Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

. Obudziłem się o trzeciej nad ranem. Przypomniała mi się wczorajsza sprawa z Ritą. Była Portorykanką mieszkającą od kilku lat w Krakowie. Nosiła obcisłe spódniczki, eleganckie bluzki i różnokolorowe getry. Włosy miała czarne, kręcone, usta pełne..
W środę poszliśmy na wystawę sztuki współczesnej. Nuda. Szybko wylądowaliśmy w pubie. Pierwsze piwo wypiłem duszkiem, aby zaszumiało w głowie. Rita sączyła swojego drinka powoli. Prężyła się przy barze jak młoda kotka.
- Wiesz Rito, słucham już kilka dni i nie mogę się przełamać. Ten charakterystyczny głos i przybrudzone brzmienie instrumentów jakoś do mnie nie trafiają.
- Nikt nie powiedział, że będzie łatwo.
- Gdy słyszę „Innocent when you dream” to zawsze myślę o tobie.
- Och Konrad. To ja miałam kokietować. Upijmy się. Może sztuka współczesna stanie się wtedy zrozumiała. – Zauważyłem, że Rita ma seksowną szyję. Bardzo mnie podniecił ten widok. Zaprosiłem ją do siebie.
- Schlejmy się, a może Tom Waits będzie rozbrzmiewał całe dnie w moim mieszkaniu.
Wypiliśmy jeszcze kilka „wściekłych psów”. Rita wcale nie odstawała w piciu. Wlaliśmy w siebie porządne dawki alkoholu. I gdzieś koło północy wytoczyliśmy się z lokalu.
- Ten skurwysyński złom nie odpali. Musimy pójść piechotą. – Człowiek po pijaku traci dobre maniery.
- Och Czerwonecki, kupmy sobie Burbona.
Mówisz, masz.
Usiadłem na murku, a Rita w tym czasie zrobiła zakup. Obserwowałem okolicę. Dwóch meneli kłóciło się o wózek wypełniony gratami. Kurewki były zdegustowane. Tej nocy nie miały klientów. Może przez tę cholerną mgłę. Aż człowieka zatykało.
- Gotowe!
- Świetnie.
Wracaliśmy zygzakiem. Butelka opróżniła się w kilkanaście minut. Bardzo szybko. Na szczęście mieszkałem niedaleko. Nie zmęczyliśmy się zbytnio spacerem, więc mieliśmy siły na inne rzeczy.
- Wybacz ten bałagan. Mieszkam sam.
- Ej Czerwonecki, zaskakujesz mnie. Gramofon. Frank Zappa, Hendrix, John Coltraine, Miles Davis. A mówiłeś, że masz tylko płyty Dylana.
- Kumpel przywiózł ze Stanów. Wyobraź sobie, że znalazł to wszystko na śmietniku. Stary hipis pozbywał się tego, więc Jacek zapytał czy może sobie zabrać. Gość się zgodził.
- W Polsce by się takie coś nie zdarzyło.
- No wiesz. Nie wszystko wygląda tak pięknie.
- To znaczy?
- Następnego dnia do mojego kolegi przyszedł Żyd o powiedział, że to są jego rzeczy, i że chciałby je z powrotem odzyskać.
- I zabrał?
- Nie. Jacek kazał mu iść do hipisa. Powiedział jak sprawa wygląda i posłał natręta do siedmiu diabłów.
Skończyłem opowiadać i poszedłem do kuchni. Po chwili wróciłem z odkorkowaną butelką wina. Nalałem do kieliszka. Rita oparła się stół i wypięła tyłek.
- A tych dwóch na zdjęciu skądś kojarzę – powiedział wskazując na czarno-białą fotografię.
- To Himilsbach i Maklakiewicz. Napijmy się.
- Dobrze.
Rita zdjęła buty i wyciągnęła się na łóżku. Ależ miała tyłeczek. Nastawiłem płytę „Big Time”.
- Chodź do mnie. Sama sobie nie poradzę.
- Chcesz?
- Głupio się pytasz. Przecież widzę, że ci stanął.
Tego nie zauważyłem. Alkohol mnie znieczulił. Jednak Rita zaczęła mnie masować po kroczu. Położyłem się na niej. Zsunąłem spodnie i jej białe koronkowe majteczki. Wszedłem w nią. Była mokra w środku. Jęknęła.
I nie byłoby w tym nic złego, gdyby Rita nie była kobietą mojego najlepszego przyjaciela. Już nigdy więcej nie upiję się…




-----------------------------------------------

Wena - wredna suka mnie opuściła. Jednak opublikowałem. To wstępna wersja. Zakończenie jest do dupy, ale nie mam pomysłu na lepsze, a miało być o zdradzie.

Don Cornellos napisał gdzieś - że najpierw trzeba złapać szybko natchnienie nim ucieknie, wycisnąć, a później przestawiać klocki tej prozatorskiej układanki.

Tnijcie, marudźcie, układajcie. Z góry - dzięki. sahe

Opublikowano

Nie musisz wpadać w złość, zmyślna, wyrachowana historyjka z trochę banalnym zakończeniem.Piszesz świetnie, tak jak lubię : często szybko, często ostro, czytałem inne Twoje teksty, trafiły do mnie ( szczególnie "Ńie umiał się całować" ) i stąd wiem, że na wiele Cię stać. Ta opowiastka trochę mniej mi się podoba, ale nawet Małysz miał słabsze występy. Może zamiast zakończenia tak obrazowego mogłoby być bardziej tajemnicze, pozostawiające wiele domysłów. Nie będę snuł wywodów, sam wiesz co, gdzie i jak. O zdradzie najlepiej pisać po dobrym winku i po północy, byle tylko nie mdławe historię.
Pozdrawiam. Masz ogień w "Piórze". Wykorzystaj go.

Opublikowano

no ja powie, że tak narzekał, a całkiem toto wyjszło mu niezgorsze:P
ogólnie fajne je, ale jo by jednak końcówkę zmienił:). i nawet jo nie o ostatniej linijce mówi, ale o samym też stosunku. bo jak dla mnie, albo to by rozwinął jakoś, ale to ciężko będzie, by się pornol nie zrobił, albo więcej w gestii wyobraźni czytelnika pozostawiłby.
ogólnie towarzysz lepsze pisywał chyba faktycznie ale to siem też podobuje mnie:P.
jo pozdrawia sahe informejszyn senter

Opublikowano

Ja znam innego Sanestisa. Oryginalnego, z nieco surrealistycznym obrazowaniem. Ten mi ginie w tłumie tysięcy lubiących pisać.
Nie powinieneś nam dawać tekstu do cięcia, bez uprzednich cięć dokonanych przez ciebie samego. Dlatego nie będę się bliżej nad nim pochylał. Nikt za ciebie nie będzie wykonywał rzeczywistej pracy twórczej. To nie natchnienie jest pracą pisarza - ale właśnie te pierdolone cięcia.
Co innego byłoby, gdybyś napisał, że męczyłeś się nad nim np. ze dwa miesiące. Wtedy możnaby ci współczuć i próbować w miarę swoich możliwości coś podpowiedzieć.

Pozdrawiam

Opublikowano

Powiem inaczej, w poprzednich twoich tekstach co rusz natrafiałem na coś, co mnie zaskakiwało a jednocześnie wzbudzało zazdrość o talent. Nieraz przychodziło na myśl, że choćbym nie wiem jak się starał, nigdy czegoś w podobnym stylu nie uda mi się napisać. Myślę, że wtedy napotykałem bezkompromisowe przejawy twojej indywidualności.

W tym tekście nic mnie nie zaskoczyło, wzruszyło itp.
Kurwa, O nic nie byłem zazdrosny!

Masz sprawiać bym był. :)) Pozdrawiam jeszcze raz :))

Opublikowano

Don, poczułem tę samą zazdrość o talent i wiem, że Sanestis powróci. Czułem się zaszczycony,kiedy przeczytał i skomentował moją "Karmę".Cóż mógłbym poradzić? Na wielkie tematy czasem się milczy. Wena jak dziwka, odchodzi i wraca. Klniesz na nią, gdy budzi cię w nocy i tęsknisz, gdy znika gdzieś za rogiem. Wróci i tym razem. Nie wolno tylko naciskać i błagać jej o litość. A błądzenie w słowach, w całych zdaniach tworzonych przez Sanestisa, to prawdziwa uczta.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witaj Marcepanie w moim skromnych progach. Dzięki za krzepiące słowa. Jeśli przeczytałeś jakieś inne moje tekściki, to chwała Ci za to i dodatkowy szacunek za cierpliwość. Na razie spadłem z buli, ale się nie potłukłem.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Towarzyszu gaua, jesteście dziś wyjątkowo szczodrzy. O stosunku raczej nie będę się rozpisywał. Tekst został zapisany na kartce papieru, a później wklepany do worda i po tym wklepaniu wszystko wyszło na jaw...
Opublikowano

Donie - byłeś niewątpliwie łagodny w swym komentarzu. Sami wiemy jaki mój tekst jest. Po okresie posuchy (4 miesiące) powstały 4 teksty. Sukcesywnie będę wrzucał. Trzy pozostałe są nieco inne. I myślę, że te lekko "surrealistyczne podchody" znajdą się tam, więc może uda mnie się choć trochę Ciebie zaskoczyć, wzruszyć.

Oczywiście nie chcę abyście dawali mi gotowe rozwiązania. To jeden z utworóch, których nie umiem dokończyć i dlatego tak przysapałem.

p.s.
Dzięki wszystkim za ciepłe słowa. Zapewniam was (bez tworzenia kółek adoracji itp) że wasze teksty też się czyta z przyjemnością.

Opublikowano

Ten charakterystyczny głos i przybrudzone jakoś do mnie nie trafiają - co to znaczy?

Poza tym mniej więcej ok.
Dialogi trochę drewniane, ale nie umiem powiedzieć co mi nie pasi.
Hipis pozbywał się raczej...



Mocna puenta.

Opublikowano

asher - już poprawiłem, bo zgubiłem dwa słowo "brzmienie instrumentów".
Z dialogami dam sobie spokój i tak ten tekst przepadnie. maybe next time.
"mocna pointa" tu mnie zaskoczyłeś. Nawet jeśli to ironia, to i tak cieszę się, że zajrzałeś.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Whisper of loves rain    Wiersz maluje przytulną koegzystencję w mansardzie, wśród dachów lubelskich kamienic pokrytych puszystym śniegiem.   Miało to specyficzny koloryt- przypominający emigrację w Paryżu albo stan wojenny.   Pełne uroku miejsce, poświęcenie sztuce, a przede wszystkim młodość i miłość unieważniały fakt trudnego życia (na stole tylko herbata i chleb). Dla peela były to najlepsze chwile.   Ostatnia część tekstu jest konstatacją, że wszystko można utracić, poza "chwilą" bliskości. Nawet jeśli nie ma już człowieka z którym dzieliło się ten wspólny świat.   Końcowe stwierdzenie, stanowi piękną puentę. Zostało napisane na przekór bezlitosnej rzeczywistości...
    • @Mel666 W tym wszystkim zastanawia jedno. Czemu tak się dzieje? Czemu jeden zginie od ugryzienia mrówki, a drugi żyje sto lat. No i ta bezsensowność, która aż krzyczy w Twoim wierszu. Może to po to, by komuś było łatwiej, albo by zrobić miejsce drugiej mrówce. Nie wiem. Ale to pytanie pewno zostaje na długo w człowieku. Pozdrawiam. 
    • Dzięki. Pozdrawiam. 
    • @Poet Ka Och ...

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @andrew Rwany sposób przechodzenia od myśli do myśli imituje chaos, którego doświadcza człowiek w codziennym życiu.   Wiersz jest próbą, a raczej wezwaniem do stworzenia sobie własnego świata i ostrzeżeniem przed tłumem.   Dwa ostatnie, krótkie wersy, niczym zaklęcia, dookreślają, że „swój mały świat” to „swój kawałek podłogi” i „azyl”.   Myśl oraz wezwanie są kierowane do bliskiej osoby (nie w całym utworze- ponieważ pojawia się forma "z nią", jest to element tej rwanej struktury), ale także do wszystkich ludzi – a właściwie do każdego z osobna.   Moim zdaniem ten urywany sposób pisania oraz powtórzenie myśli stanowią największą siłę utworu, nadając mu indywidualny rys.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...