Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

haha, chmura, ale Ci się wykładzik trzasnął, ale nie można powiedzieć, całkiem sensowny :-)))))))
Dormo, nie ważne, czemu nie zamieszczałaś w tym dziale, ale gdybym napisał tak dobry wiersz jak ten i objechaliby moje wszystkie wiersze od gniotów, a przy takim jednym dostałbym takie oceny, to wiedziałbym że warto było tu zamieszczać.
Gratuluję, wiersz cudowny.

  • Odpowiedzi 61
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

OYEY jest zły, że kolejna osoba zawitała do tego dizłu i pisze lepsze wiersze od niego. Ten wiersz Dormy uważam za lepszy od każdego twojego tekstu. W poezji nie chodzi tylko o wiersz, ale też o samego jej twórcę. Dorma, wg mnie, w przeciwieństwie do ciebie nie stara sie wywierać jak najlepszego wrażenia. Ona sobie płynie, a my przepływamy koło niej i wszyscy są zadowoleni, zyjąc razem, oceniając się wspólnie, pokazujac niedociagniecia i ogólnie wyrażając swoje opinie. Natomiast pan OYEY nie potrafi płynąć spokojnie. On chce wpłynać na wszystkich i pokazać swój ślniący kadłub nawet tym, którzy widzą tylko zadzerwiałą łajbę. Tyrania i nieetyczne postepowanie to jego sposób na wciskanie wszystkim swoich marnych dziełek. Ale cóż, nie wszystkim się muszą podobać. Nie wolno się wkurzać o to, że to Dorma dostała aż tyle pozytywnych opini, a nie kto inny. Osoby postępujace w tak zawistny sposób potępiam szczególnie, bo to one są filarem wszelkich kłótni i burza dobra atmosferę tego serwisu. W sumie najlepszym wyjsciem byłoby ograniczenie wypowiedzi do jednej na każdy wiersz. Wtedy kazdy by się zastanowił przed wpisaniem jakiejś bzdury i nie powstawały by konflikty.

Opublikowano

Spokojnie Loverman, spokojnie. Jakkolwiek chmura strzelił wykład, to dotyczył on jednak wierszy, a Ty już mówisz o osobie. Poza tym nie psujmy tak ładnego wiersza wycieczkami personalnymi, to był właśnie powód nie zamieszczania wierszy w tym dziale przez Dormę. Myślę że tym razem Dorma przymknie na to oko. ;-)))

Opublikowano

Kurde, poniekąd zachowałem się jak OYEY. Przepraszam (Dormę, nie OYEY'a, ale za duzo OYEY'a na tym forum. W kazdym jego wierszu jest więcej jego komentarzy niz innych. Ktoś napisze, ze mu sie wiersz nie podobal, zaraz OYEY mu wciska, ze wiersz jest genialny i zaczyna tlumaczyc o co w nim chodzilo. Zreszta moze macie racje, szkoda słów... POZDROWIENIA )szczególnie dla Dormy). ;)

Opublikowano

oj my faceci biedna słaba płeć :))) a na pytanie "co mnie w wierszu ujmuje" odpowiadam: ten fragmant pomiędzy "być" a "ocroną" ... :)) ale tak naprawdę to rozwaliła mnie ostatnia linijka.... ten wiersz kiedyś będzie sławny...

Opublikowano

Ach..Drodzy koledzy poeci..Nie wiem co powiedziec.Moze to ze dziekuje za mile slowa na temat wiersza na na temat mnie samej.Tyle cieplych slowek juz dawno nie slyszalam( a raczej nie czytalam)

Wciaz nie moge uwierzyc ze ten wiersz tak sie podoba..Nie spodziewalam sie tego jak go pisalam.Jesli mam byc szczera nie uwazam go za najlepszy wiersz.Byc moze dlatego ze nie wiaza sie z nim tak ogromne uczucia jak z niektorymi wczesniejszymi wierszami..

Jest mi rowniez milo ze tlumaczycie mnie i bronicie przed Oyeyem i wogole przed tym calym forum dla Zaawansowanych, gdyz wiecie ze z wlasnej woli bym tu nie przyszla:)..Ale bez obaw.Ja sie nie boje krytyki, a obronic moge sie sama..Zreszta ktos kto bedzie chcial mnie sprowokowac nic nie osiagnie, bo sie poprostu nie dam..


Naprawde jaka Dorma jest - nie wie nikt..

Pozdrawiam bardzo goraco..kochani jestescie wszyscy



Opublikowano

przebrnęłam przez komentarze, ale nie mogę się zgodzić ze zdaniem większości, nie przekonały mnie te opinie co do genialności wiersza, skłaniam się raczej ku słowom oyey'a. pozdrawiam.

ps. zdaje się wrócę tu jeszcze z kilkoma słowami odnośnie Twojego wiersza.
Opublikowano

Ach... jaknajszybciej zabrałam do ulubionych... no po prostu bomba. Świetne to było i bardzo prawdziwe:) I przewspaniały wiersz, aż normalnie tąpneło mną troszkie :P Pozdrawiam pozdrawiam i chylę czoła, naprawdę, chylę czoła:)
Kama

Opublikowano

co tu dużo mówić, ten wiersz to już klasyka...ale dobrze że ktoś go "wyciągnął" niech sobie "młodzi" poczytają, bo szkoda by było żeby ich ominął...
jeszcze raz duże graty dla Ciebie Dormo...
[sub]Tekst był edytowany przez klaudiusz dnia 17-07-2004 19:41.[/sub]

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie sadzilam ze po tylu komentarzach jeszcze ktos skomentuje ten wiersz..

Dzieki Kamilo i Klaudiuszu- za Twoje graty:)A pamietasz co napisales we wczesniejszym komentarzu?
Opublikowano

I ja muszę się dołączyć do tych wszystkich pochwał - rewelacja ! Bardzo krótki, prosty, wymowny i uniwersalny - droga Pani to strzał w dziesiątkę !
Swoją drogą parę takich rosiczek by się przydało na tym świecie, jednak mogły by się wykończyć z przejedzenia ;)
[sub]Tekst był edytowany przez Marek Ciućka dnia 12-06-2004 08:24.[/sub]

  • 1 miesiąc temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Można docenić po rozłące.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dla mnie i nad morzem i w Warszawie za bardzo.
    • @Proszalny to ja dziękuję za tak piękne i mądre słowa

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Berenika97 No właśnie w wierszu naprawdę umiera sam Bóg a koniec dopiero wskazuję że zastępuję go człowiek - istota grzeszna, mierna i niegodna bycia drugim po Bogu. A ludzie pozbawieni opieki absolutu, dziczeją i dlatego

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Ten wiersz stawia pytanie - co dzieje się z cywilizacją po "śmierci Boga".
    • Na strychu, pośród podartych draperii, znajdowały się drzwi z namalowaną gwiazdą. - W sercu gwiazdy ukryty jest kot - tak twierdził Magot, malując na drzwiach coś, co przypominało włochaty jasiek. “Jej Kot” uważał, że to, co namalowane nie jest istotne. Ważniejsze, żeby w miseczce znajdował się koniak i pasztet z gęsi. Strych skrywał wiele podobnych drzwi, lecz tylko na prowadzących do pokoju hipnotyzera widniała gwiazda.   Wnętrze izby oświetlało okno wielkości księżyca w pełni. Mleczne szkło kładło do snu cienie, a w dzień błyszczało poświatą. Bałagan, zupełnie niepodobny do bogatego wystroju reszty domu, przypominał chaos panujący w głowie Magota. Ściany strychowej izby obłożone były półkami z mahoniowego drewna o miłym, wiśniowym odcieniu. Na półkach, za którymi lustra sprawiały wrażenie przestronnej przytulności, leżały księgi i pojedyncze archipelagi nic nieznaczących bibelotów. Pod sufitem wisiały klatki z egzotycznymi ptakami, a podłoga wyłożona intarsjowanym drewnem, wyobrażała tarczę słońca. Panująca tu cisza sprawiała, że słychać było myśli poprzedzające słowa oraz myśli towarzyszące ptasim trelom. Łabędzie kształty mebli nadawały wnętrzu pozorów lekkości i czegoś, co pozwalało układać niepokój w harmonijne wzory. Bujane fotele swoją masywnością budziły zaufanie i sprzyjały rozmowom tak błahym, jak choćby sposoby jedzenia pomarańczy. Magot przyjmował gości, siedząc w jednym z foteli. Przed sobą, na niskim stoliku, miał szklaną kulę i zapaloną świecę. Kula i świeca robiły dobre wrażenie na klientach - wyczytał to w jednym z podręczników magii.   Podczas seansów hipnozy, gdy Magot docierał do skrytych myśli i poprzednich żyć klienta, jego kot, zwany “Jej Kotem”, zazwyczaj leżał na pluszowej sofie i mruczał senne murmuranda. Czasami pozwalał sobie na drobne uwagi. Na szczęście nie czynił tego zbyt często, bo nikt nie lubi gadatliwych sublokatorów, zwłaszcza w czasie transu bywają uciążliwi. Kiedy znajdujemy się sam na sam z otchłanią, nawet jedno słowo potrafi zmienić bieg wizji. Wizje, majaki, mary, widziadła ciężko interpretować w hałasie oraz na trzeźwo. Toteż zarówno “Jej Kot”, jak i Magot, lubili popijać koniak z wnętrza szklanej kuli, która w przerwach pomiędzy seansami zastępowała karafkę. Było tu także ogromne biurko, mające tę dziwną właściwość, że pozostawione na nim przedmioty, następnego dnia nie leżały na swoim miejscu. Ołówki, gęsie pióra, gumki, kałamarze, rachunki z pralni - wszystkie te rzeczy zdawały się żyć własnym życiem, co zresztą nie przeszkadzało Magotowi. Biurko kryło w swoich czeluściach to, co jest potrzebne do codziennego życia. Poczynając od szpargałów pełnych zapisków i rysunków golema, poprzez fajki i woreczki z tytoniem, mapy skarbów, aż po zasuszone głowy krasnoludów. Można było tam znaleźć dosłownie wszystko - o ile się dobrze szukało i wiedziało, co chce się znaleźć. Na biurku stała zakurzona lampa z zielonym kloszem. W bezksiężycowe noce oświetlała wnętrze muślinowym światłem, przy którym tak dobrze czyta się stare księgi i wyszywa na makatkach magiczne zaklęcia. Wyszywanie zaklęć i aforyzmów było jedynym hobby Magota.   *   Pewnego wieczoru do drzwi zapukał elf, postać nieistotna, zdawałoby się tło tej opowieści. Magot otworzył ubrany w szlafrok koloru bordo. W rozchylonym dekolcie widniał medalion z okiem Ozyrysa. Ozyrys był najnowszym hitem na magicznym rynku mody, bogiem sprowadzonym zza oceanu. - Nic nie mów - dotknął jedną dłonią własnego czoła, drugą czoła gościa. - Jesteś ósmą emanacją bogini Anariel, a może jednym z cherubinów jej strzegących? Jak sądzisz? - Pytanie rzucił w głąb pokoju, jakby ktoś tam się krył. Odpowiedział mu ryk lwa i odgłos chłeptania koniaku z miseczki. - Ależ wybacz! Nieelegancko z mojej strony, że się nie przedstawiłem. Jestem Magot. - Laizarel. Mieszkam piętro niżej - odparł elf z uśmiechem. Magot widywał go wcześniej. Wiele razy podziwiał pełną gracji sylwetkę, lecz podziw ten był podziwem na prywatny użytek i nigdy nie wpadło mu do głowy, by dzielić się nim z kimkolwiek, w tym także z Laizarelem. Tym razem było inaczej. Światła świec i mistyczna noc zwęziły przestrzeń między nimi. Za plecami hipnotyzera rozległ się szmer, tupot włochatych łap i pisk zarzynanej myszy. Wiatr zawył w strychowych krokwiach, zagrał melancholijną symfonię o starości. - Lubisz odgłosy wiatru w kominie? - Hipnotyzer przysunął się do Laizarela, patrząc mu w oczy. - Jak myślisz, o czym opowiada wiatr? Drzemiący na sofie “Jej Kot” pomyślał, że jest to najgłupsze pytanie, jakie słyszał. - O wolności - odparł elf, wypełniając pierś chłodnym powietrzem. Magot westchnął z uznaniem i wskazał mu jeden z foteli. - Zaskoczyłeś mnie, przyjacielu. Zwykle słyszę tylko skargę. Ty usłyszałeś słowa wolności. To imponujące.   Trunek przyniesiony przez Laizarela wypełnił kryształowe kielichy. Magot nastawił ogromny patefon z tubą wielkości okrętowej syreny. Najpierw rozległy się trzaski. Z odległej galaktyki nadawano szum, biały szum, a później melodia mówiąca o... no właśnie, o czym? Tenor, zapewne ork, śpiewał:   “Rozpuszczalna kawa, rozpuszcza resztki snów. Piosenki o miłości. Znam je wszystkie, lecz wciąż pragnę nowych. Gdy śpiewam, myślę o modliszkach, ukrytych w kwiatach naparstnic. Czekają na swoje ofiary.”   Ostatnie słowo było popisem solisty. "Ofiary" po zakończeniu pieśni długo dogorywały w uszach. Następnie z głośnika popłynęło mambo. Magot nie kazał długo czekać i bez zbędnych słów porwał Laizarela w ramiona. Nogi drobiły w rytm muzyki. Niewidzialna siła poruszała ramionami, kazała głowie wyginać się w przód i do tyłu. Hipnotyzer poczuł, że unosi się nad podłogą i rzeczywiście, coś było na rzeczy, bo deski przestały skrzypieć pod nogami. Szum deszczu zmienił się w szum fal i można było przysiąc, że stojąca w rogu paprotka - samotna panna, której nikt nie zaprosił do tańca - zmienia się w kołyszącą nad egzotycznym morzem palmę. Świetliki w lampionach płonęły pożądaniem. - Świetnie pan tańczysz - szepnął do ucha elfa. - Taniec i muzyka przypominają beztroskie chwile. Papugi w klatkach trzepotały piórami, je także porwało mambo. Na tancerzy sypały się pióra, tęczowe konfetti.      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...