Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Czy ma to sens? Łapię dwuznaczność pierwszego wiersza, ale nie znajduję takowej w drugim wierszu. Zagrycha to jeden, a ta część ukryta dla mnie to...?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Mam tak kawę na ławę? Podpowiem trochę. Znaczeń jest co najmniej trzy, a trzy rzeczy nie mają żadnego znaczenia: "no", "i", "a".
Bardzo ważnym elementem jest tytuł. :)
Pozdrawiam.
Opublikowano

Witam raz jeszcze.

Może chodzi o coś z "grychą"? Znalazłem w wyszukiwarce, że "grycha" to regionalizm poznański oznaczający "starą bułkę". Tylko co ja teraz z tą bułką pocznę? Do czego ją tu przypiąć? Hm.

Szczerze - dla mnie to "poezja zagadki", a mówiąc inaczej: po prostu zagadka, nie wiersz. Przyrównałbym Twój tekst, HAYQ, do "Ortoepisena" Białoszewskiego. Proszę:

ORTOEPISEN

Siedzą ludzie schowanimo
knąc sobie plecypalt
PRĘT...! Lu...!
Pręt ! Lu !
nie wytrzymajcie - wyżymajcie plecy z palt
szkoda was moknięcia

Sens to ma, nie przeczę. Ale na pierwszy rzut oka brzmi jak bełkot. Jasne, można pogłówkować, co tu jest napisane. Ale czy o to chodzi w poezji? Oczywiście, interpretując wiersz, zastanawiamy się nad jego sensem. Tylko że to coś innego od rozgryzania które słowo łączy się z którym, prawda? Nie mówię też, że się tak bawić nie wolno, ale trochę umiaru należy stosować ;-)
Jak bym chciał się pobawić w łamigłówki, to poszedłbym sobie na inny serwer, albo kupił w kiosku gazetkę z łamigłówkami.

Tyle ode mnie. Dla mnie to za mało na wiersz.

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zacznę od końca - "krótki utwór liryczny, zazwyczaj (a więc niekoniecznie) rymowany lub wierszowany o różnorodnej tematyce, często humorystycznej lub ironicznej (satyrycznej). Posiada puentę.
Czy ten gatunek, zwany fraszką będzie wierszem, czy nie? I z jakiego powodu tak, a z jakiego nie, bo nie określiłeś - dlaczego to, co napisałem "to za mało na wiersz". A jest właśnie fraszką.
Dodam, ironiczno-polityczną.
Ciekawe, co sądzisz o tej fraszce (nie mojej):

Dylemat PiS:
Kurs (z) kim?

To wiersz, czy nie wiersz? :)

Sprawa łamigłówek. Jak widzisz "nie moja" fraszka w sensie, o którym mówisz, też jest łamigłówką. Świetną łamigłówką.

Moja nie jest tak świetna, ale równie prosta. Trochę za daleko poszedłeś w poszukiwaniach - niepotrzebnie, tym razem(być może następnym zajdzie taka potrzeba), Nie jestem jednak zwolennikiem gmatwania, wolę prostotę. Dlatego zastnawiam się, gdzie ten brak umiaru ;)

ORTOEPISEN, to faktycznie wyższa szkoła jazdy, ale u mnie? To niemal prymitywne.
Proszzz:

1. no i mielim przy wódce (jęzorami "mielim", przy owej właśnie...)
a za gry... hę? (czyli dosłownie "zagrychę" - kropki zastępują "c", "hę" dodaje znaczenia w zdaniu )
- wkrótce! (wkrótce, to "wkrótce", czyli dosłownie)

2. no i mielim przy wódcę (czyli "[u]mielim[/u] przywódcę" - w znaczeniu "obgadujemy" lub "sprzeciwimy mu się", "robimy mu na złość"
a za gry... hę? ("zagrychę" - w znaczeniu "zemścić się", "dokopać - na deser", "itd"
- wkrótce! (jw., czyli dosłownie

3. no i mielim przy wódcę (w znaczeniu "mieliśmy przywódcę")
a za gry... hę? (za "gry" - czyli presję, poddaństwo, upokorzenia, posłuszeństwo, itp, itd)
- wkrótce! (wkrótce - w znaczeniu "się odwzajemnimy"

4. no i mielim przy wódcę (Znaczenie to samo, co w 3., ale w pojęciu ironicznym ze strony poprzedniej opozycji, a dzisiejszych rządzących.
a za gry... hę? (Znaczenie to samo, co w 3., ale za nieczystą grę, haki, kłamstwa itp,itd.
- wkrótce! (ano wkrótce - pewnie to samo + komisje śledcze, sądy itp itd)

Myślę, że wyczerpująco. Przepraszam, ale krócej nie dałem rady. Prawda, że proste ;)
Acha... kolejność 1,2,3,4 - nie bez znaczenia
Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tak myślałem też o sianie,
- tego jednak więcej w teczce,
ale głównym było daniem
to, co się zawiera w sieczce.



Posiekałem wiecheć słomy
tej co z buta wystawała
lecz nie było w niej mamony,
prędzej gdzieś wyparowała.

Sieczki żuć nie zamierzałem
chociaż ponoć strawą naszą
bo choć żona mówi – osioł,
nie przepadam za tą paszą.
Opublikowano

Witam raz jeszcze.

Przepraszam, źle się wyraziłem, pisząc: "to za mało na wiersz". Jest to w ogóle niezgodne z moimi poglądami. Zagalopowałem się nieco, a chciałem w końcówce komentarza podsumować go tylko. Miałem napisać jeszcze raz: "dla mnie to poezja zagadki, którą niezbyt wysoko cenię". Widział Pan może wiersz Jasieńskiego, pt. "Nic"? Po tym tekście wszystko jest już poezją, jeśli tylko chce tego autor, dlatego owszem - Pańskie tekst jest wierszem.

Teraz muszę się jeszcze wytłumaczyć, dlaczego to dla mnie "poezja zagadki" (proszę się nie zrażać tym określeniem "poezja zagadki". To tylko tak, żeby zbytnio nie komplikować sprawy. Niech się Pan cieszy, że to nie "poezja kiczu" ;p).

Dwie sprawy w tej kwestii. Po pierwsze - podobnie jak w niektórych łamigłówkach również w tym tekście są kropeczki, pod które należy wstawić jakąś literę. Wprawdzie jest oczywiste, że chodzi o "c", niemniej fakt pozostaje faktem. Fizycznie nie ma żadnej litery, a my udajemy, że jest. Dlatego to dla mnie bardziej "poezja zagadki".
Po drugie - zaproponowane przez Pana trzecie znaczenie tekstu jest dla mnie naciągane. Pomijając wersyfikację, wygląda to tak: "Mieliśmy przywódcę. A za upokorzenia? Hę? Wkrótce!".
Jako dialog wygląda to tak (jeśli dobrze zrozumiałem, rzecz jasna):
- Mieliśmy przywódcę.
- A za upokorzenia? hę?
- Wkrótce!

Przełożyłem "gry" na jedno z zaproponowanych przez Pana znaczeń. No i co my tu mamy? Pan naprawdę uważa, że z tego "wkrótce" da się tu wyczytać, że chodzi o zemstę? Tu w zasadzie wszystkiego trzeba się domyślić i jest to zupełnie inna sprawa, jak przy choćby metaforze. Tam też nie jest wypisane wszystko dosłownie, ale jest jednak napisane wszystko. Kwestią jest tylko odpowiednie zinterpretowanie, odgadnięcie pomysłu autora. Tu zaś samemu trzeba sobie dopowiadać i jest to właśnie dla mnie "poezja zagadki". Chylę czoła przed tymi, którzy złapali, o co chodzi. Może jest tak, że ja po prostu jest zbyt mało rozumny na taką poezję. Nie przeczę, że może i tak jest. Może więc ośmieszam się tym komentarzem, twierdząc, że tu nic nie ma napisanego, a wszystko sprawą dopowiadania. No ale skoro zabrnąłem już tak daleko, to wykładam przed Panem, jak ja to widzę. Proszę też zauważyć, że ja nie piszę, że nie dało się odczytać znaczenia słowa "gry". Nie o to chodzi. Dla mnie nie ma tu przejścia od pytania do odpowiedzi "wkrótce". Dla mnie jest samo "wkrótce", które nie wiadomo, do czego przypiąć. Bardziej to wygląda na niepełny zapis. Usłyszeliśmy niepełne pytanie i odpowiedź, z którą nie wiadomo, co począć.
Z tego też powodu nie mogę uznać zaproponowanego przez Pana 3. znaczenia wiersza.

Za to znaczenie 2. jak najbardziej. Tam jest trochę inna sprawa, bo jeśli jest tak, że "zagrycha" w istocie znaczy "zemścić się", to wszystko jest napisane. Kwestia tylko czy czytelnik zna ten regionalizm (?).

Dlatego dla mnie zostaje znaczenie tylko 1. i 2. Szczerze powiedziawszy, to i tak dużo, bo pisząc komentarz spodziewałem się, że zostanie tylko 1. znaczenie, czyli tekst o niczym. No ale muszę być z zgodzie z samym sobą: 2. znaczenia są, czyli wybronił się Pan w moich oczach. Mógłbym coś jeszcze napisać odnośnie regionalizmów, jeśli to są regionalizmy, ale dobra, przemilczę tę sprawę, żeby nie wyglądało tak, że piszę tylko po to, żeby wystawić jak najniższą ocenę wierszowi.

Co to przytoczonej przez Pana fraszki. Szumna nazwa dla takiego tekstu. Jeśli jest, jak Pan mówi, to gdzie ta pointa? Poza tym to też taka zabawa słowem, na dodatek niezbyt interesująca, bo bawiąca się nazwą własną. No a tych można podbierać ze świata do wyboru do koloru. Jeśli mam być szczery, to Pana wiersz jest 5 razy lepszy od tego czegoś, bo - choć ja nie wpadłem na wszystko - to jednak trzeba mieć zacięcie do takich pomysłów. Wprawdzie za kilka lat mniej obeznana osoba może zupełnie nie wpaść, o co chodziło z tym przywódcą (to bardziej okolicznościowy wiersz), to jednak Pan zagrał na zwykłych słowach. I mniejsza o to, że raz ta "zagrycha" ma osobliwe znaczenie.

Co do "Ortoepisenu" (czy raczej "Ortoepisnu") - przesadna skromność od Pana bije. To, że Białoszewski osiągnął dużo, wie wiele osób. Ale bez przesady, że każdy jest wiersz, jest zjawiskiem wyjątkowym. Dla mnie osobiście po pierwszym tomiku Białoszewski spuścił z tonu. Odszedł jeszcze bardziej w stronę prymitywnych form i wydał wiele kiczowatych miniaturek. Czytałem kiedyś Białoszewskiego i nie mogłem się nadziwić, że tak słabe teksty poszły do druku. Jechał chyba na swojej sławie. Nie mówię, że już nic dobrego nie pisał, bo pisał. Ale proszę późniejsze tomiki Białoszewskiego "zbadać". Będzie dużo śmiechu, zapewniam. "Ortoepisen" nie mam pojęcia, w którym tomiku się ukazał. Choć idę o zakład, że nie był to debiutancki tomik (w każdym razie na tę chwilę sobie nie przypominam). Z tym tekstem jest podobnie jak z "Dylematem Pis" - jest gorszy od Pana tekstu. Pewnie wydaje się to Panu dośc dziwne, bo Pana wiersza też wysoko nie postawiłem, prawda? Ale Białoszewski to już zupełnie "pojechał". Raz "lu" znaczy "lunął", innym razem "ludzie". W taki sposób można nawet dojśc do tego, że lu znaczy "lulać", zważywszy na to, że mówimy tu o śnie. Tak więc przynajmniej tym wierszem Białoszewskie się przy Panu chowa.

Kończąc, chcę powiedzieć, że bardzo się cieszę, że tworzy Pan to, co tworzy. Dla mnie to są może za wysokie progi i dlatego tak czasem bajdurzę. Ale proszę dalej to robić. Postaram się następnym razem bardziej wysilić mózgownicę. Kto wie, może coś z tego będzie? ;-)

Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Julia z Kurlandii   Kim jestem? Śladem po mnie w pospiesznie rzuconej mikrohistorii, w starym śpiewniku ewangelickim, w filmie o kimś podobnym do mnie, w tajemniczych literach, w czyimś allelu, w chemicznym znaczniku. W strasznej historii o czyimś odejściu i w trychterze do karmienia na siłę niejadków.   W słowie grynszpan, sepia. W starych aktach narodzin i śmierci. W cytacie biblijnym „Ich bin das Brot des Lebens” na świętym obrazku zagubionym między stronami.   To ja. Przypominam o sobie we wspomnieniu wnuka o ojcu i jego matce – samobójczyni lub ofierze. W Weronalu kupionym w starej aptece na Chmielnej.   Przypominam o sobie w starym śpiewniku i w słowach dokumentu: młoda kobieta w wieku dziewiętnastu lat przyniosła swoje dziecko do chrztu. Ojciec nieznany. Później zastygam w milczeniu syna. Wstydliwym i bolesnym milczeniu. Co potrafiłam? Nakrywać stół potrafiłam, zarządzać domem swoim.   Wyszłam za mąż. Syn dostał nowe nazwisko. Żyliśmy sobie w Alejach. Dwoje małych nam umarło – córka, której imienia nie pamiętam, i syn Zygmunt. Odeszli.   Rozwód zasądził sąd kościelny. Nie dałam rady. Józio poszedł do szkoły. Wrócił, a mnie już nie było. To był jeden z mroźnych dni lutego 1909 roku. Weronal, włamanie, nienapalone w piecu… Nie wiem. Nie pamiętam.  
    • @.KOBIETA.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      A gdybym, mimo woli, kiedyś Ci dopiekł - pomyśl: "rodziny" się nie wybiera
    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...