Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jak dla mnie cała obecna sytuacja to jedna wielka prowokacja, której się wszyscy dajemy, bo:

1) Nawet gdyby rzecozna Hania K była tylko Hanią K to po co te kłótnie, to sztuczne wbijanie się w kłótnie, pod wiersze i pisanie: "poezja musi byc piekna, bo jak nie to nie poezja" Oczywiście każdy ma porawo do własnego zdania, ale powtarzanie w każdym wątku swego zadniato troce sztuczne i męczące, szczególnie że foruym to przecież nie miejsce na kłótnie. *(a pani Hania sama chce się rozwijać)

2) Sztuczność sytuacji. Na Zetce pisaywało i pisuje wiele nieodpowiednich osób, nie miusże pisac kto (nawet keidyś i ja tam moje kupy zostawiałem) ale jakoś tak drapieżnego ataku połączonego z falą bezkrytycznego spojrzenia na swoje wiersze to już nie bło chyba dawno: osoba nawet nie chce spróbować pisać, a na komentarze reaguje dziwnie: ja też się wkurząłem, ale prowadzenie krucjaty - to już chore

3) zbieranie sojuszników: to brzmi śmiesznie, ale pani Hania chyba celowo pisze odpowiednim osobom pod wierszami i to jeszcze tkaie komentarze

WNIOSEkl

PANI HANIU jeżeli to nie jest prowokacja to proponuję zakończenie krucjaty i nawet nie reagowanie na komentarze tylko publikwoanie: to forum jest dla każdego i tyle, ale krucjata to rzecz śmiesza

ps.

4) niezauważania ironi, aluzj

pozdr

Opublikowano

Dlatego mój pomysł o tym, żeby do Z dopuszczać osoby powyżej pewnego konta wpisów był bardzo dobry. Wtedy unikałoby się podobnych sytuacji.
Co do oskarżeń - nikogo nie chcę oskarżać, też pisałem, żeby wiersze Hani usuwać, nie usunięto, nie moja już brożka.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pewnie tak. Zresztą komentarze pod wierszami strach już dawać, bo a nuż będą nieprzychylne? Ja nie komentuje, dopóki nie będzie moderatora, który nie usunie tych KUP z działu Z. Koniec i kropka.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pewnie tak. Zresztą komentarze pod wierszami strach już dawać, bo a nuż będą nieprzychylne? Ja nie komentuje, dopóki nie będzie moderatora, który nie usunie tych KUP z działu Z. Koniec i kropka.
Komentuj w P :]
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pewnie tak. Zresztą komentarze pod wierszami strach już dawać, bo a nuż będą nieprzychylne? Ja nie komentuje, dopóki nie będzie moderatora, który nie usunie tych KUP z działu Z. Koniec i kropka.
Komentuj w P :]

Komentuje, ale na razie chwilka przerwy. Dużo się działo, teraz dzieje, zobaczymy, co z tego wyjdzie, a wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie bardzo dobrze.
Opublikowano

Albo zrobić tak, jak w "Szafie" dopuszczane są wiersze do druku, tzn. 5-7 osób wpisuje sąd pod wierszem (osoby, które dużo się udzielają) i piszą krótko - "tak", "nie". Przewaga "nie" i wiersz zlatuje dział niżej. (oczywiście zachwycać się mogą godzinami, ale szkoda tracić czas pod kupami).

Albo ten kontrowersyjny moderator - ale nie z pełnią boskiej władzy (specjalnie z małej), a z rozsądkiem. Wiadomo, że uzna się go za naziola w pewnych kręgach, no, ale cóż zrobić.

Bo to nie jest problem Hani (nawet jeżeli to prowokacja, to nie różni się zbytnio od nieprowokacyjnych recydywistów) a problem bezradności.

I od razu uprzedzam - TAK, gniota od wiersza rozróżnić MOŻNA.

Opublikowano

Ludzie, błagam. A czy nie można po prostu zignorować pewnych nicków, o których wiecie, że ich czytać nie warto? Czy nie byłoby prościej i nam wszystkim lepiej? Może zostanę uznany za kolejnego obrońcę gniotów, ale trudno. Już naprawdę włos się na głowie jeży, jak się patrzy na dziesiąty z kolei wątek o tym samym :/

Dlatego - moja rada - dajcie sobie z nimi spokój. Nie warto sobie głowy zawracać. Jak pisał Jacek Kaczmarski:
"Zły? Być może. Dobry? A czemu?
Nie tak wiele znów pychy we mnie.
Dajcie żyć po swojemu, grzesznemu,
A i świętym żyć będzie przyjemniej.
"

Pozdrawia Was
Nieco zażenowany
Drax :/

P.S. Chyba że może komuś radość sprawiają same dywagacje i wyrzygiwanie swoich smutków (a może kompleksów?) przed publicznością...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To jest tak - forum dyskusyjne, które oscyluje wokół spraw związanych z samym forum, jest chyba najlepszym z takich miejsc (no, chyba że uznamy, że każdy wpis to w jakiś sposób leczenie kompleksów. No, ale nieważne), gdzie takie rzeczy się załatwia. A i tak są to merytoryczne rzeczy, w odróżnieniu od całkiem innych, łagodnie pisząc, mniej merytorycznych wątków.
Ja czytałem pańskie wypowiedzi (wpis pod moim utworem też, bardzo dobry i bardzo konkretny, pech chciał, że akurat w moim tygodniu wyjazdowym i nie mogłem odpowiedzieć jak należy) i całkiem popieram pańską idee. Tylko problem jest taki - załóżmy, że siądzie pan i przez dwie godziny napisze recenzje, godną, fachową i zostanie pan (że tak napisze brutalnie) olany, albo, co też się zdarza - zwyzywany. Zacznie pan zatem wpisywać się ludziom, których pan ceni (np. za merytorycznośc dyskusji) wtedy zostanie pan opluty za tworzenie TWA, albo inne, gorsze rzeczy. Wreszcie straci pan cierpliwość, bo zauważy, że wyzywają ci, którzy piszą najgorzej, najmniej mają do powiedzenia, za to potrafią tworzyć wielkie teorie spiskowe (oczywiście to jest cykliczne, ponieważ na początkach wielu z nas tak miało). a najgorsze w tym jest to, że w jakiś sposób zostało się uzależnionym od zielonego (koloru, rzecz jasna) i nie bardzo chce się go zmieniać. Zaczynają się boje, walki, mordobicia, padają bany, dostaje się bana, odchodzi się, potem wraca i zaczyna od nowa. Kilkanaście konstruktywnych komentarzy, gdzie na 7 na "nie" zostaje się zwyzywanym, podejrzanym o TWA i znowu - przepychanki, walki, bany. I tutaj ma pan racje - to jest nudne, dokładnie tak jak nudna i zła może być poezja, której się pisze: "nie".
Druga kwestia - nie zawracanie sobie głowy to zielone światło dla parady gniotów. Sęk w tym, że jest tutaj pewien podział, gdzie w szyldzie działu Z jest wyraźnie napisane - "każda krytyka (oczywiście dotycząca tekstu) jest dozwolona. Dlatego ja osobiście się nie przejmuje jękami tych, którzy jakikolwiek wpis dostali. Sam wstawiał, sam wybierał (a jak wiemy wolność człowieka to decyzja), więc na dobrą sprawę kilka wątków w tym dziale dotyczących kultury komentarzy jest bez sensu. Załóżmy utopijną wersje zdarzeń (zresztą bliską pańskim myślom), że w dziale Z są same dobre wiersze (albo przynajmniej średnie) - automatycznie wzrasta poziom dyskusji. Bo, proszę pana - nie spotkałem się z tym, żeby stado wilków bez jakiejkolwiek przyczyny atakowało jakiś wiersz (obojętnie z jakiego działu). To, że większość czytelników wpisuje negatywną recenzje nie jest powodem do refleksji autora, tylko oczywistym faktem (dla niego), że jest atakowany, niszczony, mordowany, topiony. Pod ten jęk podpina się kilku adoratorów, zresztą też pokrzywdzonych i zaczyna się wojna. Dla nas - stracony czas, bo można by wpisać z dwa komentarzy, z drugiej strony - bez tych wojen to forum przestałoby istnieć. Tolerowanie gniotów=odejściu tych, którzy znają się na rzeczy. Nikt w gnojówce siedział nie będzie i wśród ściekowiska wyławiał to, co warte przeczytania.
I trzecia kwestia - tak, to forum (mimo, że internetowe) w jakiś sposób kreuje życie artystyczne. W jaki sposób? A w taki, że nasi Autorzy wydali, lub wydadzą tomik, prozę, mają audycje w radio, występują na scenach, nazwiskami/nickami nie sypię, bo po co. Czyli - są to ludzie, którzy będą budować (lub nawet już budują) naszą epokę. I to jest poziom forum, a nie miejsce lirycznego wyżalania się i jękolenia. Dlatego - jak się komuś nie podoba, niech sobie idzie gdzieś, gdzie "podoba się" to norma, a "kupa" to mit. Jak ktoś założył, że dla miernoty (literackiej) miejsca tutaj nie ma - to nie będzie. I nic mnie nie wzruszają kolejne wątki pokrzywdzonych i załamanych, zgnębionych, zrozpaczonych itp.
Opublikowano

Drax ma rację, prosta sprawa, najlepsza metoda na takich ludzi to ich ignorować. Co do poziomu w Z, to też po prostu można ignorować tandetne wiersze. Szczerze dziwię się niektórym, bo jak tam czasem zaglądam i widzę tę radosną twórczość to mi się zbiera, wiecie na co, ale żeby to komentować? Kłócić się z taką Hanią czy inna Zosią? Przecież w ten sposób daje się tylko dowód na to, że taka kicha jest godna lektury i poświęcenia czasu na komentarz.

Odnośnie tego, co mówi Pan Krzywak, że to zielone światło dla parady gniotów - to można rozwiązać: wystarczy, żeby była zasada, że wiersz w dziale Z musi otrzymać minimum 10 komentarzy w ciągu, powiedzmy, tygodnia (nie licząc komentów samego autora) inaczej wylatuje...

Opublikowano

I jak nie dostanie komentarzy to wszyscy będą mieć skargi o to, że nie powiedzieliśmy nawet co w wierszu jest nie tak.

Poza tym: grafomani komentują grafomanów i grafomani dla grafomanów pisać będą.

Takie rzeczy się zdarzają - przychodzi Benedykt /slawomir zeromski?/ i pod wierszem marianny pisze, że mu się bardzo podoba. Za niedługo kolejna osoba się zaloguje, co nie ma pojęcia o poezji i również wpisze, że mu się podoba. I tak pleśń się rozrasta. A potem jęków i kwęków będzie niemało, bo nikt z tym nic nie zrobił zawczasu. Wolę dmuchać na zimne.

Sytuacja jest również taka, że przychodzi Hania K. [już wszyscy wiemy, że to prowokacja] i sprawdza nas. Tak, sprawdza. Bo w aktualnym stanie rzeczy to widać, jak sobie z forum nie potrafimy poradzić.

A taka bierność wydaje mi się niezwykle polska - lepiej od czasu do czasu ponarzekać, niż raz a dobrze coś ustanowić i się tego trzymać. Powiem, że komuś, kto chce cokolwiek na lepsze zmienić to nie jest łatwo wśród takich leniuchów ;)

Nie wiem jak Wy, ja mam zamiar działać.

Opublikowano

Dzięki, mości Jasiu, za poparcie. ;) Co do pomysłu z komentarzami... Jest to jakaś opcja. Kiepska, ale obawiam się, że to może być jak z demokracją: lepszej jeszce nikt nie wymyślił... ;)

Mości Krzywak, już chyba rozumiem, skąd różnica zdań między nami. Otóż Waszmość jesteś ideowcem, a Twoją ideą (jak najbardziej szczytną, żeby nie było wątpliwości) jest naprawa forum. Rozumiem i chylę czoła (proszę nie uznawać tego framentu a ironiczny, bynajmniej nie taki jest mój zamiar).

Napisałeś Waść:
[quote]Załóżmy utopijną wersje zdarzeń (zresztą bliską pańskim myślom), że w dziale Z są same dobre wiersze (albo przynajmniej średnie)


Czy jest to bliskie moim myślom? Prędzej marzeniom. Bo, jak sam Waszmość przyznajesz, to jest walka z wiatrakami. Być może poniższe słowa zgorzkniałego starca nie przystoją dwudziestolatkowi, ale co zrobić? Taki jest mój pogląd, że w walki o utopie nie ma co się wdawać (może za dużo swego czasu się naczytałem o marksizmie? Kto wie? ;)).

Piszesz, Waszmość, że ignorując pewnych autorów zostanę oskarżony o tworzenie TWA i tępienie prawdzwej sztuki (jesli przejdzie koncept imci Jasia Złego ;)). Ja WMci nie napiszę, gdzię będę mieć takie oskarżenia, sądzę, że domyślasz się bez mojej pomocy w tym względzie. I może faktycznie szkoda, że dział Z (właściwie to czy ktoś mógłby wytłumaczyć mi, dlaczego "Z", skoro nazywa się "Poezja współczesna"??) zaleje fala ściekowa. Ale nie możesz, WM, nie widzieć, że tak się dzieje mimo starań Twoich i innych osób, więc czy nie prościej uznać bezsensowność walki i, nie mogąc mieć wszstkiego, mieć przynajmniej święty spokój?

Omawiane przez nas zjawiska wynikają właśnie z istoty tego forum, a ściślej rzecz biorąc - z istoty Internetu. Jako medium dostępne masom, powoduje normalną rzeczy koleją, że masy tu przychodzą i - może dla podbdowania własnego poczucia wartości, a może dla innych pobudek - publikują tu swoje iście masowe dzieła. I tak będzie zawsze, natura nie znosi próżni. Nawet jeżeli jakimś cudem pozbędziecie się stąd kiepskich wierszydeł i ich autorów, to przyjdą nowi i będzie się to powtarzać tak długo, jak długo to forum jest otwarte dla wszystkich...

Stąd proponuję po prostu, dla świętego spokoju pogodzić się z nieuniknionym i poświęcić wysiłki walce o idee które mają jakiekolwiek perspektywy relizacji.

Pozdrawiam serdecznie (bo czasem naprawdę mi żal, że nie chce mi się być takim, jak Waszmość),
Drax

P.S. O, dwóch ichomściów pisało równocześnie ze mną i nie zauważyłem ;p Juz się odnoszę:

Mości Leniar, powtórzę tylko pytanie imci Flickana: cóż zamierzasz uczynić? Zgodzę się, że bierność zabija. I wiesz co? Jeśli przedstawisz mi sensowny plan działania, to chętnie go wesprę. Ja niestety nie wyobrażam sobie jednak (z przyczyn przytoczonych powyżej) żeby cokolwiek dało się zrobić...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...