Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Popatrz, przyjacielu, co ja napisałem, a co Ty mi odpowiadasz. Otóż ja wyraźnie napisałem o dziecku, dla którego w takim przypadku nie ma prawa wyboru. Ja mam świadomość, że nowe trendy w imię wolności (a głównie pieniędzy) wymyślają niestworzone bzdury, a co za tym idzie - idąc dalej tym tropem dojdziemy do hodowli dzieci dla pedofilów (bo on też uzna że ma prawo). Dlatego stawianie zielonego światła dla czegoś, co chcąc nie chcąc ingeruje w życie trzeciego człowieka jest wg mnie błędem. Mężczyzna i kobieta to dwa żywioły, które młody człowiek powinien poznać (wg prawa natury), a nie jakieś jedno nie wiadomo skąd wytrzaśnięte.
Kwestia patologii rodzinnych też jest drażniąca (bo można popytać gdzie trafiają dzieci księży, co się dzieje w domach gdzie panuje pijaństwo, narkotyki, przemoc) i to też uznać za doświadczenie życiowe. Ale ja tam wolę mówić stop - zachlanym ojcom, pedofilom, zaćpanym matkom i związkom homoseksualnym, które biorą sobie dziecko. Za to nie zamierzam negować żadnego związku dorosłych ludzi - czy są gejami, czy lesbijkami, czy fetyszystami - bo do tego prawa nie mam - właśnie w imię wolności.
  • Odpowiedzi 90
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

zaczynam mieć wrażenie że bronie nie tej sprawy co powinienem...
nie bronie ludzi którzy wpuszczają wpierdol komukolwiek
nie żądam żeby gejów czy kogolwiek zamykano
paradoksalnie bronie tych idei ktore są wypisywane na transparentach w paradach równości - wolności słowa i prawa do życia... tyle tylko że moim zdaniem wlasnie te idee są łamane przez "homoaktywistów"...
pisząc że homoseksualizm to choroba nie chce być wrzucany do jednego worka z dresiarzami ktorzy chcą go "leczyć" pięściami.. ale właśnie takie popadanie w skrajności propagowane jest przez "obrońców" na paradach... chcą wolności ale nie dopuszczają do dyskusji...
już parę razy napisalem że nie wiadomo co jest dobre a co złe... ale na pewno dobre jest prawo do dyskusji, a z mojej perspektywy prawo do badania sprawy...

odwracając pytanie homofilów: a co jeśli wam się urodzi dziecko homoseksualne i będzie miało skopane nieszczęśliwe niedoskonałe życie tylko dlatego że teraz nie pozwolono naukowcom nawet zadać pytania czym jest homoskesualizm jak powstaje i jak go można leczyć? (bo brew temu co tu niektorzy krzyczą nikt nie da sobie uciąć ręki że bycie homoseksualistą nie wpływa negatywnie na jakość życia)

Opublikowano

aleś obłudny, klaudiusz:D

1) gdzie są ci biedni naukowcy, którym zabronili badać? podaj konkrety
2) a ja cosik słyszałem o takich, co się upierają, że homoseksualizm leczą, nawet Baron Cohen zrobił z takim jednym wywiad jako Bruno
3) no i taki kłopot: nawet gdyby założyć, że gejostwo wpływa negatywnie na jakość życia, to nie można zmusić homika do ewentualnego leczenia; i tutaj twoja troska jest już zupełnie w płot, bo im się podoba bycie gejem; to tak jakbyś na siłę uszczęśliwiał heteryka, że niby kobieta, z którą jest rujnuje mu życie, a on by się upierał, że ją kocha
no ale, jak już sam napisałeś, nikt sobie nie da ręki uciąć w żadną stronę, zatem poczekajmy najpierw aż ktoś ewentualnie wpadnie na jakiś konkret
chyba że chodzi o inność - inny ma zawsze gorzej, pytanie, czy w imię tego należy ujednolicać w sposób instytucjonalny (i tak to się dzieje samo, czyż nie?) i rzekomo "dla czyjegoś dobra"

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




hm...tak sie zastanawiam panie Michale - czy sexualność swoją rozwijal pan w oparciu o rodziców/opiekunów? bo w moim przypadku było inaczej....nie interesowała mnie matka/ojciec a raczej koleżanki (glownie starsze;)
idąc tym tokiem myślenia - dlaczego zatem w rodzinach hetero wyrastają dzieci które dojrzewając preferencje i pociąg seksualny odczuwają do swojej plci? uważam za bzdurę to, coś pan napisał. notorycznie wmuszano w dzieciństwie we mnie grysik i do dzis nim rzygam! ( moze glupi przyklad). I czy sądzi pan że celem opiekunow homo będzie ukierunkowanie dziecka na "swoją" opcję seksualną? śmiem odważnie przypuszczać, że miałoby zdrowsze wychowanie seksualne niz w niejednej rodzinie hetero, gdzie rodzice opierając sie na systemach wartości rodem ze średniowiecza wpajają poczucie winy, wstydu, z powodu sexualności.
z tekstow tutaj przedstawionych wysnuwam twierdzenie, że homoseksualiz wg jego "przeciwnikow" ogranicza ludzi tej opcji umyslowo i sprowadza do bezmyślnego walenia w dupe.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Akurat to jest cały czas badane. Na dzień dzisiejszy z tego co się orientuje, jest to kwestia hormonów oddziałujących na płód w czasie ciąży.
Otóż mózgi kobiet i mężczyzn różnią się. Żeby zarodek, męski rozwinął właściwy mu mózg musi otrzymać odpowiednią dawkę męskich hormonów we właściwym okresie. Czasami tych hormonów brakuje i rodzi się homoseksualista - człowiek o cechach męskich, ale nie interesuje go seks z kobietami, a czasami niedobór hormonów jest jeszcze większy i otrzymujemy transwestytę - mężczyznę z całkowicie kobiecym mózgiem. Czyli kobietę uwięzioną w ciele faceta.

Hormony mogą oddziaływać na mózgi obu płci. Np. jeśli kobieta będzie brać je w ciąży jako lek, lub coś się wydarzy (stres?) to może jej się urodzić dziewczynka trochę agresywniejsza, pewniejsza siebie i wspinająca się na drzewa, czyli taka chłopczyca ;).
Generalnie mężczyźni są bardziej narażeni na te wahania.
Bycie gejem można traktować na równi z brakiem talentu do jazdy samochodem - typowo męski mózg z prowadzeniem auta radzi sobie doskonale, kobiecy trochę gorzej (chodzi o orientacje przestrzenną).
Owe cechy otrzymujemy w różnym stopniu. Czyli mężczyzna może mieć np. talent do matematyki i analitycznego myślenia (cecha męska) i czuć pociąg do chłopców.
I odwrotnie - nie mieć w ogóle serca do liczb, za to być bardzo wyczulony na emocje innych ludzi (cecha kobieca) i jednocześnie dalej latać za dziewczynami.

Co do zakazywania badań to rzeczywiście naukowcy w USA z powodu poprawności politycznej mieli kłopoty. Ale jak święta inkwizycja nie powstrzymała postępu ;), tak i poprawność nie daje rady. Obecnie podejście biologiczne do człowieka i patrzenie na niego przez pryzmat teorii ewolucji jest dominujące.
Mimo tych, którzy krzyczą "wszyscy jesteśmy tacy sami i wszystko możemy osiągnąć" ale także na przekór konserwatystom, którzy chcieliby żyć według tradycyjnych wartości.
Wystarczy powiedzieć, że najwaleczniejszy ateista Richard Dawkins wywodzi się z tego nurtu a wyniki badań mogą się nie podobać zarówno "toleracyjnym" jak i "tradycyjnym". Np. wierzę Ci, że przeczytałeś gdzieś, że homoseksualiści mogą mieć nawet 500 partnerów. Wyjaśnienie tego faktu jakie istnieje na gruncie naukowym, może być nieprzyjemne dla wielu ludzi na tym forum (z obu stron tej dyskusji). Kto będzie ciekaw ten poszuka.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




hm...tak sie zastanawiam panie Michale - czy sexualność swoją rozwijal pan w oparciu o rodziców/opiekunów? bo w moim przypadku było inaczej....nie interesowała mnie matka/ojciec a raczej koleżanki (glownie starsze;)
idąc tym tokiem myślenia - dlaczego zatem w rodzinach hetero wyrastają dzieci które dojrzewając preferencje i pociąg seksualny odczuwają do swojej plci? uważam za bzdurę to, coś pan napisał. notorycznie wmuszano w dzieciństwie we mnie grysik i do dzis nim rzygam! ( moze glupi przyklad). I czy sądzi pan że celem opiekunow homo będzie ukierunkowanie dziecka na "swoją" opcję seksualną? śmiem odważnie przypuszczać, że miałoby zdrowsze wychowanie seksualne niz w niejednej rodzinie hetero, gdzie rodzice opierając sie na systemach wartości rodem ze średniowiecza wpajają poczucie winy, wstydu, z powodu sexualności.
z tekstow tutaj przedstawionych wysnuwam twierdzenie, że homoseksualiz wg jego "przeciwnikow" ogranicza ludzi tej opcji umyslowo i sprowadza do bezmyślnego walenia w dupe.

O nie nie - w ten tryb myślenia nie dam się sprowadzić i nigdzie nie wpisywałem, że dziecko przy rodzicach gejach będzie gejem. Mnie bardziej chodzi o pewien paradoks, gdzie wszyscy opiewają wolność wyboru u dorosłego zapominając przy tym, że ta trzecia osoba takiej wolności mieć nie może. Aspekt seksualny w tym wypadku mnie nie interesuje, a raczej ta obłędna propaganda, której jestem przeciwny - co też pisałem w związku z paradami.
A z drugiej strony - kto czytał grafomanię Kraszewskiego ten wie, że kiedyś tam bez pozwolenia rodziców dorosły człowiek nawet nie mógł się żenić z kim chce. Pewne konwenanse trwają do dzisiaj, ale wolne związki już są normą (na szczęście). I niech tak zostanie.
I wreszcie po trzecie - celibat facetów w sukienkach to wg mnie też niezła perwersja ;)
Opublikowano

I wreszcie po trzecie - celibat facetów w sukienkach to wg mnie też niezła perwersja ;)

Dnia: Dzisiaj 14:05:45, napisał(a): M. Krzywak


Ależ Michale, nie martw się o celibat. O celibacie najczęściej mówią ci, co nie są zobowiązani do przestrzegania go. Każdy wybiera własną drogę. Jeśli ktoś wybrał kapłaństwo, to i wybrał celibat. Nikt go do tego nie zmuszał. To jest powołanie, a nie przymus bycia albo nie, osobą konsekrowaną.

Dla ciebie może być nienormalnością bycie w zakonie, dla innych to piękne życie, więc nie oceniajmy wyborów ludzkich pod tym względem. Bo dojdziemy do tego, ze paradowanie facetów (?) w stringach będzie uznane za normalne, a szata kapłańska za coś dziwnego. Przecież vaker flikan już nazwał ich dewiantami. A to są najczęsciej wyzwiska rzucane przez pedałów, którzy ( podobno nikomu nie szkodzą i są łagodni - jak to ktoś wyżej napisał ) szyderczo paradują w stringach i koloratkach po ulicach i wykrzykują obelgi pod adresem ludzi wierzących. A SAMI WYMAGAJĄ TOLERANCJI I ZROZUMIENIA! I kto tu jest dewiantem???

Poza tym, to nie sukienki, to sutanny lub habity...

Pozdrawiam Piast

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


szczególnie te pogrubione fragmenty piękne - wywalmy stamtąd księży, zamieńmy ich na gejów i wyjdzie na to samo
chociaż nie
nie wyjdzie, bo przecież TY masz rację

i jak pięknie widać nadużycia tzw. skrzydła narodowo-chrześcijańskiego, czyli tzw. chrześcijańskiej unii jedności - ja nie jestem, jak to twierdzisz, pedałem, zatem cały twój wywód opiera się na błędnej przesłance

mimo wszystko dużo częściej widzę zastępy troglodytów spod znaku młodzieży wszechpolskiej,
które rzucają wyzwiskami i buchają agresją
swoją drogą zastanawiałem się skąd ta złość i wyszło mi, że chyba z faktu, że Bóg, w którego tak żarliwie wierzą, poskąpił im intelektu, nakazał ogolić głowy, straszyć ludzi pod blokiem i napieprzać się z innymi przegrańcami przy okazji meczów

i nie sądzę, Piaściku mój, cukiereczku, żebym zająknął się słowem na temat księży, gdybyś nie wyleciał ze swoimi niezwykle chrześcijańskimi poglądami

zaiste chrześcijańskie jest ziać nienawiścią dla ludzi w jakikolwiek sposób odmiennych
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Piękny przykład manipulacji...

Gdzieś już kiedyś przytoczyłem taki przykład:

- Wyszedł gościu z pieskiem na spacerek, a piesek załatwił swoja potrzebę na środku trawnika.
Idzie sąsiad i mówi - sprzątnij tę kupę, bo szpeci.
A gościu mówi - nie szpeci tylko użyźnia.

Hehehe zaiste, chrześcijańskie jest ziać... Muszę wziąć z was przykład...

Pozdrawiam Piast
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Piękny przykład manipulacji...

Gdzieś już kiedyś przytoczyłem taki przykład:

- Wyszedł gościu z pieskiem na spacerek, a piesek załatwił swoja potrzebę na środku trawnika.
Idzie sąsiad i mówi - sprzątnij tę kupę, bo szpeci.
A gościu mówi - nie szpeci tylko użyźnia.

Hehehe zaiste, chrześcijańskie jest ziać... Muszę wziąć z was przykład...

Pozdrawiam Piast
Wojtek Gała, co ci babka dała?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


coż za niesamowity poziom dyskusji
to może najpierw mi pani znajdzie niewidomego ktoremu z tym dobrze (oczywiscie niewidomego zdrowego psychicznie)
o tym że kwestia normy jest dyskusyjna juz pisalem - i to jest zupelnie inny temat - i w tym szerokim temacie homoseksualizm jest zaledwie malutkim aspekcikiem... jednak jesli uznamy (a na razie uznajemy) że istnieją jednak pewne normy a dokladniej pewne zaburzenia (czyli stany ktore naprawde utrudniaja życie) to w tym paradygmacie homoseksualizm to zaburzenie...
ale jak mowie homoseksualista ma pelne prawo do życia tak jak chce (w granicach norm spolecznych) i to prawo od spoleczenstwa dostaje... a to że zdarzają ludzie ktorzy tego nie popierają?? - takie jest życie - i każdy normalny czlowiek zdaje sobie sprawe z wlasnych wyborów: jesli decyduje sie żyć zgodnie z wlasnymi zasadami to musi sie liczyc ze nie wszystkim to sie spodoba... tylko chory czlowiek będzie sie obrażał o to że istnieją ludzie ktorzy go niekochają...
A komu homoseksualizm zaburza życie??? Bo na pewno nie gejom. Nie każdy chce być taki jak wszyscy, tyle że homosoksualizm ma niewiele wspólnego ze "chceniem", podobnie, jak kolor oczu. Nie utrudniałby również życia, gdyby nie homofobi. Więc o co chodzi?... A to, że ludzie przeżyli kilkadziesiąt lat ze sobą, a jednak jedna ze stron nie ma prawa być poinformowana o stanie zdrowia drugiej to chyba nie jest OK?...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Podobnie, jak Doda, ale ona jest OK, bo jest hetero.
nie no, ona się pewnie też się nie podoba chrześcijańskiej unii jedności, bo się bzyka bez ślubu
chociaż może bardziej się nie podoba dlatego, że twierdzi, że bzykanie lubi

zastanawiające jest swoją drogą to zainteresowanie pewnych sfer sprawami seksu
Opublikowano

Ja nie będę całości czytał, bo piszecie w kółko to samo, ale mam kilka pytań.
Czy brak wiary w boga jest już dewiacją, czy jeszcze nie? Bo to w końcu odmienność, prawda? Czy z powodu mojego ateizmu mogę się czuć zboczeńcem? W końcu ateiści nie mają kręgosłupa moralnego, są często piętnowani przez wierzącą większość itd. Zdarzają się nawet przypadki rekrutacji na jakieś tam stanowiska na podstawie religijności. Czy jako ateista mam takie same szanse na adopcję jak rodzina katolicka? Czy mogę każdemu i szczerze powiedzieć o swojej przypadłości i nie będę z tego powodu w żaden sposób dyskryminowany? Czy naukowcy już kombinują jak by tu wyleczyć wstrętnych ateuszy tak samo jak próbują leczyć niewidomych?
Zastanówcie się najpierw nad tym co to jest odmienność i czy warto wtłaczać wszystkich w równe mundurki.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


to się decyduj - jest zaburzeniem czy nie jest? bo jeśli jest takie normalne jak twierdzisz, to nie ma w ogole sensu tego badać.. a jeśli jednak warto badać WBREW "poprawności" to by znaczyło że nie tylko jest to zaburzenie ale w dodatku "pod ochroną"...
w tym właśnie rzecz - nawet "obroncy" zdają sobie sprawę że to chore jest, nawet gej wie że jest zaburzony (tak samo jak człowiek z padaczką - pewnie że zasługuje na normalne życie i POZA swoja chorobą jest zupelnie normalny, ale po prostu nie da sie zaprzeczyć oczywistości - że ma swoją przypadłość z którą sie musi liczyć i która drastycznie wpływa na jego sposób życia)

no i proponowałbym jednak określić kilka granic:
jeśli zobaczymy na ulicy człowieka w obszarpanych ciuchach, to można wyjaśnić to zjawisko w kilku zupełnie óżnych kategoriach:
a)może mu być zupełnie obojętne jak wygląda - po prostu jego życie, priorytety itp. idą zupelnie innym torem, inaczej: to jak wygląda ZUPEŁNIE nie wpływa nawet w najmniejszym stopniu na jego życie (żeby była jasność - człowiek mieszkający w dżungli z małpami nie bedzie kupowal nowych adiaasów)
b)może być jakimś tam nonkomformistą albo mieć taki styl ubierania - ale jest to wtedy swiadomy wolny (w granicach jednostki - pomijamy wpływy otoczonie na podejmowane przez jednostkę wybory) zgodny z jego "ja"..
b.1)podpunktem będzie tu jakieś osobne zaburzenie jednostki - typu alkoholizm albo ostra schiza - kiedy wszystkie aspekty życia są pod wpływem tego zaburzenia - w tym wlasnie sposob ubierania... ale generalnie sprowadza sie w mniejszym lub większym stopniu do wyboru jednostki

c) jest tak biedny że nie stać go na lepsze ubranie - przyczyna tkwi poza jednostką, jednostka nie ma na nią wpływu, ale jednocześnie przyczyna jest tak silna że całkowicie zmienia życie osoby (osoba JEST biedakiem, a i stan biedy wplywa na jego losy wybory decyzje i przyszlość... pomimo że poza tym że jednostka urodzila się biedna - urodzila sie dokladnie takim samym czlowiekiem jak inni, ale wlasnie ta niezalezna obca przyczyna zupelnie zmienia jej życie

każdy inny powod mozna podciagnac pod ktorąś z tych kategorii... i tak samo trzeba odejs do homoseksualizmu... ktory w swojej tradycyjnej postaci zalicza się do "c)" - jest poza osobą - przytrafia sie czlowiekowi i zmienia jego życie... pewnie że taka osoba moze sie starac i nawet powinna jakoś z tym żyć a nawet akceptować, ale ciągle jest to coś dodanego obcego - jak wada wzroku albo garb - co jednak wplywa na charakter, osobowść...
i w takim kontekście badania i prewencja jest koniecznością - tak samo jak nalezy zwlaczać biedę, pomimo że z biedoty wyszło wielu wpsanialych ludzi, tak samo nalezy wszystkim ludziom dawać rowne szanse na wartosciwoe życie bez wrodzonych/czy nabytych niezaleznie od jednostki obciąże takich jak homoseksualizm

w pozostalych opcjach rzeczywiscie spoleczenstwo nie ma prawa intereweniować - świadoma i wolna jednostka ma prawo robić co chce... tyle ze tych pozostalych jest garstka - to tylko paru artystów ktorzy chcą sie lepiej sprzedać mowiac ze sa gejami... ale oni robia to dobrowolnie, w przeciwnienstwie do osob ktore taka preferencję "dostają"...
(dajac zupelnie absurdalny ale jednak plastyczny przyklad - jesli ktoś mialby dar czytania w myslach - to pewnie byłby to dar i kazdy by taki chcial - tyle tylko że musialby być kontrolowalny - czyli to Ty decydujesz kogo mysli i kiedy chcesz słyszeć... bo taki dar niekontrolowany sprawiłby że slyszelibysmy mysli wszystkich i ciągle - a wtedy nie bylby darem tylko przeklenstwem)
Opublikowano

klaudiusz, kurna
"jeżeli coś jest normalne, to nie ma sensu tego badać" - to nie ma sensu badać grawitacji? przecież jest normalna dla wszystkich ludzi, chyba że po zielsku

a lansowanie teorii, że homoseksualiści to biedni ludzie, którym źle się żyje to fałszowanie obrazu, porównywanie ze zjawiskiem biedy - manipulacja

bo jedynym powodem, by homoseksualiście się gorzej żyło, jest brak akceptacji otoczenia na rodzaj kontaktów seksualnych, jakie utrzymuje i wszelkie konsekwencje wynikają właśnie z tego braku akceptacji - tak oto klaudiusz zapętlił sytuację i nie ma z niej wyjścia: geje mają się leczyć, bo to się da leczyć, bo jest im źle, bo społeczeństwo tego nie akceptuje, a ono nie akceptuje ich gejostwa, zatem mają się leczyć

a różnica pomiędzy biedą a homoseksualizmem jest gigantyczna - z biedy wyrasta całe mnóstwo patologii społecznych (widzę mnóstwo przykładów na ulicy codziennie), a z homoseksualizmu? jakie? proszę o konkretne przykłady wraz z autorami badań na ten temat, potwierdzone przez inne zespoły

ale zaraz, przecież klaudiusz napisał, że badaczom zamyka się drogę do takich badań! zatem jak to pięknie pasuje: nie wolno im badać, zatem nie ma badań! zaiste brzytwa Ockhama!

nie dorabiaj ideologii, tylko powiedz, że ich nie lubisz, bo nie wiem, boisz się, że cię zacznie ktoś obmacywać, albo po prostu nie lubisz panów, którzy są mięciutcy, bo twoje racjonalizowanie niechęci staje się już podejrzane

Opublikowano

będąc hetero mogę z czystym sumieniem powiedzieć że gdybym miał urodzić się/stać się jutro homo - to nie chciałbym tego, ale wiem też że gdybym jednak miał być homo to nie tylko dorobiłbym sobie do tego świetną ideologię ale nawet umiałbym z tym żyć i jeszcze z tego życia byłbym całkiem zadowolony - ale byłoby to na pewno dużo inne życie i dużo trudniej by wiele spraw wyglądało.. więc stopniując, zupełnie ogólnie bycie hetero jest na pewno dużo fajniejsze niż bycie homo... ale jesli ktoś chce być homo - jego sprawa, pod warunkiem ze to rzeczywiście jego wybór - a z tego co wiem oni specjalnego wyboru nie mają... więc każdego indywidualnego homoseksualisty będe bronił i walczył o jego prawo do normalnego życia.. ale homoseksualizmu jako choroby bronił nie będe nigdy...
schizofrenicy, neurotycy, kompulsywni i maniakalni też mogą normalnie żyć jeśli wysiłkiem społeczeństwa zapewni im się odpowiednie dla ich choroby warunki, ale jeśli uznać że to społeczeństwo ma się nimi opiekować to priorytetem dla spoleczenstwa jest ich z tej choroby wyciągnać, a jeśli się nie da, do dowiedzieć się jak uniknąć zachorowań wśród następnych pokoleń...
rozróżnij wreszcie homoseksualizm jako chorobę od praw człowieka tą chorobą dotkniętego

Opublikowano

Mam dziwne wrażenie, że jakbym napisał "słoń" to ty Kazelocie odpowiedziałbyś:

"Słoń występuje w kawałach o słoniu i mrówce, prawdopodobnie są tej samej płci, na pierwszy rzut oka widać, że nie przystają do siebie i to jest dowód na to, że geje nie potrafią tworzyć związków a to oznacza, że homoseksualizm jest chorobą".

Innymi słowy cokolwiek bym nie napisał, ty odwrócisz kota ogonem i postarasz się podciągnąć pod swoją wizję rzeczywistości.

Powtarzam - homoseksualizm nie jest chorobą. Tak jak nie jest nią leworęczność - mańkutów też usiłowano leczyć. Dzieciakom wiązano ręce by uczyły się pisać prawą. Do dziś można spotkać nauczycieli, którym się nie podoba jak ktoś przy tablicy pisze lewą ręką. Czy Ty leczyłbyś leworęcznych?

Generalnie w tym wątku zgadzam się z vacker flickan. I może na tym zakończę tę dyskusje, bo coś widzę, że nie ma ona sensu.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Więc jest zboczeniem, a w najlepszym razie - delikatnie mówiąc, odchyłką.
Bo normalne toto nie jest.
I nie doprawiaj ideologii do nienormalności. Bo nawet jakbyś się spocił z wysiłku, to i tak pozostanie to nienormalnością.
Teraz jest to tylko poprawne politycznie... Tak, tak... Poprawne politycznie, ale to już odrębny termat do szerokiej dyskusji, w której nie chce mi się uczestniczyć, bo bym tylko musiał przekonywać, że białe to białe...itd.
Pozdrawiam Piast

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @piąteprzezdziesiąte Dziękuję za szczerość 
    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...