Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Hubert był w drodze.
Siedział wygodnie w fotelu obitym miękkim czerwonym pluszem i zamyślonym wzrokiem spoglądał za okno przedziału. Umyślnie wybrał miejsce tyłem do kierunku jazdy, dzięki czemu widział krajobrazy nie przybliżające się, lecz oddalające. Każde mijane drzewo, każdy kamień i każdy dom (domów zresztą – co zauważył z łatwością – było coraz mniej) znikały, czy raczej zmniejszały się nieubłaganie wzdłuż linii perspektywy do mikroskopijnych rozmiarów, zanim jeszcze zdążył im się przyjrzeć. Dawało to Hubertowi przyjemne uczucie podróżowania w nieznane i zostawiania wszystkiego, czego zaznał do tej pory, za sobą. Stwarzało też wymarzone warunki do rozmyślania. Na wiele godzin – bo droga była daleka – sześcioosobowy przedział z brązowymi ścianami i fotelami obitymi czerwonym pluszem, stał się dla Huberta prywatnym kosmosem, którego on sam był centrum. Wszystkie sprawy – ważne i mniej ważne – krążyły teraz w tej ciasnej przestrzeni po orbitach umysłu Huberta. Jednej tylko myśli starał się do siebie nie dopuścić – o tym, że ten czerwono-brązowy przedział był jednym z dziesiątków, może nawet setek tysięcy podobnych przedziałów. Pozwolił sobie zapomnieć o tym i w wyobraźni uczynił swój przedział jedynym i niepowtarzalnym.
Wbrew temu, co mogłaby sugerować pewna nonszalancja Huberta w sposobie siedzenia i patrzenia za okno, nie była to podróż donikąd, bez celu. Przeciwnie – Hubert był zupełnie świadom celu podróży jak i tego, że z każdą chwilą zbliża się moment, w którym będzie musiał opuścić swój przedział; o momencie tym nie myślał ani ze szczególnym utęsknieniem, ani z niechęcią – afirmował po prostu to, że kiedyś on nadejdzie i że trzeba będzie stawić mu czoła (tak, „stawić czoła” – właśnie tego wyrażenia używał Hubert, zresztą na wpół tylko świadomie).
Jechał do Vimardy, miejsca, którego nie było na żadnej mapie, do którego oficjalnie nie kursowały żadne pociągi, o którym on sam – niepospolity erudyta – dowiedział się z własnych snów (choć przez całe dojrzałe życie nie wierzył w iluminację z gorliwością, która kazała mu wyśmiewać zwolenników tej teorii). Jechał tam jako reporter, badacz, literat, jako turysta. Przede wszystkim jednak jechał tam jako poszukiwacz skarbu, jakim jest poznanie.
Znał zatem cel, ale nie znał przyczyn – i w gruncie rzeczy nie chciał ich znać. Nie wiedział, dlaczego tak naprawdę jedzie do Vimardy. Mógłby oczywiście wymyślić sobie jakąś odpowiedź – wymówkę przed własną ciekawością – na przykład: że jedzie tam dlatego, że sny o tym miejscu od kilku nocy nie dawały mu spokoju. Byłaby to zresztą odpowiedź równie dobra, czy też równie zła, jak ta, że jedzie tam, ponieważ urodził się dwudziestego maja; ponieważ układ gwiazd był wtedy taki, a nie inny; ponieważ fotele w przedziale wyłożone były miękkim czerwonym pluszem.
Nawet jeśli przyjmiemy, myślał Hubert, że jakakolwiek przyczyna możliwa jest do ustalenia, że pojęcie przyczynowości nie jest tylko sztuczką, jaką umysł ludzki wymyślił dla oszukania samego siebie, pozostaje jeszcze kwestia łańcucha przyczyn. Każda wszak przyczyna ma własną przyczynę, ta znów swoją i tak dalej, aż do pierwszej przyczyny – przyczyny wszelkiego ruchu, samonapędzającej, która sama już przyczyny nie potrzebuje. A zatem, myślał dalej, żeby móc z całą pewnością ustalić przyczynę mojej podróży, należałoby zacząć od ustalenia istoty absolutu, istoty Boga. Jakkolwiek pociągająca to perspektywa, odkrywanie pierwszej przyczyny na razie mnie nie interesuje. Jeszcze nie.
Gdy patrzył na mijane drzewa – pociąg jechał tak szybko, że Hubert nie mógł nawet rozpoznać ich gatunku – nabierał pewności, że podróż ta odmieni go na zawsze, i że w istocie całe dotychczasowe życie zostawia za sobą. Nie było mu smutno ani wesoło – nauczył się opanowywać tak proste uczucia jak radość i smutek; wykorzystywał je tak, jak wytrawny kucharz wykorzystuje przyprawy – mieszając w odpowiednich proporcjach, otrzymywał cały bukiet rozmaitych, wymykających się opisowi emocji.
Hubert rzadko podróżował, w gruncie rzeczy lubił jednak podróże. Nastrajały go zawsze refleksyjnie, pozwalały jego myślom wypłynąć na szerokie wody – a Hubert uwielbiał rozmyślać. Właśnie dlatego zawsze wybierał archaiczny środek transportu, jakim był pociąg – z szacunku dla własnych myśli. W pociągu myślało mu się najlepiej, zwłaszcza, jeśli miał przed sobą długą drogę, tak jak tym razem.


CDN

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka   A to perełka!  Podoba mi się, że najpierw nawiązujesz do Hamleta - symbolu memento mori, a potem do Epikura - „Dopóki jesteśmy, nie ma śmierci, a gdy ona przychodzi, nie ma nas”. Zdejmujesz śmierć z piedestału grozy. Sugeruje, że skoro i tak nie zarejestrujemy własnego niebytu, to jedynym logicznym wyjściem jest uznanie szklanki życia za pełną. Niemal matematyczne podejście do egzystencji. No i ta klepsydra na końcu - życie to czas, który się mierzy , a śmierć to tylko informacja, której i tak nie przeczytamy.   Świetne! Zdolniacha! :)
    • @Robert Witold Gorzkowski   Bardzo dziękuję!     Dziękuję Ci za ten komentarz -  to jest esej. Przeszedłeś przez wiersz uważnie, wers po wersie, i zostawiłeś ślady swojego czytania. To dla autora rzadki prezent. Pytanie o „może wreszcie zatonąć" - nie jest jednoznaczne. Każde czytanie ma prawo do swojego świtu. A "Próg" jako słowo wielowątkowe - tak, dokładnie. Piszesz o przejściu w świat intymny, o tajemnicy. Dla mnie próg był granicą, za którą można w końcu być sobą - i jednocześnie miejscem, gdzie świat się urywa. Jedno i drugie naraz. Chapeau bas również - za czytanie, za niezwykły komentarz. Serdecznie pozdrawiam kolegę, który pisze niesamowite wiersze. :)
    • @obywatel   Masz rację, że to dwa różne standardy i trudno tego racjonalnie obronić. Badania na mózgu - zakaz, bo niehumanitarne. AI - pełna para, bo zyski, bo przewaga militarna, bo kto pierwszy ten lepszy.   Fatalizm rozumiem. Ale "i tak zginiemy" to argument, który zwalnia z myślenia. A myślenie to jedyne, czego AI jeszcze nie zabrała nam całkowicie. Na razie przynajmniej. Pozdrawiam. :)  @violetta @iwonaroma @Poet Ka   Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) 
    • Samotność jak cisza  Z wyboru - koi Z konieczności- boli  Dom bez okien  50 odcieni czerni  Niema burza  Nie słychać  oddechu  Śpiewu ptaków   Pulsu w skroniach   Krzyku za szkłem   Szeptu imienia   Pęknięty dźwięk  Zgiełk miasta   Nie zagłusza   Tłum na przystanku   Ramię przy ramieniu   Oddech przy oddechu   Niema próżnia   Samotne drzewo   Świta     inspiracja :    Emily Dickinson¹   " The soul selects her own society - Then shuts the door "²           Przypisy:   ¹  Emily Dickinson - 1830 - 1886, poetka amerykańska. Większość życia spędziła w dobrowolnym odosobnieniu.     ²  Tłumaczenie: " Dusza wybiera sobie własne towarzystwo -Potem zamyka drzwi ".
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...