Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

raz Boh dla Bohny chciał być tak uprzejmy,
że nim świt szarość rzucił Boh wziął pędzel
i jął las barwą smarować bez przerwy,
że tchu zabrakło i opadły ręce,
a Bohna ze snu ani mru, toż jeszcze
może i żonkę czymże tam dopieszczę,

stąd kiedy ranek rosą kurze ścierał,
Boh wziął za kudły wiatr i plótł korony,
acz Bohna wstanie i nie pozna teraz,
gdzie się łożyła z Bohem w czas ściemniony,
lecz na nic było czyścić w gniazdach jaja
czy paść na ściółkę, Bohna nie wstawała,

i tak to kiedy słonko górowanie
miało zaczynać, coś tam jakby drgnęło,
trzeba dla Boha mieć wielkie uznanie,
że do budzenia Bohny nie popchnęło
ni mru, toż Bohna wstała aby wielbić
Boha uprzejmość bez przerwy i przejmy.

----------------------------------------------------
Przejmy - osada leśna, rozbudowana wokół osady nadleśnictwa. Przed wojną mieściło się tu nadleśnictwo Przasnysz. Po wojnie do roku 1975 nadleśnictwo Przejmy. Nazwa powstała w wyniku przejmowania i komasacji lasów podczas tworzenia tu nadleśnictwa przasnyskiego.

Opublikowano

Jeśli to chodzi o ten sam Przasnysz a myślę, że tak to bardzo sie cieszę bo znam tamte strony dosc dobrze. Od urodzenia co roku wszystkie wakacje spędzam na wsi u babci w Baranowie (ok. 15 km od Przasnysza) i byłam w Przasnyszu nie raz.
To misteczko robi sie powoli sławne. Kiedyś chyba Yourek napisał o nim wiersz.. Pamiętasz Natko?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



tak pamiętam Dormo - wiersz bodajże Narew, wiem też o Baranowie, ale Baranowo to poza powiatem przasnyskim, mimo wszystko kiedyś tam spróbuję je opisać, boć to tylko 15km od miasteczka
a przypomnij co takiego Yourek napisał, pliiis
z ukłonikiem i pozdrówką MN
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



tak pamiętam Dormo - wiersz bodajże Narew, wiem też o Baranowie, ale Baranowo to poza powiatem przasnyskim, mimo wszystko kiedyś tam spróbuję je opisać, boć to tylko 15km od miasteczka
a przypomnij co takiego Yourek napisał, pliiis
z ukłonikiem i pozdrówką MN


A co ty tak dużo wiesz i piszesz o tamtych stronach? :)

Yourka znalesc będzie trudno, bo mi chyba zniknęły ulubione. Ale można wejść na jego wiersze i poszukać.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



tak pamiętam Dormo - wiersz bodajże Narew, wiem też o Baranowie, ale Baranowo to poza powiatem przasnyskim, mimo wszystko kiedyś tam spróbuję je opisać, boć to tylko 15km od miasteczka
a przypomnij co takiego Yourek napisał, pliiis
z ukłonikiem i pozdrówką MN


A co ty tak dużo wiesz i piszesz o tamtych stronach? :)

Yourka znalesc będzie trudno, bo mi chyba zniknęły ulubione. Ale można wejść na jego wiersze i poszukać.

co do mnie - to ja z tych stron jestem, więc piszę, a co do Yourka to z checią bym się więcej czegoś dowiedział, acz Yourka troszke pamiętam ale jegop Ostrów zbyt daleka od Przasnysza
z ukłonikiem i pozdrówką MN
  • 7 miesięcy temu...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Chyba pójdę w ślady Dormy.

no jak już zareklamowałem - to dopiszę, że P. od Baranowa ma wiecej - jakieś 30 km - a Yourek to o Ostrowi Mazowieckiej pisał a ja Stefanie zapraszam Cię do http://www.limeraton.tox.pl/ - warto bo płacą i swietna zabawa - jeszcze trochę zostalo, hi - miasto - miasteczko - tam sie urodziłem - jak będziesz się wybierał to daj znać - poprowadzę przez te równiny
z ukłonikiem i pozdrówką MN

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka ściskam Alu, żeby tak go jeszcze w praktyce zastosować z równą lekkością ;)  Dobrego dnia. Bb
    • -Mistrzu, wszystko poprawnie robię, a przegrywam. -Bywa, że poprawność to za mało, jak widać.     You can do everything right and still lose.    
    • A tak przy okazji:   Puść życie wolno, przestań nalegać. Przestań narzucać własne wybory. Życie jest większe niż ty - dzieciątko, zrobi co zechce, trochę pokory.   Przyjmij co idzie, choćby niechciane, bo nigdy nie wiesz co z drugiej strony góry - nie widać. Mapy też nie ma. Może tam stok jest nasłoneczniony?   Przyjmij co idzie, choćby niemiłe, nie wszystko musi mieć sens od razu. Zakręt na drodze, świat się odsłania, wiesz po co zmiana już z biegiem czasu.   Autor: beta_b   Styl i forma taka sama i stąd mój wniosek: niektórzy autorzy chodzą na praktyki poetyckie do jakichś mistrzów i należą do jakiegoś związku literatów.
    • Fiolka była tylko do połowy pełna. Lecz dla mnie to wystarczyło. Lazurowy, lekko błyszczący  w ciemni strychu proszek, wysypał się na przygotowaną szalę. Na drugiej z nich spoczywała już niewielka kupka czarno-szarego proszku  o lekkim zapachu spalenizny. Były to starte kości,  wyjęte nie tak dawno z pieca. Oczywiście, były one ludzkie, bo tylko ich można było użyć do tego obrzędu. Skład lazurowego proszku był tajemnicą, miał on jednak tą jedną szczególnie istotną alchemicznie cechę. Przywracał do życia,  lub mógł to życie nadawać. Prawdziwie boski i potężny wynalazek. Szalę wagi równoważyły się idealnie. Porównałem je jeszcze,  mrużąc jedno oko  i pochylając się nisko nad blatem stołu. Były idealnie równe. Doskonała precyzja i równowaga. Rzuciłem pod nosem,  patrząc na osobliwe i ciche audytorium zebrane na krzesłach wokół stołu. Swojej rodziny  nigdy nie mogłem nazwać  prawdziwą rodziną.  Nie było w niej miejsca  na miłość, bliskość, szczerość czy czułość. Były tylko kłótnie, bijatyki, alkohol  i pijackie bredzenia. Musiałem zawsze bawić się  w bezpieczny azyl domu  wraz z moimi drogimi przyjaciółmi  których jednakowoż również nie miałem. Wymyśliłem ich sobie jednak. Od cech wyglądu, głosu  po maniery i status społeczny. Zaczęto ze mnie szydzić  i nazywać szaleńcem. Gdy szedłem rozmawiając głośno  z kimś u swego boku,  kogo nikt inny dostrzec nie był w stanie. A ja naprawdę ich słyszałem i widziałem. Śmialiśmy się, bawiliśmy się,  czasem nawet kłóciliśmy. Było ich wielu. Zawsze co najmniej kilku  chciało spędzać ze mną czas. Pewnego dnia, większość z nich. Zapragnęła być widzialna. Weszli w moje maskotki. Niestety jedynie na tyle  by mówić z ich wnętrza a nie przez nie. Wtedy szykany  na moją osobę trochę przycichły. Rozmawiałem z maskotkami a nie duchami. Byli tacy co potrafili to już jakoś przełknąć. Tłumaczyli to wybujałą wyobraźnią, odrzuceniem, odosobnieniem,  chorobą umysłową, potrzebą zauważenia. A ja przecież doskonale wiedziałem  co widzę i słyszę. Moi pluszowi przyjaciele, wędrowali za mną krok w krok. Przez lata szkoły, uniwersytetu  i początki pracy grabarza. Bo mimo głowy uczonej w zakresie medycyny, uznano ją także jako  kompletnie szaloną i pomyloną. Zakazano mi praktyki  i zesłano na pewną śmierć w głodu  na stopień miejskiego grabarza. Wtedy to z medyka stałem się alchemikiem  a z niego już o krok do geniusza. I dziś miałem potwierdzić ten geniusz. Przyjaciele siedzieli wygodnie wokół stołu. Ich kolorowe futerka, były niczym lampiony  rozświetlone w mroku strychu. Oczy z koralików, szkiełek lub guzików. Nosy z pereł, kamyków  lub zapasowych skarpetek. Jednemu brakowało pół uszka, innemu złamano nóżkę  lub przetrzepano porządnie rączkę,  zwisającą bezwładnie wzdłuż ciała. Mieli blizny po rozcięciach,  przypaleniach czy bójkach. Każdy miał swoje imię i nazwisko  a także wywód zaszczytnego pochodzenia. Nikt nie czuł się inny, gorszy, biedniejszy. Wszyscy byli równi i cenni. W moich oczach. Ich stwórcy. Patrzyli jak wstaje biorąc do ręki wagę. Szalę lekko się zachybotały  lecz proch po obu stronach  pozostał nieruchomy,  jak gdyby zdawał sobie sprawę  z powagi chwili. Dopiero teraz czułem się naprawdę szalony. Szalenie wielki, nieograniczony i szczęśliwy. Oto jest dzień, czas i chwila, w której to spełniam Waszą  najskrytszą prośbę i fantazję przyjaciele. Będziecie żyć!  Ruszą Wasze serca, żyły oraz usta! Śmierć tych których kości mam tutaj, da Wam życie wieczne. Bo tylko przez śmierć jest ono możliwe. Więc zabiłem ich byście żyli. I mogli być mi wdzięczni za ten boski dar. Te prochy muszą połączyć się  na Waszych obliczach. Wtedy będę pierwszy po Bogu  a Wy będziecie dziećmi swego Boga. Ożyjcie dzieci! Rozsypałem prochy w ich zastygłe oblicza. Lecz ze środka dochodziły głosy, bym ich ożywił, pozwolił trwać,  dał im wieczność na własność. Świece pogasły i zapadła grobowa ciemność. Zniknęli mi z oczu. Słyszałem tylko  ciche stękania, jęki i okrzyki. Coś spadło lekko na podłogę, coś szurało, ciche, szybkie kroki. Chichot i jakby zgrzyt kości. A może szczęk zębów? Zapaliłem świecę,  ledwo odnajdując w mroku zapałkę. I zobaczyłem armię żywych istot o splugawionych śmiercią obliczach ludzkich. Armia żywych umarłych, budzącą swe pluszowe ciała do życia. Zombie pragnące ciała i krwi żywych. Ciała swego stwórcy. Zbliżały się do mnie. Z zakrwawionymi ustami, pianą i śliną na zębach. Grymasami zwierzęcego głodu. Próbowałem odgonić je światłem. Otoczyły mnie prędko  wypowiadając tylko jedno słowo. Stwórca. Jestem Waszym stwórcą  a Wy moim szaleństwem! Czułem ich ostre kły  wbijane w szyję, ręce i nogi. Obaliły mnie szybko. Zagryzły jak wściekłe psy. Zlizując krew z ciała i siebie nawzajem. Do jej ostatniej, słodkiej kropli.
    • @beta_bŁadnie, beto. Sylabiczny, ze średniówką, równy i z sensem - kupuję go i pozdrawiam :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...