Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Opowiadania Ambrożego S. Część 1.
„Nie walajcie się pod płotem w Batumi".

„Głos Literatury z Mirosławia” – na pewno znacie tą gazetę i mnie, Ambrożego S. To ja pisałem, że Pilch jest wart nagrody Nobla, a Witkiewicz to narkoman, ja też odkryłem Kononowicza, obecnego naszego Prezydenta Wielkiej VIII Rzeczyniezbytpospolitej. No taki już jestem – po prostu zęby zjadłem na artystach i nie kryje się z tym. A nagrodzone przez Radio Mirosławiec tomiki poezji – „Wzdychając wśród Twoich dłoni do słońca” i „Miłość trzysta milionów ma imion w tym Jedno Twoje” są oczywiście mojego autorstwa. Zresztą setki, ba, tysiące poetów pisze do mnie, że im się podoba, że to o życiu i uczuciach. Ale nie o tym dzisiaj. Dzisiaj postanowiłem zrobić coś dla naszej literatury i opowiem wam coś. Uszanujcie to – mało jest takich wybitnych umysłów jak ja.*

Szefowa, Klotylda L. wlazła jak zawsze kiedy jej nie potrzeba – akurat jak wcinałem hamburgery. Oczywiście wiecie, że hamburger to już nasza potrawa narodowa, o nich pisał już Homer, w końcu też Polak. Wtedy to nazywano świnią. Przybrałem leniwą pozę geniusza, (którym de facto jestem). Od zawsze chciałem jej się spodobać. Jej błękitnoanielskogłębokoniebieskoliliowe oczy jak zwykle były szmaragdowocudowne.
- Batumi, masz coś to jutra napisać o Batumi.
- Ech, Batumi, Batumi, a skądże ja pomysł wezmę na Batumi?
- Musi być o Batumi. Przyjeżdża do nas profesor z Azji, Sikowbokbonimachuia, autor arcydzieła: „Raj zajmuje zachodnią część Przesmyku Kaukaskiego, czyli wąskiego pasma lądu, które oddziela Morze Czarne od Kaspijskiego a zarazem łączy Europę Wschodnią z Południowo-zachodnią Azją”. Będzie wykładał o stosunkach. Musisz coś sklecić, coś z przeszłości, wiesz, wspólna sprawa, Matka Polka z Azji czy coś w tym kierunku. Zresztą sam wiesz, że w tych czasach każda bzdura przechodzi
- To i tak będzie kłopot, wolałbym jednak coś bliżej.
- Nie, masz coś napisać o Batumi, coś na Twoją skale. Bliżej to możesz iść z Henkiem na piwo (Heniek to nie dość, że franca i konfident, to jeszcze mój konkurent w dodatku) W końcu to ty jesteś Ambrożym, naszym Ambrożym
No tak, tak to już pewne, że coś napisze. Ale Batumi, a co to za wynalazek? W głowie pustka, w zębach mięso. Ale Klotyldzie się nie odmawia, każdy z Mirosławia to wie. Pójdzie to tego francy Henryka, a on zerżnie coś z tego Internetu. Trzeba coś samemu znaleźć. Encyklopedia, ale nie mam. Słownik – też nie za bardzo. W sumie jedyne, co mam w domu to coś o Żeromskim – babcia mi dała. I wpadłem na złotą myśl.**

„Żeromski był w Batumi” – ale co z tego? Nie, tak zrobimy: „Było przedwiośnie. Stefan wysiadł ze statku w Batumi, był po LSD i zaczął pisać kolejną skandaliczną powieść. Pomagał mu w tym występku Gombrowicz i na pewno Miciński czy inny androgyn Przybyszewski.” O, to jest dobre. „Jak wiadomo, w zamierzchłych czasach polscy artyści nie stronili od uciech, chlali gorzałkę i teraz nasza literatura jest wręcz przesiąknięta tym trucicielskim odorem. Znaleźć ich można było wszędzie – futurystów, zwyrodnialców, modernistów, cyganów, trucicieli i morderców, tych spadających w dół*** kultury zboczeńców. I to jest do dzisiaj skandalem, szanowni czytelnicy. Autorzy, o których czytają nasze niewinne działeczki po gimnazjach, walali się wręcz pijani pod płotem w Batumi. Batumi to przeszły symbol wynarodowienia, to symbol diabelskich sztuczek szatana. Ale dziś, właśnie w tym momencie dokonują się cuda – redukujemy, redukujemy fałszywą i parszywą literaturę. Rozdarta brzoza się zrasta i to na naszych oczach. Z przeszłości niech zostaną popioły, niech rozdziobią ją kruki i wrony, niech te dzieje grzechu zostaną wymazane na zawsze. Gruzja, jak i Polska sięgała kiedyś od morza do morza (za królowej Tamary, szanowni czytelnicy), Joane Czimczimeli i Kopernik, wreszcie Bułhakow w swym arcydziele „Batumi” (który to wcale a wcale nie był o Stalinie) i Mickiewicz – to dwa wspólne korzenie naszej wspólnoty duchowej. Nie pozwólmy zatem, aby pijacy i narkotykowcy walali się pod płotami miejsc – dzisiejszych nowych już symboli braterstwa dwóch rozkwitających narodów!!!”****

Tak – to jest to. Mam sobie tą wenę, ten impet. Zresztą nie na darmo prosili mnie nawet z rządu, bym był autorem nowego programu szkolnictwa. Ale nie o tym, to już tak dawno temu. W końcu po raz kolejny odfałszowaliśmy tak bliską naszym sercom historię literatury. Pozbyliśmy się fusów i został tylko nektar. Pewnie rozdziawiacie swe gały i szukacie po książczynach, skąd mam takie informacje – ale drodzy państwo-dajcież że sobie kurwa spokój.
Przez Klotylde przejdzie, bo nie dość, że jej się nie chce, to nie musi, tatuś jest wójtem, a że chciała czasopismo, to dał. A zresztą pewnie poleci z jakimś na randkę (pech chce, że nigdy tym kimś zawsze nie jestem ja) profesorek pewnie zanudzi całą sale –ha, raz było o Krakowie – ludzie, chłop zaczął od schyłku XV wieku, gdzie to jest widok miasta w Kronice Świata Hatmanna Scheda a skończył na profesorze Terleckim i jego kandydaturze na prezydenta. Brrrrr – nie lubię osobiście takich rzeczy, zresztą - kogo to interesuje? Platony, Plotyny i ploty – te trzecie są zawsze najciekawsze i najbardziej pikantne. Czasy powinny być proste – baba do garów, chłop w pole, a nie jakieś książki, zjazdy i wypociny. No, chociaż w sumie na tym zarabiam… Nieważne.

Tekst był gotowy, a tytuł, hm… Tutaj trzeba być niezłym dziwolągiem, żeby był dobry tytuł, coś, co rzuci wszystkich na glebę, o, np. „Synagoga Szatana wtedy a Łaska dziś”. Nie – ten diabeł razi. „Zdrowa literatura – historia Polski i Batumi. Wczoraj i dziś” – za nudne. O, mam – „Nie walajcie się pod płotem w Batumi". Tak, taki tytuł godzien jest nazwy tytułu – ten karzący ton przeciwko grzechom i rui. Na dzisiaj jest aktualne, mamy nową modę. Odkąd z Warszawy zrobiono Jarosławiec, z Krakowa- Romanów, z Poznania- Andrzejów, z Wrocławia - Lechogród – nic nikogo nie powinno dziwić. I w imię tej nowej kultury szanujcie mnie, nie uczcie się za wiele, nie wnikajcie zbytnio i nie piszcie zbyt wiele. Po co?
Bylebyżeście płacili.



* oczywiście należy skarcić Ambrożego za nadużywanie 1 os. l. poj. (i nie tylko jego)
** o tak, złotą, bo Żeromskiego w Batumi to jeszcze nie widzieli.
*** a czy można spadać w górę?
****o ile w Batumi są płoty rzecz jasna – może ktoś wie?

Opublikowano

Ale Batumi, a co to za wynalazek? W głowie pustka, w zębach mięso. Ale Klotyldzie się nie odmawia,

bo nie dość, że jej się nie chce, to nie musi, tatuś jest wójtem, a że chciała czasopismo, to dał. A zresztą pewnie poleci z jakimś na randkę (pech chce, że nigdy tym kimś zawsze nie jestem ja

^^^^^^^^^^^^^
Powtórzenia! Ojojoj, nie chciałbym się czepiać drobiazgów, jednak gdy czytam 5 "chce" albo "ale" pod rząd to....

Całkiem ładny tekst, ma infantylny charakter troszkę, szczególnie w tym momencie:
"odkryłem Kononowicza, obecnego naszego Prezydenta Wielkiej VIII Rzeczyniezbytpospolitej. " - nie wiem dlaczego, ale kojarzy mi się to z podstawówką.
Dla mnie do przyjęcia, zawsze za dużo piszę, potem się muszę tłumaczyć...
pozdrawiam jimmy

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Jimmi - a policz sobie zaimki w pierwszym akapicie. Tak ma byc i tutaj miałem pełną świadomośc powtórzeń - a że wyszło duwnianie, to już przez braki w talencie ;)
Dzięki za wgląd.
Opublikowano

Jimmi - każdy wie swoje :)

Asher - czekam na 3 runde teraz. W sumie mam jeszcze jedno dłuuugie opowiadanie, ale jak pomyśle, że trza przepisac na kompa, to mi się odechciewa. Zatem wklejam to, co musialem chcąc nie chcąc napisac do konkursu.

Dzięki wielkie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Witam serdecznie. Nie wiem czy to dobre miejsce jeśli pomyliłem proszę o wyrozumiałość. Pracuje nad opowiadaniem psychologicznym. O mężczyźnie, który jest uzależniony od hazardu. Stracił kontrolę, jest na etapie obsesji. Itd. 

      Początek na razie zachowań dla siebie. Ale napisałem jedną z kolejnych scen, która wpisuje się w nurt psychologii bohatera. Uprzedzę, że czerwone pięć pojawia się w całości jako obsesja na punkcie tej cyfry K jest uzależniony od ruletki.

      Co myślicie o takim fragmencie?

       

      Jeszcze uwaga techniczna: Kafkowski "K" został wprowadzony technicznie, na razie nie mam pomysłu, ale raczej będzie to postać całkowicie anonimowa.

       


       - Słucham? - w słuchawce zabrzmiał kobiecy głos. K poczuł się jakby rozmawiał z asystentem sztucznej inteligencji. W sumie czego oczekiwał? Namiętności? Romantyzmu ? Przecież wiedział, że pod tym numerem telefonu ich nie znajdzie.

       - Masz teraz czas?

       - Tak - głos stał się jeszcze bardziej chłodny.
      - Gdzie?

         Dalsza rozmowa potoczyła się już szybko. Kilka szczegółów. Miejsce i czas. Kwota.
         Przez moment K poczuł się jak w podrzędnym kasynie. Przenika Cię jakaś surrealistyczna, absurdalna nadzieja na odmianę losu, choć twoja podświadomość mówi coś zupełnie innego. Słuchasz jej z lekceważeniem. Po czym zanurzasz się w świecie swoich fantazji, mgieł i ciemnego światła.
         Gdy było już po wszystkim, K wyszedł na ulicę. Był nieco skołowany. Zamiast ukojenia znalazł rozdrażnienie. Pewność siebie zmalała do zera. Mijając kolejnych uśmiechających się życzliwie przechodniów miał wrażenie, że na czole na wytatuowane - skąd wyszedł, co robił przez ostatnie pół godziny. Wiedział, że to nierealne. Przecież był anonimowy.
         K przez całe życie cenił anonimowość. Anonimowy był na ulicy; anonimowy w kasynie. Anonimowy przy barze flirtując z barmanką. Anonimowy w swoich ideałach. Zapętlił się w anonimowości i nagle zaczął miotać się na wszystkie strony. Zaczęło do niego docierać że powoli traci w tym wszystkim orientację. Widział w tym wszystkim jeszcze nadzieję - czerwone pięć (...).

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...