Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Maciek Róża i Karol Zmieniacki przebywali pod kioskiem, gdzie krótkie minuty przerwy spędzali na paleniu papierosów. W ramach oszczędności, palili jednego „camelka”. Do tej pory nie zaobserwowali, iż zawsze kończyło się na pięciu, po których czuli gotowość na kolejne 45 minut w szkole.
Byli smakoszami. Przywiązywali wielka wagę do tego rytuału. Nie lubili rozmawiać przy paleniu, w tym szczególnym momencie najważniejszy był dymek, który błogo rozchodził się po płucach. Dopiero po zakończeniu zaczynała kwitnąć rozwinięta konwersacja, którą poprzedzało pociągnięcie nosem i splunięcie na ziemię:
- Cholera, marny ten świat. – zaczął Maciek
- No.
- Każdy dzień wygląda tak samo.
- No.
- Pora wreszcie coś zmienić.
- No. – Karol nigdy nie był dobrym towarzyszem rozmów.
- Co teraz mamy?
- Chyba religię.
- Eee, to dawaj fajka.
I tak właśnie wyglądała u nich lekcja religii. Jednak, jak to mówi stare porzekadło „Każda kosa trafi na za twarde żyto”.

*

- Dzień dobry, czy to pani Emilia Róża? – Głos w telefonie był skrzekliwy i ranił uszy.
- Tak, przy telefonie. Czym mogę służyć?
- Nazywam się Joanna Kazimierz i jestem wychowawczynią pani syna. Otóż moim moralnym obowiązkiem jest poinformowanie, że Maciek był nieobecny na lekcji religii. Czy pani coś o tym wie?
- Tak wiem, źle się poczuł. – matka broniła syna. Skłamała wobec religii, jednak w dobrej wierze. Jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało.
- To następnym razem niech poinformuje mnie, to sama go zwolnię, dobrze?
- Oczywiście, przekażę mu.
- Dziękuję, do widzenia.
- Do widzenia.
Emilia Róża odłożyła słuchawkę. „Chyba skłamałam” pomyślała. Jednak nie roztrząsała tej kwestii, gdyż usnęła w mahoniowym fotelu.
Joanna Kazimierz odłożyła słuchawkę. „Chyba kłamała” pomyślała. Jednak nie mogła nad tym dłużej się zastanawiać, gdyż właśnie rozpoczynała się audycja Radia Maryja, którego wychowawczyni Maćka była fanką.

*

Znowu nikotyna krążyła w żyłach. Filozoficzne rozmyślania, przy kiosku i dymku. Za chwilę znane już pociągnięcie nosem i splunięcie:
- Cholera, marny ten świat.
- No. – Karol nigdy się nie zmieniał.
- Każdy dzie… Nieważne. Co mamy teraz?
- Chyba religię.
- Coś ostatnio matka mówiła, że wychowawczyni dzwoniła i skarżyła się, że nie byłem na religii.
- No. Do mnie też.
- To co, idziemy na lekcję?
- Chyba żartujesz.
- To dawaj fajka.
I tak wyglądały kolejne szkolne dni, w których planie lekcji znajdowała się religia. Jednak była jedna osoba, która postanowiła zainterweniować w tej sprawie. Dość już miała dowodów na obecność szatana w Maćku Róży i Karolu Zmieniackim. Osoba wierna armii ojca Rydzyka.
Joanna Kazimierz.

*

- Dzień dobry, pani Emilia Róża? – Głos był skrzekliwy oraz śmiertelnie poważny.
- Tak, przy telefonie. W czym mogę pomóc?
- Z drugiej strony Joanna Kazimierz.
- Wychowawczyni Maćka?
- Tak, dokładnie.
- Co znowu przeskrobał?
- Pani syn jest dzieckiem szatana…
- Że co?
-… i należy natychmiast przeprowadzić odpowiednie egzorcyzmy.
- Ale dlaczego, jak to?
- Przybędę do pani, z odpowiednim sprzętem, około godziny 18. Czy syn będzie wtedy w domu?
- Nie jest na treningu, wraca o 19, ale…
- To świetnie, zdążymy się przygotować. Wszystko wyjaśnię na miejscu. Proszę mi wierzyć, konieczna jest szybka interwencja. Inaczej może się to źle skończyć.
- Ale...
- Do zobaczenia.
Joanna Kazimierz odłożyła słuchawkę. Jeszcze raz sprawdziła, czy wzięła wszystko. Biblia, krucyfiks, woda święcona, czosnek, kołek, łopata… Jest wszystko. Oby się tylko udało. Ażeby się odpowiednio zmotywować, włączyła swoje ulubione radio – Maryja.
Emilia Róża, o dziwo, uwierzyła w słowa wychowawczyni Maćka. W końcu Joanna mówiła na tyle poważnym głosem, że to nie mógł być żart. Zaczęła więc gorliwie modlić się za swojego syna i przygotowywać do odwiedzin. W tym celu wstawiła wodę na herbatę. Biedna matka najwidoczniej nie miała pojęcia, na czym polegają egzorcyzmy.

*

Maciek zmęczony po treningu wszedł do domu. Rzucił klucze na ławę, torbę zostawił przy schodach i udał się do kuchni w celu zrobienia sobie kolacji.
Kiedy już przygotował posiłek, ruszył z nim do pokoju. Widok, który ukazał się jego oczom, po otwarciu drzwi, był co najmniej szokujący. Matka stała na wprost drzwi z wielkim krucyfiksem w ręku i szeptem recytowała wersety Biblii. Natomiast Joanna Kazimierz, czyli jego wychowawczyni (nie miał bladego pojęcia skąd się tu wzięła), zaczęła kropić go wodą święconą, krzycząc przy tym iście fanatycznie:
- Szatanie, opuść ciało tego biednego dziecka! Wracaj, tam gdzie twoje miejsce do czeluści piekielnych!
Nie wiedział również, co oznacza czosnek zawieszony na drzwiach, łopata stojąca w kącie pokoju oraz dwie filiżanki herbaty na podłodze.
Nie przejmując się zbytnio, wszedł do pokoju i zostawił przy łóżku torbę, którą zabrał podążając do swoich czterech kątów. Wychowawczyni wciąż krzyczała, jakby w transie:
- O Boże miłościwy, wypędź diabła z tego młodego chłopca! Niech jego dusza zazna wreszcie spokoju, a ten który go uwięził, niech płonie wiecznie w…
Trans przerwał głośny trzask. Trzask zamykanych drzwi. Michał wyszedł z pokoju, wraz ze swoimi kanapkami.
- To już koniec? – spytała nieśmiało Emilia Róża.
- Oj dziecko, to szczególnie trudny przypadek, nie obejdzie się bez prawdziwego egzorcysty…
- To ja może pójdę, zaparzę herbatę?
Joanna Kazimierz dziwnym wzrokiem popatrzyła na Emilię, wzruszyła ramionami i przystała na tę propozycję…

Ciąg dalszy (mam nadzieję) nie nastąpi

Opublikowano

Witam Adamie!!!
Tekst o tyle ciekawy, że nie kończy się zaskakująco. Wszystko kończy się jakichś fajerwerków.
Dla mnie na plus.
małe korekty:
- "Rzucił kluczę na ławę, torbę zostawił przy schodach i udał się do kuchni w celu zrobienia sobie kolacji." - rzucił klucze
- "Otóż moim moralnym obowiązkiem, jest poinformowanie, że Maciek był nieobecny na lekcji religii." - przed jest przecinek zbędny
- "Jednak nie mogła nad tym dłużej się zastanawiać, gdyż właśnie rozpoczynała się audycja Radia Maryja, którego wychowawczyni Maćka, była fanką." - również zbędny przecinek przed była.
- " Tak wiem, źle się poczuł. – matka obroniła syna." - może lepiej "broniła"
- " - Coś ostatnio matka mówiła, że wychowawczyni dzwoniła i skarżyła, że nie byłem na religii." - "skarżyła się" albo "żaliła się"
- "Do tej pory nie zaobserwowali, iż zawsze kończyło się na pięciu. Dopiero wtedy czuli gotowi do spędzenia kolejnych 45 minut w szkole. " - może lepiej byłoby tak :Do tej pory nie zaobserwowali, iż zawsze kończyło się na pięciu, po których czuli gotowość na kolejne 45 minut w szkole.

POZDR!!!

Opublikowano

całkiem niezły tekst, zabawny (ambitne dialogi się kłaniają;)) i właściwie pod względem technicznym nie mogę Ci wiele zarzucić. Ciekawa budowa postaci, pani której sposób myślenia został dobrze wyprany w audycjach radiowych; Chłopak jarał papieroski, mogłeś wspomnieć, na jakie to treningi uczęszczał, żeby było trochę jaśniej. Ogólnie na plus.

pozdrawiam freestyle'owcu ;)

Opublikowano

Materiał jest niezły zwłaszcza mono-dialogi pod kioskiem), ale chyba wymaga dopracowania.
W czym mogę służyć (dwukrotnie) - "czym mogę służyć", lub "w czym mogę pomóc"
Ponadto Maciek najpierw zostawił torbę przy schodzach, a potem koło łózka. Miał dwie torby, czy zapomniałeś, że ją wcześniej zostawił?
Michał wyszedł z pokoju, wraz ze swoimi kanapkami. -kanapki wyszły wraz z Michałem?

I jeszcze jeden błąd (sam go popełniam nagminnie): Jeśli w dialogu stawiasz znak (. ? !) to po pauzie powinno się chyba zaczynać z wielkiej litery?...

Opublikowano

No tak - najpierw dzięki, że ogólnie doceniłeś tekst.
'czym mogę służyć' zaraz się zajmę.
Z tą torbą to w ogóle większe zamieszanie. On ma pokój na górze, a torbe zostawił przy schodach, więc jak wracał do pokoju z kuchni to wziął ją ze sobą. Wcześniej było to wyjaśnione, ale jakoś tak nieciekawie wyglądało i usunąłem. Najwidoczniej będę musiał do tego wrócić.
Zdanie z kanapkami to taki żarcik ;)
Z racji Twojej wiedzy i doświadczenia w rzemiośle pisarskim, zdania po !? bedę pisał z wielkiej litery.

Dziękuję, że się zatrzymałeś i zwróciłeś uwagę na błędy
Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Czyżby tu było brutalne nabijanie się z wielkiej ideologii ojca Rydzyka? Byś się wstydził...

A tak na poważnie, to tekst świetnie się czyta. Zgadzam się z przedmówcami co do dialogów podkioskowych! Może niech ciąg dalszy jednak nastąpi?

Opublikowano

A gdzież tam. Nie nabijam się z ideologii ojca Rydzyka, jeno z fanatyczek, które swoją ideologią "tworzy" ;)
Dziękuję serdecznie za miłe słowa na temat opowiadanka.
A dalszy ciąg zależy od pomysłu, na razie brak, ale kto wie ;)

Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @wiedźma ... zegar zatrzymał się  jakby chciał coś powiedzieć  ONA cofnęła wskazówki    sama musi otworzyć siebie  popatrzeć jak przez okno  w NIEJ drzemie ...   jutro to nie fikcja  nie biega po parku  jest w NIEJ  jest wiele szufladek  otwierała niewłaściwe    najłatwiej wydać wyrok  myślę o ułaskawieniu ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • @Waldemar_Talar_Talar

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @violetta @wiedźma
    • Idzie… strzępy przestają mieć znaczenie, Znikają co krok, wśród katedr bez boga, Wokół wszędzie pogrzebane istnienie, Biały bezdźwięk, coraz większa ta trwoga.   Milczący nawet wobec własnych myśli,  Przemierza prerie ostrego powietrza, Szuka ich, bo chciał, by dawno już przyszli, Rozszarpują się nici jego wnętrza.   Tętent koni naprowadza go na szlak,  Ku ciemnej jaskini, na skarpę bytu, Mieszka tam ta, co rozprasza każdy ślad, Gdzie milknie echo ludzkiego zachwytu.   Rozpościera się skamieniałe gardło, Wnętrze co nie zaprasza, a pożera, Krtań zaciska się jak ciężkie imadło, Wnętrze Ziemi napomyka ta sfera.   Kapanie odmierza coś nieustannie, Koniec lub początek - to bez znaczenia, Czas powiedzieć osobistej madonnie, Swojej, mojej, twojej, dane życzenia.   Wychodzi z ciemni strażniczka końca, Zbliżyła się - nie skracając dystansu, Wyłania się z półcienia bez słońca, Oczy bez dna, nabiera dysonansu.   Przeszywa głębię, słyszy szept bez źródła: „Czego szukasz zagubiony młodzieńcze?” Stanęła bliżej, rozprzestrzenia się mgła. „Wyzwolenia.” - widzi oczy odmieńcze.   Dotyk zamyka linearność czasu, Ciało bez ciepła, jednakże nie martwe, „Zatem przystąpisz do tegoż romansu?” Zamyka oddech i przegryza warstwę.   Kontakt rozpuszcza granice cielesne, Obecność tak bliska, że znika przestrzeń, Dając i biorąc tortury bolesne, „Nastał już czas twoich najszczerszych zwierzeń.”   Kradzież tlenu dobija dostatecznie, by paść i zamknąć powieki ciężkawe, „Jestem tu by zamilknąć ostatecznie. By zakopać swoje jestestwo krwawe.”   Muśnięcie, które nie zostawia ciepła, „Zatem spełnię transcendentalną misję.” Rozpad bez bólu szykuje eksmisję, Krew w krwioobiegu natychmiast skrzepła.   Rozpad nie boli - bo nie ma już kogo, Cisza nie trwa - bo nie zostało już nic, I nawet śmierć nie pozostała sama, Tylko brak, który nie pamięta imion.
    • @Alicja_Wysocka @Waldemar_Talar_Talar @Berenika97                                                                              Dziękuję  za tak uważne i życzliwe czytanie. Bardzo mnie cieszy, że wybrzmiał ten moment zawieszenia - między tym, co było, a tym, co jeszcze może się odrodzić - bo właśnie w tej niepewności i nadziei chciałem ten wiersz zatrzymać. Nie chciałem niczego przesądzać ani zamykać w prostym wyznaniu, tylko zostawić miejsce na gest, na próbę, na ten jeden krok, od którego czasem zaczyna się wszystko od nowa. Miło mi też, że dostrzeżony został motyw niedokończonego tańca. Rzeczywiście zależało mi na tym, żeby nie tłumaczyć zbyt wiele, nie rozliczać, nie rozdrapywać, tylko wyciągnąć rękę. Czasem najwięcej dzieje się właśnie wtedy, gdy człowiek przestaje mieć pretensje, a zaczyna mieć odwagę, by jeszcze raz spróbować. Jeszcze raz dziękuję - za obecność, za odczytanie i za to, że dopisujecie do tych wersów własną wrażliwość.    Pozdr.
    • Witaj -  uśmiecham się  do gry  jaką prowadzi życie  - i tak trzeba grać   - fajny ciekawy wiersz -                                                                                                                Pzdr.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...