Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wieczór zapadł nad Polandią. Ulice miast i miasteczek rozświetliło błękitne światło z ciekłokrystalicznych monitorów. Wybrana w esemesowej elekcji prezydentowa Melba zmrużyła oczy i zaczęła z promptera czytać przesłanie do rodaków. Ciężko jej szło, gdyż nie była przyzwyczajona do wydobywania z siebie dźwięków na żywo. Była piosenkarką i jej głos, którym oczarowała mieszkańców Polandii był tworem komputerów i urządzeń miksujących. W rzeczywistości Melba szeleściła, miała jednak to szczęście, że przesłanie było no live.
-Przypudrujcze mnie noszek, bo szę w pizdeczkę szwieczi – skinęła noskiem w stronę makijażystek.
Nosek prezydentowej Melby był dziełem kalifornijskich mistrzów skalpela. Była z niego prawie tak samo dumna jak z silikonowych piersiątek w rozmiarze 102. Makijażystki na kolanach, żeby nie urazić majestatu dokonały przypudrowania. Prezydentowa przyjrzała się sobie w lustereczku i powiedziała.
-Dobrze, teraz mogę mówicz.
-Powinnaś się prezydentowo więcej uśmiechać. Ciemny ludek lubi uśmiechnięte babeczki – szef gabinetu dr Eustachy Konowalsky zastygł w pokłonie. Tylko on miał prawo do zwracania się w ten sposób do Melby.
Melba zgodziła się. Jednak uśmiech nie chciał zagościć na jej twarzy. Pojawiał się na chwilę, żeby jeszcze szybciej zniknąć.
-Rozszmieszcie mnie proszę, gdyż jestem bardzo szmutna. Niech ktosz opowie dowczip.
-Błazen! Gdzie jest błazen!
Błazen zniknął. Nie było czasu na szukanie go. Szef gabinetu chrząknął ze zdenerwowania.
-Zróbmy inaczej. Stanę z tyłu i będę cię trzymał za policzki.
-Doszkonale.

Godzinę później ciemny ludek zasiadł przed telewizorami. Uśmiechnięta bardziej niż zwykle prezydentowa mówiła z miłością w głosie.
-Kochani, kocham was, jesteście okey, tak wiele wam zawdzięczam, dziękuję za wasze esemesy. Wchodząc w świat polityki, byłam pełna obaw. Teraz mam swoje pięć lat! Kochani, dajecie mi niesamowitą energię, czuję ją, chcę śpiewać. Teraz, dla was, zupełnie na żywo, będę śpiewać. Kochani bawmy się, rączki do góry.


Kilka miesięcy później na ulice miast i miasteczek Polandii wyjechały inteligentne czołgi. Telefony komórkowe głucho milczały. 13 grudnia, roku 2081 był wyjątkowo mroźny. W przepełnionych murach byłych kościołów dogorywały techno-orgie.

Równo o godzinie ósmej na wszystkich kanałach pojawiła się dobrze twarz przywódcy Ligi Nadpolaków, Jana Bolesława Myckewicza. Mówił cichym, spokojnym głosem.
-Dziś w nocy obaliliśmy reżim Melby. Ogłaszam powstanie XII Rzeczpospolitej. Oświadczam też, że wszystkie zbrodnie z okresu Polandii zostaną wykryte, następnie zbadane przez komisje śledcze i wyjaśnione. Zbrodniarze poniosą karę. Nastąpi prawo oraz sprawiedliwość.
W tym momencie Myckewicz wyciągnął spod biurka głowę Melby. Uniósł ją; patrzył ze wstrętem.
-Ty szmato jebana, cóżeś uczyniła z tego kraju mlekiem płynącego, gdzież narodowy majątek za bezcen wyprzedan. Świątynie od stuleci na piastowskiej ziemi stojące zamieniłaś w burdele, w jaskinie zepsucia, złajdaczenia.
Myckewicz wzruszył się swoim przemówieniem i zapłakał. Po chwili wysmarkał się w biało-czerwoną chustkę i wrócił do przemówienia. Głowa Melby odwrócona tyłem służyła mu za podpórkę.
-Czterdzieści osiem godzin mają wszyscy posiadacze komórkowych telefonów na złożenie ich w depozycie narodowym do odwołania. Wszystkie stacje telewizyjne będą nadawać program zaakceptowany przez radę programową ds. mediów. Na terenie całego kraju wprowadzam całkowitą prohibicję. Nakazuje się też wszystkim obywatelom wywieszenie flag narodowych, na znak przynależności do szczepu. Domy, na których flag nie będzie, zostaną spalone.
Rodacy! Powiem wprost. Budżet naszego państwa został przez poprzednie władze roztrwoniony. Zwracam się w tej trudnej, dziejowej chwili o pomoc. Za moment na ekranie pojawią się numery kont bankowych. Przekazy należy opatrzyć dopiskiem: „Dar na cele narodowe”. A teraz weźmy się za ręce i zaśpiewajmy nasz nowy hymn:

„Łubu dubu, srutu tutu
bum cuk cyk
bum cyk cyk”

Opublikowano
Wybrana w esemesowej elekcji prezydentowa Melba, zmrużyła oczy i zaczęła z promptera czytać przesłanie do rodaków. - przecinek zbędny.
Była piosenkarką i jej głos, którym oczarowała mieszkańców Polandii, był tworem komputerów i urządzeń miksujących. - wtrącenie.
Makijażystki na kolanach, żeby nie urazić majestatu, dokonały przypudrowania. - wtrącenie.
Kochani, daje mi niesamowitą energię, czuję ją, chcę śpiewać.
Równo o godzinie ósmej na wszystkich kanałach pojawiła się dobrze twarz przywódcy Ligi Nadpolaków, Jana Bolesława Myckewicza. - dobrze...?
Uniósł ją patrzył ze wstrętem. - jakiś znak interpunkcyjny (może średnik?).
Zwracam się w tej trudnej, dziejowej chwili o pomoc. Za chwilę na ekranie pojawią się numery kont bankowych.


Dużo fajnych pomysłów. Z jednej strony zabawne, a z drugiej zmusza do myślenia (szczególnie o przyszłości "Polandii"). Czekam na więcej.

pozdr
Opublikowano

Fajne pomysły faktycznie są. Ale mam jak na razie dość śmiania się z polskiej rzeczywistości, a w szczególności - z polityki.
Oczywiście nic nie zarzucam tekstowi, prezentuje bardzo dobry poziom rzemieślniczy.

Pozdrawiam

Opublikowano

Hmm po przeczytaniu innych Twoich tekstów spodziewałem się chyba czegoś ciekawszego. Po pierwsze treść może się bardzo szybko zdeaktualizować, widać co się wokoło wyrabia, jak nasze kameleony szybko zmieniają poglądy. Za bardzo chyba skupiłeś się na doraźnej parodii. Jako tekst satyryczny ok, jako literatura mniej. Brakuje mi też tu rytmu charakterystycznego dla innych Twoich utworów. Chyba za bardzo skupiłeś się na "przerobieniu" rzeczywistości na dowcip a za mało na samej opowieści.

Opublikowano

fajne przemówienie, oparte na słowie ''kochani'', takie ala mandaryna ;) tyle, że jeżeli wcześniej wymykała jej się z ust jakaś specyficzna gwara to jakim cudem przeszła sceniczną metamorfozę?

opowiadanie trochę, mimo wszystko inne niż te do których nas przyzwyczaiłeś, śmieszne, ale tym razem mi tak bardzo się nie podobało. Może gdyby napisał to ktoś inny, ale po Tobie spodziewałem się fajerwerków ;)

pozdr.

Opublikowano

Dosyc zgrabna satyra. Tyle, że gdy człowiek spojzy a to co sie dzieje dookoła to raczej nie chce mu sie śmiac. Tylko ten Myckiewicz troche mi sie nie podoba bo to brzmi jakbys chciał kpic z naszego wieszcza, choc napewno nie miałes takiego zamiaru to i tak nieco razi.

Z ucinaniem głów to tez chyba przesada w Polsce jest coraz gorzeje, ale do takich barbarzyństw nie dojdzie z pewnoscią nigdy. Zreszta nawet ja zaczną obcinac ludziom aparaty myslenia to napewno nie bedą nimi wymachiwac przed kamerami.

Podobnie z hymnem, az takimi idiotami sie chyba nie staniemy, żeby ustanaiac chymn składajcy sie z wyrazów bez znaczenia "łubu dubu, srutu tutu".

Ale poztym tekst ok. Lubię political-fiction, wiec podoba mi sie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...