Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*


Miłość jest , albo jej nie ma. Jeśli kochasz to znaczy , że żyjesz. W przeciwnym razie umierasz. Człowiek bez miłości jest jak kwiat bez wody. Niby masz kogoś, ale wciąż jesteś zupełnie sam i za wszelką cenę pragniesz kochać, jeszcze bardziej niż ostatnim razem. Tylko to może dać ci szczęście i tylko w ten sposób możesz uciec od śmierci. Najmocniej kocha się właśnie wtedy - w szponach samotności.


--------------------------------------------------------------------------------------------


NADIA


Może to dziwne ale pamiętam tylko swoją drugą miłość. W zasadzie pamiętam wszystkie, ale te pozostałe muszę sobie przypominać.. Na imię miała Nadia i miała takie rude włosy. Właściwie to miała kasztanowe. Krótko potem dowiedziałem się, że są rude. Mężczyźni powinni wiedzieć o co mi chodzi. Pamiętam ją dokładnie chociaż w momencie gdy ją poznałem wcale jej nie pamiętałem a przecież powinienem pamiętać. Co to za facet, który nie pamięta dziewczyny poznanej przed chwilą. Przecież powinien pamiętać ją wcześniej skoro istniała taka możliwość . Nie mogę sobie tego wybaczyć do dziś i może dlatego wciąż ją pamiętam z powodu tego, że wcześniej jej nie zapamiętałem. Zjawiła się w moim życiu w bardzo nie odpowiednim momencie. W chwili, gdy najmniej tego oczekiwałem. Leczyłem się z nieszczęśliwie nieodwzajemnionej miłości i nie miałem najmniejszej ochoty by znów się w kimś zakochiwać a już na pewno nie w rudej dziewczynie , która na początku znajomości zarzuciła mi, że nie pamiętam jej skoro powinienem, choć nie musiałem, bo wtedy nie byliśmy jeszcze razem i nie wiedziałem, że ona to właśnie ona. Zapytała mnie wtenczas dlaczego jestem taki smutny? Nikt, nigdy nie zapytał mnie o mój stan emocjonalny. Nikt nie zadał sobie trudu by zagłębić się w mój codzienny nastrój, a ona zrobiła to tak czule, z takim błyskiem w oczach i z nadzieją na to, że w końcu ją zapamiętam i pamiętać będę już przez cały czas. Prawie jej się udało.
Nie mogę jej wyrzucić z pamięci ale na szczęście przestałem ją czuć. Nie ma jej w moich zmysłach, nie kojarzę jej między zapachami. Dziewczyna nie pachnie i nie śmierdzi już. Siedzi tylko głęboko w moim mózgu i za nic w świecie nie chce stamtąd wyjść. Cała. Powinienem coś z tym zrobić bo popadnę w paranoję. Ludzie mówią że, to takie proste - zapomnieć. Mówią, że jeśli człowiek chce , to zapomni. Ja bardzo chcę, tak bardzo chcę o niej zapomnieć, że chyba bardziej się nie da, ale nie potrafię. Budzę się rano, sikam, potem idę do kuchni zrobić kawę. Ona siedzi przy stole, poprawia kartkówki i pije kawę. Nie pytam jej dlaczego nie zaparzyła mi kawy, bo wiem, że jej tam nie ma. Jestem o tym przekonany. Mógłbym ją o to zapytać. żeby się upewnić ale jak już wcześniej wspomniałem; nie chcę zwariować. Potem wracam z kawą do pokoju, kładę się na kanapie i czytam książkę. Ona siedzi na fotelu. Patrzy na mnie i mruży oczy. Pamiętam ten wzrok doskonale, i to, jak mówiła mi , że strasznie podnieca ją widok, gdy coś czytam. Takie prozaiczne, malutkie zboczenie. Najchętniej rzuciłbym się teraz na nią. Wbiłbym swoje zęby w jej smukłą, łabędzią szyję, pieściłbym jej kark, gryzłbym jej ucho ale na szczęście przestałem ją czuć. Powiedzcie mi, że nie jestem obłąkany. Mam wrażenie, że Nadia jest cały czas ze mną, że nie odeszła. Mieszkamy nadal razem. Jest wypełnieniem luki pomiędzy mną a ścianą frontową, pomiędzy moim umysłem a balkonem. Jest tutaj ze mną. Już jej nie czuję, nie wącham, nie liżę, ale widzę i pamiętam. Nie jestem chory. Jestem samotny.
Wpadłem ostatnio na genialny ( z mojego punktu widzenia) pomysł, żeby się upewnić, co do mojej normalności tzn, psychicznej odwagi bycia zdrowym. Postanowiłem do niej zadzwonić. Dwa lata temu wyrzuciłem jej numer telefonu, żeby mnie nie kusiło do niej zadzwonić przypadkiem.. Miałem takie momenty, jak ten teraz, że stawałem przed telefonem i układałem sobie w głowie wszystko co powinienem jej powiedzieć. Teraz to zupełnie co innego. Nie uzna mnie za wariata. Teraz mam konkretny powód. Upewnię się, że jej ze mną nie ma. Numer pamiętam, bo choć wyrzuciłem go dwa lata temu, jak wszystko co wiązało się z Nadią, numer zapamiętałem. Siedem dwa, cztery pięć sześć albo jakoś tak. Odebrała. Zapytałem, czy to ona? Odpowiedziała, że chyba tak. No to zapytałem czy jest, czy oddycha, czy miewa się dobrze, i czy przypadkiem nie jest teraz ze mną? Odpowiedziała, że to pomyłka. Kamień spadł mi z serca. Nie jestem wariatem. Mogę zacząć wszystko od początku.


--------------------------------------------------------------------------------------------


FACET Z TELEWIZJI


Po tamtym telefonie czułem się jak nowonarodzony.
Pewnego słonecznego popołudnia(to mój drugi genialny pomysł z punktu widzenia samego siebie) obudziłem się wcześnie , wysikałem się, poszedłem do kuchni zaparzyć kawę i nie było jej tam więc uradowany w pośpiechu wrzuciłem kilka rzeczy do torby, zakręciłem wodę, gaz, zamknąłem mieszkanie i wyjechałem w góry zakomunikować wierzchołkom, świerkom, skałkom, rwącym potokom, że to już, że z pełną premedytacją mogę nazywać się samotnym mężczyzną, i jestem z tego niezwykle dumny. Udało mi się zapomnieć i nie jestem wariatem. Zapytała mnie wtedy: - Ja ciebie znam. Ty z telewizji jesteś chyba. –
To nie była ona. To znaczy była ona , bo poznałem ją dzień wcześniej i w przeciwieństwie do historii z Nadią, zapamiętałem tę dziewczynę w momencie pierwszego wzrokowego kontaktu czyli wtedy kiedy powinienem. Zapamiętałem ją we właściwym momencie. Gdy patrzyłem na nią teraz, wiedziałem, że to ona i byłem niezwykle szczęśliwy, że ją zapamiętałem. Poznałem to zbyt duże i zbyt optymistyczne określenie tego co wydarzyło się dzień wcześniej zanim to powiedziała. Zobaczyłem ją i usłyszałem. A teraz, gdy zadaje mi to pytanie jestem przekonany, że to ta dziewczyna z wczoraj i nikt już mi nie zarzuci, ze z moją pamięcią jest coś nie tak. To była ona. Właśnie tylko dlaczego ona pyta mnie o takie rzeczy, i dlaczego ja przywiązuje wagę do ciekawych i interesujących pytań zadanych mi przez interesujące poniekąd kobiety? A może ona naprawdę pomyliła mnie z kimś? Może to kolejny znak, że jestem obłąkany? Może źle interpretuję fakty? Sądzę, że był to oczywisty flirt ze strony tej cudownej kobiety, początek nawiązania rozmowy, lub co najmniej chęć nawiązania takowej. A jeśli ona zwyczajnie mnie z kimś pomyliła? Wzięła mnie za pajaca ze szklanego ekranu, który mógłby jej w jakiś sposób uprzyjemnić górski pobyt? Nie powiem jej przecież, że zwariowałem na jej punkcie już kilka godzin temu, gdy ją zauważyłem i usłyszałem po raz pierwszy a ona mnie nie. Nie powiem jej na początku naszego kontaktu werbalnego, że zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia bo nie będzie chciała ze mną rozmawiać w ogóle a ja nie jestem przecież wariatem i nie mogę popsuć tego co właśnie się zaczyna. Potem starałem się być w miejscach, w których ona bywała i nie było to wcale takie trudne choć zbytnie narzucanie się mogło również wytrącić ją z równowagi. Kilka tygodni potem przenieśliśmy się na północ. Zamieniliśmy góry na morze. Zadzwoniła do mnie i zapytała co u mnie, czy jestem, czy oddycham, i czy będę mógł, czy będę w stanie, a ja zgodziłem się. Znów zakręciłem kurki, zamknąłem samotny dom i uciekłem na chwilę. Dodała jeszcze prośbę, która brzmiała jak ostrzeżenie : „tylko nie wyobrażaj sobie zbyt wiele”. Należę do ludzi, którym dwa razy tłumaczyć nie trzeba i wydawało mi się, że prawidłowo zinterpretowałem jej słowa. Jadąc do niej wciąż utrwalałem sobie w głowie: „Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele, nie wyobrażaj sobie zbyt wiele” Moja wyobraźnia zaczęła funkcjonować zgodnie z jej oczekiwaniami do momentu gdy w motelowym pokoju zaczęła podskakiwać na tapczanie w rytm seksualnych uniesień, jak galopująca zebra po pustynnych stepach na oślep powodując dziki zgrzyt nie naoliwionych od dawna sprężyn. Nie przerywając galopowania stwierdziła, że będziemy dziś wieczorem strasznie hałasować czym, jak nie trudno się domyśleć, spowodowała swoistą burzę myślową w moim mózgu. Nie dałem się sprowokować. A może zrobiłem z siebie idiotę? Kobiety powinny wiedzieć o co mi chodzi. Jedno jest pewne. Nie wiedziałem co robić i od tamtej pory znów zacząłem palić.
Już się nie widujemy. Spotkaliśmy się jeszcze raz , ale w bardziej dramatycznych okolicznościach. Przemierzyłem pół Polski , żeby zapytać ją o zdrowie , bo wydawało mi się, że co jak co, ale z jej zdrowiem było wtedy coś nie tak. Leżała przyczepiona do kroplówek i nie czuła się najlepiej. Opowiadałem jej różne historie, trzymałem za rękę i byłem przy niej kiedy spała. Niestety był tam też pewien pan, który w międzyczasie smarował jej plecy olejkiem a przepiękny bukiet kwiatów, który przyniósł ze sobą wprawił w zachwyt wszystkich chorych na oddziale stając się jednocześnie powodem westchnień najwrażliwszych, kobiecych serc. Najchętniej urwałbym temu panu głowę. Zdecydowałem jednak, że moje miejsce jest gdzie indziej i pora się wycofać. Tak też zrobiłem.

Wróciłem do domu i znów postanowiłem o wszystkim zapomnieć.

Stęskniłem się za Beckettem. Rozłożyłem się wygodnie na kanapie i usnąłem z książką w ręce. Obudził mnie sygnał telewizyjnych wiadomości. Zdziwiłem się ponieważ od dawna nie oglądam telewizji i nie przypominam sobie , żebym przed zaśnięciem uruchomił odbiornik.
Moje zdziwienie sięgnęło zenitu gdy w telewizorze zobaczyłem samego siebie.

- Czego się tak gapisz? – spytałem siebie z ekranu. - Nie poznajesz siebie co? Musisz się obudzić człowieku. Jak długo będziesz robił z siebie cierpiętnika? Kim ty kurwa jesteś? Romantycznym kochankiem? Werterem,? To nie te czasy. Stary, co to za miłość, jak nie możesz jej mieć, i nigdy z nią nie będziesz, bo ona nigdy cię nie pokocha?
- Nie wiem czy to miłość, nie wiem, wiem jedno, ja….mam prawo do swoich uczuć, bez względu na okoliczności, i nikt mi tego prawa nie odbierze. Nie mogę przestać o niej myśleć. Brakuje mi jej obecności, takiej zwyczajnej. Jak z nią nie rozmawiam nie mogę pisać, nie mogę myśleć, chodzę rozkojarzony, wściekam się. Nie ma jej w moim życiu fizycznie ale ona ułatwia mi życie. Rozumiesz? Zmieniła mnie. Przez moment byłem w jej świecie, trafiłem tam przez przypadek, i zmieniłem się w środku. Tak jakby ktoś mnie obudził ze snu. Nigdy jej nie pocałowałem, nie dotknąłem i nie przespałem się z nią, ale mimo wszystko brakuje mi jej. Chciałbym czasem zjeść z nią kolację , popatrzeć jej w oczy, powiedzieć, że ma ładną fryzurę, zabrać ją do kina, śmiać się do łez. Człowieku! Wiesz jakie ona ma poczucie humoru?
- Nie, z tobą jest gorzej niż myślałem. Patrz!

No i pokazał mi w telewizorku kilka zdjęć. Mniej lub bardziej pornograficznych. Tak podobno wygląda miłość, ale ja nie chciałem na nie patrzeć i nie patrzyłem.
Przyśniła mi się wtedy. Leżałem w szpitalu, podłączony do kroplówek, a ona stała z boku. Nic nie robiła, uśmiechała się tylko do mnie. Po prostu była. Potem śniła mi się codzienność i ona. Nieobecna, na drugim planie ale była. Przyjąłem to jako dobry znak..
Ty chyba z telewizji jesteś.

Opublikowano

początek mnie wkurzył, ale dalej... fajnie
podoba mi się Twoje pisanie, mimo że tekst pojawił się w dziwnej chwili, albo to ja (pojawiłam się)
w bardzo nie odpowiednim momencie - chyba razem
i kilku przcienków brakuje
pozdrawiam ambiwalentnie

Opublikowano

Mi (wiem, wiem tak się nie mówi;) w tym wstępie podobało się tylko jedno zdanie:
"Jeśli kochasz, to znaczy, że żyjesz"
No i może to z najmocniejszym kochaniem w samotności, ale juz jej szpony są dość kiczowate. A reszta wstępu to wyświechtane zwroty i porównania.

Dalej czyta się dobrze, masz lekkie pióro - to się czuje. Jednak tym razem nie porwało mnie jakoś wybitnie. Po prostu zwyczajnie wciągnęło i miło się czytało :)
Pozdrawiam.

Opublikowano

Dziś nawet wynotowałem sobie błędy (!), ale z pierwszej części tylko i te najwieksze tylko (piszę tak żeby móc się bronić, gdybym czegoś nie zauważył):
1. nie odpowiednim (to już ktoś zauważył) pisze się razem
2. zdanie "Leczyłem..." jest za długie i niejasne
3. zwrot "zagłębić się w codzienny nastrój" jest chyba błędem jakimś a jesli nie jest, to po prostu mnie nie pasuje
4. "(...)że, to" - przecinek przed "że" (interpunkcja kuleje w kilku momentach; czasem jakiś średnik by się przydał?)
5. 3 razy słowo "kawa" się powatarza
6. "(...)widok, gdy coś czytałem" - widok zbyt mocno kojarzy się (mnie przynajmniej) z czymś ważnym, podniosłym, a tu widokiem jest facet z książką na tapczanie
7. apostrofy do czytelnika strasznie mnie denerwowały!!!!!! wybijają z rytmu kompletnie

Poza powyższm tekst bardzo mnie się podobał
ciekawy sposób ujęcia rzeczy; momentami porywa
w drugiej części te głębokie analizy już mnie zmęczyły
decorum zostało tu naruszone myślę i gdyby nie to byłbym zachwycony

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuje baronowi, że poświecił temu tekstowi tyle czasu.
1) oczywiscie, ze pisze się razem, to tylko taka moja drobna nierozwaga.
2) zdanie leczyłem...przeczytałem jeszcze raz i naprawdę wydaje mi się ze jest jasne czytelne i odpowiedniej dlugosci z mojego punktu widzenia jako autora i go nie zmienię.
3) Zagłębić się...ma baron absolutną racyję...mi tez to nie pasuje...ale do dzis nie potrafie znalezc sformułowania , ktore jasniej oddalo by sens tego co chcialem powiedziec. Jak znajde to poprawie.
4) interpunkcja to moja pieta....
5) kawa sie powtarza trzykrotnie owszem, i tak ma byc...prostota tego napoju, ma az dzwięczyć w uszach jak halas lyzeczki uderzajacej o scianki filizanki przy mieszaniu
6) baronie drogi...wiekszosc ludzi jest wzrokowcami, i taką była kobieta o ktorej pisze i podniecał ją widok, gdy on lezal na kanapie....widok ją podniecił. Nie rozumiem zastrzeżeń barona. Błacha to podnieta, faceta leżącego na tapczanie, owszem, ale błacha jest także natura owej kobiety o ktorej piszę stąd ten widok mężczyzny lezacego na kanapie, prozaicznie podniecający...
7) baronie drogi! Przeczytalem jeszcze raz swoj tekst i uwazam, ze apostrofy do czytelnika są nietrafione i faktycznie ...jeste pod wrażeniem bystrego oka baronie....

Jakze niezmiernie sie raduje, ze mimo bledow wszelakich jakie baron sie dopatrzyl, ocenia baron pzytywnie to co smialem tu zaprezentowac....i pozwole sobie zauwazyc, ze lubuje sie baron w literaturze antycznej i sredniowiecznej, gdzie obowiazywala twarda zasada decorum, bo z teo co pamietam drogi baronie...Szekspir w Makbecie zerwal z decorum ... ale co mi z tego, cóż Szekspir jest dla nas przykladem, skoro Bukowski twierdzi, ze on pisac nie umiał...

Wielkie dzieki...chetnie przeczytam cos barona, bo przyznam ze nie mialem okazji. prosze o wybaczenie . P.R
Opublikowano

wszystkie moje komentarze są jak najbardziej subiektywne - jeśli Tobie pasuje i tak miało być - to jest najważniejsze.
wiem prawie nic o literaturze antycznej i średniowiecznej, decorum to miał być skrót myślowy, bo nie wiedziałem (i nie miałem czsu dużej myśleć) jak wyrazić swą wątpliwość; dalej nie wiem, ale jak się dowiem i nie zapomnę to napiszę.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Piszę te wersy dla Was
      Każdy jest najlepszy ale paradoks życia sprawia, że tyle samo zła co dobra w nas. 
      Zapamietasz Nas, pokolenie wysłuchało co podświadomości lodowa góra ukryła pod powierzchnią fal morza.
      Zimna pustynia arktyki i podróż w stronę horyzontu, banita opusza stada brać by na samobójczej misji zamienić lód na kosmicznej próżni jeszcze większy chłód i brak gwiazd wokół które życiodajne ciepło chcą nam dać i w kolory ubrać dla Nas świat.
      To dla Was wszystko, to tylko moje litery, ułożone spółgłoskami w słowa, które w szaleństwie nazwanym dnem przyszło mi bezczelnie i niestety Wam podarować, mieć anioła, który brał co diabeł opętany w wersów kilka ubrał i w nieświadomości nawet nie przemyśłał, dziw brał ale uszy zatkał na własne krzyki skrzeczącego głosu z gardła które mu służy chyba jedynie tylko by łykać flaszka i flaszka mocne twarde trunki aż do dna za ostatni hajs, nie zapracowany ze swojego tronu który dostał by złorzeczyczyć temu który na srebrnej tacy podał mu widelec którym najpierw karmił a potem ostry nóż którym zabił brać i braci jakimi ich chciał mieć jak kosz pomarańczy mu podarowanych których na stole nie zauważył w złotym czepku który mu spadł na oczy i zamknął wzrok tak że tylko własny nos tam widział z czubkiem którym się stawał z kolejną flaszką za pieniądz wyżebrany lub ukradziony bo nie ma w nim kołaczy do pracy. Niezrozumiał nic z życia, którym szedł jak w ciemny las z tą czapką którą niewiadomo czemu urodzony Bóg go wybrał na los jak banany są tacy wiecie dziecie które ma lepiej a niewdzięcznie umie tylko być dla siebie bez wdzięczności i pokory wobec chamów którymi ich nazwał a życie mu z górki obaj w miłości dla jego jestejstwa przyszło stworzyć. 
      Ludzie są chorzy niby wszyscy tylko niezdiagnozowani, chcieliby każdego dziś leczyć tabletkami psychiatrzy byśmy byli posłusznie na smyczy w kagańcach posłusznie poddani.
      Nowy porządek świata. Oni mogą samolotami latać dla nas zielony ład i ograniczenie w cenie diesla i benzyny. Bunt zabity przez ich (Ich z dużej litery bo to nazwa własna tych iluminantów winnych nam spokój i miłość raj na ziemi i wymiatanie ludzi tego świata (światu ale wyrzygana mi w mgle licencja poetica pozwala mi przekręcić słowo albo słowa zmyślać (osobowość ksobna może to nie moja osoba zadedykowana tam nie wiem już sam (dziś nic nie wiem) (czwarty nawias liczę tym razem po piątym zamknę choć nie mam pomysłu co w nim wpisać podpowiedź by się przydała ale w samotności sięgam dna jak dna flaszki i dna jak upadam (według demokratycznego osądu ludzkości ale jednak się przydało to szaleństwo czasem nawet jako bandaż (ha mam piąty nawias myślę i się dzielę tym i piszę w szóstym niestety (może koniec tych w nawiasach dygresji) (po siódmym miałem skończyć bo to blisko Boskości w matematycznej interpretacji Biblijnej narracji) (ale skońćze po ósmym który nie wiem jak się interpretuje jak cztery któtre znaczy śmierć jak u Wieszcza cztery i cztery bo dwa razy zabije) (i zabiłem) (wiem dziewięć) (i dziesieść będzie bo jeszcze myślę że interpunkcję miałem w dupie i nie zamykałęm nawiasów otwieranych a może tak się nie robi nie wiem) (grafomani we mnie wiem piszę by pisać wyżyję się na tle białego tła na forum w internetach ściana tekstu żaden ze mnie pisarz żaden dziś poeta po prostu klikam te litery jak małpa i powstają teksty jak ta ściana która przeraża która oznacza szaleństwo, miałem nie robić tego więcej ale skasowany ef be i insta nic nie dał znalazłęm fora jak socjal media gdzie się piszą wiersze z prawdziwego zdarzenia a nie moje rymowane bardziej lub mniej teksty do czego się jutro nie będe chciał sam przed sobą przyznać i wstydem się spalę żem to wysłał w świat) (ale o czym to ja, jaka była główna myśl, trzeba wrócić myśle sobie przed pierwszzy nawias i nie wiem sam czy po tym chyba dwunastym już do zamknięcia chaosu dygresji nie do przełknięcia oczyma przez czytelnika którego wiem że tu ni ma i nie będzie bo skazany na zapomnienie jak w wizji mistycznej na substancji otwirajającej świat na ten niematerialny na codzień schowany gdzie został mi los pokazany grubasa klikającego w klawiaturę przez życie przechodzącego bez ruchu i bez rozejrzenia się by umrzeć w ogniu słońca bez sensu żył i niezauważony znikł samsara go wyrzuca ale to kara a nie nagorda na ciemnej materii zimnej drodze skończy się jego los tam a to ja bo to moja głowa i na własnych oczach to zobaczyłem a wszystko co widzę dotyczy mnie a wszystko co słyszę mnie dotyczy a świat jakim jest jakim się go widzi to tylko ty w tym to tylko ja widzę świat który goni hajs i pogrąża się w dramatach jak widzi smutek i zło, rój szerszeni zauważam w cywilizacjach jak nasza a to w senniku oznacza wroga (chyba) (i chyba był to trzynbasty nawiast a ten jest czternasty wracam do tego co mówił dwunasty a potem czas wrócić na początek gdzie otworzyłem pierwsze nawiasy (pierwszy nawias ale do ryma myśla mi się tak układać przyszła więc ryma żem ja napisał nie w myśl języka którym żem zaczął władać od rodziców nauczon gdziem urodzon jako Polak za co wdzięczni powinni być czytający wierszów wersów przekaz metafor mgłów rozwiewających umięjący poeci i interpretatorzy bo to język najlepszy do skłądania w rymy metaforów i przekazów dla pokoleń zapowiedzianych przez wieszczów bytów podróżnych wbrew linii śmiertelnych niewybranych dla 27 skrzydlatych z armii Boskiej Trójcy dających możliwości wbrew uczynkom ich i ich podłości piękność nad piękności (a za to co uczynił niech szczerznie w bezimmienym grobie no może z tabliczką tu spoczywa pojeb) (i przestałęm liczyć nawiasy i tylko pamiętam że miałęm wrócić z zapowiedzianych słow do tego co przed pierwszym a potem przed dwunastym ale chuj z tym) (niby ludzie inteligentni mają skłonność do używania przekleństw ale mi się wydaje (a tam mi się to może wydawać a to pewno nieprawda ja kłamca najgorszy zły dla Ciebie CIebie i świata byt) że jednak inteligentniejsze jest powstrzymać się od rzucania kurew i chujów pojebanych popierdolców ze słów nawet w przypadkach najgorszych napotkanych przeszkód zazwyczaj z ludzkich słów myśli i czynów wobec nas)))))))))))))) (to za mało nawiasów ale kto wie ile ich było może ktoś policzy ale nie ma tu odbiorców dla moich szaleńćzych słów wieć cóż wracam do tego co na początku)
      To dla Was
      Pamiętając o paradoksie naszego miasta wiedz że mieszka w nas anioł ale na wadze stojąc równoważy go ciężar diabła na szali 
      Wiem to szaleństwo ale tramwaje i autobusy jeżdżą tu jak chaos bez rozkładu jednocześnie przywożąc pasażerów na miejsce na czas i na miejsce (że się powtórze ale obiecuje jednej nawias i wracam do tego co dla Was)
      Spokój w oku cyklony choć w około wszystko lata jak chaos ponad definicję chaosu
      To jest w nas
      Słońce które daje życie, ciepłem promieni osiem minut drogi stąd w największej prędkości znanej w cyfrach ludzkośći na dziś i w odwrotnej drodze by zabrać życie i kolory które pryzmatem rozbitego w granicy atmosfery naszej Planet Ziemi Matki (nie jedynej wbrew przeszłości która dopiero niby ma być dla pewnych, n ie jedynej matki za co wybacz mi która była przy mnie zanim pierwszy oddech przyszedł, karmiącej i trwającej mi spokojem oceanicznej jedności zanim pierwszy krzyk i płacz i męki dla jej poświęcenia która wciąż jest przy mnie co nie jest dla mnie wbrew czynom i braku słowa Kocham którego się boje moim bez znaczenia (kończę nawias i wracam do Was)
      Gai której odległość od gwiazdy w centrum układu siedmiu czy tam ośmiu planet w tej Galaktyce na Drodze Mlekiem (i miodem oby Wam płynącej) usłanej 
      Gai której czas i miejsce we wszechświecie zauważ dało wyjątek wobec tego co wiemy o kosmosie, wyjątek cudem zauważ jest jakim jest człowiek
      Was pozdrawiam ludzie w tym momencie i zachwyciłbym się życiem gdybym nie był kim jestem kto je niszczył strachem i złem

      Anioł na przeciwwadze diabła może zrezygnować i zostawić miejsce dla kogoś kogo nazwiesz osobą jaka jest podła
      Jesteś miastem w którym rządzi paradoks pamiętaj
      Wszystko ma swój początek w jednym miejscu 
      Jak od jednego słowa 
      Jak od jednej liczby 
      Jak jedność która jest w Trzech Osobach która mogła zachwycić się Sobą i na tym pozostać a jednak postanowiła wykorzystać moc i tchnąć wszystko byś się znalazł, byśmy się znaleźli tu i teraz
      Jest jeden punkt wyjścia dla wszystko co na przeciwnych stronach 
      Dobro i zło wyszło z jednego miejsca więc tworzy jedność jak Yin i Yang tylko bardziej bo czerń i biel zanim powstały były jednym kolorem 
      Dla nas niezrozumiałym
      Jak miłość i strach które pozornie są sobie obce tworzyły jedną całość co może być niezrozumiałe jak jest dla mnie
      Jak czas który nie istniał a potem zaczął zmierzać ku granicom nieskończonym
      A musiałobyć coś wcześniej przecież
      I ten byt jest nie do pomyślenia dla nas jak coś może trwać bez początku i końca i jeszcze się rozszerzać
      Wpadnij w zachwyt pod kopułą nieba 
      Pod opieką słońca
      Pod okiem księżyca i odległych gwiazd ułożonych w horoskopy 
      Pod opieką się miej samego siebie
      I miej innych za tych którzy opieką obdarzeni przez Ciebie będzie Ci oddane w szczęściu niepoznanym jeszcze
      O czym ja pieprze
      Bluźnię
      Mieszam Boga z Diabłem
      Chcę by drugie przyjście Syna na świat ten skońćzyło się porozumieniem z piekłem na chwałę ludzkich dusz na chwałę życia 
      By nie było walki Jezusa z Szatanem
      Tylko (potocznie ale wybacz rym to rym rymowanie mi dziś na zgubę przyszło choć nie wyszło) żeby zbili sztamę
      By zapowiedziane ponowne przyjście na świat Syna było ku porozumieniu i zjednoczeniu ponownym piekieł z niebiosem
      szatanie zrozum proszę że i Tobie będzie lepiej że i Ciebie Bóg wysłucha w modlitwie choćby najprostszymi słowami to Ci się dotrzeć uda do Jego czekającego ucha
      Wiem że Bóg może wszystko i chce dla swoich istot i dla swojego stworzenia spokoju i szczęścia
      szatanie wróć do nieba
      Nie graj fałszywej nuty na skrzypkach
      Nie nieś sztucznego światła gdzie zimna lampa nie daje ciepła
      Zgaś czarny płomień ogniska
      I zobacz ogień Ducha który rozpala w Nas gdy na słowa hymnu odpowiada czynem nam


      KONIEC
      BARDZO PROSIŁEM BY TAK SIĘ STAŁO

      BY TEN TEKST PRZESTAŁ SIĘ PISAĆ

      I SIĘ UDAŁO

      POSTAWIŁEM SŁOWO KONIEC I OTO

      BARDZO PROSZĘ JAK KOŃCZĘ TO 

      NA ZGUBĘ ZACZĄŁEM POST TEN

      MOŻE GDY SKOŃĆZĘ TO...

       

      PS

      TO MIAŁO BYĆ DLA WAS A JEDYNIE BYŁO DLA MNIE 
      I TO JEDYNIE W TRAKCIE BO POTEM I MI TO NIE DANE BĘDZIE

      CHCIAŁEM BYĆ WSZĘDZIE

      JESTEM NIGDZIE
      NISZCZĘ I ZNIKNĘ JAK ZAPADNĘ SIĘ SAM W SOBIE

      ZABRANE ŚWIATŁO ODDANE TOBIE

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...