Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 56
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ilość wierszy, a tym bardziej wystawionych przez autora komentarzy,
nie zawsze świadczy o poziomie jego poezji,

Wiem. Chodzi tu raczej o to, aby psotników/recydywistów/prowokatorów tam nie wpuszczać. Bo robią zamieszanie. Będzie to ograniczenie dla wszystkich zbanowanych, którzy założyli sobie nowe konto i chcą siać chaos. Myślę, że to dobra bariera, bo przejdzie im chęć na żarty zanim będą mogli wkleić to i owo.

Potem może wstawić. Jeśli wiersz nie będzie gniotem, ale nie będzie również super-hiper - dostanie ostrzejszą krytykę.

Pozdrawiam.
Opublikowano

przeczytałam jeno motyw przewodni ;)
na resztę już nie mam czasu ani ochoty
w kwestii Zonedki jestem za każdą rozsądną propozycją - tzn za taką która ma szanse na realizację
zgadzam się z Herbertem, czasem warto poświęcić odrobinę wolności, chociażby po to aby nie zamieniła się w warcholską sobiepańskość,
więcej niż jedna osoba to już społeczność ;) a w społeczeństwie - czyli w stadzie muszą istnieć jasne reguły, zwierzątka radzą sobie z tym doskonale,
ciekawe, że homo-ątkom przychodzi to z trudem ;)

powodzenia (również w imieniu szachrajki ;)

:))

Opublikowano

Zostałem przywołany do głosu - zatem go (wy)daję ;)
Na początek refleksja - sytuacja jest na tyle tragiczna, że dochodzi do pewnej skrajności - chęci powołania urzędnika, cenzora - czyli moderatora. Taka sytuacja nie bierze się z powietrza, ja też chce moderatora, większość chce, czyli to, co się dzieje w Z normalne nie jest. To, że akurat Bogdan strzelił we mnie i zrobił się z tego powód do dalszej dyskusji - z jednej strony jest imponujące, z drugiej - to straszliwy kłopot (Bogdan był, pewnie wie :). Dlatego na pewne insynuacje typu - "Krzywak się garnie" nawet mi się nie chce odpowiadać, na kolejne tezy typu - "Krzywak faszysta" tym bardziej (jakby ktoś pogrzebał trochę wiedziałby dlaczego ;)
Reasumując - odpisałem Bogdanowi "tak" bo doszedłem do wniosku, że jak ma się znowu na gadaninie kończyć, zwalając z jednego na drugiego (sam chciałem to zepchnąć) to znowu zostaniemy z niczym. I oto cała geneza mego "chciejstwa".
A co ja bym zrobił (hipotetycznie) - żadnych autorytarnych rządów, żadnego wcinania się w dyskusje, banowania za kłótnie, przekleństwa itp. rzeczy. Od tego jest regulamin i tutaj Administrator działa. Nie widzę też sensu przestawiania z działu D do Z. Każdy ma wolną wolę, każdy sobie wkleja gdzie mu wygodnie, a już chyba najbardziej uciążliwą kwestią byłoby ocenianie czemu ten wiersz jest lepszy od tego, a tamten od tamtego. Byłby straszliwy bigos.
Liczba komentarzy - nie wypali, Hania miała po 1000 czytań i 77 wpisów.
Zaczynanie od D - nie ma też sensu, nie jesteśmy w armii armii, żeby tworzyć jakąś sztuczną i niepotrzebną falę. Ktoś potrafi pisać, to pisze. Poeta nie powinien być "kotem".
Dlatego zostaje jedyne i najprostsze (a zarazem najskuteczniejsze) rozwiązanie - jedno delikatne narzędzie pozwalające usunąć gniota z Z. I o ile wiersz dobry od "dobrzejszego" rozróżnić jest trudno, tak mega gniota - nie. Bo praktycznie te mega nieuleczalne gnioty (czyli wiersze osób, które namolnie je tutaj wklejają) wywołały tą burze.
I mam wrażenie, że wpisy komentujących też pomogą (zresztą umówmy się - dział Z nie ma aż takiego natłoku, żeby sobie rady z tym nie dać). Dlatego wracamy do źródła - jak działać, to działać. Oczywiście rozmawiamy o okresie próbnym, dlatego też nie widzę powodów do strachu, Jak ktoś się tutaj skompromituje, to tylko jedna osoba (czyli ja :)))

Opublikowano

Ok, zostawmy kwestię liczby komentarzy/wierszy w dziale dla początkujących i przenoszenia wierszy do działu Z. Skreślamy, tego nie ma. Ponieważ moderator ma za zadanie tylko usuwać gnioty z zetki, a nie osądzać wiersze.

Rozumiem, że Pan Krzywak chce być moderatorem? Zgadza się na to?

Robię listę [w razie czego proszę mnie poprawiać ;p]

Osoby na tak:

- Rachel Grass
- amerrozzo
- Tali Maciej
- vacker flickan
- adolf
- Pancolek
- Marusia aganiok
- Pansy
- IN
- pchła szachrajka
- M. Krzywak
- Wojtek Bezdomny
- Emu Rouge
- no i ja, heh ;p

Ciężko powiedzieć [proszę o zdanie. Z uwzględnieniem obecnych postanowień]:

- Mirosław Serocki
- Drax
- wounded nurse
- Joanna Soroka
- BlackSoul

Na razie tyle. Pozdr.

Opublikowano

nie chcę ale muszę - Rafale ja też jestem za Panem Krzywakiem - proszę nie zapominać, że to właśnie ja zgłosiłem Jego kandydaturę jako pierwszy. Mówię całkowicie poważnie - porozmawiałem z amerrozzo trochę i zgadzam się ostatecznie co do całej sprawy.

kłaniam się

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To ja też się zgodzę na tę kandydaturę, pod warunkiem, że Pan Krzywak będzie sumienny i obiektywny w tym co robi, bez uprzedzeń personalnych, w końcu nie jestem oportunistą i nie będę stawał okoniem.
Opublikowano

Nadal mam mieszane uczucia. Może i rację ma imć Krzywak, odpierając moje zarzuty parę wpisów wyżej... Po jego reakcji nie jestem w stanie osądzić, czy aby nie pozuje (byłaby to bardzo ładna poza tak się sprawdzająca już od czasów Oktawiana Augusta, a może i dawniejszych) - Bez urazy, mości Krzywak, wszyscy wiemy, jacy ludzie bywają... ;)

Jednego Waści odmówić nie można: piszesz rozsądnie. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak dać WMci szansę. Popieram inicjatywę w całej rozciągłości.

Prosząc raz jeszcze, by się imć Krzywak nie obrażał, ani nie uznawał, że stawiam mu jakieś zarzuty, bo tego czynić nie śmiem (na razie przynajmniej ;)),
pozdrawiam,
Drax

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To ja też się zgodzę na tę kandydaturę, pod warunkiem, że Pan Krzywak będzie sumienny i obiektywny w tym co robi, bez uprzedzeń personalnych, w końcu nie jestem oportunistą i nie będę stawał okoniem.
jest późno i przez chwilę myślałem, że to mnie się coś pomyliło; ale słowniki mówią, że jednak nie...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


propozycja naganna:
ten 'kod' źle się kojarzy, przy wzmożonej częstotliwości może być odebrany jako sugestia
"źle" - tego rodzaju wartościowanie nie ma tutaj znaczenia - ważne, by kojarzył się prawidłowo;
a analogia jest piękna: bezużyteczne chwasty zarastają grządki i przeszkadzają urosnąć pożytecznym, smacznym, pożywnym, a czasem nawet pięknym roślinkom

czyli: wyrywać!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ja nie mogę się zgodzić,
(bombardował moje wiersze nadmiernie byle- jakimi argumentami...)
to znaczy: NIE
ja proponuję, by Krzywaka i maryjannę wykreślić spośród głosujących - Krzywak i tak ma głos decydujący, bo jak się wypnie, to nici z moderacji

a maryjanna jest "osobiście zainteresowana", można powiedzieć, że zachodzi tutaj konflikt interesów, gdyż ma ona świadomość tego, że zostanie natychmiast "odstrzelona", czy też "wyrwana", jeśli już trzymać się przyjętej metaforyki

zaraz, zaraz: Krzywak wyrwie maryjannę... nie, nie, nawet ja widzę, że przegiąłem;p

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...