Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Podkreślam, ze to dyskusja merytoryczna i ma bezposredni związek z poezją.
Czy nie należy wiedzieś kto pisze wiersze i co serwuje czytelnikom?

Ten wątek nie ma podłoża osobistego, nie pisywałam z Jackiem Sojanem na priv - analizuję Autora i przekazy, jakie serwuje - ideologie którymi nas karmi.

Osobiste uprzedzenia żywię do P. Stefana Rewińskiego - jeśli mnie publicznie nie przeprosi, odniosę się i do Jego osoby.

Może mnie lepiej zbanować?

ps. dostęp do neta będę miala po 18.00 - jeśli jeszcze zostawią mnie na forum, odniosę sie do komentarzy.
kasia.

  • Odpowiedzi 68
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



niechby "mitoman i megaloman" - moje ewentualne osobiste wady dają komukolwiek prawo do publicznego pręgierza? (sprawiedliwi, szlachetni i czyści tak postanowili?)
sądziłem, że to miejsce na rozmowę o poezji - a tu sąd i chłosta nad Jackiem Sojanem; utwierdzam się w swojej mitomani i megalomani jak ważny jestem; dla niektórych; nawet mam osobisty wątek na orgu - (takie niemerytoryczne wystąpienie ad personam jest już złamaniem regulaminu portalowego);
dziękuję!
J.S
Donieś do moderacji! Czym prędzej - Twój styl, Twoja wola
i satysfakcja gwarantowana

ależ tak - będę donosił kolejny wiersz - kto wie, czy nie staniesz się jego bohaterką bo bardzo inspirujesz;
a nawiasem mówiąc - może byś w końcu skończyła insynuować?
zamiast plotkować publicznie na mój temat - pisz wiersze bo robisz do doskonale;
tak twierdziłem wcześniej i to podtrzymuję; prywatnie i publicznie;
bo tu eksponujesz się z czymś co nie jest piękne; bycie czyimś prześladowcą nie jest ładne;
J.S
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


jasne, bezpośredni związek z poezją. pfff
może ktoś zechce napisać wypracowanie maturalne o znanym poecie Jacku S. - podeślij mu linka


po co? czy ludzie błagali, żebyś ich uświadomiła? masz jakąś misję?


zapewne napisał ci pod wierszem: "ciekawe".
co jeszcze zrobił ten barbarzyńca? opowiedz


może się lepiej hamować?

wiesz, był już taki temat stokrotek w rosole - podobna mentalność, dogadałybyście się
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


znam prawdziwych koneserów, to dopiero trudne znajomości są

nie wiem, jaki sens ma zestawienie kultury jako dorobku z kultura osobistą; ja bym znalazł całe mnóstwo potencjalnych powodów nieobnoszenia się, ale nie będziemy tu już nikogo rozbierać na podstawie wpisów forumowych, prawda?;)
zauważę jednakoż, że samo posiadanie intelektu i zadowolenie z tego tytułu jest puste: nikomu nic nie daje poza tobą, poza złudnym samozadowoleniem; intelekt przynosi skutek, kiedy wykonujemy jego przejawy - jak, to już inna kwestia

wydaje mi się, że incydentalnie lub na bazie stałej można to samo powiedzieć o każdym facecie, szczególnie, kiedy jest się kobietą, której puściły nerwy

ta typologia mnie zadziwia: naprawdę wywnioskowałaś to z wątku "poznajmy się"; w takim razie zrzucam berecik z kanciastego łba łamiąc antenkę

a nie są? szczególnie kiedy są młode, samotne, niedowartościowane, lękliwe - apetyt rośnie dopiero potem:D

tak jak 99% populacji na bazie stałej, a incydentalnie - każdy


czy zamierzasz pisać takie wątki na temat każdego użytkownika forum, który wg ciebie spełnia powyższe? sam się już boję, bo to tak jakby ktoś o mnie napisał


tutaj się nie wypowiem, bo to pierwsza próba jakiegoś komunikatu do adresata:D


szczerze? właśnie pękam ze śmiechu


tak, tak, a szczególnie tutaj objawia się to postrzeganie pozazmysłowe, co widać w komentarzach typu "podoba się", "plusuję"
w poezji też


i nie wyobrażasz sobie, jak ta zmienność potrafi być męcząca


a to, czy to bawi/cieszy otoczenie, już stanowi dla was kwestię drugorzędną; i w czym to jest lepsze od rzekomego narcyzmu Sojana?:) że być może ma więcej uroku? wątpliwy walor:D


naiwne tak, że aż trudno polemizować: dream on



owszem, w kwestii erekcji, jak najbardziej

powtarzam: boję się już chyba nawet wpisać pod tym samym wątkiem, co ty, nie mówiąc o jakiejś wymianie zdań:D


wydaje mi się, że tym tematem powiedziałaś wszystkim o wiele więcej o sobie, niż byś chciała;)


a łabędziem nie chcesz być przypadkiem? bo pasuje...




dziękuję w swoim imieniu; tyle że - jako narcyz - nie mogę nie zauważyć ułomności intelektualnych tego tekstu, co w moim mniemaniu kwestionuje uniwersalność przekazu

pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

"Ten wątek nie ma podłoża osobistego, nie pisywałam z Jackiem Sojanem na priv - analizuję Autora i przekazy, jakie serwuje - ideologie którymi nas karmi."

kasiballou

każda analiza podpiera się materiałem żródłowym: cytujesz - analizujesz;
każda analiza jest interpretacją bazującą na kulturze, wiedzy, doświadczeniu interpetatora, rodzi takie czy inne skojarzenia - a ponieważ sam bawię się w analizy, wiem - jak łatwo wpaść w nadinterpretację, i zobaczyć to - czego w tekście nie ma i nie było;
zarzucam ci pustosłowie - bo ty oświadczasz, a nie dowodzisz, że jest tak jak mówisz...
a mówisz rzeczy niesłychane: "ideologie którymi nas karmi"...no, no - poczułem się jak Lenin w przeddzień ataku na Pałac Zimowy;
może pomyliłaś ideologię z filozofowaniem (bo do własnej spójnej filozofii jeszcze nie dorosłem) - ale każdy piszący kieruje się jakimś zespołem wartości, coś preferuje, za czymś agituje;
tym bardziej - że nie zajmuję się tylko swoimi fobiami, zachwytami, miłostkami - piszę o swoim otoczeniu, o zjawiskach społecznych, interesuje mnie mój kraj, jego historia, dzielę się tym co wyczytałem i interpetuję wiedzę która nabyłem; nie wiem co w tym złego - jesli robię to źle - to co innego - zły wiersz deprecjonuje wszystko co w nim zawarte, ale nie deprecjonuje jeszcze jego autora;
zresztą - nie ja się powinienem w tym wątku tłumaczyć, nie ja -
J.S

Opublikowano

Radziłbym nie dzielić na facetów i babki, bo to szczytem głupoty zalatuje. W zasadzie nie wiem, gdzie się mam podziać. Szowinistek nie rozumiem, kawałów o blondynkach się nie śmieję. Z autopsji mogę powiedzieć, że kobiety, które spotkałem w życiu były czułe jak moja skóra na pięcie - faceci zaś jak podkute kopyto dwudziestoletniego konia. To wcale nie polepsza położenia płci pięknej bom bez nóg i pięty nie mam. Wredność jest cechą wrodzoną. Niech sobie to każdy zapamięta i nie ważne czy coś masz w gaciach czy nie masz.

kłaniam głupotę

Opublikowano

Fakt jest jeden - nie dajemy sobie rady z grafomanią, zatem zagryzamy siebie nawzajem (tzn. Ci, którzy rzeczywiście mogliby połączyć siły.) Nie da się. Ja już się tym znudziłem, składam broń (krytyczną) i patrzę spokojnie, jak z wątku "poprawmy poezje" zrobił się wątek - "powyrzynajmy się nawzajem". A dział Z jaki był, taki jest - dno do potęgi już entej.
Tyle w temacie - ze swojej strony jeżeli kogoś obraziłem (osobiście, rzecz jasna, za żadnego "kupowiersza" nie mam zamiaru się kajać) to wybaczcie.
Prawie skruszony (a raczej koszmarnie znudzony) Krzywak.

Opublikowano

Krzywaku.;
zagrałeś na zgubionym złotym rogu - rzeczywiście, dość chocholego tańca, trzeba wrócić do rozmów przy wirtualnym stole i podjąć wątek prawdziwie istotny o którym wspominasz - i tam się też przenoszę - a tu niech nadal mielą cudze wady byle najdalej od własnych;
dzięki! :) J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Panie Krzywak. Przecież Pan doskonale wie i wiedział, że nie sposób wygrać z grafomaństwem. W wielu przypadkach narobił Pan sobie jeno wrogów wyzywając od kup. Już nie mówię z nawoływaniami typu: "hej panowie zgłaszajmy do administratora o wyrzucenie tego straszydła" - to mnie nawet rozśmieszyło. Na całe szczęście ocucił Pana Pan Bogdan Zdanowicz, który doskonale zna te historię z własnego doświadczenia i posłał wiersz na przymknięcie głupoty. Dział Z będzie do dupy póty się zostawi wolność, a jeśli się obetnie wolność, to i ja się na dział Z wysikam. Życzyło by się wszystkim autokontroli i poczucia świadomość w tym co się robi, ale to też nie prawdziwe, bo wielu popada w przesadnie niską samoocenę i omija dużym kołem Zetkę - na przykład taka Espena Sway, zresztą Pan też się temu poddał i wielu. Wniosek jest jeden: rozwiązanie leży w naszych głowach. Pogodzić się z tym, że świata nie można w żaden sposób naprawić. I tak - kto ma pisać dobre wiersze - ten to będzie robił. Dziwi mnie tylko Pańskie nastawienie i kilku innych, którzy byliby gotowi zamordować za czystość. Panie Krzywak - są rzeczy, których się nie robi za wszelką cenę. Czystość za wolność? Poprawność za wolność?
Wolności nie można wymienić na nic. Mam nadzieję, że Pan to w końcu pojął. Tyrania, faszyzm, oligarchia - smutne sprawy.

kłaniam się
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Panie Krzywak. Przecież Pan doskonale wie i wiedział, że nie sposób wygrać z grafomaństwem. W wielu przypadkach narobił Pan sobie jeno wrogów wyzywając od kup. Już nie mówię z nawoływaniami typu: "hej panowie zgłaszajmy do administratora o wyrzucenie tego straszydła" - to mnie nawet rozśmieszyło. Na całe szczęście ocucił Pana Pan Bogdan Zdanowicz, który doskonale zna te historię z własnego doświadczenia i posłał wiersz na przymknięcie głupoty. Dział Z będzie do dupy póty się zostawi wolność, a jeśli się obetnie wolność, to i ja się na dział Z wysikam. Życzyło by się wszystkim autokontroli i poczucia świadomość w tym co się robi, ale to też nie prawdziwe, bo wielu popada w przesadnie niską samoocenę i omija dużym kołem Zetkę - na przykład taka Espena Sway, zresztą Pan też się temu poddał i wielu. Wniosek jest jeden: rozwiązanie leży w naszych głowach. Pogodzić się z tym, że świata nie można w żaden sposób naprawić. I tak - kto ma pisać dobre wiersze - ten to będzie robił. Dziwi mnie tylko Pańskie nastawienie i kilku innych, którzy byliby gotowi zamordować za czystość. Panie Krzywak - są rzeczy, których się nie robi za wszelką cenę. Czystość za wolność? Poprawność za wolność?
Wolności nie można wymienić na nic. Mam nadzieję, że Pan to w końcu pojął. Tyrania, faszyzm, oligarchia - smutne sprawy.

kłaniam się
panie Bezdomny, czy pan mógłby skończyć z tymi zgorzkniałymi sloganami godnymi fałszywego (bo, powiedzmy, piętnastoletniego) dziadka?
Opublikowano

co to Pana - Panie vacker obchodzi? Zwracam się do Pana? Proszę ze mnie zejść. Słowa na Pana nie powiedziałem a Pan srasz mi na głowę.

Opublikowano

nie zdobię Panu takiej przyjemności, bo mam świadomość, iż Pan wredność odziedziczył po przodkach...

Opublikowano

:)
Ogłosiłem pokój chyba 5 minut przed zbanowaniem, dlatego to nie są smutne przemyślenia zbanowanego (dowód w moim wątku). Ban i tak delikatny, zatem nawet nie ma się o co obrażać, nawet nie było na to czasu. Ale fakt jest jeden - jak już ma się coś zmienić, zawsze znajdzie się jakiś wpis, który niweczy to, co dokonane. Bo tak, bo siak, bo owak. Ja mam apel - niech Bogdan zostanie tym moderatorem, najmniej kontrowersyjna osoba, najbardziej chyba konsekwentna i pracująca (chociaż potrafi działać "uczuciowo" ;) I po problemie.

Nie będzie się podobało, to będzie jak teraz - że się nie podoba. A jeżeli się nie będzie bardzo podobało, znowu będziemy coś zmieniać. Ale już na gruncie zmiany. Wreszcie konkretnej.

Acha - w żadne przepychanki słowne już się nie wciągam. Przykro mi, panie Wojciechu.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...