Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*


Miłość jest , albo jej nie ma. Jeśli kochasz to znaczy , że żyjesz. W przeciwnym razie umierasz. Człowiek bez miłości jest jak kwiat bez wody. Niby masz kogoś, ale wciąż jesteś zupełnie sam i za wszelką cenę pragniesz kochać, jeszcze bardziej niż ostatnim razem. Tylko to może dać ci szczęście i tylko w ten sposób możesz uciec od śmierci. Najmocniej kocha się właśnie wtedy - w szponach samotności.


--------------------------------------------------------------------------------------------


NADIA


Może to dziwne ale pamiętam tylko swoją drugą miłość. W zasadzie pamiętam wszystkie, ale te pozostałe muszę sobie przypominać.. Na imię miała Nadia i miała takie rude włosy. Właściwie to miała kasztanowe. Krótko potem dowiedziałem się, że są rude. Mężczyźni powinni wiedzieć o co mi chodzi. Pamiętam ją dokładnie chociaż w momencie gdy ją poznałem wcale jej nie pamiętałem a przecież powinienem pamiętać. Co to za facet, który nie pamięta dziewczyny poznanej przed chwilą. Przecież powinien pamiętać ją wcześniej skoro istniała taka możliwość . Nie mogę sobie tego wybaczyć do dziś i może dlatego wciąż ją pamiętam z powodu tego, że wcześniej jej nie zapamiętałem. Zjawiła się w moim życiu w bardzo nie odpowiednim momencie. W chwili, gdy najmniej tego oczekiwałem. Leczyłem się z nieszczęśliwie nieodwzajemnionej miłości i nie miałem najmniejszej ochoty by znów się w kimś zakochiwać a już na pewno nie w rudej dziewczynie , która na początku znajomości zarzuciła mi, że nie pamiętam jej skoro powinienem, choć nie musiałem, bo wtedy nie byliśmy jeszcze razem i nie wiedziałem, że ona to właśnie ona. Zapytała mnie wtenczas dlaczego jestem taki smutny? Nikt, nigdy nie zapytał mnie o mój stan emocjonalny. Nikt nie zadał sobie trudu by zagłębić się w mój codzienny nastrój, a ona zrobiła to tak czule, z takim błyskiem w oczach i z nadzieją na to, że w końcu ją zapamiętam i pamiętać będę już przez cały czas. Prawie jej się udało.
Nie mogę jej wyrzucić z pamięci ale na szczęście przestałem ją czuć. Nie ma jej w moich zmysłach, nie kojarzę jej między zapachami. Dziewczyna nie pachnie i nie śmierdzi już. Siedzi tylko głęboko w moim mózgu i za nic w świecie nie chce stamtąd wyjść. Cała. Powinienem coś z tym zrobić bo popadnę w paranoję. Ludzie mówią że, to takie proste - zapomnieć. Mówią, że jeśli człowiek chce , to zapomni. Ja bardzo chcę, tak bardzo chcę o niej zapomnieć, że chyba bardziej się nie da, ale nie potrafię. Budzę się rano, sikam, potem idę do kuchni zrobić kawę. Ona siedzi przy stole, poprawia kartkówki i pije kawę. Nie pytam jej dlaczego nie zaparzyła mi kawy, bo wiem, że jej tam nie ma. Jestem o tym przekonany. Mógłbym ją o to zapytać. żeby się upewnić ale jak już wcześniej wspomniałem; nie chcę zwariować. Potem wracam z kawą do pokoju, kładę się na kanapie i czytam książkę. Ona siedzi na fotelu. Patrzy na mnie i mruży oczy. Pamiętam ten wzrok doskonale, i to, jak mówiła mi , że strasznie podnieca ją widok, gdy coś czytam. Takie prozaiczne, malutkie zboczenie. Najchętniej rzuciłbym się teraz na nią. Wbiłbym swoje zęby w jej smukłą, łabędzią szyję, pieściłbym jej kark, gryzłbym jej ucho ale na szczęście przestałem ją czuć. Powiedzcie mi, że nie jestem obłąkany. Mam wrażenie, że Nadia jest cały czas ze mną, że nie odeszła. Mieszkamy nadal razem. Jest wypełnieniem luki pomiędzy mną a ścianą frontową, pomiędzy moim umysłem a balkonem. Jest tutaj ze mną. Już jej nie czuję, nie wącham, nie liżę, ale widzę i pamiętam. Nie jestem chory. Jestem samotny.
Wpadłem ostatnio na genialny ( z mojego punktu widzenia) pomysł, żeby się upewnić, co do mojej normalności tzn, psychicznej odwagi bycia zdrowym. Postanowiłem do niej zadzwonić. Dwa lata temu wyrzuciłem jej numer telefonu, żeby mnie nie kusiło do niej zadzwonić przypadkiem.. Miałem takie momenty, jak ten teraz, że stawałem przed telefonem i układałem sobie w głowie wszystko co powinienem jej powiedzieć. Teraz to zupełnie co innego. Nie uzna mnie za wariata. Teraz mam konkretny powód. Upewnię się, że jej ze mną nie ma. Numer pamiętam, bo choć wyrzuciłem go dwa lata temu, jak wszystko co wiązało się z Nadią, numer zapamiętałem. Siedem dwa, cztery pięć sześć albo jakoś tak. Odebrała. Zapytałem, czy to ona? Odpowiedziała, że chyba tak. No to zapytałem czy jest, czy oddycha, czy miewa się dobrze, i czy przypadkiem nie jest teraz ze mną? Odpowiedziała, że to pomyłka. Kamień spadł mi z serca. Nie jestem wariatem. Mogę zacząć wszystko od początku.


--------------------------------------------------------------------------------------------


FACET Z TELEWIZJI


Po tamtym telefonie czułem się jak nowonarodzony.
Pewnego słonecznego popołudnia(to mój drugi genialny pomysł z punktu widzenia samego siebie) obudziłem się wcześnie , wysikałem się, poszedłem do kuchni zaparzyć kawę i nie było jej tam więc uradowany w pośpiechu wrzuciłem kilka rzeczy do torby, zakręciłem wodę, gaz, zamknąłem mieszkanie i wyjechałem w góry zakomunikować wierzchołkom, świerkom, skałkom, rwącym potokom, że to już, że z pełną premedytacją mogę nazywać się samotnym mężczyzną, i jestem z tego niezwykle dumny. Udało mi się zapomnieć i nie jestem wariatem. Zapytała mnie wtedy: - Ja ciebie znam. Ty z telewizji jesteś chyba. –
To nie była ona. To znaczy była ona , bo poznałem ją dzień wcześniej i w przeciwieństwie do historii z Nadią, zapamiętałem tę dziewczynę w momencie pierwszego wzrokowego kontaktu czyli wtedy kiedy powinienem. Zapamiętałem ją we właściwym momencie. Gdy patrzyłem na nią teraz, wiedziałem, że to ona i byłem niezwykle szczęśliwy, że ją zapamiętałem. Poznałem to zbyt duże i zbyt optymistyczne określenie tego co wydarzyło się dzień wcześniej zanim to powiedziała. Zobaczyłem ją i usłyszałem. A teraz, gdy zadaje mi to pytanie jestem przekonany, że to ta dziewczyna z wczoraj i nikt już mi nie zarzuci, ze z moją pamięcią jest coś nie tak. To była ona. Właśnie tylko dlaczego ona pyta mnie o takie rzeczy, i dlaczego ja przywiązuje wagę do ciekawych i interesujących pytań zadanych mi przez interesujące poniekąd kobiety? A może ona naprawdę pomyliła mnie z kimś? Może to kolejny znak, że jestem obłąkany? Może źle interpretuję fakty? Sądzę, że był to oczywisty flirt ze strony tej cudownej kobiety, początek nawiązania rozmowy, lub co najmniej chęć nawiązania takowej. A jeśli ona zwyczajnie mnie z kimś pomyliła? Wzięła mnie za pajaca ze szklanego ekranu, który mógłby jej w jakiś sposób uprzyjemnić górski pobyt? Nie powiem jej przecież, że zwariowałem na jej punkcie już kilka godzin temu, gdy ją zauważyłem i usłyszałem po raz pierwszy a ona mnie nie. Nie powiem jej na początku naszego kontaktu werbalnego, że zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia bo nie będzie chciała ze mną rozmawiać w ogóle a ja nie jestem przecież wariatem i nie mogę popsuć tego co właśnie się zaczyna. Potem starałem się być w miejscach, w których ona bywała i nie było to wcale takie trudne choć zbytnie narzucanie się mogło również wytrącić ją z równowagi. Kilka tygodni potem przenieśliśmy się na północ. Zamieniliśmy góry na morze. Zadzwoniła do mnie i zapytała co u mnie, czy jestem, czy oddycham, i czy będę mógł, czy będę w stanie, a ja zgodziłem się. Znów zakręciłem kurki, zamknąłem samotny dom i uciekłem na chwilę. Dodała jeszcze prośbę, która brzmiała jak ostrzeżenie : „tylko nie wyobrażaj sobie zbyt wiele”. Należę do ludzi, którym dwa razy tłumaczyć nie trzeba i wydawało mi się, że prawidłowo zinterpretowałem jej słowa. Jadąc do niej wciąż utrwalałem sobie w głowie: „Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele, nie wyobrażaj sobie zbyt wiele” Moja wyobraźnia zaczęła funkcjonować zgodnie z jej oczekiwaniami do momentu gdy w motelowym pokoju zaczęła podskakiwać na tapczanie w rytm seksualnych uniesień, jak galopująca zebra po pustynnych stepach na oślep powodując dziki zgrzyt nie naoliwionych od dawna sprężyn. Nie przerywając galopowania stwierdziła, że będziemy dziś wieczorem strasznie hałasować czym, jak nie trudno się domyśleć, spowodowała swoistą burzę myślową w moim mózgu. Nie dałem się sprowokować. A może zrobiłem z siebie idiotę? Kobiety powinny wiedzieć o co mi chodzi. Jedno jest pewne. Nie wiedziałem co robić i od tamtej pory znów zacząłem palić.
Już się nie widujemy. Spotkaliśmy się jeszcze raz , ale w bardziej dramatycznych okolicznościach. Przemierzyłem pół Polski , żeby zapytać ją o zdrowie , bo wydawało mi się, że co jak co, ale z jej zdrowiem było wtedy coś nie tak. Leżała przyczepiona do kroplówek i nie czuła się najlepiej. Opowiadałem jej różne historie, trzymałem za rękę i byłem przy niej kiedy spała. Niestety był tam też pewien pan, który w międzyczasie smarował jej plecy olejkiem a przepiękny bukiet kwiatów, który przyniósł ze sobą wprawił w zachwyt wszystkich chorych na oddziale stając się jednocześnie powodem westchnień najwrażliwszych, kobiecych serc. Najchętniej urwałbym temu panu głowę. Zdecydowałem jednak, że moje miejsce jest gdzie indziej i pora się wycofać. Tak też zrobiłem.

Wróciłem do domu i znów postanowiłem o wszystkim zapomnieć.

Stęskniłem się za Beckettem. Rozłożyłem się wygodnie na kanapie i usnąłem z książką w ręce. Obudził mnie sygnał telewizyjnych wiadomości. Zdziwiłem się ponieważ od dawna nie oglądam telewizji i nie przypominam sobie , żebym przed zaśnięciem uruchomił odbiornik.
Moje zdziwienie sięgnęło zenitu gdy w telewizorze zobaczyłem samego siebie.

- Czego się tak gapisz? – spytałem siebie z ekranu. - Nie poznajesz siebie co? Musisz się obudzić człowieku. Jak długo będziesz robił z siebie cierpiętnika? Kim ty kurwa jesteś? Romantycznym kochankiem? Werterem,? To nie te czasy. Stary, co to za miłość, jak nie możesz jej mieć, i nigdy z nią nie będziesz, bo ona nigdy cię nie pokocha?
- Nie wiem czy to miłość, nie wiem, wiem jedno, ja….mam prawo do swoich uczuć, bez względu na okoliczności, i nikt mi tego prawa nie odbierze. Nie mogę przestać o niej myśleć. Brakuje mi jej obecności, takiej zwyczajnej. Jak z nią nie rozmawiam nie mogę pisać, nie mogę myśleć, chodzę rozkojarzony, wściekam się. Nie ma jej w moim życiu fizycznie ale ona ułatwia mi życie. Rozumiesz? Zmieniła mnie. Przez moment byłem w jej świecie, trafiłem tam przez przypadek, i zmieniłem się w środku. Tak jakby ktoś mnie obudził ze snu. Nigdy jej nie pocałowałem, nie dotknąłem i nie przespałem się z nią, ale mimo wszystko brakuje mi jej. Chciałbym czasem zjeść z nią kolację , popatrzeć jej w oczy, powiedzieć, że ma ładną fryzurę, zabrać ją do kina, śmiać się do łez. Człowieku! Wiesz jakie ona ma poczucie humoru?
- Nie, z tobą jest gorzej niż myślałem. Patrz!

No i pokazał mi w telewizorku kilka zdjęć. Mniej lub bardziej pornograficznych. Tak podobno wygląda miłość, ale ja nie chciałem na nie patrzeć i nie patrzyłem.
Przyśniła mi się wtedy. Leżałem w szpitalu, podłączony do kroplówek, a ona stała z boku. Nic nie robiła, uśmiechała się tylko do mnie. Po prostu była. Potem śniła mi się codzienność i ona. Nieobecna, na drugim planie ale była. Przyjąłem to jako dobry znak..
Ty chyba z telewizji jesteś.

Opublikowano

początek mnie wkurzył, ale dalej... fajnie
podoba mi się Twoje pisanie, mimo że tekst pojawił się w dziwnej chwili, albo to ja (pojawiłam się)
w bardzo nie odpowiednim momencie - chyba razem
i kilku przcienków brakuje
pozdrawiam ambiwalentnie

Opublikowano

Mi (wiem, wiem tak się nie mówi;) w tym wstępie podobało się tylko jedno zdanie:
"Jeśli kochasz, to znaczy, że żyjesz"
No i może to z najmocniejszym kochaniem w samotności, ale juz jej szpony są dość kiczowate. A reszta wstępu to wyświechtane zwroty i porównania.

Dalej czyta się dobrze, masz lekkie pióro - to się czuje. Jednak tym razem nie porwało mnie jakoś wybitnie. Po prostu zwyczajnie wciągnęło i miło się czytało :)
Pozdrawiam.

Opublikowano

Dziś nawet wynotowałem sobie błędy (!), ale z pierwszej części tylko i te najwieksze tylko (piszę tak żeby móc się bronić, gdybym czegoś nie zauważył):
1. nie odpowiednim (to już ktoś zauważył) pisze się razem
2. zdanie "Leczyłem..." jest za długie i niejasne
3. zwrot "zagłębić się w codzienny nastrój" jest chyba błędem jakimś a jesli nie jest, to po prostu mnie nie pasuje
4. "(...)że, to" - przecinek przed "że" (interpunkcja kuleje w kilku momentach; czasem jakiś średnik by się przydał?)
5. 3 razy słowo "kawa" się powatarza
6. "(...)widok, gdy coś czytałem" - widok zbyt mocno kojarzy się (mnie przynajmniej) z czymś ważnym, podniosłym, a tu widokiem jest facet z książką na tapczanie
7. apostrofy do czytelnika strasznie mnie denerwowały!!!!!! wybijają z rytmu kompletnie

Poza powyższm tekst bardzo mnie się podobał
ciekawy sposób ujęcia rzeczy; momentami porywa
w drugiej części te głębokie analizy już mnie zmęczyły
decorum zostało tu naruszone myślę i gdyby nie to byłbym zachwycony

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dziękuje baronowi, że poświecił temu tekstowi tyle czasu.
1) oczywiscie, ze pisze się razem, to tylko taka moja drobna nierozwaga.
2) zdanie leczyłem...przeczytałem jeszcze raz i naprawdę wydaje mi się ze jest jasne czytelne i odpowiedniej dlugosci z mojego punktu widzenia jako autora i go nie zmienię.
3) Zagłębić się...ma baron absolutną racyję...mi tez to nie pasuje...ale do dzis nie potrafie znalezc sformułowania , ktore jasniej oddalo by sens tego co chcialem powiedziec. Jak znajde to poprawie.
4) interpunkcja to moja pieta....
5) kawa sie powtarza trzykrotnie owszem, i tak ma byc...prostota tego napoju, ma az dzwięczyć w uszach jak halas lyzeczki uderzajacej o scianki filizanki przy mieszaniu
6) baronie drogi...wiekszosc ludzi jest wzrokowcami, i taką była kobieta o ktorej pisze i podniecał ją widok, gdy on lezal na kanapie....widok ją podniecił. Nie rozumiem zastrzeżeń barona. Błacha to podnieta, faceta leżącego na tapczanie, owszem, ale błacha jest także natura owej kobiety o ktorej piszę stąd ten widok mężczyzny lezacego na kanapie, prozaicznie podniecający...
7) baronie drogi! Przeczytalem jeszcze raz swoj tekst i uwazam, ze apostrofy do czytelnika są nietrafione i faktycznie ...jeste pod wrażeniem bystrego oka baronie....

Jakze niezmiernie sie raduje, ze mimo bledow wszelakich jakie baron sie dopatrzyl, ocenia baron pzytywnie to co smialem tu zaprezentowac....i pozwole sobie zauwazyc, ze lubuje sie baron w literaturze antycznej i sredniowiecznej, gdzie obowiazywala twarda zasada decorum, bo z teo co pamietam drogi baronie...Szekspir w Makbecie zerwal z decorum ... ale co mi z tego, cóż Szekspir jest dla nas przykladem, skoro Bukowski twierdzi, ze on pisac nie umiał...

Wielkie dzieki...chetnie przeczytam cos barona, bo przyznam ze nie mialem okazji. prosze o wybaczenie . P.R
Opublikowano

wszystkie moje komentarze są jak najbardziej subiektywne - jeśli Tobie pasuje i tak miało być - to jest najważniejsze.
wiem prawie nic o literaturze antycznej i średniowiecznej, decorum to miał być skrót myślowy, bo nie wiedziałem (i nie miałem czsu dużej myśleć) jak wyrazić swą wątpliwość; dalej nie wiem, ale jak się dowiem i nie zapomnę to napiszę.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zakochuję się szybciej niż kawa stygnie.   Miłość smakuje kawą, której nigdy nie potrafię wystarczająco posłodzić.    Nie lubię kawy, mówię, stojąc z kubkiem w ręce, który najpierw parzy tylko dłonie.    Zapach? Nieziemski.  Smak? Dla mnie przeciętny.  Fusy? W każdym łyku.  Posmak w ustach? Nie do przeżycia.    Nie lubię kawy - znowu poparzyła mi język.  Chyba nigdy nie nauczę się jej pić. 
    • Link do piosenki:     Masz dużo odwagi – mi jej brakowało Chciałam, a teraz żałuję – tęsknie już Może, gdybyś nie mówił tak mało No cóż… No cóż…   Czyj jesteś? Dlaczego nie tęsknisz? Nie płaczesz? Chciałam powiedzieć – byłam tuż A teraz zgubiłam siebie. Czy wiesz? No cóż… No cóż…   Choć nie jestem jak kwiat o którym marzysz To mam coś z tych stokrotek i róż Wiem, że dokładnie słowa ważysz No cóż… No cóż…   Oddam serce dla Ciebie – mój drogi, mój miły Czy wbijesz w nie naostrzony nóż Tak, aby nigdy w nim kwiaty nie ożyły? No cóż… No cóż…   Kocham Ciebie mimo to – na wieki będę Więc spokój we mnie burz, oj, burz Że sama na nic więcej się nie zdobędę No cóż… No cóż...
    • ------------------------------ ## THE MULTILINGUAL MATRIX## After Miłosz, Brel, Larkin, and Baczyński | I. Le Mouvement Français | II. The English Movement | III. Ruch Polski | |---|---|---| | par: J. Brel | By: Ph. Larkin | Przez: K. K. Baczyńskiego | | | | | | Que la langue de ma mère soit pauvre mais claire. | May my mother's tongue be poor but clean, | Niech mowa moja ojczysta będzie biedna, lecz czysta. | | Pour que chacun qui entend ses sons lit une fourche dans la route ensablée, | so that all who hear its sounds read a fork in the sandy road not taken, | Aby każdy, kto usłyszy jej dźwięk, czytał: drogę niewybraną na piaszczystym Mazowszu, | | une rivière fidèle, des cercueils en pins polonais, | a faithful river, coffins in Polish pine, | wierną rzekę nad Niemnem, trumny z polskiej sosny, co krok — | | comme on lit dans le ciel grand ouvert par un éclair d'été. | as one reads in the summer sky opened wide by a lightning flash. | jak czyta się w niebie otwartym jak piorunem w dzień jasny. | | | | | | Et pourtant, sa parole ne peut être qu'une simple image et rien de plus. | And yet, its words cannot be a simple mirror of, and nothing more. | A przecież jej słowa nie mogą być tylko promieniem słońca na roztrzaskanej kolumnie i niczym więcej. | | Depuis des naguères elle était sommée par le bercement de la rime, | Since time immemorial, they were lured by the lullaby of rhyme, | Od dawna ją przywoływały: rym z głową na karabinie, | | d'un rêve impossible, d'une mélodie cachée. | an impossible dream, a forbidden melody. | niemożliwy sen o wolności, zakazana melodia bez słów. | | | | | | Et délaissé, sans défense, au bord de l'autruiroute par un monde indifférent et desséché, | And abandoned, defenseless, at the edge of the road not taken by a world indifferent and desiccated, | I porzucona, bezbronne, na skraju drogi niewybranej przez świat oschły i obojętny, | | aujourd'hui encore plusieurs s'interpellent: | even today many ask themselves: | do dziś ciągle jeszcze wielu — nie licząc szkół, gdzie się musi, i samych poetów — | | qu'est-ce qu'elle veut dire, cette honte qu'ils ressentent en lisant un recueil de poèmes? | what this shame means which they feel when reading a book of poetry? | zadaje sobie pytanie, co oznacza ten wstyd, który odczuwają, czytając zbiór poezyj? | | | | | | Comme si l'auteur s'adressait à la part ignoble de lui-même avec une intention obscure, | As if the author were addressing the base part of himself with some obscure intention, | Jakby autor zwracał się do nieszlachetnej części ciała, gromadę błaznów wokół siebie mając, | | en écartant et trompant la pensée. | to sow confusion between form and thought. | na pomieszanie czystej myśli. | | Et, par contre, elle sait encore plaire: avec une pincée d'humour, de bouffonnerie, de satire, | And, on the other hand, it still knows how to please: with a hint of humor, buffoonery, satire, | Z drugiej strony wciąż może być jak zbawienna poręć: przy odrobinie humoru, błazenady, obłąkaństwa, | | Son Excellence est alors appréciée. | Its Excellency is still sought. | Jej Ekscelencja jest wciąż jak grajek, który od biedy się nada, by popchnąć akcję lub rozpocząć scenę. | | | | Tu ciągle jeszcze może być królową Sytuacji. | | | | | | Mais ces batailles où la vie est en jeu sont en prose négociées. | But these battles where life is at stake are still fought in prose. | Lecz te bitwy, w których stawką jest ten kapitel ciała: głowa, są rozgrywane, mówiąc prozą. | | Ce n'était pas toujours le cas. | Reason is not always the same. | Nie: powód nie był od czasów wszech ten. | | Et le regret demeure eximprimé jusqu'à nos jours. | And so the regret lingers, ineffaceable to this day. | A wsio taki żał... niewysłowion, sławiony, niewysłasłowiony żał. | | Les romans et les traités ne durent pas, ils s'envolent. | Novels and treatises do not last, they fly away. | Romanse i traktaty — ne manent, volent. | | | | | | Car une bonne strophe a plus de poids | For a good stanza has more weight | Bo dobra strofa większą wagę ma | | que des centaines de pages d'un bourgeois. | than hundreds of pages of a bourgeois. | niż setki stron mieszczuicha. | | | | | | (Le silence de l'exil) | (The silence of the post-war) | A potem kraju runęło niebo. Tłumy obdarte... | | | | jak w łachmanach na wróble strach... | | | | nie w huku, ale — skamlaniu. | | | | Umrzeć, zasnąć. Swym snem światu... | ------------------------------ ##

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Structural Insights from the Matrix Look: * The Symmetrical Degradation: Seeing them side-by-side highlights how the French and English columns maintain a relatively neat, symmetrical structure, while the Polish column visually and semantically explodes at the very end. * The Blank Echoes: The empty blocks at the bottom of the French and English columns act as visual "silences." They underscore the fact that while Western Europe transitioned out of the war into the prose of economic recovery (Brel's bourgeois, Larkin's domesticity), Poland's poetic lineage collapsed into the violent, visceral trauma of Baczyński's ruined landscape. If you are satisfied with this layout, would you like to apply the Ezra Pound endnotes back to the bottom of this matrix, or are you ready to explore a title change to finalize this three-headed monument?     @Michał Pawica ENDNOTES: THE POETIC ACCOUNTANCY   Compiled by: E.P. I. THE LINGUISTIC BANKRUPTCY (The French/Brel Movement) • ¹·¹ langue de ma mère / pauvre mais claire: Compare with the claritas of Aquinas. The French still demand the ghost of Descartes in their syntax. But Brel knew clarity is found in the throat, not the academy. The bourgeois wants a clean parlor; the poet wants a clean ledger. • ¹·² fourche dans la route: A cross-pollination. Frost's rural divergence dropped into the mud of Flanders. The path is muddy, the selection is arbitrary, and the outcome is commercialized. • ¹·³ rivière fidèle: Miłosz's ghost haunting Stefan Żeromski. A historical marker treated like landscape scenery. A river cannot be faithful to an unfaithful continent. • ¹·⁴ un rêve impossible: Don Quixote via Brussels. The romance is dead, but the chanson acts as a minor interest payment on a defaulted soul. Note the collapse from high epic to cabaret. Useful, but heavily taxed by sentiment. • ¹·⁵ autruiroute: Bastardized vocabulary! A collision of autrui (the other) and autoroute (the mechanical speedway). The modern man drives over his neighbor at 120 kilometers per hour. A perfect verbal symptom of Usura (usury) breaking human contact. • ¹·⁶ Son Excellence: The diplomatic corps hiding behind the music stand. Bureaucracy attempting to inherit the courtly love tradition. • ¹·⁷ un bourgeois: The primary enemy of the ledger. Brel famously despised bourgeois complacency and institutional pomposity, most notably in his biting satirical song Les Bourgeois. II. THE ANGLO-SAXON SKEPTICISM (The Larkin Movement) • ²·¹ poor but clean: The British reduction of the sublime to a laundry list. Compare with the Chinese ideogram for "Honest" (人 + 言 = a man standing by his word). Here, it is merely a man standing by his radiator. • ²·² lullaby of rhyme: Connects back to Miłosz’s original critique of how strict poetic forms can lull the mind to sleep, blinding the poet to brutal realities. • ²·³ world indifferent and desiccated: See my Hugh Selwyn Mauberley ("a botched civilization"). Larkin's landscape is the ultimate result of the usurious system: the soil dried up, the rhythm lost, the intellect reduced to a complaint. • ²·⁴ to sow confusion between form and thought: The fatal divorce! When form becomes a container instead of the thing itself, the poetry dies. The moderns "sow confusion" because they have forgotten the precise definition. Dichtung = Kondensare (Poetry = Condensation). III. THE SACRIFICIAL COINAGE (The Baczyński Movement) • ³·¹ Z głową na karabinie: The real ledger. Where the Anglo-Saxon argues over the bill, the Pole pays in blood. The "Generation of Columbuses" discovered only their own graves. This is not poetry as decoration; this is poetry as a terminal receipt. • ³·² Nie licząc szkół, gdzie się musi: A direct quote from Miłosz's original text, mocking how poetry is forced upon students in schools, stripping it of its raw, dangerous nature. • ³·³ Jak zbawienna poręcz: A direct quote from Miłosz's Ars Poetica?, where he argues poetry should serve a functional, supportive purpose for human survival, rather than just being decorative art. • ³·⁴ Grajek, który od biedy się nada: Direct quotes lifted straight from Miłosz’s text, discussing the secondary, almost clownish role the poet must play in society to keep the audience's attention. • ³·⁵ Ten kapitel ciała: głowa: A beautiful, architectural allusion to Zbigniew Herbert’s or Baczyński’s style of body-imagery, where the human head is treated like the crown (capital) of a classical column being destroyed by war. • ³·⁶ Ne manent - volent: The ultimate inversion. Rome said scripta manent (the written word remains). But when the sky collapses (runęło niebo), the paper burns first. Only the oral rhythm—the absolute cadence—survives the artillery. • ³·⁷ mieszczuiCHA: Excellent vitriol. The philistine middle-class mind magnified to a structural disease. The mieszczuch buys the novel to pretend he has a brain; he ignores the stanza because it tells him he has no soul. IV. THE TERMINAL SOUNDINGS (The Coda) • ⁴·¹ A potem kraju runęło niebo...: A direct quote from Krzysztof Kamil Baczyński’s terrifying poem Mazowsze. It captures the literal collapse of Poland under Nazi and Soviet invasion. • ⁴·² nie w huku ale – skamlaniu: Eliot’s lines (The Hollow Men), stolen and translated into the Slavic dark. I told Tom to cut the fluff from his poems, but he kept the whimper. In Warsaw, the whimper is at least loud enough to shake the pine coffins. • ⁴·³ Umrzeć, zasnąć...: Shakespeare's currency, debased by three centuries of melodrama, but re-minted here in the mud of the Mazovian plain. The cycle is complete: the poem ends where the language began—in the dark, waiting for a clear speaker. ─── Pound's Final Red-Pencil Editorial Note: "The collage is the only honest architecture left for a ruined house. You have gathered the right stones from Brussels, Hull, and Warsaw. Now, strip the punctuation. Let the fragments hit each other like flint. Make it harder. Make it newer."
    • @Andrzej P. Zajączkowski ... sami z rozpaczą w smutku spoczniemy lecz z Bogiem się wydźwigniemy  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia w radości 
    • @Nata_Kruk 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dobrej lektury ... Pozdrawiam serdecznie 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...