Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

*

Czas mijał. W kącie sali Esmeralda z Amandą zaczęły odstawiać erotyczną szopkę, imitując na stole gorącą miłość lesbijską. Klęczały, niby na jakimś ołtarzu, splecione w namiętnym uścisku. Były dużo bliżej celu, niż ona, lecz patrząc na gęby i ubrania zachwyconych pokazem „ziutków”, nie była w stanie odczuwać zazdrości. Całą trójką, w milczeniu, przyglądali się scenie na stole. Nagle Kuba zwrócił ku niej wzrok i powiedział:
- Jest sprawa...
Uśmiechnęła się z ulgą. A jednak!
- Jest delikatna sprawa do omówienia.
- Taak - zrobiła wielkie oczy - Zamieniam się w słuch.
- Bo ja bym chciał, żebyśmy wszyscy razem...
Od początku zakładała taką możliwość, a mimo to, poczuła się zaskoczona, nawet lekko rozczarowana. Podwójny wysiłek, podwójne ryzyko..., podwójny zarobek. Rzadko przystawała na taki układ. To zależało głównie od tego, kto wchodził w grę.
- A kolegę pytałeś?
- Po co? On wie, że ja bym chciał.
Krystian skinął głową.
Chrząknęła, maskując wahanie. Kuba był uprzejmy i nawet przystojny, lecz pijani faceci nie należeli do jej ulubionych klientów. Bywało, że nie mieli czym zacząć lub nie mogli skończyć. Pewnej nocy jeden z nich zasnął na niej, sprawiając, że omal się nie udusiła. Krystian trzymał się lepiej. Trochę ją kręcił. Lubiła mężczyzn po przejściach, takich, co znają życie, czegoś mogą nauczyć, coś pokazać. W końcu skinęła głową.
- Tylko z kulturą - zastrzegła - Żadnych odchyłów.
- Jesteśmy przerażająco normalni - skwitował Kuba.
- Nie ma ludzi normalnych - odparła i poszła po klucz do pokoju.
Otworzyła im drzwi i przepuściła przodem.
Ciepłe barwy, ciepłe światła i tyle chłodu - pomyślała, zerkając na swoje odbicie w jednym z kilkunastu luster, które Sławek kazał za montować na ścianach i suficie.
Pokazała swoim gościom łazienkę. Rozebrała się do bielizny i ułożyła na poduszkach. Lubiła się w tych lustrach. Mogła bez końca patrzeć na tę wyuzdaną kobietę, jaką już niebawem miała przestać być.
Krystian poszedł pod prysznic, a Kuba przysiadł na rogu łóżka. Był stremowany, może nawet przerażony. Zawsze zastanawiała się, co takich młodych facetów ciągnie do burdelu - potrzeba, żądza, ciekawość? - nigdy jednak nie ośmieliła się zapytać. Teraz, kiedy po raz ostatni korzystała z tego pokoju, poczuła, że nie jest w stanie się powstrzymać.
- Pierwszy raz?
- No. Tutaj tak.
Nie pasował do tego miejsca. Może za sprawą miękkiego spojrzenia, rysów twarzy, sposobu bycia. Nie wiedziała.
- Po co? Nie masz kobiety?
Milczał. Powieka lewego oka drżała mu nieznacznie. To był jedyny objaw zdenerwowania, jaki zdołała uchwycić.
- Odeszła?
- Nie warto o tym mówić.
- Jak chcesz.
Znów banał. Tyle czasu korciło ją, by zaryzykować, a słodka obietnica gorących wyznań okazała się serią krótkich mruknięć.
Zmienili się w łazience. Nagi Krystian nie wyglądał apetycznie. Miał ogromne brzuszysko i okropnie chude nogi, które, wie wiedzieć czemu, utrzymywały resztę ciała w pionie. Pochwycił jej spojrzenie i... tak, zawstydził się.
- W młodości trochę boksowałem - usiadł obok niej i zapalił papierosa. Palił dwa razy więcej, niż jej dziadek, zanim pewnego dnia dosłownie nie wypluł zrakowaciałych płuc - Trener mówił, że mam talent, ale nigdy nie będę mistrzem.
- Czemu?
- Bo mam zbyt drobne ręce i za chude nogi.
- Są ok.
- Nie są. Chciałbym mieć lepsze, ale życie to nie koncert życzeń, tylko randka w ciemno.
Wolała, żeby się nie tłumaczył. Nie przepadała za marudami i mazgajami. Przychodziło ich tu zbyt wielu, by starczyło jej cierpliwości. Krystian jednak stanął na wysokości zadania - zamiast ciągnąć swój smętny wywód, zaczął masować jej stopy. Wyciągnęła się na łóżku i z rozkoszą przyjęła tę nieoczekiwaną pieszczotę.
- Ja mam za małe piersi i żyję - powiedziała.
- Są ok.
Wybuchli śmiechem. Kuba wyszedł z łazienki, zasłaniając ubraniem podbrzusze.
- Widzę, że już jest wesoło...
Edyta uniosła lekko głowę.
- Co tam ukrywasz?
- Eee, hydraulika mi zaskoczyła.
- No, ja myślę. Obraziłabym się, gdyby było inaczej.
Cisnął ciuchy na podłogę. Miał ładne, choć nieco za chude ciało. Pokazała mu palcem, żeby podszedł. Rozerwała opakowanie prezerwatywy i sprawnie założyła gdzie trzeba. Krystian przez cały czas pieścił ją tak umiejętnie, że nie potrafiła utrzymać zawodowego dystansu. Raz się żyje - pomyślała.



*


Z grubego komina sączyły się kłęby szarego dymu, tworząc sztuczną chmurę na przejrzystym niebie. Szum pojazdów dobiegający z pobliskiej drogi wdzierał się do pokoju przez uchylone okno. Zabłąkana mucha, bzycząc, raz po raz uderzała o szybę. Krystian czuł się trochę, jak ona. Widział świat, jakiego pożądał, lecz nie potrafił się do niego przedostać.
Leżeli we trójkę na niezbyt szerokim łóżku w jego kawalerce. Nikt nie spał, ale też nie kwapił się do wstawania. Kiedy Krystian sięgnął po papierosy, Edyta zamruczała:
- Oj, nie pal w łóżku.
Spojrzał na nią zdziwiony, jednak zanim zdążył zareagować, szybko dodała:
- Przepraszam. Myślałam, że jesteśmy u mnie.
- Do mnie było bliżej - uśmiechnął się i wyszedł do łazienki.
Deska klozetowa zazgrzytała niegrzecznie, gdy na niej usiadł. Na koszu z bielizną leżał stos nie przeczytanych gazet. Od paru lat miał czas na czytanie tylko w kiblu, choć ostatnio nawet tam nie umiał się skupić. Nadal nie wiedział co robić. Przychodziła mu do głowy ta sama, natrętna, zbyt ogólnikowa myśl: wyjechać i zapomnieć.
Bezmyślnie wertował kartki kolorowych magazynów, próbując znaleźć coś, co mogłoby go zainteresować. Niczego takiego nie znalazł. Natknął się za to na kolorową reklamę jakiegoś biura podróży. Dalekie kraje, luksusowe hotele, ciepłe morza, piaszczyste plaże, wszechobecna nagość. Najlepszy sposób na terapię - przemknęło mu przez myśl.
Zapalił następnego papierosa. Odkąd został biznesmenem, był kilkanaście razy na Słowacji, raz w Czechach i w Niemczech, ale służbowo. Polskę za to zjeździł wzdłuż i wszerz, zbierając reklamy od Ełku po Jarosław, od Białegostoku po Zieloną Górę. Mógłby na palcach wymienić regiony kraju, w których jeszcze nie był. Był turystycznym patriotą w myśl zasady - cudze chwalicie, swojego nie znacie. Od paru dobrych lat cała Europa, ba, cały świat stał otworem, a on uparcie penetrował rodzime zakamarki. Czas to zmienić - pomyślał i wybiegł z łazienki.
- W twojej lodówce wieje wiatr - stwierdziła kwaśno Edyta.
Zmarszczył brwi. Początkowo nie zrozumiał przenośni, choć mu się spodobała.
- Mówię, że zakupów dawno nie robiłeś.
- Mieszkam tu od paru dni. Nie zdążyłem.
- Miał wielki dom, a w nim wielką spiżarnię - wtrącił Młody z głębi kuchni.
- Smutne - rzekła zmieszana Edyta.
- Możemy zjeść na mieście - podjął Krystian.
- Nie. Już ja coś wymyślę - pokręciła głową i zaczęła przetrząsać kuchenne szafki.
Krystian zrobił krok do przodu, żeby widzieć ich oboje.
- Posłuchajcie. Z uwagi, na trudny czas, jaki mnie czeka, chciałbym was o coś prosić. Zostańcie ze mną tydzień lub dwa. Pozamykam pewne sprawy i gdzieś sobie razem pojedziemy. Co wy na to?
- Nie ma sprawy - odparł szybko Młody - Też potrzebuję odpoczynku.
Edyta pobladła lekko, potem lekko poczerwieniała. Usiadła na taborecie i przyjrzała im się z tym samym zabawnym błyskiem w oku, jakim kilkakrotnie poczęstowała go zeszłej nocy.
- Co wy kombinujecie? Przecież wcale się nie znamy.
- Wiesz o nas więcej, niż my o tobie. Jesteśmy chwilowo w dołku i potrzeba nam wypoczynku przed wspinaczką z powrotem. Kuba to wykształcony facet, ja trochę nadrabiam miną, nie ma powodów mówić, że coś ci z naszej strony grozi. Kto wie, może się zaprzyjaźnimy.
- A nie jest czasem tak, że potrzeba wam dobrego dymania?
- Mogę mówić tylko za siebie. Tak. Chodzi mi właśnie o to. Zapłacę ile zechcesz.
Bardzo chciał, żeby została, ale widząc jej wahanie, stopniowo przestawał w to wierzyć. Polubił ją, a nawet zaczął szanować. Z trudem wyobrażał sobie sytuację, że będzie musiał poszukać innej.
- Wiecie, co? Zjedzmy najpierw śniadanie - rzekła porozumiewawczo.
- Świetna myśl - dodał Młody.
W takim razie zostawiam was. Zróbcie mi tylko mocnej kawy. Młody, wiesz jaką lubię.
Wrócił do pokoju. Łóżko było już zaścielone, śmieci z grubsza sprzątnięte. Uśmiechnął się zadowolony. Włączył komputer i sprawdził stan konta w Internecie. Kwota wydała mu się zaskakująco wysoka. Zerknął na przychodzące przelewy. Jedna z firm, dla której nie zdążył wykonać usługi, przelała pieniądze na podstawie samej umowy, jeszcze przed otrzymaniem faktury.
- Dzięki piękne - mruknął z mściwą satysfakcją - Przyda się na drobne wydatki.
Zapomniał ich zawiadomić, że plajtuje. Przez chwilę kusiła go myśl, by odesłać pieniądze, ale zdusił ją w zarodku. Zastanawiał się tylko, czy trzymać pieniądze na koncie, czy napchać nimi skarpetę.
Młody postawił przed nim filiżankę pachnącej kawy i zasiadł z Edytą do naleśników z resztką dżemu i Nutelli.
Jedli w milczeniu. Edyta zjadła dwa naleśniki, Młody chyba z osiem.
- Gdzie ty to mieścisz? - zaśmiała się.
- Żołądek zajmuje większą cześć mojego ciała.
- Lepiej cię ubierać?
- Raczej tak.
Krystian obrócił się w fotelu. Przyglądał się z radością, jak oboje promienieją blaskiem młodości i drzemiącej w nich energii. Sam zaprzepaścił najlepsze lata na pijaństwo, włóczęgi i spacerowanie po celi. Z tego powodu nie chciał się starzeć. Ciągle wierzył, że ma na to czas i otaczał się młodzieżą, próbując czerpać z tych kontaktów siły witalne i ochotę do życia.
Młody nagle zniknął. Pewnie w kiblu - zaśmiał się w duchu Krystian.
- Fajny facet - stwierdziła Edyta - Jakie studia kończył?
- Wiesz, że nie wiem?! Polonistykę albo coś takiego.
- A ty?
Chrząknął zakłopotany. Lubił o sobie mówić, ale istniały sprawy, na których temat wolałby milczeć.
- Próbowałem kilku szkół, a przez rok nawet studiowałem prawo w Toruniu. Skończyłem jednak tylko zawodówkę górniczą.
- Zdałeś na prawo?!
- Niezupełnie. Przyjęto mnie bez egzaminu, tylko na podstawie dokonań w dziedzinie pojednania ofiar ze sprawcami przestępstw. To bodaj najtrudniejsze zagadnienie, z jakim spotyka się współczesne prawo. Z jednej strony skrucha, z drugiej wybaczenie. O skruchę sprawcy łatwo, o wybaczenie ofiary trzeba walczyć.
- Skąd się to u ciebie wzięło?
Krystian z trudem próbował zebrać myśli. Bezpośredniość Edyty w takim samym stopniu ujmowała go, co zwyczajnie krępowała. Znał tylko jedną kobietę, która to potrafiła. Dziś miała męża, dzieci i pracowała jako sędzia w rejonowym sądzie gospodarczym. Westchnął ciężko na myśl, że mu z nią nie wyszło.
- Nie zawsze byłem taki jak teraz. Za komuny za byle co trafiało się do więzienia. Dziś chuliganów czeka co najwyżej grzywna lub kurator. Lubię myśleć o sobie, jako o więźniu politycznym, ale w świetle prawa nie umiałbym tego udowodnić.
- Jesteś szczery - powiedziała tylko Edyta.
- Jestem - podjął - Lech Wałęsa wyciągnął mnie z tego bagna i sprawił, że na nowo uwierzyłem w siebie i świat, jako miejsce do życia. Przez kilka dobrych lat spłacałem społeczny dług, aż pewnego dnia ego popchnęło mnie do spróbowania swoich sił w szaleństwie biznesu. Dziś wiem, że nie powinienem mu na to pozwolić.
- I co dalej?
Pytanie zawisło w próżni. Krystian pokręcił głową i rozłożył ręce w geście bezradności. Ze zdziwieniem obserwował Edytę, która wstała i podeszła bliżej. Stanęła za nim, położyła mu ręce na ramionach i zaczęła masować mu kark.
- Zostaniesz z nami? - zapytał cicho.
- Chciałabym, ale już nie jestem dziwką. Skończyłam z tym.
- Jak mam to rozumieć?
- Jeśli będzie tak dobrze, jak wczoraj, możemy to robić przez dwa tygodnie lub dwa lata, ale jak powiem, że nie chcę, to nie i koniec. Nic na siłę.
- Nie ma sprawy.
- Skoro wszystko jasne, to idę do wanny. Kuba czeka z kąpielą.
Krystian poczuł igiełkę zazdrości i dumę. Młody się rozkręcał, a o to przecież chodziło.
Odwrócił się do komputera. Setka maili czekała na odpowiedź. Pobieżnie przejrzał kilkadziesiąt i hurtem wykasował. Pozostawił tylko te, które dotyczyły spraw prywatnych. Postanowił przeczytać je innym razem.
Zrobił sobie jeszcze jedną kawę. Z filiżanką w dłoni stanął przy oknie i obserwował jadące samochody. Mieszkanie w pobliżu głównej drogi wiązało się z pewnymi niedogodnościami, jak ciągły hałas czy poziom zanieczyszczeń, lecz miało jedną dobrą stronę - w ciągu kilku sekund można było znaleźć się na trasie do Bielska, Krakowa lub Katowic.
Usłyszał za sobą ciche kroki. Obejrzał się. Młody z mokrą czupryną, ale już ubrany, uśmiechał się zagadkowo.
- My z Edytą zajmiemy się biurem, ty pozamykaj konta i sprzedaj samochód. Kupimy potem jakiegoś rzęcha na moje nazwisko.
Krystianowi łzy stanęły w oczach. Przyjaciel musiał myśleć za niego i szło mu całkiem nieźle.
- Albo nie. Pojedziemy jutro razem na giełdę do Gliwic. W twoim stanie możesz puścić brykę za pół darmo.
- Młody..., dzięki, że jesteś.
- Ja też dziękuję Bogu, że jestem. Wbrew pozorom, parę razy mogło mnie nie być. Bierz dupę w troki. Nasza pani zaraz będzie gotowa.
Krystian przygarnął kościstą postać Młodego z ścisnął z całej siły. Nic nie zatrzeszczało, nic nie pękło. Był kruchy, ale nie słaby.
- Czyś ty z gołą babą w wannie odprawę robił??? - zapytał przyjaciela.
- Coś w tym rodzaju.
Weszła Edyta. Była kompletnie ubrana, na twarzy miała lekki makijaż. Roześmiała się głośno.
- Chętnie popatrzę jak to robicie, ale później. Mamy robotę.
Młody oderwał się od niego jak poparzony.
- Nie podobam ci się? - rzekł Krystian zalotnie.
- A fuj. Zgiń maro paskudna.
Ze śmiechem ruszyli do drzwi.

  • 2 tygodnie później...
  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

życie to nie koncert życzeń, tylko randka w ciemno. - to sobie wkleję do katalogu "złotych myśli"
- W twojej lodówce wieje wiatr - j.w.
Tutaj naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Jestem zdania, że twoje dzieło dojrzało do tego, by zbłądzic pod strzechy. Niestety, powiem ci szczerze, że tytuł jest do dupy. Nie wiem, jak zakończy się twoja historia, więc trudno coś podsunąc, ale na podstawie dotychczasowych wydarzeń mógłby to być : Upadek Tymona, Wahadło, Spirala, Huśtawka, a ostatecznie Beer story.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zamknąłem oczy na chwilę i chyba przysnąłem. Obudził mnie dźwięk tłuczonego szkła więc zerwałem się z fotela w którym uciąłem drzemkę by sprawdzić przyczynę hałasu ale tak szybko jak wstałem pojąłem co się stało. Że to był sen w którym zbiłem lustro, pięścią z całej siły, i byłem kobietą w tym śnie to dziwne i był ten obleśny nieznany mi mężczyzna po którego wyjściu za drzwi uwolniłem swoje emocję rozbijając lustro. A więc moja wyobraźnia zbiła lustro? Zażartowałbym pytaniem czy to się wlicza do lat nieszczęścia ale bardzo ciężkie negatywne emocje które towarzyszyły sennym wizjom, które przeżyłem w śnie jakoś nie opuściły mnie wraz z otwarciem oczu. Czuję się fatalnie, jak czarna nicość, jak coś najgorszego i to z powodu kilku krótkich scen we śnie. Dzwoni telefon który wyciszam bez sprawdzania kto to, nie mam ochoty na ludzi, gaszę światło, zasuwam firany. Siedzę tak w ciszy i ciemności a wgłowie krzyczy mi płacze żali się wypomina. Nie zaznam spokoju wiele godzin aż wstanie dzień i pójdę sobie zrobić kawę. Dziś nie jem śniadania żołądek mam ściśnięty tym zdarzeniem ze snu jakby wydarzyło się naprawdę, nie mam apetytu i choć nieraz zmuszam się zdroworozsądkowo do odżywiania wiedząc że to dobre dla mojego organizmu tym razem dusza wygrywa nad ciałem i tylko wypalam dwa papierosy do mojej kawy. Pójdę do pracy i mi przejdzie- myślę bo wiem że tam myśli zajmą się czymś innym a jednak wbrew sobie poddaje się chyba swojej podświadomości i wybieram numer do firmy informując przez sekretariat że dziś mnie nie będzie. Zasłaniam szczelnie okna stawiam popielniczkę możliwie blisko wyciszam się w ciemnościach. Medytacja nie przynosi skutku. Niepokoi mnie ta wizja ze snu. Nie tylko zbite lustro ale cały klimat tej sceny. NIe umiem nazwać ani emocji, ani uczuć jednak wiem że są złe, niedobre. To bardzo ciężkie i przytłaczające myśli choć niesformułowane niepokoją mnie jak krajobraz oceanu nocą. Szybko kończą mi się papierosy, musiałem wypalać jednego po drugim niezuważenie gdzieś goniąc myślami po zakamarkach tego czego doświadczam by to poznać. Nie poznałem i nie mam papierosów. Kim jestem bez tych szlugów? Chyba sam siebie bym nie rozpoznał mijając się na ulicy gdybym nie trzymał papierosa między palcami w ustach. Jakby tego było mało że w moim wieku nie wiem kim jestem to jedyna moja tożsamość jakiej jestem pewien w tej chwili niknie. Albo będę kłębkiem nerwów tu zamknięty w ciemnym pokoju mojego mieszkania i z każdą chwilą będę obserwował rosnące objawy napięcia i głodu nikotynowego jak drżące ręce i nerwowe oddechy albo będę kłębkiem nerwów w drodze do sklepu, po ulicy, do ludzi i w śród ludzi. Już dawno zrozumiałem że nie nikotyna mnie uzależniła a poczucie zasłony jaką tworzę tym papierosem, dymu którym odgradzam się od innych, skupienia na sobie które zapewnia mi palenie. Nawet nie musiałbym wciągać tego dymu wystarczy sama świadomość że ćmi mi się w dłoniach ten mój przyjaciel jak maska, jak dystans od świata. Minie czas i pójdę jak na skazanie po kolejną paczkę tymczasem uciekam się do wszystkiego by odwlec tą chwilę do jak najdalej od teraz. Do wszystkiego w moim stanie oznacza rozpadnięcie się w fotelu i wbicie wzroku w sufit i coraz wolniejszym miarowym zamykaniem powiek. Medytacja? Nie sądze medytacja oczyszcza myśli i rozjaśnia moje stają się coraz bardziej brudne i zabarwione na czarno, czuję coraz większy niepokój, mam wrażenie że słyszę szum krwi w sercu. Toksycznej nieczystej krwi, zamkniętę oczy podsuwają mi widok jak na tym samym fotelu ktoś taki jak ja siedzi patrząc w sufit a z otworów ciała oczu uszu nosa sączy się krew i kapie po dłoniach, palcach na podłogę w coraz większą kałużę. Przeciągam palcami po spodzie dłoni które są mokre przerażony otwieram oczy i patrzę na uniesione na wysokość twarzy swoje ręce. Są tylko spocone, albo aż spocone bo nigdy nie pociły mi się ręce. Muszę iść po papierosy myślę i wstaję by ruszyć do drzwi w korytarzu mijam lustro iprzyspieszam wiedziony jakimś dziwnym przeczuciem nie chce widzieć ani swojego w nim odbicia ani lustra jako przedmiotu. To nie jest rzecz z dobrą karmą podpowiadają mi myśli jest w nim wiele zła uwięzione. Chciałbym tego nie wiedzieć i nie rozumiem skąd w mojej głowie takie myśli, wyrażane z taką pewnością jak oczywistość. Nie dyskutuje wtedy tylko słucham i mam wrażenie że ktoś kto je tam wkłada czerpie satsfakcję im bardziej przerażony żyję tą wiedzą. Przed drzwiami domu uderza mnie słoneczne światło upał ptaki liście na drzewach chcę się wycofać ale zdołałem już zamknąć drzwi na klucz zresztą potrzeba ucieczki w papierosa jest już nie do zniesienia więc zaciągam kaptur grubej bluzy jak najniżej na oczy a wzrok wbijam w chodnik. Kolejne kroki, byleby nikogo nie minąć byle nie zagadał byle nie spojrzeć w oczy byle uniknąć kontaktu choćby o kilkadziesiąt centymetrów. Sklep jest udręką. Niesamoobsługowy duży obiekt i jedna niskoopłacana kasjerka która z wyraźną niechęcią spełnia kolejne prośby z listy zakupu klienta który mówi by mu podać to i to ona idzie, wlecze się stękając i wzdychając bierze towar z półki przynosi na ladę nabija na kasę a klient że jeszcze to i to. Kolejka na kilka osób za długa dla mnie o wszystkie z kilku osób ale nie mam wyboru czekam i pocę się coraz bardziej płynę przerażony ogromem ludzi i ich bliskością. Niech nikt mnie tu nie zauważa proszę to w co wierzę w swoich myślach niech jestem niewidzialny, niech się nie oprze, nie przesunie obok niech nie trafi torbą z zakupami. Sekundy jak z gumy rozciągają się lepiąc każdy brud tego miejsca do mojego ciała. Zwymiotuje smrodem który nie jest zapachem a odorem myśli i sumień tych ludzi obok. Umiem oddychać ich moralnością. Zazwyczaj to okropny odór nie do wytrzymania smród z brudnych myśli, owrzodzonych czynów. Kto jest bez winy ten pewnie pachnie jak wata cukrowa, albo jak polna łąka. Nigdy mi się nie zdarzyło spotkać osoby przy której poczułem się dobrze i czysto. Zbiera mi się na wymioty ale nauczyłem się nad tym panować. Początek kolejki jest coraz bliżej, spokojnie znoszę niechęć sprzzedawczyni zza lady i nawet trochę jestem jej wdzięczny za tą szczerość z jaką traktuje klientów. Bo nie o to chodzi byśmy kogoś udawali albo coś przed kimś choć ktoś powie że lepiej być fałszywie miło potraktowanym mi jednak taka swoboda na jaką pozwala sobie ekspedientka pozwala na swobodniejsze oddechy, atmosfera choć ciężka i brudna jest jakby bardziej przejrzysta. Biorę kilka paczek i butelek wina i whiskey. Po tym doświadczeniu wiem że nie zbiorę się przez kilka dobrych dni do opuszczenia mieszkania, więcej nie odsłonie zasłon by przypadkiem nie dostrzec jakichś ludzi spacerujących po ulicach. Wracam do domu jak tylko szybko można chodzić z wzrokiem wbitym w chodnik. Kilkadziesiąt kroków i w prawo i już moją ulicą kolejnych kilkadziesiąt kroków, bramka podwórko zakręt kilka schodków nerwowo szarpie się z kluczem w zamku naciskam klamkę w pośpiechu od progu odkladam siatki z zakupami i rygluje czym prędziej drzwi. Odłączam dzwonek. Nie ma mnie dla nikogo. Niestety sam dla siebie tu będę choć wolałbym nie. Dla siebie i dla tego absolutu który pcha mnie przez tą wiedzę o nieczystościach, o brudzie, który wpycha mi w głowe te myśli śmierdzące rozkładającymi się trupami. To umiera ludzkość, gnije od wewnątrz już a zacznie gnić skóra niebawem jak mówi kolejne przeczucie. Uciec? Nie da się uciec wiem to. Mógłbyś powiedzieć że śmierć jest ucieczką jednak ja wiem że nie jest a potem jest jeszcze gorzej bo wrzucą cię w kolejne od nowa życie. Kurwa czemu ja tak sobie wierzę, czemu jestem pewien moich myśli, czemu one pojawiają się jako zdania twierdzące czemu nie jako przypuszczenia czy hipotezy tylko od razu z nastawieniem że tak jest właśnie. Czemu to moja wina a wiem że to moja wina. Myślę o pomocy jaką mógłbym otrzymać i wzdrygam się na samą myśl że obcej osobie miałbym przedstawić moje lęki, obawy, że miałbym jej opowiedzieć to wszystko o sobie. I co ktoś taki zrobiłby z taką wiedza? Napewno nie uwierzył. Akurat nie potrzebuje kolejnego nie dowiarka. Leki z apteki terapie może oddział zamknięty w związku z tym pewnie by zaordynował dla mnie. Więc nie pójdę i się nie przyznam bo i po co bo i tak ktoś uzna to za łgarstwo i zmyślone historię bo uwierzy sobie i wierzy w leczenie. To nie jest uleczalne to też wiem. Siadam w fotelu kieliszek wina dym z papierosa ciemność kilka chwil później usypiam.
    • @_M_arianna_W... Dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • @_M_arianna_W... Super

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Grahamoza dzięki

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...