Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 108
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ha, dla człowieka, ale gdzie? są plemiona, w których wszyscy traktują się jak bliską rodzinę, w Afryce jakoś, to koleżanka marri huana na pewno może powiedzieć coś bliżej
poza tym zjawisko postępujące np w Stanach Zjednoczonych bądź w Szwecji — ludzie mają nawet kilka związków w życiu i dzieci z różnych małżeństw, co powoduje poszerzenie kręgu „rodzinnego”
Vonnegut kiedyś napisał, że każdy dąży do tego, żeby być jak najmniej samotnym, w związku z czym stara się mieć jak największą rodzinę i jak najwięcej przyjaciół
jeżeli ktoś odchodzi, zawsze jest jakiś powód, źle się dzieje, jeśli ten ktoś nie potrafi znaleźć w sobie odwagi, aby uczciwie i z szacunkiem ten powód zakomunikować — to jest zwykłe tchórzostwo i tyle

Ponuro odpowiada dzie wuszka ze specjalizacją w dziedzinie ekologii ;)
związki ->chodzi o utrzymywanie kontaktów tzw bliskich, nie zawsze to miłośc, kwalifikuje się przyjaźń, lubienie, telefonowanie, powiadamianie o różnych sprawach, pierdoły. wiadome, że jest więcej ludzi w naszym życiu, ale jako tzw w ekologii "bliskie" traktujemy własnie około 20 heeh Sprawdziliśmy to na studiach, a też nie mogliśmy uwierzyc. Choc to dawno było, może się teraz pozmieniało, krowom też ;). pozdrawiam
a po czym poznawaliscie, ze osobnik a uznaje osobnika b za bliskiego sobie? czym sie roznil bliski od dalekiego? zarowno pod wzgledem def. jak i doswiadczalnym?
Opublikowano

Porzucanie to złe słowo. Czasem to zwykłe rozejście dwojga ludzi, ale czasem rzeczywiście porzucenie partnera.
Chciał Pan zwierzeń ludzi doświadczonych w "małżeńskich potyczkach" Mam za sobą 31 lat pożycia z jedną kobietą - wspaniałą Kobietą. Bywały sprzeczki, kłótnie, ale to bywało na początku małżeństwa. Po przyjściu na świat syna nasze pożycie całkowicie uległo zmianie. Tak, chciane dziecko cementuje małżeństwo.
Co wpłynęło na nasze dobre małżeństwo? Kilka czynników. Najważniejszym było to, że żona i syn nigdy nie widzieli mnie pijanego (nawet podpitego). To jest bardzo ważne! Alkohol przeważnie rozbija związki. Przed ślubem dokładnie siebie sprawdziliśmy pod każdym względem. Decydowaliśmy się na uprawomocnienie pożycia całkowicie świadomie. Ani żona, ani ja nie mogliśmy powiedzieć, że to pomyłka. To był nasz! wybór.
Ważne jest również to, kim jesteśmy. Czy potrafimy problem przedyskutować, czy musi to być początkiem nieprzemyślanej awantury. Wszystko może być rozwiązywalne i małżeństwo nie musi stać się węzłem gordyjskim, który należy tylko przeciąć. Wzajemnie siebie szanując zawsze można przezwyciężyć problemy nawet te największe. Trudno zrozumieć, przynajmniej mnie, problemy wynikające z wychowywania dziecka. A takie często występują. Przeważnie mężczyzna czuje się "odrzucony", bo kobieta zajmuje się więcej maluszkiem niż małżonkiem. Prosta rada. Niech mężczyzna także zacznie zajmować się dzieckiem. Wyrobi w sobie instynkt ojcowski, który zaowocuje większą miłością ze strony żony, a później bliskim kontaktem z dzieckiem.
Moim zdaniem różne zainteresowania (ja jestem fotografikiem a żona prawnikiem) też są potrzebne. Nie można ciągle rozmawiać tylko na jeden temat.
Do kawalerów. Proszę pamiętać o tym, że poznanie kobiety, przyjaźń z nią, a później pójście do łóżka to nie otrzymanie tej osoby na własność. To samo dotyczy dziewczyn. Zawsze może zaistnieć taka sytuacja, że ktoś będzie lepszy. To jest życie. Może inny podaruje dziewczynie, na której ci zależy, kwiatek bez żadnej okazji, a ty o tym zapomniałeś? Czasami zapominają młodzi o miłym słowie w stosunku do drugiej osoby. To przecież nic nie kosztuje a może pomóc w utrzymaniu związku. Dobry związek to seria nieustających ustępstw i zrozumienie, że nie ma miejsca na lepszego i gorszego partnera. Myślą, kochają, czują tak samo mężczyźni, jak i kobiety. Należy tylko wziąć pod rozwagę sposób odczuwania kobiet i mężczyzn. Kobieta szuka, oprócz miłości również opieki, czułości, nawet drobnych komplementów. Ona chce być w jego życiu. Trzeba też zauważyć, że mężczyźni, ci twardziele, też chcą coś miłego usłyszeć od swojej partnerki. Bycie razem to wzajemne uprzyjemnianie życia, a nie tworzenie piekła, którymi być mogą: zazdrość, egoizm, emocjonalna niedojrzałość, czy zwykła głupota przejawiająca się imponowaniem kolegom (koleżankom), jaki ze mnie Casanova, ewentualnie, jaka ze mnie uwodzicielka.
Trzeba walczyć o szczęście. W czepku urodzeni też nie mogą bezczynnie czekać na partnera. Bez wzajemnego poszanowania nie ma związku dwojga ludzi. Porzucenie świadczy o tym, że on nie był prawdziwy, był tylko chwilowym zauroczeniem... i lepiej, że tak się stało.
Byłem szczery w swojej wypowiedzi i wierzę w pozytywne odebranie moich przemyśleń. Nie chcę nic nikomu narzucać. Każdy żyje własnym życiem. Czasami jednak warto posłuchać zwierzeń tych, którzy coś pozytywnego już mają za sobą.
Pozdrawiam
Marek Wieczorny

Opublikowano

Panie Januszu, na całej linii się zgadzam i, jako kawaler, pamiętam. Dodam od siebie, że owszem, życie jest takie, że zawsze może się znaleźć ktoś lepszy, ale, na Boga, jeśli trafia się ktoś lepszy ode mnie, to niech się o tym dowiem. O tym, by się dowiedzieć, w czym lepszy, nawet nie marzę, choć być może taki „feedback” zaowocowałby lepszym mną. No, ale zrozumiałe, że tej drugiej osobie w danej chwili nie leży „na wątrobie” ulepszanie mojej osoby:).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tak. Lepiej teraz niż później.
[quote]"filozofie" wyrzucania ludzi ze swojego zycia? pragmatyczne porady?
nie.
[quote] interesuje mnie tez, czemu rzucacie ludzi, kiedy wam sie dobrze uklada (to do kobiet glownie) i w zasadzie nie ma nie ma wiekszych przyczyn ku temu? (moja frustracja). etc. itd.
Z różnych przyczyn. Bo myślą tylko o sobie (to najczęściej). Bo mają w d... nasze potrzeby, i nie chodzi tylko o seks (chociaż o to też), tylko o bliskość, czułość, opiekuńczość itepe. Bo "dobrze nam się układa" tylko i wyłącznie z punktu widzenia faceta, któremu nawet do głowy nie przyjdzie, że my możemy mieć inne zdanie na ten temat. Bo facetom się wydaje, że jeśli nie jest źle to jest dobrze, a to nieprawda.
[quote] czy rzeczywiście potrzebne jest dziecko jako element szantażu, by dwoje ludzi nie poddalo sie codziennej rutynie i pracowało nad swoim związkiem?
pozdrawiam
Absolutnie nie. Jak można traktować dziecko przedmiotowo, jako sposób na scalenie związku??? Poza tym, żeby związek przetrwał narodziny dziecka musi być wyjątkowo silny i sprawdzony, bo prawdziwe kłopoty w związku, kryzysy itd. zaczynają sie dopiero wtedy. No, chyba, że zalezy Ci na nieszcześliwym związku, który tkwi w tym nieszczęściu, ale się nie kończy ze względu na dziecko. A to już jest piekło na Ziemi.
Pozdrawiam, j.
Opublikowano

Hmmmm
Nigdy na to tak nie patrzyłem, wydawało mi się, że nie myślę tylko o sobie i nie mam w dupie potrzeb innych. Pomijam fakt, że niektórym kobietom wydaje się, że mężczyzna to jakiś gatunek jasnowidzący i zorientowany na odgadywanie potrzeb księżniczek:).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oj, Vacker, wiadomo, że to nie dotyczy wszystkich. Baby też potrafia być wredne. To kwestia doboru ;) Tyle, że czasem może zbyt rzadko rozmawiacie, mówicie o tym, co czujecie (i nie chodzi mi to o powtarzanie "kocham cię", tylko o wyjaśnianie własnych reakcji, które czasem bywają niezrozumiałe). Najczęściej jest tak, że gdy coś was boli zamykacie sie i kobita musi sama dochodzić co jest grane. Albo wydzieracie się, bo akurat wam się ryska na komórce zrobiła. A mówi się, że to kobiety są humorzaste ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Z różnych przyczyn. Bo myślą tylko o sobie (to najczęściej). Bo mają w d... nasze potrzeby, i nie chodzi tylko o seks (chociaż o to też), tylko o bliskość, czułość, opiekuńczość itepe. Bo "dobrze nam się układa" tylko i wyłącznie z punktu widzenia faceta, któremu nawet do głowy nie przyjdzie, że my możemy mieć inne zdanie na ten temat. Bo facetom się wydaje, że jeśli nie jest źle to jest dobrze, a to nieprawda.
[quote] czy rzeczywiście potrzebne jest dziecko jako element szantażu, by dwoje ludzi nie poddalo sie codziennej rutynie i pracowało nad swoim związkiem?
pozdrawiam
Absolutnie nie. Jak można traktować dziecko przedmiotowo, jako sposób na scalenie związku??? Poza tym, żeby związek przetrwał narodziny dziecka musi być wyjątkowo silny i sprawdzony, bo prawdziwe kłopoty w związku, kryzysy itd. zaczynają sie dopiero wtedy. No, chyba, że zalezy Ci na nieszcześliwym związku, który tkwi w tym nieszczęściu, ale się nie kończy ze względu na dziecko. A to już jest piekło na Ziemi.
Pozdrawiam, j.

no nie najlepiej sobie wybieralaś facetow:/ jesli tak sie zachowywali. na serio az przykro sie robi. kondolencje. moze poczytaj jakies ksiazki o opiekunczosci i cieple, jak rozpoznawac cieplych i opiekunczych ludzi. Sam znam sporo takich mezczyzn.
mieli w dupie Twoje potrzeby - to jacys odmiency. a moze nie komunikowalas im swoich potrzeb?

ja nie mowie o traktowaniu dziecka przedmiotowo, tylko o tym, ze kobiety sprawiaja na mnie takie wrazenie, jakby bez niego nie byly zdolne (przynajmniej przed trzydziestka) do utrzymania zwiazku, bo jakos nie chca nad nim pracowac, nie chca rozmawiac, powiedza (albo i nie), co im nie pasuje w dzien pozegnania, a ja na serio nie jestem jasnowidzem.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Oj, Vacker, wiadomo, że to nie dotyczy wszystkich. Baby też potrafia być wredne. To kwestia doboru ;) Tyle, że czasem może zbyt rzadko rozmawiacie, mówicie o tym, co czujecie (i nie chodzi mi to o powtarzanie "kocham cię", tylko o wyjaśnianie własnych reakcji, które czasem bywają niezrozumiałe). Najczęściej jest tak, że gdy coś was boli zamykacie sie i kobita musi sama dochodzić co jest grane. Albo wydzieracie się, bo akurat wam się ryska na komórce zrobiła. A mówi się, że to kobiety są humorzaste ;)

to, co piszesz świadczy o tym, że masz doświadczenia z jakimiś tłukami, przykro mi
Opublikowano

Fajny wątek. Aż żałuje, że wcześniej nie zauważyłem.

No więc tak, ja rzucany byłem na pewno więcej razy niż rzuciłem. Raz mnie bezczelnie pozostawiono kiedy mój dziadek był w szpitalu i niewiadomo było czy przeżyje, innym razem na wyjeździe i byłem skazany na sylwestra z tą tamtą. Ja sam natomiast jakoś zawsze porzucałem te panienki wakacyjne, np jednej powiedziałem, że napiszę, czego oczywiście nigdy nie zrobiłem itp. Laskę z która byłem 2 lata rzuciłem nie odzywając się przez 2 tygodnie po urodzinach koleżanki (nikt mi wcześniej nie zrobił takiego obciachu), ale najwyraźniej jej zbytnio nie zależało, bo aż wspomniane 2 tygodnie zajęło jej dojście do wniosku, że można się zapytać czy ja jeszcze żyję.

Natomiast powody? Za siebie mogę powiedzieć tak: facet oczekuje pewnych rzeczy od ciebie, kobieto - ładny wgląd to nie wszystko. Przede wszystkim fochy nie są wskazane, a już zwłaszcza takie bez powodu (bo ci sie okres zbliża, albo co) - jak nie masz humoru, to nie wychodź z domu. Kolejną rzeczą jest ogólenie pojęty szacunek do partnera - jeżeli uważasz, że wszyscy faceci to świnie i można ich traktować z góry/jak dzieci/jak zabawki/na pokaz dla koleżanek (wszystko z autopsji), to nie marnuj ich, ani swojego czasu, tylko zostań lesbą (nie mam na myśli lesbijki, mam na myśli lesbę), albo "idź do klasztoru". Czasem zdarza się też, że kobieta się znudzi, bo wszędzie jej pełno (przykre, ale prawdziwe, miłość nie trwa wiecznie, tylko ci debile, poeci takie bzdury piszą), tak więc kobieto, pamiętaj, że niekoniecznie musisz towarzyszyć swojemu mężczyźnie na każdym kroku (np kiedy jedzie po wyniki z egzaminu i dowiaduje się, że oblał, bo lepiej jak sobie wtedy pożartuje z kumplami, niż ma siedzieć z tobą, głaskany po główce, bo on takie biedactwo i wyglądać jak ostatnia ofiara losu na oczach połowy wydziału, bo wtedy ma po prostu ochote ci jebnąć) - będzie miał ciebie w końcu dość. Jeżeli natomiast decydujesz się, kobieto, rozpocząc z facetem współżycie, to miej też na uwadze, że on nie kamień, swoje potrzeby ma, frustruje się łatwo, a 3 miesiące okresu, bólu głowy i złego nastroju tudzież "otchłani rozpaczy" raczej nie uczynią cię atrakcyjniejszą od dziewczyny z sąsiedztwa. Naucz się też, kobieto rozmawiać o czymś innym niż twoje studia/twoja rodzina/twój ulubiony, durny serial. Jeżeli natomiast spłynie na ciebie niesamowita łaska i facet pożyczy ci jakieś dzieło Oscara Wilde'a, to uszanuj dar, przeczytaj w ciągu tygodnia i oddaj, a nie, kurwa, trzymaj już pół roku!!! Mógłbym jeszcze długo wymieniać, ale nie chcę tutaj kreować swojego wizerunku jako skrajnego mizogenika.

A dlaczego kobiety mnie rzucają? Nie wiem, ale pewnie jakieś pojebane są, w każdym razie zawsze było to jakoś tchórzliwie (żadna nie powiedziałą wprost, zazwyczaj przypominało to jakąs zgadywankę, albo teleturniej, zazwyczaj przy spazmach histerii (bo to przeciez tragedia, ale tak musi być) - moim zdaniem nieuzasadniona, bo żadnej nie powiedziałem szczerze, co ja o tym myślę, nie przebierając w słowach. A i raz też paniusią napisała mi to na bilecie do kina, kiedy czekaliśmy na seans (zmarnowałęm wieczór i kasę), nawet pamiętam film - "Wstręt" Polańskiego.

Skutkiem wyżej wymienionych doświadczeń, zostałem cynicznym draniem i wcale się z tym nie kryję, co oczywiście niektórym kobietom się nawet bardzo podoba, ale od razu spycha mnie do tkzw "Friend Zone", bo one tak naprawde wolą tych cwierć-romantycznych frajerów, których mogą rolować na prawo i lewo jak tylko chcą.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ojej! przepraszam, ze dopiero teraz na to odpowiadam, z niewiadomych przyczyn umknęła mi ta wypowiedź.
To co Pan opisał w zasadzie jest urzeczywstnieniem mojego marzenia. Problem chyba polega na tym, ze jakoś nie spotykam rówieśnic (i nie tylko), które poddane takiemu godnemu traktowaniu potrafiły odwdzięczyć się tym samym. Ja nie wiem, ale to chyba jakiś problem tego pokolenia. w pańskim odnajduję wiele podobnych do panskiego przypadków i szalenie je podziwiam, pragnę naśladować. Moja babcia miala niesamowite szczescie znajdując najpierw jednego dobrego człowieka, a po jego śmierci kolejnego i teraz kiedy ich odwiedzam to ładuję w sobie jakieś baterie utopijnych wyobrażeń:).
Ja chyba już rozumiem w czym rzecz. One wydają się być "takie" jak panska żona, ale zwyczajnie nie potrzebują jeszcze stałości, a ja chyba nie potrafię przetrawić myśli, że kiedy daję z siebie sporo, to i tak może pójść nie tak, bo ona jeszcze miewa jakieś zachwiania hormonalno-emocjonalne, a klejnoty umyslu jeszcze zbyt mlode by się ostudzić. Nie stać je na szczerość, introwersje i werbalizacje swoich potrzeb.
Nachodzi mnie też przykra refleksja, że w tym układzie odniesień jaki mnie otacza, klasyczne zdroworoszadkowe podejscie do tematu staje się nieważne, dezaktualizuje się. Wiem w tym momencie z doświadczenia, że cyniczne podejscie do nich (kobiet) znacznie lepiej (w sensie pragmatyzmu) owocuje, tylko że takie podejscie prowadzi do braku szacunku (pojecie jakiego moje kobiety jak dotąd chyba nie pojmowały) i do manipulatywnosci zwiazku, a wreszcie do pośredniej masturbacji miast miłości[sic!!]
Całe to położenie wydaje się beznadziejne. Co ja gadam, ono jest beznadziejne (przynajmniej etymologicznie), gdyż nadziei to ja już nie mam. Chyba, że poczekam na to, aż one dorosną do bycia traktowanym jak człowiek i zachowywaniu się jak człowiek. Tylko co pozostaje robić do tego czasu? Albo być świnią, w reakcji na akcję, gdyż świni ze świnią lepiej a pereł przed wieprze nie ma co rzucać (frazeologia dobrana "na żywca":)) albo stać w miejscu i czekać...
Chciałbym dostać tę szansę, którą Pan wykorzystał. Do serca biorę uwagę o alkoholu, gdyż chyba jej jako jedynej dotąd nie zadość uczyniłem:).

pozdrawiam i dzieki
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



raczej zalamani frustraci. co tu weryfikowac? fakty podane przez jasia zostaly juz zweryfikowane, moje poglady zostana - pewnie na gorsze:(
tak, jestem defetystą w tej materii, ale to chyba przez defetystyczne doswiadczenia. zweryfikowane przez zycie, prowadzace do niezweryfikowanych urojen...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no i o czym to świadczy?

O tym, że wszyscy pragniemy i ganiamy jak opętani za tą niechcianą, wytartą banałem, wybluzganą i zdeptaną MIŁOŚCIĄ.
Aż strach się przyznać, prawda?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no i o czym to świadczy?

O tym, że wszyscy pragniemy i ganiamy jak opętani za tą niechcianą, wytartą banałem, wybluzganą i zdeptaną MIŁOŚCIĄ.
Aż strach się przyznać, prawda?

ja tam gonie za uczciwością, szacunkiem, fascynacją (PROSTOTĄ) - jednym słowem zdrowym partnerstwem, a Ty nazwij to jak chcesz:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no i o czym to świadczy?

O tym, że wszyscy pragniemy i ganiamy jak opętani za tą niechcianą, wytartą banałem, wybluzganą i zdeptaną MIŁOŚCIĄ.
Aż strach się przyznać, prawda?

No nie przynzawajmy się, głośmy całemu światu, że chcemy na starość zostać sami. Życie już całkiem sporo nam (przynajmniej mnie i Oscarowi o ile wiem) zweryfikowało.

PS Wyjdę zaraz z domu i obawiam się, że nic na to nie poradzisz :)

Serdecznie pozdrawiam.
Opublikowano

a ja teraz zacytuję dowcip który opowiadał jeden ksiądz u mnie w liceum:

złapał rybak złotą rybkę

Z.R- jak mnie wypuścisz spełnię twoje jedno życzenie

rybak- a dla czego tylko jedno a nie trzy

Z.R-wiesz jakie teraz czasy, podatki inflacja , może być tylko jedno

rybak drapiąc się po głowie- niech ci będzie, chcę autostradę z zakopanego do gdańska aby na swoim harleyu przemknąć przez całą polską

Z.R- ale wiesz jakie dziś czasy jak ciężko z tymi drogami w polsce, wymyśl coś innego

-rybak totalnie sfrustrowany- no dobra niech ci będzie, CHCIAŁBYM ZROZUMIEĆ KOBIETĘ

-Z.R- to ile pasów ma mieć ta autostrada

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Mamuty 

       

      Miasto w śnie pogrążone, ciszą przykład daje, 

      Bryza morska co chwila puka w stare okna, 

      Ciepła zaś, nie tak mroźna, gwizdem tylko podła, 

      Rano tam takie słońce, człowiek z chęcią wstaje, 

       

      Tej nocy, na werandzie, siedział stary Klimient, 

      W gwiazdy wpatrzony, tęsknie, przeżywał dawne chwile, 

      I w ciszy by przeżywał, nasz ten Klim, ten dzielny, 

      Bo wtem, ktoś bliski, pewien, usiadł przy marszałku. 

       

      Katia: 

      Czemuś jeszcze nie zasnął, mój Klimie kochany, 

      Gwiazdy co są dalekie, nie znają przyszłości 

      Patrzysz w nie tak uparcie, jakbyś szukał drogi, 

      Może świt, co nadejdzie, troski twe rozproszy, 

      Wierzę, że słońce rano lęk w sercu uciszy, 

      Pójdź już spocząć mój miły, nic już nie wymyślisz. 

       

      Klim:  

      Pozwól mi tutaj zostać, żono, moja miła 

      Tu, na starym fotelu, czas jakby się wstrzymał, 

      Wstać on mi nie pozwala, a sam nie chcę odejść, 

      Czy pamiętasz ten wieczór, gdyśmy się poznali? 

      A może zaś dzień to był, ja już nie pamiętam, 

      Suknię, jakże przepiękną, miałaś tam niebieską. 

       

      Katia: 

      Pamiętam suknię moją, błękit nieba skradła, 

      Lecz czy to był dzień, nie mam już pojęcia 

      Zbyt wiele zim przebrzmiało, zbyt wiele jesieni, 

      By czas jakkolwiek jasny oraz nam zostawił 

      Wszystko, co było wtedy, dziś to mgłą się staje 

      Co oczy nam przesłania, a serce wciąż mami. 

       

      Klim: 

      Leczy czyż to nie jest lepsze niż pusta nadzieja? 

      Choć te dni tak odległe, wciąż w nich przebywam 

      Wiem dobrze, że ta pamięć, duszę mą zatruwa, 

      Zaś tylko tej truciźnie życie swe przedłużam. 

      Dziś słońce mnie nie grzeje, tylko w oczy razi, 

      A jutro jest jak obraz, co barw nie posiada. 

       

      Katia: 

      Ta trucizna, co mówisz, powoli cię niszczy, 

      Co kradnie siły twe, co w tobie pozostały, 

      Dla duchów tylko żyjesz, sam duchem się stajesz, 

      I tracisz rządy nad tym, co nadal prawdziwe, 

      Dzień następny ominiesz, jak przeszkodę wielką, 

      Chcąc chyba? Przecież życia nigdy nie ominiesz. 

       

      Klim: 

      Nie omijam ja życia, lecz patrzę nań z góry, 

      Gdy świat ten uśpił swe małe, jak ważne pragnienia, 

      W tych domach, co jak groby, śnią teraz o jutrze, 

      Zaś każde jutro w niebyt poprzedni dzień spycha 

      Po co tak żyć, gdy wiesz, że wszystko zapomnisz 

      Co wczoraj kochałaś, dziś obcym jest to dla nich. 

       

      Każdy swe własne ciało jak relikwię niesie 

      Umysłem, wyobraźnią, gonią dzień następny. 

      Bo gdyby myśl swą chcieli trzymać tuż za sobą, 

      Ujrzeliby tych wszystkich, co im drogę kładli 

      Których już porzucili w tej mrocznej otchłani, 

      Może właśnie dlatego zmarłych ludzi wolę? 

       

      Katia: 

      Więc cóż obserwatorze! Choć o nas wspominasz 

      Patrzysz z góry na innych, co dziś żyją jutrem. 

      Za długo w tym fotelu w gwiazdy wzrok swój wbijasz 

      I myślisz, żeś jest jedną, co na świat tak patrzy 

      Daj spokój tymże ludziom - przecież pamiętają 

      A jak nie – to są młodzi. Cóż o nich wiesz, Klimie? 

       

      Gdy tęsknota cię brała, tak mi się zdawało, 

      Że chcesz tylko wspominać, że ulżę ci żalem, 

      Lecz tyś wpadł w jakąś pętlę, na nic to nie baczysz  

      Zamiast o nas – o ludziach i czasie coś mówisz. 

      Powiedz, Klimie mój drogi czy czas ludzi zmienia? 

      Czy to ludzie czas psują, to w mroku się gubiąc? 

       

      Mówisz, że zmarłych wolisz? Ciekawe to, Klimie, 

      Wszak ja, Twoja żona, to z grobem nie pogadasz, 

      Gdy zaś życie ich gasło, pewnie dobrze znali 

      Ile spraw niezałatwień na świecie zostawią. 

      Więc każdy z nich by oddał, wszystkie twoje myśli, 

      Za jedną chwilę życia, którą teraz trwonisz. 

       

      Klim: 

      Młodość jest tylko maską, co skrywa niepamięć, 

      Biegną, nie wiedząc jeszcze, że droga jest kołem, 

      Czas nikogo nie zmienia, on tylko obnaża, 

      To, co w człowieku gniło, gdy był jeszcze dzieckiem. 

      Ludzie psują czas, Katio, to chcą g oszukać, 

      Kradnąc mu każdą chwilę, jakby była łupem. 

       

      Czymże jest owa chwila, o której coś mówisz, 

      Błyskiem, co ledwo błyśnie, już w mroku się topi. 

      Zmarli, których tu bronisz, niczego nie pragną, 

      To ty pragniesz ich głosem moją ciszę zburzyć. 

      Wolę trwać przy tym trupie, co był kiedyś słońcem, 

      Niż gonić za motylem, co żyje dzień jeden. 

       

      Masz rację, moja Katio, marnie ten czas trwonię, 

      Lecz spójrz na moje nogi, spójrz na moje dłonie, 

      One już nie chcą służyć jutrzejszym porankom, 

      Są jak ta stara woda w zapomnianym dzbanku. 

      Nie szukaj we mnie ognia, co świat te odmieni, 

      Jam jest tylko tym cieniem, co trzyma się ziemi. 

       

      Katia:  

      Młodość to tylko głód, co prawdy nie zna jeszcze, 

      Więc bierze, co napotka, by nasycić chwilę. 

      Ja też czuję ten ciężar, w moich starych dłoniach, 

      Lecz woda w tym dzbanku, wciąż smakuje tak samo. 

      Więc wypij ją mój kochany, póki jeszcze możesz, 

      Wszakże ten dom jest dla nas, nie dla dawnych duchów. 

       

      Pędzą w dzień to następny, śmiało gonią jutro, 

      Nie znają zaś ciężaru, więc nie jest im smutno, 

      Bo błędy omijają, więc żalu nie znają 

      I często na cud Boży, liczą i czekają, 

      Zatem czego wymagasz, by służyli idei? 

      Jak to strach - przyszłość, w celi dusznej więzi 

       

      My żyjemy, dla świata, nie dla własnej woli, 

      Choć ta okrutna prawda, tak bardzo nas boli 

      Musimy drogę wskazać, by pewniej ruszyli 

      Lecz w tej walce odwiecznej, wszyscyśmy zbłądzili, 

      Oni giną bez celu, my - w sędziów przebrani, 

      Zamiast dłoń im podać, trwamy wciąż niechciani. 

       

      Klim:  

      Nie kładź dłoni pod stopy, niech kamień porani, 

      Dom z piasku beztroski przy stałym wietrze runie. 

      Bez smaku swej porażki - jak zwycięstwo poznać? 

      Zostaną tylko cieniem, ślepi blaskiem klęski 

      Niegotowi być szańcem, innych panów przyszłych. 

      Świata krwi i zmęczenia, jaką mądrość zmieni? 

       

      Katia: 

      Już ja rady nie daje, mężu mój kochany! 

      Ależ tak pięknie mówisz, jakbyś dzieło tworzył, 

      Dużo słów wokół krąży, a mało polotu. 

      Bo przecież wilk młode, uczy na swą modłę, 

      A tygrys po tygrysie, królem tajgi będzie, 

      A więc człowiek człowieka? Wrogiem pozostanie. 

       

      Już sama jak Ty teraz, dziwną mową mówię, 

      Proste to lekcje głoszę, starzy mnie nauczali. 

      Co noga się potknie, nie łam jej zawczasu, 

      Bo wczoraj jakiś wypadek, dziś ciebie napotka. 

      A te miasta największe? Jakby walczyć musieli, 

      Zamiast miast, nory małe, jak myszki ukryci. 

       

      Sama siebie pytam i ciebie zaś pytam: 

      Na cóż te filozofie, nad prostą tak prawdę? 

       

      Klim: 

      Próżno im ścieżkę mościć, gdy łakną bezdroży, 

      Bo za carów nas mają, do buntu zmuszeni. 

      Nasza opieka jest jak łańcuchy najsroższe, 

      Co zerwać je potrzeba, by poczuć, że żyjesz. 

      Często zaś kiedy pomoc, nieść każdemu chcemy, 

      Sprawdzić należy wtedy, kto chce, kto potrzebuje. 

       

      Zaś filozof – my wszyscy, co łóżka ścielają, 

      Bo spróbuj nie pościelić - cynikiem okrzykną. 

       

      Więc czy mnie kara spotka, gdy odrzucę syna 

      Marnotrawnego, zbłądził przecież na życzenie. 

      Językiem przemawiam takim, bo stać chce najwyżej, 

      Chociaż bym bardzo chciał, mowa nadal prosta. 

      Prawdę mówisz - rację - tobie ją oddaję, 

      Lecz co mi po prawdzie, duszy nie raduje. 

       

      Katia: 

      Końca pragniesz rozmowy, młodych już zostawić. 

      Bo przecież tęskno ci tam, na twe dawne czasy, 

      Na rękach miłość nosić, siłą mnie zachwycać. 

      Teraz, gdy ciągle stoję, tutaj - tuż przed tobą, 

      Silę swą wciąż posiadam, choć silna już byłam. 

      Powiedz, mój ukochany, czemu szczerze tęsknisz? 

       

      Klim: 

      Tęsknię za świtem, co budził dzień piękny 

      I wstawać musiałem, bo życie choć czekało 

      Gotowe już przynieść mi, szalone przygody. 

      Tęsknie za machorkami, zapachem młodości, 

      Choć teraz papierosy – bez wódki mi szkodzą, 

      A że wszyscy odeszli – fajki nie zapalę. 

       

      Tęsknię za przyjaciółką, ogniska wzniecała, 

      Cudowna była chwila, gdy zbierali się 

      Ludzie, moi kochani, by krzyczeć miłości 

      Wyznania, do miłości, co już - już pomarła! 

      A reszta mych przyjaciół - kochani są oni, 

      Bo starość mi przyjemną - przyjemną sprawiają. 

       

      Wczoraj moim jest zegarem,  

      Starość - mym wspomnienia darem, 

      Oni mury mi stawiają, 

      Mnie w swej ciszy układają. 

      Nie chcę jutra, nie chcę chwili, 

      Byle oni wciąż tu byli! 

       

      Gubię się w tym, to prawda – to moja kroplówka! 

      Żyć mi wciąż, wciąż pomaga, dla ciebie kochana! 

      Za tobą tęsknię przecież, najbardziej na świecie. 

      Zaś wesoło ja śpiewam, swe milutkie wtem nuty: 

       

      Co było za potem - dziś izbą nam rządzi 

      I jutro i dzisiaj - w tych kątach się błądzi, 

      To czas nas pilnuje – jak jeńców w zagrodzie, 

      W kominie mróz siedzi - w wychłodłej gospodzie 

      Te lata minęły - w gdzieś w lasy dalekie, 

      Bo co raz zginęło - zaginie na wieki! 

       

      I bardzo tęsknie za tym, by móc tak coś śpiewać 

      Coś co głosem pobudzi, duszę dziecka, moją 

      Moją duszę, co dzieckiem nie jest i nie będzie. 

       

      Katia 

      Klimie! Mój Ty kochany – tak ból wielki nosisz. 

      Cały przeszły Boży świat, cierpi teraz z nami, 

      Bo ja też ból odczuwam, to bardziej Ty żywy, 

      Wśród i pieśni, i ognia, a za mną to wcale. 

      Zmarły już Ty, Ty jesteś - Kochany, cóż mówić. 

      To powiem, bo to lek mam, gotowy dla ciebie.   

       

      Co takiego? 

       

      Myszki, koniki czy wilki, w stronę wody biegną, 

      Widzą wodę, widzą coś - coś co w myk wypiją! 

      Doda siły, zmysł zaś też - poprawi im również. 

      Wszakże i ja skorzystam, z daru Bożej wody 

      A w dzbanku, tu przy tobie, całkiem jest jej dużo. 

      Taka woda zdrowia... doda! 

      ---------------

      Leje wodę prosto w oczy, 

      Zimna struga po nim broczy 

      Zmyła duchy, zmyła plany, 

      Siedzi Klimient pokonany 

      Woda ścieka na gazety, 

      Finał bzdury i tandety! 

      Ona stoi, dzbanek trzyma, 

      Wzrokiem tnie jak ostra zima. 

      -------------------

      Klim: 

      Dlaczego? Czym ja? Czym ja? Sobie zasłużyłem? 

      Prawdę mówię, co czuję, a Ty mnie tak ranisz! 

      Woda, co ci to dało? Zimno, Boże, mokro! 

      Ciepło trochę, ale Boże! Trzeba ci to było? 

      Jak ja teraz spać pójdę, mokry przez – przez ciebie! 

      Ten świat, litości nie ma, człowiekowi cierpieć 

      Nie da! 

       

      Katia: 

      Mężu, mężu Ty żyjesz! Już myślałam szczerze,  

      Że te duchy złe, przeszłe ode mnie zabrały 

      Męża mojego, męża, co Boże zobacz 

      Za zmarłego już miałam, a on teraz żyje, 

      A czy ci nie mówiłam, że lek ja mam dobry? 

      Żonę taką masz miłą, że w nocy pomoże. 

       

      Więc gdy cię tak słuchałam, pomóc chciałam jakoś 

      Słowem - nie umiałam, bo dziwny bardzo jesteś. 

      W myślach dużo widziałaś, przeszły lęk, zapachy 

      I za mną tęsknisz, choć ja, nadal twoja żona 

      Taka sama byłam, bo odkąd ciebie kocham 

      Męża nie mogę poznać, takie brednie mówisz! 

       

      Klim: 

      I powiem, że rację masz, dobrze więc zrobiłaś 

      Żyw, bo żywy jestem, teraz żywo widzę 

      Ciebie! Żeś mnie oblała! Nie sposób już myśleć 

      O czymkolwiek, bo żona przerwać tą rozmowę 

      Musiała! Choć rozumiem, przynajmniej próbuje 

      Jeszcze cierpliwie siedzieć, bo mnie – mnie pouczasz 

       

      Więc racja, żono moja, nas spotkać coś musi, 

      Spójrz na mnie, jestem mokry, Ty mi to wypomnisz, 

      Uśmiech mi swój pokażesz - piękny jak to zawsze, 

      Ja – ze wstydu się spale! I śmiechem odpowiem, 

      Bo czyż nie po to jednak gorycz człowiek czuje, 

      Żeby zawsze pamiętał - żyje i żyć będzie? 

       

      I myślę - wyleczyłaś - męża wnet swojego 

      Chociaż strasznie cierpiałem, to ból był, ale płytki. 

      Płytki to on być musiał, skoro twoja woda, 

      Szybciutko już podsuwa, takie przemyślenia, 

       

      Katia: 

      Więc teraz lepiej patrzeć, na ciebie, mój miły, 

      Bo dużo już rozumiesz, takie mam wrażenie. 

      Choć o wszystkim pamiętasz, o jednym nie myślisz, 

      Wszystko miałeś - straciłeś, a co zaś posiadasz? 

      Myślę, że masz, chociaż Ty ślepy i niewdzięczny, 

      Gniewam się, Klimie drogi, o mnie zapomniałeś. 

       

      Klim: 

      Co? Żono, szczęście moje! Ty wiedzieć to musisz, 

      Że ja naprawdę, ale na -  

      --------

      Katia wyszła, drzwi zamknęła 

      Klim na fotelu sam zostaje 

      Próżne słowa, próżne żale 

      Koniec baśni, koniec bajki! 

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...