Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

  • Odpowiedzi 71
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

w tym wątku tak?zupełnie tak jak umieszcza się komentarze?a może ktoś mnie oświeci jak mam tego dokonać z zachowaniem bolda i kursywy?bo jakoś nie bardzo mi to wychodzi.Za pomoc z góry dzięki

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Anno, Anno... przy pisaniu omiń spacje w nawiasach kwadratowych (występują w poniższych przykładach z "tekst"). Spacje wstawiłem dla możliwości przedstawienia teorii :)

kursywa [ i ]tekst[/ i ]

pogrubienie [ b ]tekst[/ b ]

pogrubienie kursywy [ i ][ b ]tekst[/ b ][/ i ]
Opublikowano

leszczyk



"że mam oczy jak promyk światła?"
ukradłem ten tekst Miłoszowi
"a leki wziąłeś? to się wylej?
ściskam i całuję leszczyku"

na serce kobieto upadła
w syntetycznym staniku majtkach
opakowaniu co ściskam go
kurczowo udami - ja nie wierzę

nie uznaję odmowy w rodzinie
a co dopiero w mroku ulic
że nie mam nic? jak kura gdaczesz
posegregowane banknoty
czekają - będziesz jęczeć świnio

"nie wierzę w ich..."
zamknij. cię proszę.

w drugiej ręce zakwita mi nożyk
emocje górą dołem rozporek
pocięte przedramię platynki
wykręcam i już jest wtłoczone
co być powinno w barbii plastik

od dwóch dni jak godot czekałem
pożyczyłem trochę pieniędzy
duszy mi było brudnej martwej
potrzeba i jest tutaj trzymam
dźwięk w opakowaniu kobiety
po coca-coli puszki śmieci

gdy się zbliżysz zobaczysz wszystko
otworzę dłonie - będą puste
jeśli puste dłonie przed wierszem
oddam bogu to co dam światu?
w dwójnasób cię pytam
zamilkłaś

Opublikowano

Biała księga powrotów

Długie listy pisałam
gęstym tuszem w białej księdze powrotów
wieczory w samotności snuły się obficie
gdy inicjały odruchowo wykreśliłam
po raz pierwszy
z porywem bryzy drgała nadzieja
lekkomyślna jak wtedy
gdy z kalendarza pierwszą kartkę wyrwałam
niebanalne usta tak samo smakowały
zakazane metafory
wytrącone z roztworu lawy płonęły
zsynchronizowanew tańcu
pompy tanim sumptem rytm wybijały
z dalekoidącym zapałem
szelestem stronic pożegnałam długie listy
niech płoną w towarzystwie liści zeszłorocznych
pogrzebałam już w prochu szarym
oddech ust niebanalnych
w deszczu zmyłam kurz z drżących powiek
tusz przepadł w kałuży
jak okręt bez żagli
z łez litanię ułożę w białej księdze powrotów

Opublikowano

Mam taką propozycję, może oprócz wyznaczenia wierszyków boldem i kursywą pod spodem umieścić je w całości, bo kursywa dosyć niewyraźna i trudno to się czyta.

Opublikowano

I
promyk światła ściskam
ściskam go kurczowo
nie wierzę rodzinie
że nie mam nic nie wierzę w ich...

w drugiej ręce od dwóch dni trzymam dźwięk

gdy się zbliżysz
otworzę dłonie



II

ukradłem leki na serce
w syntetycznym opakowaniu
posegregowane emocje
pocięte i wtłoczone w plastik
pożyczyłem trochę duszy
w opakowaniu po coca-coli

oddam to światu w dwójnasób

Opublikowano

Trzy wariacje na zimnym dworcu



dwudziesta czterdzieści dziewięć
miasto B.
wyjątkowo ciemna noc
poczekalnia na dworcu głównym
na zewnątrz minus trzynaście

bezimiennej kobiecie zostało sześć minut
do autobusu
i na opowiedzenie swojej historii

to średnio po dwie minuty

na wyblakłe zdjęcie córki
dziś miałaby dwadzieścia trzy lata

na przypadkowego człowieka
wspomnienia pierwszej kolejnej ostatniej rocznicy

na rozmyślania w samotności
dziewięć miesięcy strachu
przewrotnie genialnego synka


anonimowe opowiadanie
dokładnie w sześć minut

i jeszcze kilka sekund
na zapadnięcie w pamięć
szybki ruch dłonią
i wejście w tłum ludzi

dwudziesta pięćdziesiąt pięć
odjazd

autobus przyjechał zgodnie z rozkładem

bezdomny człowiek schronił się w sen




I
dwudziesta noc na dworcu głównym
bezimiennej córki przypadkowego człowieka

rozmyślania w strachu
kilka sekund
szybki ruch dłonią

odjazd
zgodnie z rozkładem



II
miasto na zewnątrz
to wyblakłe zdjęcie
kolejnej rocznicy samotności

anonimowe zapadnięcie
w tłum ludzi

bezdomny sen

Opublikowano

O Kradzieży

Złodziej współczesności w kulturze retro,
nie ma dla mnie miejsca w tym wyścigu szczurów.
zawsze poza stawką liczę, że mnie zdepczą,
kolejną porcją niestworzonego bólu.

Prawo do życia sam sobie roszczę,
dzień w dzień ktoś kogoś murduje,
Przez okna otwarte na ościerz
uciekam, idę, nie wytrzymuje.

I choć fortuny bieg to zwyczajny
ja odchodzę od koła lat
co kręcić się już nie chce

My złodzieje nie zabierajmy
co już zabierać ma świat
egzystencji nie dołujmy w bezsens

I
Złodziej w tym wyścigu poza stawką bólu
do życia dzień w dzień przez okna uciekam

i choć ja już nie chcę
my złodzieje świat dołujmy w bezsens

II
w kulturze nie ma dla mnie miejsca
liczę, że mnie zdepczą niestworzonego
sam murduje, na ościerz nie wytrzymuje

fortuny bieg to koła lat kręcić
nie zabierać egzystencji

Opublikowano

miłość nie w porę

sztuczne paprocie kwitną plastikiem
przepisuje czarne myśli na czysto
księżyc owija blaskiem galaktyke
tak jak Ty mnie swą jasną iskrą
znów oka kluczy patrzą na nas z zamków
czekając śmierci,skręcenia karku
zaniechaj słów i nie całuj pomału
spójrz jak wyrywa się czas z zegarów
jesteś jak Sacrum a ja Profanum
za oknem cmentarz woskiem płynie
wszyscy Ci święci mają swój dzień dziś
a My odcięci ,zamknięci w toxynie.

Opublikowano

..::ŻYCIE::..

Pośród cieni, otoczona szarymi ścianami rzeczywistości,
Targana wiatrami nadziei i karmiona lękiem,
Zmierzam powoli i bez emocji do swej przystani.
Mijam beznamiętnie kolejne zakręty,
Krocząc naznaczoną czasem ścieżką kolei ludzkiego żywota.
Stąpając po kruchej tafli istnienia,
Ocieram ręką suche łzy ze znużonych oczu,
A umysł, udręczony fałszywymi marzeniami błaga o przebaczenie,
I krwawiąc złamanymi obietnicami, wraz z duszą i sercem,
Umyka cichutko do Edenu.

Opublikowano

***

pytasz mnie kim jestem twoim głosem cichym
jakby westchnieniem co z wiatrem się bawi
gdy do snu podobny na swoim ramieniu cię kładzie
a ty dotykiem szukasz odpowiedzi
niewiernym palcom powtarzasz zaklęcia

każdym moim listem potrafisz pogardzić
pełnym dumy twój cień się wydaje
nieznającym uczuć gburem
zamkniętych myśli w swej czerni niewolnikiem

w szufladzie naszych wspomnień
znalazłam muszlę którą otworzyłam krzykiem
bo uśmiechem otworzyć jej
już nie potrafiłam

była jak ja bez przyszłości
pusta i smutkiem cicha którego tak się boję
lecz ciągle próbuje uwierzyć że ten co ją pokochał
gdzieś w oceanie świata czeka na nią cierpliwie

ty mnie już nie pamiętasz

to sen wyrzeźbił moje złudzenia
w jednym kamieniu nadziei
swoim cichym przelotem

zwątpienie drga w każdym słowie

I

jestem twoim westchnieniem
co do snu cię kładzie
dotykiem niewiernym

listem pełnym uczuć zamkniętych w szufladzie
którą otworzyć nie ja się boję
lecz ten co mnie wyrzeźbił
w jednym swoim słowie


II

z wiatrem się bawi podobny palcom moim
dumy twój cień

w swej czerni naszych wspomnień bez przyszłości
próbuje uwierzyć że w oceanie świata
ty już nie pamiętasz

to sen cichym przelotem drga


-----------------------------

ja

kazałeś mi być sobą
wpadać pod rynnę z parasolem
wyciągać rękę tylko do tych co wstają
z uśmiechem na ustach odbierać
pochwały nie mi przeznaczone
sprawiać tobie przyjemność
bo przecież lubię to samo

kazałeś mi nie odchodzić
bo nigdzie nie znajdę lepiej
świat nie jest dla takich
co nie zawsze chcą płonąć
tu mam jak u boga za piecem
a dusza przecież nie może
wypalać się w nieskończoność

tak kazałeś mi być sobą
to właśnie taką mnie kochasz

tylko czy to ja

I

kazałeś mi

wpadać tylko z uśmiechem
na ustach pochwały

nie odchodzić nigdzie
płonąć

a dusza
nie nieskończoność



II

być sobą

pod rynnę
z parasolem wyciągać rękę

bo lubię
takich co tu mam

tak to właśnie ja

--------------------------------

ty

popatrz
już potrafię powiedzieć byłeś
zamiast jesteś

teraz gdy sprzątam swoje marzenia
brzęczą myśli
jak kryształek lodu w drinku

tak bywa

wspomnienia z cukru
zostawię gdzieś
na dnie szafy zbyt wysoko
by dosięgnąć

umyje szklanki
kieliszki wytrę ze śladów
spłowiałej szminki

zdjęcie w ramce
stłukę przez przypadek
wycierając kurz tamtych dni

nie będę już smutna

więc chyba szczęśliwa
bo przecież w końcu wypada
wybacz

dziś się bawię
nadzieją już dawno zapomnianą

nie patrząc przez szybę życia
słodzę kolejne herbaty
po drugiej stronie
słychać bezgłośne wołanie

to ty

albo mój sen
wczoraj zasadzony w doniczce
dzisiaj rozpłaszczony na ścianie



I

popatrz

jesteś teraz gdzieś

zbyt wysoko by dosięgnąć
śladów tamtych dni

nie będę szczęśliwa

przecież się bawię
po drugiej stronie wczoraj




II

byłeś

jak kryształek cukru
na dnie szklanki

przez przypadek

więc wybacz

dziś już
nie słodzę herbaty

Opublikowano

Nowa nadzieja czyli powrót imperium albo 133 prawdziwych rycerzy po wyborach kontratakuje.



Znów zbyt dobrze się nie dzieje
nam w imperium. Czy przetrzyma
demokracja, gdy murszeje
dobrej próby myśli prymat.

Pragnie chwały imperator,
czasu nadmiar na debaty.
Czarny władca (passionato)
zbiera biednych – sam bogaty!

Z podłych praktyk czerpie wzory;
ludzi ciągnie wierna mowa.
Z fal radiowych nie nieszpory,
ale kłamstwa wtłacza w głowę.

Ale społeczeństwo zdrowe
i wciąż grupa jest rozważnych,
co nastroje ma bojowe,
a to po wyborach ważne!

Każdy może się przysłużyć:
spec od forsy i od prądu.
Niech oddziały od nadużyć
zbierze ktoś i łup, do rządu!

Jak się z dołu podniesiemy,
uderzymy razem w górę
z gardeł w świat krzyk pomknie niemy
w garniturach, gromkim chórem:

Dość beretów moherowych!
Kłamstw zbyt wielka wzrosła skala!
Z lasu wyjdzie dla odnowy
partyzantki nowa fala!

Na kontrolę tajną skoczy,
Tego łupnie, tego spierze
Kłamcom się zaświecą oczy
zanim przebrzmią trzy pacierze...

*
Szczęściem film to, a nie życie,
choć jest prawda i w Lucasie.
Republiki pragnę skrycie,
a ta bajka jest na czasie.


I
Imperium kontratakuje

Znów imperium pragnie chwały.
Czarny władca fal radiowych
ma bojowe spec oddziały
w garniturach moherowych.



II
Powrót rycerzy PO

Nie przetrzyma próby czasu
podłych ludzi wierna grupa.
PO się zbierze i jak z lasu
skoczy, łupnie, spierze...


Pozdrawiam miłośników (starej) trylogii
Wuren

Opublikowano

"KŁAMSTWO"

Idziesz pustą drogą bez tożsamości na ustach
stawiasz niepewny krok boisz się własnego odbicia z lustra
patrzysz oczami swej duszy nie liczysz czekających jej katuszy
stoisz w przymierzu z diabłem a on cie karmi kłamstwem
szeptałeś... falsz zimnym ogniem serca parzący....
teraz będzie jak cień wyroczni za tobą chodzący...
Czy to twój order łgarstwana nizinach człowieczeństwa rosnący?!
pogrzebany w grobie! honor mrokiem marznacy....
doszedłes? gdzie? Lucyfer władcą twojego umysłu....
nęka cie ciągle milionami grzesznych pomysłów
a ty?martwy język bez prawdy sterowany cieńkimi linkami
a przecież "słowo ciałem się stało i zamieszkało miedzy nami"


I
Idziesz pustą drogą
stawiasz niepewny krok
stoisz jak cień wyroczni
w grobie marznący...
martwy bez prawdy...

II
boisz sie odbicia z lustra...
patrzysz oczami duszy nie liczysz jej katuszy...
szeptałeś zimnym ogniem łgarstwa...
język sterowany cienkimi linkami....
a słowo między nami...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • MÓJ SZLOCH NAJ!


      Kochać cię to nie był trud
      Nie trzeba było silić się zbyt
      Kochać cię to nie był znój
      Ja piąłem się do twych ud
      A jemu zbyt szybko opadł mit 
      Och, mój ból, ból cud


      Wzięli cię na posterunek
      Nie pytałem, dlaczego, jak
      Nie wołałaś na ratunek
      Nie myślałem dlaczego tak
      Miał cię przez chwilę na wznak
      Och, mój o mój męki szlak


      Wszyscy chłopcy machają
      Próbujesz im w oko wpaść
      Wszyscy chłopcy wołają
      Chcesz czułą chwilę skraść
      Miał cię na liście "Na zaś"
      Och, mój deszczowy płaszcz?


      Kochać cię łatwo przyszło mi
      Lekko też odeszło w dal
      Kochając, byliśmy ciężcy, źli
      Serca były harde od dni
      Mieliśmy się przez parę chwil
      Och, mój ból, twardy jak stal

       


      (Opuszczanie zielonych rękawów)
      WRZESIEŃ, WRZESIEŃ, I CIĄGLE WRZESIEŃ


      Wojna w klęskę zmieniła się
      Traktat jest spisany krwią
      Lecz nie wpadłem im do rąk:
      Przekroczyłem linie swe


      Bardzo chcieli złapać mnie
      Lecz im zbiegłem i jak zbieg
      Żyję tu, w dzielnicy złej,
      Pod przykrywką szpieg


      Musiałem iść, całkiem sam
      I życie porzucić swe
      W szafie zbiór szkieletów mam,
      Lecz nigdy nie znajdziesz gdzie


      Snuję życia wątek, a w nim
      Tam fakt, a tu mit
      Kiedyś miałem imię lecz
      Nieważne to, poszło precz


      Nieważne to
      Nieważne co
      Ponieśliśmy zwycięstwo
      A akt spisano krwią
      Nie wpadłem do ich rąk
      Chodzę po linie Być


      Jest prawda, co ma żyć
      I ta, co ginie w mrok
      Nie wiem, w którą mam iść
      Lecz nieważne to


      Bo twój triumf miał
      Tak miażdżącą moc,
      Że niektórzy z nas
      Myślą, jak zachować choć


      Strzęp kronik o tym, jak
      Odbywamy marny byt swój;
      Beret, znoszony płaszcz
      Łyżkę nóż i stół


      Igrzyska i chleb
      W które gladiator gra
      Kamień, który rzeźbiarz tnie
      Pieśni ku chwale, niech trwa..


      Nasze prawo to wciąż
      Pokój, rozumie, że
      Chociaż strzela mąż
      Żona kule nosi mu


      I wszystko to w duszy mej
      Wyrazy, co obrazem są
      Słodkiej obojętności tej
      (Są tacy, co miłością ją zwą)


      Jej wysokości czczonej w krąg
      Niektórzy mówią na nią Los
      Lecz mieliśmy nazwy, co
      Ciut bardziej intymne są


      Nazwy te co wchodzą w głąb
      I tak prawdziwe są,
      Że dla mnie są krwią
      A dla cieby jak proch


      Nie potrzeba nam
      By uchowały się
      Jest prawda, co żywa jest
      Prawda, co żyje w nas...
      I ta, co umiera bez dram


      Nieważne, z kim
      Nieważne, czym
      Żyję życiem tym
      Które zostawiłem im


      Zabić wciąż jest wrogiem mi,
      I Nienawiść obcą też,
      Chciałem nauczyć się kochać je,
      Lecz całkiem nie wyszło mi


      Raz chciałeś mnie oddać im
      Lecz to nie dziwi mnie -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzi serce twe


      Twoje serce było o tu
      Tu gdzie rój much masz
      To jest kuweta Twych ust
      A to twoja miska kłamstw


      Dobrze służysz im, wiem
      Lecz nie dziwi mnie to
      Oni to twoja krew
      A Ty - ich z kości kość


      Nieważne, gdzie
      Nieważne, że
      Serwujecie historii bieg
      W pasztecie faktów i kłamstw
      Do was należy świat
      Więc to nieważne i tak


      Nieważny klan
      Nieważny świat
      Żyję pełnią mych lat
      I pełnią każdego dnia
      Przez przestrzeń i czas
      Nie dam ich rozdzielić wam


      Moja kobieta sprzyja mi
      Me dzieci pójdą za mną w noc
      Ich groby bezpieczne są 

      Od horroru takich jak wy
      Od upiorów snów złych


      W głębiach pocałunków ich
      Korzeń mocno wbity mam
      Żyję wciąż pełnią dni
      Które zostawiłem wam


      Zostawiłem igrzyska o chleb
      W których nasz żołnierz grał
      Kamień, który grabarz tnie
      Piosenki, pisane na chwał..


      Lewo ponad prawem, zabawa trwa
      Pokój to wojna, wojna cały czas
      Chociaż strzelam ja
      Kule robi Diabeł w was


      Bo ważne, z kim
      Ważne Iść
      Żyć całym życiem swym
      I nie oddać go za nic
      Ani Berlin, ani Rzym, ani Krym


      Jak ty, co z Zabić zrobiłeś fach
      Chciałem go uczynić kompanem mym
      I nienawiść też, lecz tak chciał traf
      Że całkiem nie wyszło mi


      Raz przedstawiłeś mnie im
      Próbowałeś, bo wiem, że -
      Stajesz wciąż po stronie tych,
      Którymi gardzę.


      Je t'aime,
      L. Cohen


      PACTUS DIABOLICUS


      Znam cud przemienienia w wino wody stągw
      I obrócenia go w wodę znów, więc daj,
      Bym, zasiadłszy do twej uczty w tę noc,
      Wreszcie dostąpił Lucy in the Sky


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł złożyć podpis swój
      Jestem wściekły i zmęczony wciąż
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Zwiąże kochanie me z miłością twą


      Pękł nowy wiek, więc ulica tańcem gra -
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Tak mi przykro, lecz to nie ty, to Twój duch


      Nie powiedziałem słowa, odkąd odeszłaś w dal,
      Którego kłamca by nie powstydził się
      Nie mogę uwierzyć, że idą zakłócenia fal
      Byłaś mą ziemią, mym "przy zdrowych zmysłach jest"
      Byłaś Dedalem moich lat


      Pola wołają - pękł nowy wiek!
      Duszę zaprzedaliśmy, lecz jesteśmy wolni już
      Tylko jedno z nas było naprawdę - ja
      Ty to nie ty, tylko Twój duch


      Tylko jedno z nas było prawdziwe - to byłem ja


      Mówią, że, grzechotnik gorzko żałował za swój grzech
      Zrzucił łuski, by znaleźć, że w środku wciąż wąż jest...
      Ale narodzić się na nowo to w obskurność wejść
      Jad przenika samą ciała treść


      Stwórz pakt, gdzie będę mógł wreszcie złożyć podpis swój
      Jestem ciągle wściekły i zmęczony każdym dniem
      Więc ześlij taki pakt, ten traktat, co na zawsze już
      Przywiąże mnie do miłości Twej 


      Jestem zły i cały czas zmęczony
      Chciałbym, by był traktat albo pakt
      Między tym co ocalono
      Z naszej miłości, z wpisem do akt

      ───

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...