Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wpajęczy się czasem tęcza
błądząc przez świty okienne
ścienny zegar jest brzegiem
gdzie wygrzewają się cienie
gdzie stół nogami zarył
odtąd ani dnia więcej
jak matka kiedyś siwy
na obrus kładę ręce

dziś znów cię wypatrzyłem
spod rzęs wzniesionych ze snu
mateczko lewostronna
byłaś nie będąc tu
lub może ja byłem bliżej
tak samo niechcianej strony
jak wtedy gdy za chwilę
miałem się z ciebie narodzić

do mnie przyszłaś czy po mnie
przerażeniem brzemienna
gdzie zegar ścienny jest brzegiem
urodzić po stronie cienia
gdzie błądząc w świty okienne
jak dziś wpajęczy się tęcza

zanim jej nie wypłaczę
mateńko lewostronna
posłuchaj jak bije mi serce

Opublikowano

-bardzo pięknie, Poeto,bardzo...

wpajęczy się czasem tęcza
błądząc przez świty okienne
ścienny zegar jest brzegiem
gdzie wygrzewają się cienie
gdzie stół nogami zarył
odtąd ani dnia więcej
jak matka kiedyś siwy
na obrus kładę ręce


...łzy są słone...ech.

cyt

Opublikowano

dziś znów cię wypatrzyłem
spod rzęs wzniesionych ze snu
mateczko lewostronna
byłaś nie będąc tu
lub może ja byłem bliżej
tak samo niechcianej strony
........"

de Wstrentny, ta część zwrotki wg porzedniej jest o niebo słabsza,
a mnie jakoś drażni, nie pytaj dlaczego - nie wiem... intuicja
serdecznie pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dlaczego słabsza? powiedziałbym, że najlepsza. matka, która umarła dawno temu
wraca po syna, żeby teraz urodzić go po tamtej stronie, tak jak przed laty urodziła go tutaj.
i jak tu towarzyszy jej jego płacz, może gdzieś indziej słychać niewypowiedziany krzyk?
dziękuję
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


może przypomnę, że nawiązywało do tego jedno z czterech stwierdzeń epikurejczyków:
"Śmieć jest niczym." (kiedy umieramy, znikamy ze świata i nie ma nas, a kiedy żyjemy wtedy
nie myślimy o śmierci, więc - nie ma jej).
podchwycił to choćby norweski pisarz Jostein Gaarder:
"Nie musimy bać się śmierci, bo nie istnieje nic takiego, co może umrzeć. Jedyne, co znika, kiedy umieramy, to sama iluzja, że jest się oddzielonym od reszty świata, tak jak sądzimy, że to, co nam się śni, jest oddzielone od naszej własnej duszy."

warto też wspomnieć o wierzeniach, że kiedy umiera człowiek przychodzą po niego ci, którzy
odeszli wcześniej. stąd u mnie matka zawieszona między jawą a snem, wracająca, aby
urodzić teraz syna po tamtej stronie. czy jest ktoś, komu zaufa bardziej?
życie i śmierć - dwa największe przeżycia człowieka, więc przy obu postawiłem matkę,
bo tak samo ważne są dla niej, jak dla tego którego dotyczą bezpośrednio. tylko
ona wie[ co go spotyka, a on w obydwu przypadkach jest niemowlęciem niewidzącym
i nie potrafiącym niczego rozpoznać, przestraszonym innego świata.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


przecież w wierszu są wszystkie podpowiedzi, nie trzeba mówić nic więcej.
to, że matka wraca w ostatniej godzinie (odtąd ani dnia więcej) aby urodzić (przeprowadzić) syna po tamtej stronie raczej nie spotykane, więc nie ma do czego porównać wiersza.
tu upatruję ewentualną niemoc czytelniczą bo sam wiersz jest czytelny.
pozdrawiam
Opublikowano

Wstrentny, wybacz, że łapię za słówka, ale piszesz o Epikurejczykach i sławnym już "Śmierć jest niczym", a za chwilę, że śmierć jest jednym z największych PRZEŻYĆ człowieka. Skoro jest niczym, to nie jest żadnym wielkim przeżyciem ;P

A co do wiersza - się nie wypowiadam tym razem, bo na razie tak po łebkach ino zaliczyłem.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


piszę o filozofii. śmierć jako taka może być niczym* ale chwila w której się rodzimy
i druga w której umieramy są fundamentalnymi wydarzeniami w naszym życiu.
stad te całe szkoły maksymalnie najmniej stresującego porodu, rodzenie w basenach itd.
wszystko po to, żeby rodzący się człowiek odczuł nowe otoczenie jak najmniej boleśnie.

*można to porównać do definicji punktu:
miejsca przecięcia dwóch prostych które posiadają tylko jeden wymiar - długość.
nie ma go więc, ale jest (wytyczony tym czego nie ma)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Pani najwyraźniej ma ochotę się kłócić. inaczej napisałaby coś konstruktywnego,
jak sama widzi sytuację liryczną. w sumie nie muszę niczego objaśniać
bo czemu niby napisałem wiersz? poza tym, moje spojrzenie nie musi być
jedyne i ostateczne i jest tylko próbą przekazania czegoś, uchwycenia
inaczej wydawałoby się tak zwykłej rzeczy jak relacja syn-matka. pozdrawiam
Opublikowano

wierzę w intuicję Stasi, bo mnie też coś zatrzymało przy tej zwrotce. Myślę, że
powodem jest rytm i trochę niefortunny rym, spowodowany brakiem jednej zgłoski:

spod rzęs wzniesionych ze snu
byłaś nie będąc tu


To może niezbyt dobry zamiennik, bo na szybko, ale chodziło mi tylko o zmianę rytmu - wiem, że podumasz i wymyślisz coś lepszego :)

dziś znów cię wypatrzyłem
spod rzęs wzniesionych ze snu
mateczko lewostronna
czy byłaś tu a może
ja będąc byłem bliżej
tak samo niechcianej strony
jak wtedy gdy za chwilę
miałem się z ciebie narodzić

Wiersz w całości niezły (niedługo zacznę dopisywać "jak zwykle", jak Messie :) Myślę jednak, że w tym miejscu przydałoby się coś zrobić.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wystarczyłby po prostu dać "już" przed tu, ale po co? wiersz ma swój własny rytm,
podobnie jak to było z "letnią opowieścią", która też jak pamiętam "nie leżała" Ci z tego powodu (widocznie lubisz przewidywalność?). przecież gdzie indziej też raz jest 7 sylab, to znów 8,
a na końcu nawet 9.
skrócenie wersu (jest najkrótszy w całym tekście) oddaje to, że kogoś zabrakło.
podobnie ostatni, najdłuższy, jakby komuś żal było skończyć, to co zaczęło się kiedyś.
pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


do lustra można porównać wszystko, nawet trapez od którego zamiast światła
odbija się czasem akrobata. dlatego, że wszystko ma swoją drugą stronę (przynajmniej jedną)
skoro nawet sam Bóg ma antyboga Szatana (satan to po hebrajsku właśnie przeciwnik).
nie chodziło mi tyle o to, że tu umieramy a tam się rodzimy, to raczej utarty temat.
raczej o to ,ze przeprowadza nas przez to "mateczka lewostronna" tak jak tu kiedyś
wydała nas na świat "matka rodzona". proszę zauważyć, jak nawet się mawia:
wydać kogoś na świat. tak jakby tego nie chciał.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Wstrenciuchu, teraz piszesz o "fundalmentalnych wydarzeniach", wtedy o przeżyciach. To chyba jednak trochę inne rzeczy ;-)
Jeśli piszesz, że śmierć jest niczym, to jako sam akt, taka jest i nie jest żadnym przeżyciem, jest natomiast największym wydarzeniem (nie licząc narodzin).
Inna sprawa, że jednak śmierć jest nie tylko wydarzeniem, ale i przeżyciem, bo śmierć to nie tylko sam akt oddania ducha, ale też myśli o śmierci, odliczanie Końca, przeczucie zbliżającej się Nicości. W takim sensie w tej kwestii nauka Epikurejczyków jest bezwartościowa, bo śmierć nie jest niczym. Znam nie od dziś nauke epikureizm, ale wciąż to nie zmienia faktu, że odczuwam zbliżający się Koniec i śmierć jest jednak już teraz dla mnie przeżyciem.
Także tu się z Tobą zgadzam; ja po prostu tę sprzeczność chciałem Ci wygarnąć, bo z jednej strony piszesz o śmierci jako niczym ważnym, a z drugiej jako o ważkim przeżyciu.

Wybacz, jeśli bajdurzyłem ;-)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


pięknie bajdurzyłeś i trudno się z tym nie zgodzić. tym bardziej, że podkreśla to
moje poglądy. śmierć według epikurejczyków nie istnieje, jest iluzją. przytoczyłem ich dewizę
choć sam nie jestem epikurejczykiem. zresztą pojmowanie świata uległo od tamtej pory
diametralnym zmianom. jeśli więc przytoczyłem te słowa to dlatego, że co jest w nich najważniejsze? narodziny (powstanie ze śmierci) a potem sam moment śmierci jako...
dowód na to, że śmierci nie ma!
stąd podobieństwo do definicji punktu, który nie ma żadnego wymiaru i jest zdefiniowany
przez to, że prosta nie posiada szerokości tylko długość i właśnie styk takich (przynajmniej
dwóch) czegoś czego nie ma go definiuje.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Troszkę dziwne wnioski wyciągasz z tego, co napisałem. I skąd w ogóle przyszło Ci do głowy, że lubię przewidywalność? To bzdura ;)) Poza tym, pisałem o wierszu, nie o Tobie, więc nie staraj się zabłysnąć psychologią, bo wygląda na to, że krytyka (myślę, że konstruktywna, bo wyjaśniłem, co nie gra) nie jest Ci potrzebna i Cię denerwuje. Po co w takim razie wstawiasz wiersz do W? Albo, co przewidywalność ma wspólnego z rytmem?
Wstawienie "już", jak napisałeś nic nie da, niestety.
Nie chodzi mi o tylko o ilość sylab, ale (w tym konkretnym przypadku) wymuszony (delikatnie mówiąc) rytmem wiersza - akcent, który w drugim z podanych wersów pada nieprawidłowo na "dąctu" i robi się po prostu śmiesznie.

spod rzęs wzniesionych ze snu
byłaś niebę dąctu

To tyle.

Jeśli chodzi o "Opowieść o", to przypomnę, że na koniec napisałem że wiersz jest: "całkiem, całkiem". I nie zarzucałem wtedy nic, co miałoby związek z przewidywalnością, tylko rozśmieszyło mnie jedno ze sformułowań, przypominające znanego "zonedzistę" z tego portalu.
Napisałem przy tym, dając do zrozumienia, że to żart "na siłę szyty nićmi gruby" i, że "Mam nadzieję, że się nie po(g)nieważ".
Pamiętasz, co odpowiedziałeś?
""Poezja to nic osobistego" - więc czemu miałbym się gniewać? niech kojarzy się jak chce - w końcu
skojarzenia przychodzą do głowy dosłownie jak chcą, niezależnie co sami o czymś myślimy."

Pozdrawiam.
(ale ja się naprawdę nie gniewam) :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Troszkę dziwne wnioski wyciągasz z tego, co napisałem. I skąd w ogóle przyszło Ci do głowy, że lubię przewidywalność? To bzdura ;)) Poza tym, pisałem o wierszu, nie o Tobie, więc nie staraj się zabłysnąć psychologią, bo wygląda na to, że krytyka (myślę, że konstruktywna, bo wyjaśniłem, co nie gra) nie jest Ci potrzebna i Cię denerwuje. Po co w takim razie wstawiasz wiersz do W? Albo, co przewidywalność ma wspólnego z rytmem?
Wstawienie "już", jak napisałeś nic nie da, niestety.
Nie chodzi mi o tylko o ilość sylab, ale (w tym konkretnym przypadku) wymuszony (delikatnie mówiąc) rytmem wiersza - akcent, który w drugim z podanych wersów pada nieprawidłowo na "dąctu" i robi się po prostu śmiesznie.

spod rzęs wzniesionych ze snu
byłaś niebę dąctu

To tyle.

Jeśli chodzi o "Opowieść o", to przypomnę, że na koniec napisałem że wiersz jest: "całkiem, całkiem". I nie zarzucałem wtedy nic, co miałoby związek z przewidywalnością, tylko rozśmieszyło mnie jedno ze sformułowań, przypominające znanego "zonedzistę" z tego portalu.
Napisałem przy tym, dając do zrozumienia, że to żart "na siłę szyty nićmi gruby" i, że "Mam nadzieję, że się nie po(g)nieważ".
Pamiętasz, co odpowiedziałeś?
""Poezja to nic osobistego" - więc czemu miałbym się gniewać? niech kojarzy się jak chce - w końcu
skojarzenia przychodzą do głowy dosłownie jak chcą, niezależnie co sami o czymś myślimy."

Pozdrawiam.
(ale ja się naprawdę nie gniewam) :)

nie pisałem o "opowieści o" tylko o "letniej opowieści" jak to "tamtych dwoje"
zsunęło w końcu kiedyś sypialnie i nawet na śniadanie już więcej nie wstawali
(nie chce mi się szukać).
co do:

spod rzęs wzniesionych ze snu
byłaś niebę dąctu

zauważ, że taki zapis wytłuszcza TU-


dziś znów cię wypatrzyłem
spod rzęs wzniesionych ze snu:
mateczko lewostronna
byłaś, nie będąc - tu

(lub może ja byłem bliżej
tak samo niechcianej strony,
jak wtedy, gdy za chwilę
miałem się z ciebie narodzić?)

przecież również można napisać to tak:

dziś znów cię wypatrzyłem
spod rzęs ze snu wzniesionych -
mateczko lewostronna:
byłaś nie będąc - tu

z tego co widzę, akcentujesz wyraźnie "ze" a przecież tego nie słychać już prawie w mowie
tak jak w w jaku słychać japko. nawet unika się ze coraz częściej zamieniając je na z tak jak we zamienia się na w (we włosach - fuuu! poprawnie ale brzydko)
po prostu inaczej czujemy pewne słowa a to przecież jest podstawowy, charakterystyczny image danego autora. pozdrawiam
Opublikowano

Tys prowda, rozumiem, z image się zgadzam, ale tylko w związku z oryginalnością sformułowań, użytych środków itd itp. Właściwości pisowni, póki są, jakie są, stanowić muszą jakiś fundament, wokół którego przeciętny czytacz ma się poruszać. Nie znaczy, że nie należy eksperymentować, jasne, że trzeba, ale trzeba też się liczyć, że po drodze zawsze znajdzie się taki, co się doczepi ;) Poza tym, masz rację, to w końcu Twój wiersz.
Ino, że dla mnie "w wosach", a nie "we wosach" było i jest bee, a "z snu" byłoby bee do kwadratu.
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • sytuacja najgorsza

      znów piszę słowa 

      niech zechcą się rymować 

      niech wpadnie metafora i porównanie by poezja popłynęła a nie tylko szczekanie jak pies na pianie 

      wścieklizną się pojawie w twoim śnie 

      będę bał się wody która oczyścić potrafi ciało i krew a przede wszystkim serce i duszę 

      będę pompował w krwi obiegu gęsta ciemną maź

      nie krew bo ubogą w cały tlen 

      duszę się w twoim śnie 

      i płuca nie napełniają się w zyciodajną materię czyli (powtórzenie cholera ale inaczej sie nir da) z powietrza (jeszcze nie terwz uciekłem tym słowem ale zaraz padnie co w niedawnym wersie i oto jest juz tuz po nawiasie) tlen

      tlen 

      tlen 

      tlen 

      tlen (razy pięć widzisz to rymuje się ze sobą to samo słowo czy off)

      potrzebuję oddechu a jedyne co mam to dym z papierosów którym wśród czterech ścian oddycham i oddychałbym wszędzie tym nikotynowym szczęściem 

      na plaży i w lesie ale tam nie niesie mnie krok

      do monopolowego to jo

      ale nie dalej

      tylko gdy drobne uzbieram wyżebrać się uda na flachę 

      w kieliszek polane ale to niewystarczająca ilość 

      leję tani twardy alklhol w szklankę i wlewam w ryło 

      wuda do ryja

      vvdvdoryjv 

      czarnego skrzydła motyla

      zgubiony w pseudonimach 

      niesiony na skrzydłach 

      znikam

      by zasnąć w sen wieczny jako bezimmirnny

      i to moja nagroda 

      nie do wiary jaki jestem zjebany

      i przeklinać mogą niby inteligentni mówią słowa przysłowia ale prawdziwie mądrzy potrafią nie rzucić kurwą w stronę chama ggdy odpierdala bo w sercu mają miłość Pana i idą w jego słowa by na raj w życiu po sądzie ostatnim zapracować 

      a ja

      odchody piekła 

      robactwo co go diabeł się wyrzeka

      utopiony w rynsztoku z fekalii demonów i grzeszników z kotłów 

      po prostu 

      po kieliszku w szklance się żale 

      szczekanie a na pysku kaganiec

      zeby niepełne w szczęce i dziurawe

      nie obawę a odwagę wykarzesz gdy w twoim śnie będę nawiedzał cię 

      i eutanazję jak się należy z nabitej srebrem strzelby wymierzysz między oczy i nic nikogo tu nie zaskoczy 

      wyzionę tedy ducha i uleci w pył rozbita przez grzechy dusza i opuści atmosferę jak nikt mnie nie chce bo zrobiłem co mogłem by trafić w serce i zdradzić zaufanie i kolejną szansę zamienić na te ostatnie wzruszanie ramionami na nie

       

      czyli tak

      ja to pies 

      ja to pies chory na wściekliznę 

      za późno na ratunek należy ubić podłe złe zwierzę zagrożeniem jestem 

      oto nke pytam dziś pod koniec dziwnego tekstu kim jestem 

      bo wiem że dzięki nim (Oni) udało mi się dojść do błędu 

      obłędu w jakim tkwiłem

      sprawdź sobje wielbłada jako metafore w arabskich tekstach 

      ja nie jestem Nim

      demon z piekła mnie opętał 

      można powiedzieć 

      ale to nie inne byty kierowały mną a winnego mam siebie 

       

      to nie żale 

      to nie ku chwale

      to ku przestrodze dla ciebie żebyś widział dalej 

      niż ja widziałem 

      mimo okulara szkiełka tylko czubek własnego nosa dostrzegam 

      mimo uszu pełnych miodu nje słyszę szeptow innych niz krzyki ego które mi wmawia że jestem okej

      o jej

      olala 

      paczeko (fonetycznie z portugalskiego tłumaczy się na wysoko ale w niematerialnym sensie tylko wyniesion jakos tak nie wiem jak ci to wytlumaczyc sputaj w Hiszpanii) 

      ego 

      nie niosę światła myślę o sobie 

      ja jestem światłem 

      mów mi słońce 

      mówię o największej gwiezdzie którą znam też na b jak imię i ksywa które nadała mi rodzicielska decyzja i ksywka którą sobie sam potem wymyślam 

      b b b b b

      lubię choć nie wolno mi lubić nic tylko do siebie czuć wstręt i hejt jak nienawiść 

      czemu nie potrafię się zabić 

      skoczyć i skończyć 

      wybrać gałąź i owinąć szyję w pętle i runać niczym nazisci i skończyć jak Hussein tylko w pewności zostawić że napewno winny 

      zabiję cię 

      a to ja zasługuje na śmierć 

      przystaw mi broń do głowy i kurwa mać strzel

      niemetaforyczne jak liryczne zabójstwo tylko elektryczne krzesło ku ulgom 

       

      hau hau buda i łańcuch i kagancu na pysku a nie mi tu bazyliszku 

       

      oto ściana słów które nic nje znacząc cóż skąd miód i mleko i ze srebra zastawa na stole komus kto nie doceni nigdy bo jest matolem

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Nie wiem co źle robię Ale ciągle myślę o sposobie Jak pokochać siebie Jak czuć się jak w niebie   Chciałabym być prosta jak kartka papieru Cienka idealna pełna manieru   Na kartce piszą da się ją przeczytać A ja jestem zamkniętą jak zszywacz   Chciałabym być otwarta i nic nie ukrywać A tak naprawdę muszę zgrywać Że jestem idealna i szczęśliwa jak pies Zawsze gdy ktoś mnie widzi nie wie co mi jest   Nie wie co czuję co się ze mną dzieje Ale co w tym dziwnego jak tylko się śmieje?   Kartka jest prosta czysta jak niebo gdy tylko ktoś na niej długopisem napisze  Brudzi się tylko od niego…
    • @Mitylene tak owszem, zawsze  takie majestatyczne:) dziękuję ci:) pozdrawiam serdecznie:)
    • @brt chce wypić to co ty poproszę namiary kompoty browary dzięki stary
    • @violetta zapach tulonych płatków przywołuje pamięć z dzieciństwa malując w tej miniaturze ciepłe wspomnienie. Podoba mi się metafora " kipiących bzów"- uwypukla bujność tych kwiatów i ich czarodziejski zapach...
    • No to tak  Co zauważam w tym tekście to ostatnie wers za wersem za wersem trzy razy. Super to ale może zedytuj do pięciu bo to cyfra bez skazy gdy ma się dwie piątki w urodzenia dniach daty to się czuje więź. Super wiersz o monecie i reszcie której nawet nie wyda ekspedienkta bo nie jest podmiot liryczny wart centa choć poleciał na wersach. Złamany grosz to coś jak ruletka którą wygrał ale kasyno no nie było stać go na wypłatę bo swoją wdowią monetą o której nawet nie wiedział postawił poewnie piątkę i spadła kulka na kole na tą cyfę a jak czytamy w słowach księgi Wdowi grosz do bardziej wartościowych należy niż bogacza żetonów stosik, gdzie to nadmiaru kawałek fortuny, I tak cebulka wydobyta z dna pod dnem, rzucona na planszy na znaczek z cyfrą jak pięć udała się przepowiedzieć gdzie wyląduje kula na kole ale ale ale  ale ale ale nieświadomość daru gracza nieświadomość gry nie daje im kasyno wygranej zresztą nie stać ich nawet bo ta resztka dobra w nim głęboko pod zgnilizną duszy generalnie (głuopio rymować generalnie słowem ale jakoś tak wychidzi że w wielu miejscach gdzie nic nie można na szybko sklkelić w rym genrealnie słowo daje ten stan ulgi gdzie sklejasz wers rymem tak tu jerst kumasz mnie czy nie pewnie jedno i drugie to tako mądre jak i głupie to tak samo stoi twardo na nogach ale wie jak to jest upaść i twarda podłoga na własne życzenie leży pod twoim cielem (wymyślone słowo przywilej który grafomanowi się takoż samo należy jak i poetom czyli lp w skrócie kmwtw tak tu jest ma rymować się generalnie wielokrotnie najlepiej bo to wyjebanie fajne usłyszane w przestrzeni wersy mówią mi kiedyś a dziś wiem że jak i religia chrześcijańska jak i licencja poetica powinny być mi przywileje odebrane i na nic amen i na nic rymowanie w tekstu ścianie to już nie fajne gdy dziecko we mnie martwe jak sam je zabiłem monster artowaniem na nieświadomości oczywiście jak to ja oto ja kurwa mać (a przekleństwa karmią szatana ale i jemu należy się strawa bo to dziecko Boże i Stwórca marzy może że i Lucyferowi ostatecznie należy się raj (no koniec wojen niech ta pierwsza przykład da i pogodzi się zbuntowany anioł z SYnem Bożym drugim razem narodzonym wśród ludzi i zbijając piątki skończą terror wrogów ze światów niematerialnie istniejących) (zapomniane główne wątki i co zrobić gdy się leci w te klawisze i nie ma czasu wracać do wcześniej co się pisze i się chce tylko stawiać kolejne litery w słowa sylabami ustawione które się spacjami oddzieli bez interpunkcji bez kropek i przecinków bez kitu tu tylko nawiasy z takich znaków dziewczyno chłopaku ratuj to głowa po mocnych trunkach kończy się flaszka za cudzy pieniądz którą w gardło ze szklanki się wrzuca no kurde (choć rymowałoby się kurwa ale te przekleństwa to taka sprawa jednak niezajebista bo raz że karmią szatana który wciąż chce dla nas piekła jak i drażnią ucho i nieprzyjemna nastroju rozmowy wibracja wpada do mózga przez ucha kanały ślimaki (nieporadzisz na te nawiasy już nawet nie chce wracać do głównej myśli do pierwszych fraz do frazy która ten wyrzyg zaczęła tak tu jest tak się dzieje i to nieraz i się niezmienia oto ja tylko do przodu bez pomyślenia jak gaz do dechy gdybym wsiadł do samochodu za kierownice i pewnie pierwszy zakręt powinien być dla mnie oszukać przeznaczenie cudzym cierpieniem i wciąż niedocenienie dobra wokoło tylko ból i cierpienie, zaufanie do człowieka stracone i wzgarda i hańba (pierwsza myśll mi się przypomina znienacka nagła iskra że to komentarz wiersza o monetach pisałem i wkładzie nieświadomym z cebulki kmwtw generalnie piszę generalnie nielubiąc generalnie ale często gęsto to słowo czyli generalnie rymuje się gdy nie wpada nic lepszego do głowy i można z ulgą rymem z generalnie słowa rymowankę złożyć)  O walucie wiersz spowodował że powstaje ściana z tekstu która bezsensem okazuje się i niepotrzebnie wysłana w komentarzu powinna nie była się zacząć by nie mogła się skończyć ale oto ja w tym czasu się dla pokazu i wyżycia wśród szumu trunku którego spożycia w nadmiarze znalazłem szansę i jakoś tak myśli mam niecodziennie dostępne gdy zaciemnienie na umyśle należne z zamknięciem pyska idące w parze którego pożądanie czuje wśród współpasażerów byłych już przedziału pociągu który wiezie mnie nie na miejsce i nie na odpowiedni przystanek o nieodpowiednim czasie zapowiadane co do minuty dotarcie po krzywych torach po szynach które były złe jak moja osoba. A co do wiersza to super że poezja Ci przyszła wena i wiersz się udał bo w rymach wersach i zwrotkach jest forma podziwiam przy tym dniu a to sobota pa
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...