Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jak dla mnie cała obecna sytuacja to jedna wielka prowokacja, której się wszyscy dajemy, bo:

1) Nawet gdyby rzecozna Hania K była tylko Hanią K to po co te kłótnie, to sztuczne wbijanie się w kłótnie, pod wiersze i pisanie: "poezja musi byc piekna, bo jak nie to nie poezja" Oczywiście każdy ma porawo do własnego zdania, ale powtarzanie w każdym wątku swego zadniato troce sztuczne i męczące, szczególnie że foruym to przecież nie miejsce na kłótnie. *(a pani Hania sama chce się rozwijać)

2) Sztuczność sytuacji. Na Zetce pisaywało i pisuje wiele nieodpowiednich osób, nie miusże pisac kto (nawet keidyś i ja tam moje kupy zostawiałem) ale jakoś tak drapieżnego ataku połączonego z falą bezkrytycznego spojrzenia na swoje wiersze to już nie bło chyba dawno: osoba nawet nie chce spróbować pisać, a na komentarze reaguje dziwnie: ja też się wkurząłem, ale prowadzenie krucjaty - to już chore

3) zbieranie sojuszników: to brzmi śmiesznie, ale pani Hania chyba celowo pisze odpowiednim osobom pod wierszami i to jeszcze tkaie komentarze

WNIOSEkl

PANI HANIU jeżeli to nie jest prowokacja to proponuję zakończenie krucjaty i nawet nie reagowanie na komentarze tylko publikwoanie: to forum jest dla każdego i tyle, ale krucjata to rzecz śmiesza

ps.

4) niezauważania ironi, aluzj

pozdr

Opublikowano

Dlatego mój pomysł o tym, żeby do Z dopuszczać osoby powyżej pewnego konta wpisów był bardzo dobry. Wtedy unikałoby się podobnych sytuacji.
Co do oskarżeń - nikogo nie chcę oskarżać, też pisałem, żeby wiersze Hani usuwać, nie usunięto, nie moja już brożka.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pewnie tak. Zresztą komentarze pod wierszami strach już dawać, bo a nuż będą nieprzychylne? Ja nie komentuje, dopóki nie będzie moderatora, który nie usunie tych KUP z działu Z. Koniec i kropka.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pewnie tak. Zresztą komentarze pod wierszami strach już dawać, bo a nuż będą nieprzychylne? Ja nie komentuje, dopóki nie będzie moderatora, który nie usunie tych KUP z działu Z. Koniec i kropka.
Komentuj w P :]
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pewnie tak. Zresztą komentarze pod wierszami strach już dawać, bo a nuż będą nieprzychylne? Ja nie komentuje, dopóki nie będzie moderatora, który nie usunie tych KUP z działu Z. Koniec i kropka.
Komentuj w P :]

Komentuje, ale na razie chwilka przerwy. Dużo się działo, teraz dzieje, zobaczymy, co z tego wyjdzie, a wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że będzie bardzo dobrze.
Opublikowano

Albo zrobić tak, jak w "Szafie" dopuszczane są wiersze do druku, tzn. 5-7 osób wpisuje sąd pod wierszem (osoby, które dużo się udzielają) i piszą krótko - "tak", "nie". Przewaga "nie" i wiersz zlatuje dział niżej. (oczywiście zachwycać się mogą godzinami, ale szkoda tracić czas pod kupami).

Albo ten kontrowersyjny moderator - ale nie z pełnią boskiej władzy (specjalnie z małej), a z rozsądkiem. Wiadomo, że uzna się go za naziola w pewnych kręgach, no, ale cóż zrobić.

Bo to nie jest problem Hani (nawet jeżeli to prowokacja, to nie różni się zbytnio od nieprowokacyjnych recydywistów) a problem bezradności.

I od razu uprzedzam - TAK, gniota od wiersza rozróżnić MOŻNA.

Opublikowano

Ludzie, błagam. A czy nie można po prostu zignorować pewnych nicków, o których wiecie, że ich czytać nie warto? Czy nie byłoby prościej i nam wszystkim lepiej? Może zostanę uznany za kolejnego obrońcę gniotów, ale trudno. Już naprawdę włos się na głowie jeży, jak się patrzy na dziesiąty z kolei wątek o tym samym :/

Dlatego - moja rada - dajcie sobie z nimi spokój. Nie warto sobie głowy zawracać. Jak pisał Jacek Kaczmarski:
"Zły? Być może. Dobry? A czemu?
Nie tak wiele znów pychy we mnie.
Dajcie żyć po swojemu, grzesznemu,
A i świętym żyć będzie przyjemniej.
"

Pozdrawia Was
Nieco zażenowany
Drax :/

P.S. Chyba że może komuś radość sprawiają same dywagacje i wyrzygiwanie swoich smutków (a może kompleksów?) przed publicznością...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



To jest tak - forum dyskusyjne, które oscyluje wokół spraw związanych z samym forum, jest chyba najlepszym z takich miejsc (no, chyba że uznamy, że każdy wpis to w jakiś sposób leczenie kompleksów. No, ale nieważne), gdzie takie rzeczy się załatwia. A i tak są to merytoryczne rzeczy, w odróżnieniu od całkiem innych, łagodnie pisząc, mniej merytorycznych wątków.
Ja czytałem pańskie wypowiedzi (wpis pod moim utworem też, bardzo dobry i bardzo konkretny, pech chciał, że akurat w moim tygodniu wyjazdowym i nie mogłem odpowiedzieć jak należy) i całkiem popieram pańską idee. Tylko problem jest taki - załóżmy, że siądzie pan i przez dwie godziny napisze recenzje, godną, fachową i zostanie pan (że tak napisze brutalnie) olany, albo, co też się zdarza - zwyzywany. Zacznie pan zatem wpisywać się ludziom, których pan ceni (np. za merytorycznośc dyskusji) wtedy zostanie pan opluty za tworzenie TWA, albo inne, gorsze rzeczy. Wreszcie straci pan cierpliwość, bo zauważy, że wyzywają ci, którzy piszą najgorzej, najmniej mają do powiedzenia, za to potrafią tworzyć wielkie teorie spiskowe (oczywiście to jest cykliczne, ponieważ na początkach wielu z nas tak miało). a najgorsze w tym jest to, że w jakiś sposób zostało się uzależnionym od zielonego (koloru, rzecz jasna) i nie bardzo chce się go zmieniać. Zaczynają się boje, walki, mordobicia, padają bany, dostaje się bana, odchodzi się, potem wraca i zaczyna od nowa. Kilkanaście konstruktywnych komentarzy, gdzie na 7 na "nie" zostaje się zwyzywanym, podejrzanym o TWA i znowu - przepychanki, walki, bany. I tutaj ma pan racje - to jest nudne, dokładnie tak jak nudna i zła może być poezja, której się pisze: "nie".
Druga kwestia - nie zawracanie sobie głowy to zielone światło dla parady gniotów. Sęk w tym, że jest tutaj pewien podział, gdzie w szyldzie działu Z jest wyraźnie napisane - "każda krytyka (oczywiście dotycząca tekstu) jest dozwolona. Dlatego ja osobiście się nie przejmuje jękami tych, którzy jakikolwiek wpis dostali. Sam wstawiał, sam wybierał (a jak wiemy wolność człowieka to decyzja), więc na dobrą sprawę kilka wątków w tym dziale dotyczących kultury komentarzy jest bez sensu. Załóżmy utopijną wersje zdarzeń (zresztą bliską pańskim myślom), że w dziale Z są same dobre wiersze (albo przynajmniej średnie) - automatycznie wzrasta poziom dyskusji. Bo, proszę pana - nie spotkałem się z tym, żeby stado wilków bez jakiejkolwiek przyczyny atakowało jakiś wiersz (obojętnie z jakiego działu). To, że większość czytelników wpisuje negatywną recenzje nie jest powodem do refleksji autora, tylko oczywistym faktem (dla niego), że jest atakowany, niszczony, mordowany, topiony. Pod ten jęk podpina się kilku adoratorów, zresztą też pokrzywdzonych i zaczyna się wojna. Dla nas - stracony czas, bo można by wpisać z dwa komentarzy, z drugiej strony - bez tych wojen to forum przestałoby istnieć. Tolerowanie gniotów=odejściu tych, którzy znają się na rzeczy. Nikt w gnojówce siedział nie będzie i wśród ściekowiska wyławiał to, co warte przeczytania.
I trzecia kwestia - tak, to forum (mimo, że internetowe) w jakiś sposób kreuje życie artystyczne. W jaki sposób? A w taki, że nasi Autorzy wydali, lub wydadzą tomik, prozę, mają audycje w radio, występują na scenach, nazwiskami/nickami nie sypię, bo po co. Czyli - są to ludzie, którzy będą budować (lub nawet już budują) naszą epokę. I to jest poziom forum, a nie miejsce lirycznego wyżalania się i jękolenia. Dlatego - jak się komuś nie podoba, niech sobie idzie gdzieś, gdzie "podoba się" to norma, a "kupa" to mit. Jak ktoś założył, że dla miernoty (literackiej) miejsca tutaj nie ma - to nie będzie. I nic mnie nie wzruszają kolejne wątki pokrzywdzonych i załamanych, zgnębionych, zrozpaczonych itp.
Opublikowano

Drax ma rację, prosta sprawa, najlepsza metoda na takich ludzi to ich ignorować. Co do poziomu w Z, to też po prostu można ignorować tandetne wiersze. Szczerze dziwię się niektórym, bo jak tam czasem zaglądam i widzę tę radosną twórczość to mi się zbiera, wiecie na co, ale żeby to komentować? Kłócić się z taką Hanią czy inna Zosią? Przecież w ten sposób daje się tylko dowód na to, że taka kicha jest godna lektury i poświęcenia czasu na komentarz.

Odnośnie tego, co mówi Pan Krzywak, że to zielone światło dla parady gniotów - to można rozwiązać: wystarczy, żeby była zasada, że wiersz w dziale Z musi otrzymać minimum 10 komentarzy w ciągu, powiedzmy, tygodnia (nie licząc komentów samego autora) inaczej wylatuje...

Opublikowano

I jak nie dostanie komentarzy to wszyscy będą mieć skargi o to, że nie powiedzieliśmy nawet co w wierszu jest nie tak.

Poza tym: grafomani komentują grafomanów i grafomani dla grafomanów pisać będą.

Takie rzeczy się zdarzają - przychodzi Benedykt /slawomir zeromski?/ i pod wierszem marianny pisze, że mu się bardzo podoba. Za niedługo kolejna osoba się zaloguje, co nie ma pojęcia o poezji i również wpisze, że mu się podoba. I tak pleśń się rozrasta. A potem jęków i kwęków będzie niemało, bo nikt z tym nic nie zrobił zawczasu. Wolę dmuchać na zimne.

Sytuacja jest również taka, że przychodzi Hania K. [już wszyscy wiemy, że to prowokacja] i sprawdza nas. Tak, sprawdza. Bo w aktualnym stanie rzeczy to widać, jak sobie z forum nie potrafimy poradzić.

A taka bierność wydaje mi się niezwykle polska - lepiej od czasu do czasu ponarzekać, niż raz a dobrze coś ustanowić i się tego trzymać. Powiem, że komuś, kto chce cokolwiek na lepsze zmienić to nie jest łatwo wśród takich leniuchów ;)

Nie wiem jak Wy, ja mam zamiar działać.

Opublikowano

Dzięki, mości Jasiu, za poparcie. ;) Co do pomysłu z komentarzami... Jest to jakaś opcja. Kiepska, ale obawiam się, że to może być jak z demokracją: lepszej jeszce nikt nie wymyślił... ;)

Mości Krzywak, już chyba rozumiem, skąd różnica zdań między nami. Otóż Waszmość jesteś ideowcem, a Twoją ideą (jak najbardziej szczytną, żeby nie było wątpliwości) jest naprawa forum. Rozumiem i chylę czoła (proszę nie uznawać tego framentu a ironiczny, bynajmniej nie taki jest mój zamiar).

Napisałeś Waść:
[quote]Załóżmy utopijną wersje zdarzeń (zresztą bliską pańskim myślom), że w dziale Z są same dobre wiersze (albo przynajmniej średnie)


Czy jest to bliskie moim myślom? Prędzej marzeniom. Bo, jak sam Waszmość przyznajesz, to jest walka z wiatrakami. Być może poniższe słowa zgorzkniałego starca nie przystoją dwudziestolatkowi, ale co zrobić? Taki jest mój pogląd, że w walki o utopie nie ma co się wdawać (może za dużo swego czasu się naczytałem o marksizmie? Kto wie? ;)).

Piszesz, Waszmość, że ignorując pewnych autorów zostanę oskarżony o tworzenie TWA i tępienie prawdzwej sztuki (jesli przejdzie koncept imci Jasia Złego ;)). Ja WMci nie napiszę, gdzię będę mieć takie oskarżenia, sądzę, że domyślasz się bez mojej pomocy w tym względzie. I może faktycznie szkoda, że dział Z (właściwie to czy ktoś mógłby wytłumaczyć mi, dlaczego "Z", skoro nazywa się "Poezja współczesna"??) zaleje fala ściekowa. Ale nie możesz, WM, nie widzieć, że tak się dzieje mimo starań Twoich i innych osób, więc czy nie prościej uznać bezsensowność walki i, nie mogąc mieć wszstkiego, mieć przynajmniej święty spokój?

Omawiane przez nas zjawiska wynikają właśnie z istoty tego forum, a ściślej rzecz biorąc - z istoty Internetu. Jako medium dostępne masom, powoduje normalną rzeczy koleją, że masy tu przychodzą i - może dla podbdowania własnego poczucia wartości, a może dla innych pobudek - publikują tu swoje iście masowe dzieła. I tak będzie zawsze, natura nie znosi próżni. Nawet jeżeli jakimś cudem pozbędziecie się stąd kiepskich wierszydeł i ich autorów, to przyjdą nowi i będzie się to powtarzać tak długo, jak długo to forum jest otwarte dla wszystkich...

Stąd proponuję po prostu, dla świętego spokoju pogodzić się z nieuniknionym i poświęcić wysiłki walce o idee które mają jakiekolwiek perspektywy relizacji.

Pozdrawiam serdecznie (bo czasem naprawdę mi żal, że nie chce mi się być takim, jak Waszmość),
Drax

P.S. O, dwóch ichomściów pisało równocześnie ze mną i nie zauważyłem ;p Juz się odnoszę:

Mości Leniar, powtórzę tylko pytanie imci Flickana: cóż zamierzasz uczynić? Zgodzę się, że bierność zabija. I wiesz co? Jeśli przedstawisz mi sensowny plan działania, to chętnie go wesprę. Ja niestety nie wyobrażam sobie jednak (z przyczyn przytoczonych powyżej) żeby cokolwiek dało się zrobić...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • 1    Wróciła do domu około dwudziestej drugiej. Była wykończona. Zrzuciła z siebie przemoknięty płaszcz, odkładając go na wieszak. Schowała parasol do kosza. Zniknęła za drzwiami sypialni, unikając tym rozmowy ze swoją młodszą siostrą, Florencją.   Objęła i przycisnęła do twarzy poduszkę. Wypuściła z siebie powietrze. Wpatrywała się w zdjęcie, oprawione w ramkę, wykonane z jasnego dębu. Fotografia przedstawiała Anna jako dziecko, stojącą obok mężczyzny w podeszłym wieku. Ania uciekła spojrzeniem w poduszkę. Przez godzinę próbowała zasnąć. W końcu się jej udało. Poczuła ulgę. Przez jej ciało przepłynęło hormony szczęścia.  Nastąpił kolejny dzień. Promienia rozświetliły twarz kobiety. Zrzuciła kołdrę z siebie. Upadła kawałkiem na podłogę. Poczuła delikatne zimno po swoich nogach. Wydała z siebie syknięcie, spowodowane bólem w stopach. Natknęła się na igłę, którą stosowała do szycia sobie ran.   – Flora, przynieś mi bandaż z łazienki! – zawołała.   Siostra przybiegła z pretensjami, ale szybko przeprosiła jak ujrzała ranę na stopie siostry. Podniosła ręce w geście przepraszającym i przyniosła ze sobą starą apteczkę, jeszcze zakupioną za życia taty.  – Przepraszam. – Wydusiła z siebie. Florencja zdezynfekowała ranę, następnie owinęła stopę.  – Nie masz za co przepraszać. To nie twoja wina, że natknęłam się tą igłę. To z mojej winy się skaleczyłam. Nie bądź jak nasza matka.  – Nie wciągaj w to mamy – parsknęła z poirytowaniem.  Anna zignorowała foch siostry. Podziękowała jej i obwieściła jej, że musi iść do lokalnej przychodni, w której od niedawna zaczęła pracę. Nie pałała sympatią do tego miejsca, ale na lepsze nie mogła liczyć. Szczególnie w tych czasach. Chciałaby komuś się zwierzyć z własnych problemów, wątpliwości lub nawet z marzeń, ale nie może zaufać byle komu, nawet rodzonej siostrze. Florencja zgadzała się na wszystko co kazał robić jej ojciec. W pewnym sensie fascynowała ją przemoc, a ta która teraz wszechobecnie panuje jej nie przeszkadza. Potrafiłaby na mnie donieść, tylko po to aby poczuć chwilową satysfakcję.   – Nienawidzę jej. – Pomyślała, gdy wreszcie wyszła na ulicę. Podążyła wolnym krokiem po chodniku w kierunku obiektu jej pracy. Po drodze spotkała paru bezdomnych, którzy narzucali się, aby kupić flaszkę alkoholu.   – Co za porąbany świat. – Mówiła do siebie, gdy mijała kolejną osobę, żyjącą na ulicy. Nie cierpiała tego widoku. Z jednej strony im współczuła, ale z drugiej to nie rozumiała jak można doprowadzić siebie do ruiny.  Przekroczyła próg przechodni. Przywitała się z pacjentami, stojącymi pod jej gabinetem. Wzięła klucz od pani recepcjonistki i podążyła do pokoju lekarskiego. W duchu skomentowała brud panujący w ośrodku. Odpuściła sobie proszenie pielęgniarek, aby posprzątały w jej gabinecie. Poprosiła pacjenta do środka. Rozpoczęła tym swój rutynowy dzień. – Sezon na grypę, co? – Zagaiła pacjentka. – Tak, pani Joli. Zrobię odsłuch. Poproszę panią, żeby rozpięła bluzkę. – Ja to niedługo będę miała syna lekarza. Chyba wspominałam o tym poprzednim  razem, prawda? – ględziła, zdejmując ubranie. – To gratulacje – powiedziała, przykładając stetoskop do piersi kobiety. – Nie ma pani  zapalenia płuc. Musi pani tylko pić ciepłą herbatę z miodem i do tego wyleżeć w łóżku, a choroba sama odejdzie. To wszystko, poprosić kolejnego pacjenta. – Usiadła na krześle obrotowym za biurkiem. Popisała co nie co na kartce, którą oddała pani Jolancie. Po niej nikt nie wszedł do gabinetu. To oznaczało jedno. Koniec dnia. Została papierkowa robota i można będzie wracać do domu.  Anna wyszła do recepcji, aby poprosić pielęgniarkę, żeby jej nie przeszkadzała,  potem wróciła do swoich zajęć. Przejrzała wyniki badań środowiskowego pijaka, które przyniosła jego żona. Ma prawdopodobnie problemy z sercem. Anna wykręciła numer do kobiety i poinformowała ją, żeby mąż wybrał się do kardiologa. Następnie zadzwoniła do matki Józefa. Chłopak może mieć anemię. Poleciła jej wykonanie dodatkowych badań, aby się upewnić. W taki sposób dzień pracy upłynął błagalnie. Kobieta pożegnała się z personelem  przychodni i wróciła do domu. Przywitał ją pustka w domu.  – Jezu, ona znów gdzieś chodzi po nocy. Ile razy mam jej powtarzać jak jej  zachowanie jest skrajnie nieodpowiedzialne i niebezpieczne! – pomyślała. Sprawdziła łazienkę dla pewności. Siostra w przeszłości wielbiła się w ukrywaniu się przed nią. Nie było jej na sto procent. Anna nie była skora do dzwonienia do niej. Podgrzała sobie zupę z wczoraj. Usiadła przy stole, a przed posiłkiem pomodliła się do Boga. Podziękowała mu za życie i przystąpiła do konsumpcji rosołu. Zasnęła około dwudziestej trzeciej. Nie zarejestrowała przez całą noc powrotu siostry. Nad rankiem Florencja nie wróciła do mieszkania. Anna powoli zaczynała się martwić, przejawiało się to przez nadgorliwe obgryzanie paznokci. Nie pałała ogromną sympatią do siostry, ale wciąż była jej rodzoną siostrą. Wzięła do ręki telefon, leżący wcześniej na blacie w kuchni. Wybrała numer  Florencji. Nie odebrała za ani drugim razem ani za piątym. Ścisnął jej żołądek jak nigdy w życiu. Zaczęła krzątać po całym mieszkaniu, zdając się szukać siostry, pomimo świadomości bezsensowności tej aktywności. Wparowała do pokoju siostry. Był jak najbardziej w porządku. To nie było normalne w przypadku Flory. Ona uwielbiała syf w sypialni. Nazywała to artystycznym nieporządkiem. – Coś się stało… jasna cholera! – pomyślała na głos. Nie myślała za dużo. Zarzuciła  na siebie kurtkę i wybiegła z domu w celu odnalezienia siostry. Pomyślała o parku do którego lubiła chodzić za dziecka. Gdy tam się znalazła, ujrzała ją, ale nie w takim stanie, który by chciała. Florencja leżała za krzakiem. Cała obita. Zniszczone ubrania. Brak torebki przy sobie. Anna podeszła do dziewczyny powoli i ostrożnie. Uklękła przy niej i sprawdziła puls i oddech. Nie żyła.    
    • Sprzedał hodowca węży spod Pienin prawie wszystkie ostatniej jesieni. Ale jeden wąż jest u niego wciąż. To ten, którego ma w swej kieszeni.
    • Wszyscy mamy, ale tylko niektóre się później łączą, a i tak nie wiemy które, bo jak z teorii chaosu gdzieś zatrzepie skrzydłami motyl, to burza będzie, ale nie wiemy, czy w Warszawie, czy w Nowym Jorku. Pozdrawiam
    • Bardzo ciekawy ten wiersz Iwonko. Bo nawet "wszyscy mamy" też ma brzmienie emancypacyjne" i w zasadzie ładnie i bliskie mi  bardzo wytłumaczenie, ale jednocześnie Absolutnie nie.  Ponieważ dziś chcą nam świat urządzić dla osób, które identyfikują się tak lub tak, i gdyby nie dopadło tego szaleństwo, byłaby to piękna bajeczka. Wierzyć w Boga to nie to samo co wierzyć w osobę  Ale wiersz jest bardzo udany wg mnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

          (Dlatego nie wszyscy).
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...