Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*
Jest nic. Ale jak to? Nic to coś, czego nie ma. Jak zatem może być? Lecz faktem jest, że jest.
Racją jego bytu jest bowiem paradoks. Paradoks był na początku i będzie na końcu. I wówczas wszystko stanie się jasne. Paradoksalność jest najlepszym dowodem na istnienie, a przy tym inspiruje i zaciekawia.
Nic. Albo może ciemność. Tak jest łatwiej, bo nie trzeba posługiwać się obecnością paradoksu. Zatem ciemność. Gęsta, nieprzerwana, nieskończona, obca, chłodna, lepka, obojętna, czarna, mechaniczna, trudna, mdła, archetypowa.
To doskonałe odbicie ciemności pierwotnej, która jest prymarna w stosunku do wszystkiego, co zaszło potem. Towarzyszą jej bezruch i cisza. Całą trójką stanowią preludium wszelkich form - nawet jeżeli owe formy ostatecznie okażą się jedynie zmyśleniem.
Najprostszą i wyjątkowo upowszechnioną metodą oswajania rzeczywistości oraz podstawowym warunkiem jej czytelności jest dwoistość, biegunowość, logika przeciwstawności. Zresztą to nie tylko metoda oswajania, lecz przede wszystkim warunek unaocznienia się świata. Być może istniał on w ciemności, bezruchu i ciszy, jednakże w żaden sposób nie można było tego stwierdzić. Dopiero światło ruch i dźwięk scharakteryzowały jego obecność, nadając mu określoną zmysłowość.
Pierwsze trzy składniki prymarnej opozycji mogły istnieć bez niczyjego wkładu czy wysiłku (choć przecież świadomość domaga się przyczynowości), ale ich biegunowe odpowiedniki musiały i muszą mieć dysponenta, siłę sprawczą. Ktoś musi posyłać światło, nadawać ruch i wywoływać dźwięk - tu: światło literackiego opisu, charakterystykę ruchu i słowne odpowiedniki dźwięków. Bez wątpienia czyni to Autor. Czy Autor to ja, czy jestem tylko autorem? Siedzę w wygodnym fotelu, pykam z fajki i zerkam co jakiś czas w okno, z którym raz po raz migają samotne głowy przechodniów. Wodzę za nimi oczami, usiłując dopatrzyć się w nich czegoś ciekawego, interesującego, innego.
Co więc robi we mnie świat, który starał się będę napocząć? Przecież w nim nie ma większego znaczenia, jakiej jestem rasy, ile mam lat, w jakich czasach żyję, z kim śpię, czy się upijam, czy jestem neurotykiem, czy egoistą, co jem, kim w ogóle jestem... Świat, który się wyłania z ciemność mojej głowy, jawi się, bo jest mi to niezbędnie potrzebne. Jego zaistnienie poprawia mi samopoczucie, reguluje mój stan psychiczny, zaspokaja zagrożone długim milczeniem ego.
Skubię siwą brodę i poprawiam niezbyt dobrze dopasowane okulary. Zacząłem - to dobry znak. Ale po dobrym początku zawsze przychodzi refleksja, czy warto to pisać dalej. Staram się w być w kontakcie z literaturą, jej trendami i przemianami, a co za tym idzie próbuję nadążyć za tym, co się dzieje. Zyskałem świadomość niezwykłych możliwości tworzywa, lecz utraciłem niewinność. Z jednej strony obmyślam strategię tekstu, narracji oraz prezentacji świata przedstawionego, z drugiej czuję dyskomfort z powodu przerywania strumienia świadomości, stosowania dygresji i zabaw formalnych. I tak sobie myślę, drodzy panowie i panie, że może my nie potrafimy pisać inaczej. Może tak daleko odbiegliśmy w poszukiwaniu i eksperymentach od elementarnych zasad literatury, że jesteśmy w stanie tworzyć wyłącznie w ten sposób. Powieść klasyczna, klasyczne opowiadanie to dla nas zadanie ponad siły. Zaczynamy regularnym strumieniem, ale już po paru chwilach męczy nas to i sięgamy po zestaw zapasowych narzędzi - żonglowanie, zabawę, autotematyzm i metajęzykowość. Może to nie literatura, lecz my doświadczamy zjawiska wyczerpania ciągłym poszukiwaniem źródeł wyczerpania w jej łonie.
Siedzę sobie wygodnie. Herbatka z sokiem malinowym smakuje, jak rarytas. Miesza się z zapachem dymu, który jeszcze niedawno pykał z mojej fajki, tworząc ciekawą mieszankę smakowo-zapachową. Mój mały pokoik jest, niczym wszechświat. Nie bardzo potrafię to wytłumaczyć, jednak nie opuszcza mnie to przekonanie. Matylda ( jest dla mnie gospodynią, kochanką i najlepszym przyjacielem) wyszła jakieś pół godziny temu, pozwalając mi wrócić do rozkosznego leniuchowania, czyli pracy intelektualnej. Czyste myślenie niczemu tak naprawdę nie służy. Jest hedonistyczną przyjemnością. Dopiero myślenie twórcze, do którego musimy się zmuszać, przyjemnością nie jest, chociaż czasami bywa i nią. A gdyby tak nie notować, nie pozwalać wywierać myślom presji na sobie, puszczać myśli na wiatr. Niech przepadną. Tak naprawdę nikogo to nie obejdzie, czy któryś z nas napisze daną książkę, opowiadanie, wiersz, czy esej. Piszemy je przede wszystkim dla siebie i tylko to się liczy. Drapię się w głowę. Zmęczyło mnie to rozmyślanie. Niech pióro pracuje samo.
Ciemność.
Jakaś postać poruszyła się w mroku. Informacja ta nie nadeszła jednak w postaci wizualnej, lecz w formie zrazu rzadkiego, później coraz częstszego szurania. W dźwięku tym nie sposób było usłyszeć niczego charakterystycznego poza tym, że niewątpliwie zaistniał. Przez chwilę mogło się wydawać, że to duch albo upiór i dopiero, gdy rozległo się ochrypłe mruknięcie, teza o gościu z zaświatów przestała być prawomocna. Tak mogła chrypieć tylko istota ludzka - żywa, tętniąca pracą białka i wody, osamotniona w swej biologicznej strukturze przez zdolność do abstrakcyjnego myślenia. Wszechobecna ciemność nie pozwalała jednak stwierdzić, jak wygląda i kim jest. Człowiek ów po prostu tam był, okryty całunem anonimowości i drapał się w pokąsaną przez komary łydkę. Nie sposób również było stwierdzić, gdzie się znajdował, albowiem wszystko wokół zdominowane było przez ciemność.
Zgrzytnął stary zamek, zajęczały dawno nie oliwione zawiasy i do środka wdarł się snop jasnego światła, odsłaniając fragment zakurzonej podłogi. Zbudowano ją ze świeżych, pachnących desek, lecz czas poddał ją ciężkiej próbie, której nie zniosła najlepiej. Próchnica i korniki nie miały dla niej litości, toteż, kiedy ktoś postawił na niej stopę, ugięła się z żałosnym westchnieniem.
Pomieszczenie okazało się magazynem, pełnym wieszaków ze starymi, dziwacznymi strojami oraz zdezelowanych mebli - od zydelka do trzydzrzwiowej szafy.
- Zaświeć - mruknął mężczyzna w kraciastej koszuli z zakasanymi rękawami, który spowodował skrzypienie podłogi.
- Niby jak - odparł jego towarzysz, stary mężczyzna w pobrudzonym fartuchu - Tu nie ma światła.
Stanęli na środku składziku i rozejrzeli się uważnie.
- Biurko tam, a stolik pod ścianę - zakomenderował pierwszy.
Najpierw wnieśli wielkie, obite skórą biurko, potem wrócili po stolik, którego śmiesznie powykrzywiane nogi czyniły podobizną pokracznego owada. Nie zauważyli leżącego na drewnianej ławie mężczyzny, bo nie przewidywali, że ktokolwiek mógłby tam przebywać. Miał bladą, zapadniętą twarz i był przeraźliwie chudy: garnitur wisiał na jego ramionach, niczym u stracha na wróble. Zaciskał mocno powieki, jak gdyby nie był w stanie znieść bijącego od drzwi blasku. Dopiero, kiedy mężczyźni wyszli, otworzył oczy i ziewnął przeciągle. Znów panowały wokół niego egipskie ciemności, toteż położył się, jak przedtem. Przez następny kwadrans nic się nie działo, ale potem mężczyzna ponownie usiadł. Kolejne pół godziny spędził w tej pozycji, by wreszcie wstać. Ledwie trzymał się na niepewnych, jak u niemowlaka nogach. Kości trzeszczały mu niemiłosiernie, więc wykonał kilka podstawowych ćwiczeń, żeby się rozruszać. Kiedy w dostateczny sposób opanował sztukę chodzenia, podszedł do drzwi i szarpnął klamkę. Okazało się, że mężczyźni, którzy go obudzili, zapomnieli zamknąć je na klucz, bo gdy natarł na nie siłą, ustąpiły bez większego oporu. Zapobiegawczo zacisnął powieki, lecz światło nie uderzyło w nie po raz drugi. Za drzwiami panował bowiem półmrok, łagodnie cieniowany przez ścienne lampki. Zza na pół zasuniętej kurtyny widział rząd pustych foteli. Deski sceny skrzypiały, protestując przeciwko jego krokom, ale nie zwracał na to uwagi i sunął w kierunku przerwy w kurtynie, której płótno wyglądało na bardzo zużyte. Pociągnął nosem. W powietrzu unosił się skwaśniały zapach potu, nikotyny oraz skwaśniałych perfum. Od razu pojął, że niedawno byli tam inni. Wychylił się nieśmiało przez szparę w kotarze i ku swemu zaskoczeniu, ujrzał jakiegoś bosego człowieka w rozchełstanej koszuli. Osobnik ów stał na skraju sceny i wpatrywał się w sobie tylko znany punkt widowni. Scena wyglądała, niczym zapuszczony magazyn. Walały się po niej papiery, puste butelki i szczątki jedzenia. Tuż za zgarbionym mężczyzną stało krzesło z wyściełanym suknem siedzeniem i wysokim oparciem. Mężczyzna nagle odwrócił się i rozejrzał nieobecnym wzrokiem po całej scenie.
- Pytam o siebie... - odezwał się nagle chropowatym głosem - Pytam siebie i pytam każde napotkane stworzenie. Żywe, martwe i nieożywione. Nie pytam o świat. Widzę go, czuję go, ale częściowo, w przejawach, wyglądach, fragmentach... Nie mogę powiedzieć, że jest, nie mogę powiedzieć, że go nie ma. Nie pytam o innych. Jawią się, lecz czy istnieją. Mówią: jestem. Wiedzą na pewno. Dlaczego ja nie mogę zrobić tego samego? Dowiedziałem się, że jest ktoś, kto zna odpowiedź na wszystkie pytania. Tyle że on jest na zewnątrz, poza horyzontem moich myśli i kontekstem moich rozważań. Jego kontekst przerasta mój, choć go warunkuje... Nie mamy do siebie dostępu, więc nie mogę powiedzieć, że jestem. Nie tutaj. Nie na podstawie tego, czym dysponuję. Nie wiem nawet czego mi brakuje do określenia mojej pełni. Muszę szukać...
Powiedziawszy to wszystko, pochylił głowę, skurczył się i zastygł bez ruchu.
- Czuję się dokładnie tak samo - nasz bohater podbiegł do niego i chwycił go za ramiona - Bez przeszłości, bez historii... Śniło mi się, że mnie nie było. Nie, że mnie już nie było, tylko, że mnie jeszcze nie było. To dziwne. Była chyba przestrzeń i był czas. A ja nie powstawałem powoli, w mozolnym procesie wyłaniania się z chaosu. Powstałem gotowy. I oto jestem: uformowany, skończony, w pełni władz fizycznych i umysłowych. - wyciągnął do tego człowieka rękę, on jednak nie zareagował w żaden sposób - Nazywam się... nazywam się... no, jak się nazywam? Hieronim.
Mężczyzna, który uraczył go swoim dziwacznym monologiem, odwrócił się raptownie i odszedł za kurtynę.
- Hej! - zawołał za nim Hieronim - To nieładnie tak traktować innych.
Zagadnął mnie pan. Halo?
Ruszył za nim zdecydowanym krokiem. Za kurtyną znajdowały się małe drzwi, ale okazało się, że są zamknięte. Zagniewany Hieronim odwrócił się na pięcie i wrócił na scenę, na której tymczasem wygaszono resztę świateł. Rozwścieczyło go to jeszcze bardziej, postanowił jednak nie wybuchać zbyt wcześnie złością, bo nie był pewien, czy nie czeka go coś bardziej stresującego. Nie wiedział gdzie się znajduje, nie widział skąd się tam wziął, ba, nie wiedział nawet kim jest. Jego wiedza z konieczności ograniczała się do konstatacji tego, czego nie wie, co zaczynało go bezbrzeżnie irytować. Zeskoczył ze sceny i ruszył wzdłuż rzędów foteli. Żadne z drzwi prowadzących do foyer nie dały się otworzyć, toteż w pewnym momencie stracił cierpliwość i jął walić w nie pięściami. Potem, kiedy rozharatał sobie kostki palców, poczęstował drzwi nogą, nic jednakże sensownego nie osiągnął. Poza tym, że sobie ulżył i że niespodziewanie ktoś się pojawił po drugiej stronie. Słysząc chrobotanie klucza w zamku, podskoczył, jak porażony prądem, po czym rzucił się do panicznej ucieczki. Światło latarki dopadło go, kiedy zdążył wspiąć się na scenę. Całkowicie oślepiony, zakrył oczy rękami i odwrócił głowę.
- Ja wszystko rozumiem, proszę pana, byle w granicach rozsądku - wymamrotał zgięty w pół, siwowłosy staruszek w uniformie portiera - Już trzy godziny po spektaklu. Umawialiśmy się ostatnio, że nie ma buszowania po teatrze w nocy, tak czy nie?
Hieronim powoli odwrócił się w jego stronę. Staruszek opuścił nieco strumień światła, aby nie razić go w oczy. Spotkali się w połowie drogi.
- Nie przypominam sobie - bąknął zawstydzony Hieronim i asekuracyjnie wyciągnął ku niemu dłoń.
- Aaa... - staruszek uścisnął mu rękę z serdecznym uśmiechem - Pan statysta. Zamknęli pana przez przypadek. Zaraz pana wypuszczę. Strasznie mnie irytują bohaterowie sztuk. Jeszcze długo po spektaklu biegają po teatrze i hałasują.
- Żyją własnym życiem? - zapytał zdziwiony Hieronim.
- Właśnie - przytaknął w zacietrzewieniu portier - Niektórym udało się wydostać i teraz mamy na zewnątrz istne szaleństwo.
We foyer panował zupełnie inny klimat. Było przewietrzone, a poza tym na planowanych białą emulsją ścianach wisiały portrety artystów sceny. Minęli pustą szatnię i dyżurkę portiera, zatrzymując się dopiero przed wielkimi drzwiami wyjściowymi. Staruszek spojrzał na Hieronima łagodnymi, wodnistymi oczami i uśmiechnął się przyjaźnie.
- Pan tutejszy?
I nagle Hieronim przestraszył nieludzko. Przerażał go nieznany świat na zewnątrz, własna nieświadomość i zagubienie. Wolał zostać. Cofnął się o krok i zatrzymał rękę portiera, która zamierzała wsunąć wielki klucz do zamka.
- Ciągu dalszego nie będzie - powiedział grobowym głosem.

Opublikowano

chciałem przeczytać do końca i skomentować, ale nie przebrnąłem nawet 3 zdań...

po tym : " Paradoksalność jest najlepszym dowodem na istnienie, a przy tym inspiruje i zaciekawia."

stwierdziłem , że nie dam rady...

Mam tyle wspólnego z filozofią, co Robert Kubica z szachami, ale kiedyś, na zajęcia z Gatunków Dziennikarskich, pan redaktor Niczyporowicz przyniósł tekst do analizy, który był zlepkiem wyrazów, w połączeniu nic nieznaczących, ale owszem,ładnie brzmiących... i mam pieprzone Deja Vu,

gratuluję pomysłu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Ja tak sobie drogie Panie Panowie drodzy moi Bracia moje Siostry cud Boży o wolnej woli gdzie zapisał losy w Trójcy jeden zna karty historii jako czas mu nieistotny i jego palec wskazuje gdzie dla nas przypadkowe zdarzenie jest na Jego polecenie tak się usłyszałem tutaj dzieje 

      No więc tak łapię 

      stan niestan dna demokratyczny przypis do niewstania mego niepodpisane rymy się trafiły gdybym wiedział wcześniej się dowiedziałem później sercem bym nietrafiał w ludzkiej masy duszę a tak ruszę tłumem wtedy gdy stan i słowa były ku zabawy zaprawy wypadałe wybadany ja no coz

      cóż 

      szkoda że 

      już 

      wiem kim jestem nie 

      pytam już 

       

      czynem cham z najgorszych 

      nienawiści pelen

      ku mi bądź 

      mi czyny które 

      popelniał tamten nieświadomy swego 

      bytu życia 

      w ktorym

      spał zamknięte powieki miał to napewno na.prawde i brał co chciał 

      a chciał mieć a nie być 

      a byli tam wtedy Ci co krew z krwi bracia

      ten najmłodszy wpatrzony mówiła 

      matka a ja go niszcząc za dzieciaka

      wiem czemu 

      nienawiścią pała czrmu

      czemu chce 

      być jak najdalej. rodzina rozbita bo ja za cud się moalem

      miałem jak bilem

      biłem kradĺem i odpychałem tych co powinien dobry człowiek chronić 

      krew z krwi

      oczy litości na krzyki z ust moich gdzie padały słowy nje wiem czemu głośno nieswiafomie wbrew temu za kogo chciałbym się mieć 

      i mam na to jej odpo wiedź

      jesteś chory wiem 

      i wciąż czuła że musi być blisko mnie 

      drugi policzek i pierwszy po rwz kolejny

      kurwy chuje cham 

      ale ja bym chciał spowiedzi i opłatka 

      jak Wielka Improwizacja 

      potrzebujesz Boga

      masz w sobie diabła 

      opętanie 

      egzorcyzmy nic nie dały a może 

      po tem staje się sobie bliższy 

      długo w czasie nie od razu przynajmniej dziś njewstan przypomina mi co zrobiłem odpowiadam sobie kim jestem

      wbrew Bogu i jego słowom przez Syna przekazanym nie jestem Bogiem a bliżej mi do tego co niesie światło (tłumaczenie imienia Lucyfer jest takie wyczytałem sprawdź mnie sprawdź też chyba że wiesz to nie musisz sprawdzać przesz)

      ja niewstanie jedynie byłbym w stanie wykrzyczeć nawet wyliczę swoje grzechy księdzu przy spowiedzi ale czy to się liczy 

      gdy twardy trunek płynie przez żyły i uruchamia myśli 

      dziś nigdy nie jestem trzeźwy tak naprawdę 

      nie jestem sobą 

      leki wypisane odzez psychiatrę 

      znika objaw co spać nje daje

      rząd ludzi z przeszłości co nazwali omamem ja wypieram (jak to jeden z objawów) nieprawdziwosc tych omamow i biorę za prawdę co mi się wydaje że radioteatr to plan terapii behawioralnej metodą techniki ukrytej schowanej ludzkości znanej z filmów i seriali typu sajens fikszyn 

      ale oni mają dostęp 

      a ja wystawiłem się na cel celnym słowem a potem njeudanym samobojstwem na cudzych petlach sie rzucam gdzie nie wczas i głupia moja tendencja i przekonanie że to co mówię jest dobre i nie muszę sam se posłuchać się co nagadałem 

      niewstanie w trybie strumień nieświadomości 

       wyplute słowa które o nich sam spelnie w przyszłości 

      bo gdy ja mówię oni czy świat jest taki a taki gdy się rwę do opisania cywilizacjii to ja hedtem w tym

      moje odbicie

      gdy wypluwam wers o chmarze co idzie przez życie jakby byĺa androidem lub szerszeniem to o sobie przecież sprawdam co w poezji znaczy szerszeń i to łatwe a ja miałem zagadkę 

      podpisałem się w metaforze że jestem wrogiem 

      (kmwtw nie łamiąc omerty bo wtajemniczenie w grupè miało być ale fakstartem nazwane głupie rymowanie po zwrotce napisanej jeszcze dodadkowe a nkepotrzebne co zrobiłem tam nje wjem chocjuz domyslili mnie co poleciał za hejt za dis a to samotny opuszczony co chciałby mieć coś czego mieć nie ma nissczy w swojej głowie upadając upadlajac sie jedynie)

      że widzę jedynie tragedię jak nie wiem mówię co czuje ten co patrzy na śmierć osoby którą kochał całe życie co czuje gdy odchodzi druga z połówek 

      nie wjem co czuje osoba przeszywająca tragedię a nie wiem tak. naprawdę jaką tragedię przeżywają przeze mnie

      prawda jest taka tu od dzieciaka powinni nienawidzieć tego mnie chama co zło czyniąc i wbrew im i ich potrzebom oczekiwaniom

      zabity anioł 

      jest moją sprawą

      daleko od świata gdzie ludzkość kroki stawia powinnienem umrzeć i nie wracać 

      opuszczona samsara ale nie jako nagroda a jako kara 

      nic nie doświadczać poza granicami wszechświata 

       

      oto wiersz który już gdzieś w podobnych słowach pisalem 

       

      W sklepie pełnym pomarańczy 

      ominę je

      Prosto w stronę gdzie flaszki

      Obejdzie się niesmakiem

      Wróble pod dachem nie dają spać nad ranem po nocy nieprzespanej 

      Gołębie karmię na ekranie wirtualnym ziarnem

       

      i coś tam chyba było jeszcze może ale kończę generalnie

       

       

      ps KOCHAM JAK W KSIĄŻKACH JAK W FILMACH JAK W BIBILIACH 

      CHCIAŁBYM BY TO BYŁA PRAWDA ALE SERCE JAK KAMIEŃ I NIEWYKSZTCONA EMPATIA

      ROBIŁEM WAM ZA CO PRZEPRASZAĆ PRZEPRASZAM WAS TO ZA MAŁE I TYLKO ZNÓW BY POCZULI ODRAZĘ 

      WYŚWIETLĘ SIĘ I NA KONIEC DODAM 

      ŻE DZIŚ TE SŁOWA TO JUTRZEJSZE ALE ZE MNIE IDIOTA

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Ja tak sobie drogie Panie Panowie drodzy moi Bracia moje Siostry cud Boży o wolnej woli gdzie zapisał losy w Trójcy jeden zna karty historii jako czas mu nieistotny i jego palec wskazuje gdzie dla nas przypadkowe zdarzenie jest na Jego polecenie tak się usłyszałem tutaj dzieje  No więc tak łapię  stan niestan dna demokratyczny przypis do niewstania mego niepodpisane rymy się trafiły gdybym wiedział wcześniej się dowiedziałem później sercem bym nietrafiał w ludzkiej masy duszę a tak ruszę tłumem wtedy gdy stan i słowa były ku zabawy zaprawy wypadałe wybadany ja no coz cóż  szkoda że  już  wiem kim jestem nie  pytam już    czynem cham z najgorszych  nienawiści pelen ku mi bądź  mi czyny które  popelniał tamten nieświadomy swego  bytu życia  w ktorym spał zamknięte powieki miał to napewno na.prawde i brał co chciał  a chciał mieć a nie być  a byli tam wtedy Ci co krew z krwi bracia ten najmłodszy wpatrzony mówiła  matka a ja go niszcząc za dzieciaka wiem czemu  nienawiścią pała czrmu czemu chce  być jak najdalej. rodzina rozbita bo ja za cud się moalem miałem jak bilem biłem kradĺem i odpychałem tych co powinien dobry człowiek chronić  krew z krwi oczy litości na krzyki z ust moich gdzie padały słowy nje wiem czemu głośno nieswiafomie wbrew temu za kogo chciałbym się mieć  i mam na to jej odpo wiedź jesteś chory wiem  i wciąż czuła że musi być blisko mnie  drugi policzek i pierwszy po rwz kolejny kurwy chuje cham  ale ja bym chciał spowiedzi i opłatka  jak Wielka Improwizacja  potrzebujesz Boga masz w sobie diabła  opętanie  egzorcyzmy nic nie dały a może  po tem staje się sobie bliższy  długo w czasie nie od razu przynajmniej dziś njewstan przypomina mi co zrobiłem odpowiadam sobie kim jestem wbrew Bogu i jego słowom przez Syna przekazanym nie jestem Bogiem a bliżej mi do tego co niesie światło (tłumaczenie imienia Lucyfer jest takie wyczytałem sprawdź mnie sprawdź też chyba że wiesz to nie musisz sprawdzać przesz) ja niewstanie jedynie byłbym w stanie wykrzyczeć nawet wyliczę swoje grzechy księdzu przy spowiedzi ale czy to się liczy  gdy twardy trunek płynie przez żyły i uruchamia myśli  dziś nigdy nie jestem trzeźwy tak naprawdę  nie jestem sobą  leki wypisane odzez psychiatrę  znika objaw co spać nje daje rząd ludzi z przeszłości co nazwali omamem ja wypieram (jak to jeden z objawów) nieprawdziwosc tych omamow i biorę za prawdę co mi się wydaje że radioteatr to plan terapii behawioralnej metodą techniki ukrytej schowanej ludzkości znanej z filmów i seriali typu sajens fikszyn  ale oni mają dostęp  a ja wystawiłem się na cel celnym słowem a potem njeudanym samobojstwem na cudzych petlach sie rzucam gdzie nie wczas i głupia moja tendencja i przekonanie że to co mówię jest dobre i nie muszę sam se posłuchać się co nagadałem  niewstanie w trybie strumień nieświadomości   wyplute słowa które o nich sam spelnie w przyszłości  bo gdy ja mówię oni czy świat jest taki a taki gdy się rwę do opisania cywilizacjii to ja hedtem w tym moje odbicie gdy wypluwam wers o chmarze co idzie przez życie jakby byĺa androidem lub szerszeniem to o sobie przecież sprawdam co w poezji znaczy szerszeń i to łatwe a ja miałem zagadkę  podpisałem się w metaforze że jestem wrogiem  (kmwtw nie łamiąc omerty bo wtajemniczenie w grupè miało być ale fakstartem nazwane głupie rymowanie po zwrotce napisanej jeszcze dodadkowe a nkepotrzebne co zrobiłem tam nje wjem chocjuz domyslili mnie co poleciał za hejt za dis a to samotny opuszczony co chciałby mieć coś czego mieć nie ma nissczy w swojej głowie upadając upadlajac sie jedynie) że widzę jedynie tragedię jak nie wiem mówię co czuje ten co patrzy na śmierć osoby którą kochał całe życie co czuje gdy odchodzi druga z połówek  nie wjem co czuje osoba przeszywająca tragedię a nie wiem tak. naprawdę jaką tragedię przeżywają przeze mnie prawda jest taka tu od dzieciaka powinni nienawidzieć tego mnie chama co zło czyniąc i wbrew im i ich potrzebom oczekiwaniom zabity anioł  jest moją sprawą daleko od świata gdzie ludzkość kroki stawia powinnienem umrzeć i nie wracać  opuszczona samsara ale nie jako nagroda a jako kara  nic nie doświadczać poza granicami wszechświata    oto wiersz który już gdzieś w podobnych słowach pisalem    W sklepie pełnym pomarańczy  ominę je Prosto w stronę gdzie flaszki Obejdzie się niesmakiem Wróble pod dachem nie dają spać nad ranem po nocy nieprzespanej  Gołębie karmię na ekranie wirtualnym ziarnem   i coś tam chyba było jeszcze może ale kończę generalnie     ps KOCHAM JAK W KSIĄŻKACH JAK W FILMACH JAK W BIBILIACH  CHCIAŁBYM BY TO BYŁA PRAWDA ALE SERCE JAK KAMIEŃ I NIEWYKSZTCONA EMPATIA ROBIŁEM WAM ZA CO PRZEPRASZAĆ PRZEPRASZAM WAS TO ZA MAŁE I TYLKO ZNÓW BY POCZULI ODRAZĘ  WYŚWIETLĘ SIĘ I NA KONIEC DODAM  ŻE DZIŚ TE SŁOWA TO JUTRZEJSZE ALE ZE MNIE IDIOTA    
    • Boże dziś i nigdy nie składam rąk do modlitwy Znaku krzyża do Imion Jakie Nosi Twoja Trójca W Jednej Osobie nie czynię  Czy słowami w myślach wystarczy że to powiem czy to za mało by mnie Twoje Boskie ucho nastawione w moją stronę wysłuchało Boże dwa razy dziennie modlę się słowami modlitw  Tej której nauczył nas Syn Twój Boży gdy milenia temu urodzony ze znamieniem skazania na śmierć tych którym chciał pokazać miłość i szczęście jak żyć by Raju dostąpić  Druga modlitwa do tego który rządzi jak karty historii pisze i czas dla niego jest njestotny bo jest zarządca linii okręgu który wszechświat tworzy Boży zaczęty jednym tajemniczym słowy Trzecia modlitwa do niepokalanej grzechem Matki Syna Papież Polak otoczył ją kultem i ja też się ku jej wyjątkowości przychylam w modlitwach Wieczorne modły mają jeszcze urywek koronki ze słowy gdzie krew Syna poświęcona za grzechy nasze i świata były wybaczony   Ale dziś jest dziś jestem niewstanie  Jestem pod wpływem i chaos używki w płynie twardej i strasznej sprawia że modlitwy nie przychodzą z automatu i mylą i xapomjnaja słowa się  Dziwne nie  Uczone od dziecka wpojone jak twarda stal słowa znikają a ja wpadam w tym niestanie by pomodlić się swoimi słowy  Tylko jak to zrobić gdy Byt jak Boży jest mi niepewny  Ten z Księgi  Starego Nowego słowa  Testamenty Ojca który patrzy i widzi Mi się nie widzi Pytasz więc czemu te modlitwy Bo przyszło mi usłyszeć słowa że gdy będziesz modlił i żył po chrześcijańsku uwierzysz ale nie Wierzę w wyższą świadomość  Coś co jest zawsze i wszędzie i wie  ale tylko patrzy jak po pierwszym tchnieniu w nicość jak pierwsza była liczba jak jedynka  Obserwuje i wie co dzieje się co stanie się ale nie do końca czeka na nas po drugiej stronie gdzje dusza zawedruje gdy ciało opuszcza Jestem Heretykiem saracenem w Boga nie wierzę ale dziś moje ręce ułożone na ekranie klikają w klawiaturę chcą by Bóg usłyszał mnie i zwrócił uwagę choć miał już prawo zwątpienia w moją osobę i mógł przestać czekać na mnie z rajskim życiem po ostatnim oddechu Oj Boże możesz już na mnie nie czekać na szczycie gdzie chmury pod nami płyną po niebie jak owce białym wełnianym spokojem który pasuje do koloru skrzydeł szat i źrenic tego który jest Aniołem Twoje Boże armie anielskie spoglądając na mnie mogły opuścić mnie z nadziejami na szczęście  Gdzje nie słuchałem duszy której połączenia nie czułem  tylko glupi ślepy głuchy  chciałem mieć nie być  Kochać i miłość to słowa które można jedynie z duszy definiować a nie wyvzytanymi słowami w książkach albo podejrzanymi zachowaniami w filmach postaci  Niekumaty na empatii nie zauważyłem innych  Ani ich potrzeb ani ran których zadania jestem ich winny  Boże moje modlitwy to jak zacznę od Amen jak rozmowę telefonem zaczyna się halem (od halo zastosowałem odmianę) Czy masz dla mnie na wadze ostatecznej gdzie grzechem i jego ciężarem wskażesz co się nieśmiertelnej duszy spelni na zawsze Czy kilka słów do paru dusz które dały im chwilę dopaminowego szczęścia te rymy w wierszach wypowiedziane w nieświadomości mają wagę wobec czynów i krzywdy której jestem winny  czy słowa litości wobec moich krzyków  gdzie zauważona choroba to stan umysłu czy zgnilizny tu duszy nie narządów jak bebechy i styków w mózgu jak przyszło mi poznać diagnozę gdy na kozetce wylądowałem  Boże proszę miej na uwadze że nawet diabeł może mieć nadzieję na pojednanie  Synu przyjdziesz po raz wtóry Nie pokonuj już śmierci i piekła  doprowadzić musisz Lucyfera do zrozumienia że wszystko dzieło Boże i wszędzie wszystko Rajem w szczęściu i miłości może płynąć jak spokojna rzeka wlewać się do oceanu krwi w Bożym sercu Przytul diabły i karm je miłością jakiej zechcą dzielić się z ludzkością  Poznanie owocem zakazanym różnicy dobra i zła było potrzebne by docenić czym jest szczęście  Boże czy już nie dość strachu w nas  nie dość zła przyszło nam znać by docenić pamiętając wojny ból ubostwo i bycie nikim wobec tych co z batem i mieczem nad nami losami kierują  Boże już wiemy jak smakuje proch i czym jest ryzyko skończenia cywilizacji atomem  Ostateczna z wojen już się rozegrała  Urodzony by go na śmierć skazać nam i diabłu pokazał że można go pokonać  Ostateczna ofiara tego bez grzechu który dla uwolnienia istot ludzkich od ciężaru ich grzechów skonał A chciał tylko otworzyć serca  Ale nie zauważyli kim jest ci którym chciał odebrać życie w orzywilejach  Kolej pojednać się z pierwszym zbuntowanym z pierwszym wrogiem  skrzydeł odebranych straconym do piekła dać miłość którą odda i przestanie czerpać w ludzkich grzechach jak karmić się upadkiem jak złem i strachem i pychą pożądaniem nie być drogowskazem z fałszywą drogą na szczęście z posiadaniem władzy i pieniędzy  Boże co tacy jak ja mogą  Gdy oni tam są  Gdy Ty tam jesteś  miałem się modlić ale nie wychodzi mi to za dobrze proszę wskaż  drogę  Gdy już to uczyniłem powinienem znać Twoją odpowiedź  Otwórz serce bym umiał szczerze powiedzieć kocham Nie wypada prosić Boga wszak on juz wszystko co mógł nam dał reszta to nasza droga i wybory i nadzieja na kolejną z szans Nie wątp w nas Amen w imię Trójcy która kocha nas. 
    • Kiedy pojawia się taki gniew, kiedy poeta staje się sumieniem narodu, wkrótce naród się budzi.   Wierz mi, wyjdę na ulicę, bo jestem świadomy jak jesteśmy zeszmaceni przez "kwiat głupoty narodu". Tyle hipokryzji w geopolityce jeszcze nie było, to i w kraju wolno "wszystko"? Bez mojej zgody. To rola mężczyzn, zwłaszcza młodych ciałem lub duchem. Pzdr.
    • Są na przykład takie kaloryfery,  które są na przykład pordzewiałe i ciekną.   Są na przykład okna,  które nie na przykład,  lecz naprawdę są nieszczelne.    Są na przykład sufity,  z których cieknie deszcz.   I ściany są na przykład mokre i stopy,  na przykład bose, mokną od podłogi,  która jest na przykład wilgotna.   I ubrania są na przykład mokre,  bo szafa przykładowo cieknie.   I wszystko jest na przykład mokre i na przykład cieknie.   I na przykład jestem ja,  który na przykład usiłuje,  pisać suchy wiersz.
    • @hania kluseczka kto wg Ciebie Haniu?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...