Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 68
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


a gdzie Pan dostrzegł watek "poprawmy poezję"
Panie Krzywak, daj Pan się nam trochę powyrzynać, Pan już swoje popyskował, nam się też coś należy od forum, daj Pan pożyć - nam też się kiedyś znudzi:D

co do grafomanii ma Pan rację, ja np nie daję sobie z tym rady, jak komuś powiem, że napisał gniota to mnie oskarża, ze go nie lubie i dlatego tak napisałam - to rodzi we mnie frustrację:)
pozdrawiam

PS
jestem za poprawą Z na lepsze, ale nie wiem jak, to się nie odzywałam

Zgoda, pozwalam :)
A jak już zostaną zakopane topory zaczynamy porządną współprace. Mnie bardziej boli, gdy na trupach rozkwitają pączki grafomańskiej poezji niż to, że te trupy padają.
Ja już wolę, by była ta elita o której tak głoszą, niż jej nie było wcale.
Opublikowano

Czy tu zawsze musi jeden dureń ciągnąć drugiego za głowę? Nie boję się tego powiedzieć - Pan Krzywak, to ma niezłą jazdę - proszę bardzo: "jak już zostaną zakopane topory zaczynamy porządną współprace". Potrzeba wam jeszcze ofiary, która zbetonuje wspólną ideą. I dalej: "Ja już wolę, by była ta elita o której tak głoszą, niż jej nie było wcale". Toż to wariackie okrzyki, których w dziwny sposób się brzydzę. Mi się tu nic nie wydaję. Mnie to nie śmieszy a nawet jest mi żal, że nikt nie wyciąga wniosków. Panie Krzywak - niech się Pan opamięta i nie robi ideologii z idej. A już myślałem, że Pan coś zobaczył. Chyba nie tylko wredność jest wrodzona.

kłaniam się

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jesteś typowym przykładem czlowieka, który nigdy się nie zmienia. Myślałem, że wyciągnąłeś wnioski z ostatniej afery, którą zrobiłeś wokół swojej osoby (dodam, że niezbyt korzystnie na tym wyszedłeś).
Po aferze widziałem gdzieś w dziale Pe twój wpis, w którym wyraziłeś skruchę i to, że masz nadzieję, że nikt już nie pamięta ostatniego zamieszania. Normalnie - można dać się nabrać na twoje słowa. Fałszywa skrucha. Przykład w tym wątku: M. Krzywak mówi, że nie będzie z tobą toczył przepychanek słownych, twoja odpowiedź: "zmądrzałeś - pogratulować". Wychodzi na to, że niby ty zawsze taki mądry i w ogóle?
Ale dobra, na tę zaczepkę M. Krzywak nie odpowiedział i ja też bym się nie czepiał, ale komentarz, który cytuję jest przesadą.

Pierwsze zdanie: "Czy tu zawsze musi jeden dureń ciągnąć drugiego za głowę?". Po co ciskać takie słowa, jeśli nie po to, żeby rozpętać burzę??? Wszyscyśmy durnie?

Nie wiem, co dziwnego widzisz w pierwszych cytowanych slowach M. Krzywaka? Jak tu brać na serio twoje oświadczenie o skrusze, kiedy jak nic ciągnie cię, żeby rozpętać kolejną potyczkę slowną z M. Krzywakiem?? Nie mogłeś sobie darowac tego wpisu, zwłaszcza że przyczepiłeś się tych słów M. Krzywaka, do których nie powinieneś mieć zastrzeżeń.

Po raz drugi ci to mówię: nie czepiam się ciebie dla samego czepiania. okazuję ci tylko twoją dwulicowość. Poza tym mam nadzieję, że nikt więcej nie będzie musiał na twoje bezsensowne wpisy latać rękami po klawiaturze.
Opublikowano

Nie sposób odnieść się do każdej wypowiedzi, dlatego dziękuję Wszyskim, którzy uczestniczyli w dysksji.
Cieszy mnie temperatura i zakres poruszanych tematów, różnice zdań - coś w Was jednak poruszyłam.

Bilans przemawia na moją niekorzyść, nie szkodzi - nie o korzyści mi chodziło.
W sposób specjalny dziękuję P. Kalinie; jest Pani odważną i bezpośrednią osobą, podziwiam.

Jestem natomiast przerażona faktem akcentu erotycznego, jako wątka wiodącego - tu nie ma ofiar nieszczęśliwej m.ości, ale swoiste zjawisko społeczne.

Zdrowy człowiek, wolny od kompleksów, z unormowaną swerą uczuciową nie zakochuje się przez neta, więcej; nie szuka/nie zakłada wirtualnych miłostek.
Niewinne flirty, sympatie osób 'wolnych' z przeniesieniem na real - dlaczego nie?

Nieszczęśliwi, czy znudzeni małżonkowie o wiele łatwiej odnajdą przygodę na realu - nie powinni łowić panienek/kolesiów na forum.

Dopuszczam natomiast spontaniczną sympatię/zauroczenie/ poezją/poetą ale w swerze czysto platonicznej - tak, jestem idealistką, ale kto zabroni mi nią być?
Wymianę myśli, poglądów, zwykłą pogaduchę itp. To jest o.ki.

Polubiłam Pana Rewińskiego - empatia i to wszystko - więcej nie muszę/nie powinnam dodawać.

Po co ten post, po co to wszystko?

Dla prawdy i w nadziei, że mój przypadek czegoś Państwa nauczy, będzie źródłem refleksi, świeżej myśli; może zmotywuje do innego spojrzenia na relacje;

- człowiek - człowiek
- kobieta - mężczyzna
- człowiek - świat
- człowiek poezja wreszcie

Istota ludzka w pierwotnym odruchu wartościuje i ocenia drugiego osobnika przez pryzmat samooceny i bagaż doświadczeń własnych.

Pytanie retoryczne; skoro tak łatwo i pochopnie zawyrokowaliście na mój temat - jakimi ludźmi jesteście sami?

Jacek Sojan

J.S. był w pełni świadom poczynań swojego kolegi S.R. - ten Pan się nudził, więc zajajcował sobie pseudoromans.

W obliczu konkretnej sytuacji padł jednak mit Sojana- apostoła. Zaczął zamieszczać utworki moralizatorskie, nawoływał o rozwagę, umiejętne przekraczanie mostów - ale dbał jedynie o dobro faceta- wspierał duchowo, mnie zaś ciągnął za loczki- wiadomo, to tylko kobieta.


Nie doczytałam się ani jednego tekstu z refleksją typu; co czuje ta dziewczyna?
Dlatego w moich oczach zupełnie się zdyskredytował, jego poezja nie jest wiarygodna, jest jałowa i stronnicza - nie wierzę w uniwersalizm Jego twórczych przekazów, stąd mój portret Poety Współczesnego - mam prawo do indywidualnej oceny wartości publikowanych wierszy i do oceny intencji/atencji Autora.


Pan Stefan Rewiński;

Człowiek ma takiego anioła, na jakiego sobie zasłużył - jakiego sam przywołał, wykreował, wyeksponował i starał się rozmienić na drobne - ale ja nie jestem aniołem - prawdziwe anioły zamieszkują w domach Poetów.


Dopiero teraz odczytałam Pana wczorajsze "przepraszam" - na priv - na priv - nie jestem wyniosła - o.ki.
przyjęte - dlatego w tym miejscu zamilknę.


Byłabym niesprawiedliwa pomijając zjawisko "kółka różań.różowego" kilku Pań Poetek tego forum; drogie Panie - dryfujecie poemą z wierszykami 'okazjonalnymi' po płytkiej wodzie - Nobla chyba nie będzie.

Opublikowano

Amerrozzo: Nie wiem co ma piernik do wiatraka - co ma moja afera do słów Krzywaka? Nie wyrywaj zdań z kontekstu. Cytujesz mnie w tym: "Czy tu zawsze musi jeden dureń ciągnąć drugiego za głowę?", a zapominasz o istotnej reszcie, gdzie Krzywak się nieco zagalopował i palnął sloganem z ubiegłej epoki. Masz mniemanie sędziego, wyroczni a może proroka? Nadstawiasz głowy po raz drugi za kogoś innego. Wtrącasz się zupełnie tak jakby reszta pysku nie miała. Gdybym był na miejscu Krzywaka i dzie wuszki, to bym Cię ochrzanił, że to moja sprawa i mi ujmujesz. Proszę mi ukazać drugie lico mojej osoby a będę szalenie wdzięczny. Nigdy nie powiedziałem, że lubię Krzywaka a amerrozzo'a to mój fajny kumpel. Masz chyba jakieś problemy ze okiełznaniem fałszywości. Jakaś obsesja w nas się mota. Ja widzę faszyzm u Krzywaka, amerrozzo widzi dwulicowość u Bezdomnego, kasiaballou oskarża Sojana o szowinizm. Wynik jest prosty. Każdy z nas lubi sobie głupio pogadać. Są jednak wariaci, którzy biorą sprawy zbyt poważnie. Tak teraz myślę, że chodzenie po ulicy z wywieszoną plakietką, na której widniałby mój nick z orga byłoby co najmniej niebezpiecznym zajęciem. Trochę luzu. Nerwowym też trzeba wybaczyć, przecież za nerwy nie mogą. Amerrozzo daj sobie siana, bo zachowujesz się jak Robin Hood bez Marian.

kłaniam się poważnie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przecież napisałem: niby skruszony się wydawałeś, ale mija kilka dni, forum zapomniało już nieco o twoich wybrykach i już się zaczyna. I mylisz jedną rzecz - twoja afera do słów M. Krzywaka nie ma nic, ja mówiłem o twojej aferze i TWOICH słowach (z jedenj strony skrucha po aferze, z drugiej ZA mocne słowa w tym temacie, jakbyś już chciał rozpocząć następną wojenkę).


Nie wyrwałem zdania z kontekstu. Zresztą to zdanie zaczęło tamten komentarz. Mam ci zacytować całą twoją wypowiedź??! Wróć i poczytaj.
Co do sloganów - twoja reakcja jest tylko dlatego, że padły te słowa od M. Krzywaka, któremu starasz się za wszelką cenę dogryźć. Nie udało się krótkim: "zmądrzał pan - pogratulować", to trzeba się było bardziej wysilić i dopiec tak, żeby nie przeszło bez echa.


A skąd. Ale jak widzę takiego dwulicowego typa jak ty, to zdzierżyć nie mogę.


Moja głowa to moja sprawa. Zresztą - ostatnim razem to tobie się nieźle dostało (wracam do tamtej sprawy, bo i ty, mówiąc: "nadstawiasz głowy PO RAZ DRUGI", wracasz do wcześniejszej afery). Zrobiłeś szum, kilka osób powiedziało, co o tobie myśli, wylansowałeś się trochę na ogólnym, pograłeś ostatnio skruszonego i znowu zaczynasz. Powtarzam: nie mogłeś przepuścić "sloganów" M. Krzywaka, zwłaszcza że to osoba, z którą drzesz koty nonstop? I po co najpierw był ten krótki wpis z gratulacjami, że M. Krzywak zmądrzał? Jeśli ktoś tu się wywyższa, to tylko ty.


Patrz: komentarz w Pe, gdzie wyrażasz skruchę plus wszystkie komentarze, gdzie uniżasz swoją osobę (kłaniam ciemnotę, kłaniam głupotę etc.), a potem sprawdź wszystkie zlośliwości, jakie powypisywałeś od początku istnienia na tym forum. Najpierw sprawdź tę krótką wiadomość w tym wątku. Jak to nie była złośliwość, to ja jestem rozgwiazda. Z jednej więc strony wydajesz się w porządku, udzielasz się na forum, z drugiej jednak nie dajesz przepuścić osobom, których nie lubisz.


Patrz: dwa centymentry na monitorze wyżej. O inną fałszywość mi chodzi, a nie o taką, że niby lubisz M. Krzywaka, ale starasz się mu dosrać.


Ty nie mieszaj w to innych. Sam sobie nie radzisz (jak ostatnio, gdzie potrzebny był ci wątek na ogólnym, czym sam sobie zaszkodziłeś), teraz potrzebujesz pomocy w osobie Jacka Sojana (no bo ty, biedaku, oskarżony i Jacek oskarżony, więc jedziecie na tym samym wózku). Ale - mam nadzieję - nie uda ci się wplątać w to reszty osób, bo ja do Jacka nic nie mam. Nawet mogę dodać, że nie zauważyłem żadnego narcyzmu u niego i raz zachował się pod moim wierszem naprawdę w porządku (przeprosił za błąd).
Twoja dwulicowośc wychodzi. Kończę tę dyskusję, bo z tobą nie idzie dyskutować. Każesz udowadniać dwulicowość itd., wracaj po prostu do swoich złośliwych komentarzy. Tam masz wszystko.


"Marian"? O co chodzi? Mam nadzieję, że nie obraziłeś tu pewnej osoby z tego forum, bo jeśli tak, to sam wiesz, jaki jesteś, he, he.
Nie jestem nerwowy, ale twoją dwulicowość będę ci wypominał na każdym kroku. Z takimi osobami jak ty trzeba walczyć. Ładni chłopcy w ładnych ciuchach z pięknym uśmiechem, ale na każdym kroku coś przeciw komuś knują. Tak cię widzę. A jak cię widzą, tak cię piszą, no to masz ;)
Opublikowano

amerrozzo - właśnie wciąganie osób w walki jest dość skutecznym sposobem na eliminacje wroga. Wstrentny dostał bana przez Hanię, za chwilę pewnie polecą następne. I tutaj sprawy nie załatwi Administrator, który przeczyta wybiórczo (to nie jest zarzut, ale takie animozje to więcej niż kilkadziesiąt wpisów) a ktoś, kto to forum doskonale zna. I wtedy drogą eliminacji wyrzuci kulturalnie tego, kto ten ogień podkłada. Już było blisko, teraz znowu jest daleko.

Opublikowano

Komedia amerrezzo z Tobą jest i tyle. Mam pytanie do Was obu: tzn, również do Krzywaka. Co ja mam wspólnego z działem Z? Czy ja zaśmiecam ten dział? Chyba wam się coś pomyliło. Śmieszy mnie natomiast czyszczenie brudu brudem. Tylko dlatego podnoszę głos. Mam propozycje: stwórzcie sobie prywatne forum i tam spróbujcie zrealizować utopijny plan czystości. Życzę powodzenia. Cały bajer polega na tym, że lud lubi bajzel, a jeszcze przyjemniej jest jak ktoś w nim ciągle coś bajdurzy - ja my tu teraz. Zabijając swobodę zabijasz życie. Tłumaczę wam to jak dzieciom już powoli - admin na szczęście jest mądrzejszy.

kłaniam się

p.s.

"syf jest jak tło, dla perełek"

Opublikowano

"J.S. był w pełni świadom poczynań swojego kolegi S.R. - ten Pan się nudził, więc zajajcował sobie pseudoromans.

W obliczu konkretnej sytuacji padł jednak mit Sojana- apostoła. Zaczął zamieszczać utworki moralizatorskie, nawoływał o rozwagę, umiejętne przekraczanie mostów - ale dbał jedynie o dobro faceta- wspierał duchowo, mnie zaś ciągnął za loczki- wiadomo, to tylko kobieta."


!
???
kto wie, o czym tu mowa, niechaj mnie oświeci;
zbaraniałem, można mnie rzucić na ruszt i grilować;
nic nie wiem, nie wiedziałem i nie chcę NIC wiedzieć o romansach (pseudoromansach?!) kolegi S.R;(myślę, a nawet pewny jestem - że jego także moje prywatne życie nie rusza);
Sojan woli już pod stołem niż apostołować - zna miarę swoich możliwości;
poczułem się jak w maglu - tyle słów i zero informacji;
szaleństwo ?
J>S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.





hipokryta - apostoł hipokryta

ps. wszelkie błędy stylu i ortografii w post (wyżej) zamierzone - wszak jestem w stanie histerii
powinnam jakoś oddać klimat ;P


i stręczyciel; hipokryta i stręczyciel droga Pani Kasiu; narcyz, mitoman i erotoman...
ileż to mi przypisano ról w teatrze życia - doprawdy, muszę być niezłym aktorem, skoro moja gra daje tak znakomite wyniki;

gładząc Pani "loczki" - J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Bardzo merytoryczny argument!


To tobie się coś pomyliło, no bo czy ja gdzieś mówię, że zaśmiecasz dział Zet??! Piszę o twojej złośliwości.


Ja rozumiem, że to forum dla wszystkich, ale chyba nie powiesz, że metoda: "robta, co chceta" sprawdza się obecnie? W ten sposób mamy pornografię wlewającą się do domu (internet, telewizja, w kiosku na widoku roznegliżowane panienki, teledyski techno afirmujące i wynoszące do rangi sacrum piękne, nagie ciało), a na forum mamy wtórne teksty w dziale Zet. Przecież nazwa działu do czegoś zobowiązuje. Jeśli już jest, to jest po coś.


Dając zupełną swobodę, zabijasz wszystko, co ma jakąś wartość. A potem epigoni rządzą Zetką, a przecież to forum jest czytane przez cała Polską i na pewno wielu ludzi czerpie stąd jakąś wiedzę. Chyba nie powiesz, że grafomania może czegoś nauczyć?

Nie ma twardego podziału między tym, co jest grafomańskie, a tym, co nie jest. Dlatego jestem za łagodną formą rządów. Wywalać tylko takie teksty, które są całkowicie wtórne (kocham cię, kocham cię bardzo, mój kwiatuszku) i takie teksty, w których autor nie dokonał redakcji (liczne błedy stylistyczne, brak polskich znaków). Chyba zgodzisz się, że takie teksty za nic nie zasługują na miano poezji zaawansowanej? Mnie tylko o to chodzi.
Opublikowano

Dajmy już spokój amerrozzo, bo jedziemy obaj na tym samym wózku. Całe życie walczę z całym tym syfem wszędobylskiego porno-śmiecia. Nie wierzę jednak, bym mógł wygrać z przytłaczającą liczbą niepytających konsumentów. Org nie wydaje mi się też niczym szczególnym. I tu można być posądzonym o dwulicowość. "Róbta, co chceta" bez prawdy tworzy więcej szkody niż pożytku. Parafrazując za Augustynem - najpierw kochaj a potem rób co chcesz. Kochaj dotyczy Boga. Zatem jeśli jesteś moralnie prawym, dopiero wtedy możesz być wolny. Owsiak wyrwał całość z kontekstu fałszując istotę przekazu - młodzi porwali ideę bez zastanowienia. Wolność tworzenia to zupełnie coś innego niż "róbta co chceta" w tym rozumieniu. Moją recepta brzmi: dać swobodę ale i obciążyć odpowiedzialnością. Same stworzenie sztywnych reguł Zetki niczego nie zmieni - to "poeta" musi objąć swoją marność świadomością i zdecydować, gdzie jego miejsce. No chyba, że chodzi wam tylko o wygląd zewnętrzny forum - dziś przecież taki na topie. Image, skórka, dezain, makijaż, karoseria, plastik, sacrum a w środku pustka. Tego chcesz amerrozzo? Tego nie trzeba chcieć, bo to jest w okół - sam o tym piszesz.

kłaniam się

p.s. tylko jak sprawić by ludzie stali się odpowiedzialnymi? Ja tego nie zmienię, Ty też nie - jak każdy z osobna z samym sobę nie pogada - nic z tego nie będzie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Prowadzimy rozmowę na ten sam temat w dwóch różnych miejscach równocześnie. I to jest oryginalne ;-)
Co do "róbta, co chceta" - wszystko już na ten temat powiedziałeś. Zgadzam się w pełni.


Wojtku, są takie osoby - pewnie z doświadczenia sam to wiesz - które faktycznie nigdy się nie zmienią. I będą a to za sprawą swojej ignorancji, a to za sprawą megalomanii, zawsze mieć na celu szkodę. Nie ma więc sensu użeranie się z takimi jednostkami. Po prostu usuwa się ich z Zet (i jeszcze raz przypominam: nie chodzi mi o osby mające inne zdanie niż "władza", ale o osoby szkodzące tamtemu działowi; za szkodę uważam: lekceważenie czytelnika przez brak obróki tekstu, wyśmiewanie komentatorów, którzy mają nieprzychylne zdanie o naszej twórczości, plagiatorstwo).
Są więc pewne osoby, których niczego się nie nauczy i trwać będą w swojej głupocie. Zgodzisz się więc chyba, że jednak ich głupota nie zezwala na psucie renomy Zetki. Albo gramy poważnie, albo się wygłupiamy, ale od tego mogą służyć inne działy.

Co do innych osób, których jest zdecydowanie więcej - jeśli ktoś jest reformowalny, to raz usunięty z Zetki, pomyśli dlaczego został usunięty i będzie chciał tam wrócić. W tym celu będzie się starał zmieniać swoją twórczość. I nie chodzi mi o taką zmianę, która może-kiedyś-tam przypadnie do gustu "władzy", ale o pozbycie się papugowania, redakcję własnych tekstów itd. Naprawdę - uważam, że nie dużo trzeba, żeby być w dziale Zet. Chodzi tylko o tych, co naprawdę mają rady innych i zdanie innych gdzieś.
A jesli ktoś naprawdę popracuje nad sobą, zacznie bardziej się interesować poezją, to tylko się cieszyć.

Dodam jeszcze, że mówimy o sytuacji, w której istnieje "władza", która pilnuje porządku. Bo tylko wtedy mówimy o renomie Zetki i tylko wtedy można chcieć pracować nad sobą, żeby móc tam wrócić. Bo na razie - jedno usunięcie Hani K. niczego jej nie nauczyło, bo zawsze może tam wrócić i znowu nabrudzić. Zauważę jeszcze, że Hania K. to zwykła prowokatorka (na pewno jest to bufon_smerf), a dzięki zaprowadzeniu porządku takie osoby będą miały uciętą drogę do Zetki (Zetka bez prowokacji).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Vacker, zaznaczaj do kogo mówisz, bo sam już nie wiem, czy to ja mam się pluć ;D
sorry, wydawało mi się to oczywiste - to było w reakcji na W.B.
Niby oczywiste, ale raz w tym wątku się wpisuję, raz w tamtym i nawet nie czytam tego, co napisałem. Bałem się więc, że może jakąś bzdurkę popełniłem. No a że komentarz był bezpośrednio za moim komentarzem, uznałem, że być może mówisz do mnie.

W każdym razie - mniejsza o ten fragment dyskusji.
Sorry za niepotrzebne offtopy i za zawracanie gitary.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...