy nie.
Opublikowano

Demokracja - jaka jest - każdy widzi. Ale mimo wszystko, dobrze, że coś zostało zrobione. Podoba mi się nawet ten pomysł, mimo że nie będę raczej miał okazji w najbliższym czasie uzyskać prawa wyborczego. Swoją drogą to dość dziwna konstrukcja, w której prawo wyborcze czynne jest pochodną biernego. Zazwyczaj jest odwrotnie (wybaczcie mi moje małe prawnicze zboczenie, tylko talki żart ;))

Nie czepiajmy się. Zaczekajmy na naprawienie usterki w skrypcie i zobaczymy, jak będzie działać.

Pozdrawiam,
Drax

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


mylisz się. właśnie teraz będziesz wypadać z większym hukiem, a w dodatku szybciej niż myślisz. co dalej - dzięki temu nigdy nie będziesz miała 10 wierszy w Z i nigdy nie zagłosujesz na podobne swoim gnioty:)

Zobaczymy. Pani Marianna ma 47 wierszy, reszta po 0 lub dwa. Czuje tutaj zazdrość do prawdziwych Poetek. Ja mam 2 a będę miała też 50, bo to Pani Marianna będzie decydiować z prawem do głosu. Wy nie.
pani Marianna jest jedna i może oddać jeden głos na konkretny wiersz (prawda, angello, prawda?).
poza tym to początek jej końca. zapłoną stosy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zobaczymy. Pani Marianna ma 47 wierszy, reszta po 0 lub dwa. Czuje tutaj zazdrość do prawdziwych Poetek. Ja mam 2 a będę miała też 50, bo to Pani Marianna będzie decydiować z prawem do głosu. Wy nie.
pani Marianna jest jedna i może oddać jeden głos na konkretny wiersz (prawda, angello, prawda?).
poza tym to początek jej końca. zapłoną stosy.

Zobaczymy. Wszyscy kto nas krytykuje nie ma dorobku artystycznego 0 - 2 wiersze i tyle. A Benedykt i Pani Marianna mają dużo i sprawiedliwość nareszcie zatriumfuje.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


pani Marianna jest jedna i może oddać jeden głos na konkretny wiersz (prawda, angello, prawda?).
poza tym to początek jej końca. zapłoną stosy.

Zobaczymy. Wszyscy kto nas krytykuje nie ma dorobku artystycznego 0 - 2 wiersze i tyle. A Benedykt i Pani Marianna mają dużo i sprawiedliwość nareszcie zatriumfuje.
jak długo można się tak wygłupiać?
nie nudzi się to Panu?
Opublikowano

Jak widzicie wystarczy jeden mały błąd, aby coś, nad czym pracowało się kilka godzin, może nie działać jak przewidziałem :)

Poprawiłem aplikację i przesunąłem z powrotem do Z, wiersze, które znalazły się w P po oddaniu zaledwie jednego głosu ... i to na +.

Nie zdziwię się jak będzie więcej błędów, które wyjdą dopiero z czasem. Będą usuwane, proszę o cierpliwość.

a.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Gratuluję Andrzeju,
świetnie to wymyślone; mechanizm cepa albo plebiscytu jedynki - słowem: hit. Można było jeszcze podpiąć pod to sms-y z opłatami np. na Pajacyka.
Proponuję dodawanie punktów (np. serduszek - to takie poetyckie) za udział w głosowaniu - kto będzie dużo głosował dostanie premię: publikację wiersza w Z poza limitem!
A co? - idźmy na całość.
W tej chwili radość powszechna ogarnia portal (cyt. wyż.).
Ja milknę - w końcu taka jest rola wykluczonego; nie spełniam niewygórowanego limitu publikacji 10 tekstów w Z, i wcale mi z tego powodu nie żal, aż się sam sobie dziwię. ;)
W końcu - pytam siebie: co cię to wszystko obchodzi? Masz gościu swoje sprawy? To idź.
A tu niech króluje marketing, target i Prawdziwa Poezja.
pzdr. b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Gratuluję Andrzeju,
świetnie to wymyślone; mechanizm cepa albo plebiscytu jedynki - słowem: hit. Można było jeszcze podpiąć pod to sms-y z opłatami np. na Pajacyka.
Proponuję dodawanie punktów (np. serduszek - to takie poetyckie) za udział w głosowaniu - kto będzie dużo głosował dostanie premię: publikację wiersza w Z poza limitem!
A co? - idźmy na całość.
W tej chwili radość powszechna ogarnia portal (cyt. wyż.).
Ja milknę - w końcu taka jest rola wykluczonego; nie spełniam niewygórowanego limitu publikacji 10 tekstów w Z, i wcale mi z tego powodu nie żal, aż się sam sobie dziwię. ;)
W końcu - pytam siebie: co cię to wszystko obchodzi? Masz gościu swoje sprawy? To idź.
A tu niech króluje marketing, target i Prawdziwa Poezja.
pzdr. b
właśnie, wiedziałam, że takie głosy też będą.
dodaj wiersze - 2 miesiące i będziesz mógł głosować.

oceniać nadal możesz bez przyznawania punktów, serduszek i słoneczek (przecież to cię tak mierzi). więc o co chodzi?

co do cyt.: Hania się cieszy, a to przecież jej koniec. kto na nią zagłosuje na plus? (nie licząć Maryjanny?). przecież ta dziewczynka szybciutko wyleci.

Angello - świetny pomysł!!!! mimo, że nie możemy głosować;p
Opublikowano

Jeżeli kogoś interesuje jak podobny system sprawdza się "w akcji" na innym moim serwisie to zapraszam, na przykład:

www.fotoik.pl/index.php?akcja=poczekalnia&ak=pokaz&id=26789

lub (lista zdjęć, które otrzymały najniższe noty):
www.fotoik.pl/?akcja=poczekalnia_propozycje&strona=639

Zdjęcie, które otrzymało najwięcej minusów:
www.fotoik.pl/?akcja=poczekalnia&ak=pokaz&id=38086

a.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ja nie powiem, że świetny, wolę poczekać na efekty i zobaczyć jak się sprawdzi tutaj

zawsze to coś

też nie mogę głosować, a co więcej - nie mam szans na spełnienie warunku, bo do tego trzeba coś napisać:D sytuacja tragiczna
Opublikowano

a ja chcę podzękować Bogdanowi, bo gdyby nie konkursy zonedowe, to niemiałbym tych dziesięciu w zetce, a tak to może coś mój głos wniesie podczas wybielaniu zębów,

co by uśmiech pojawił się na twarzy
tych którym się zetka
z prawdziwego zdarzenia marzy

pozdrawiam

Opublikowano

No pewnie. Ktoś zrobił nie tak, jak Bogdan chciał i jest hałas. I zawsze będzie. Zawsze będzie źle, niesprawiedliwie, do dupy i tak dalej. Zmieni się tylko zestaw protestujących.
Zobaczymy, czy ten system się sprawdzi.
A co do umieszczania wierszy w Z... czy ktoś zabraniał komukolwiek? Ile razy był wałkowany temat, że niektórzy powinni publikować w Z, ale nie. "Artystyczna" dusza się buntowała. W imię czego? Konsekwencje swoich decyzji musimy ponosić sami, więc po co ten płacz?

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...