Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

gdzie Turów – pole niby tak jak wszędzie
lecz śnieg tu czasem aż do lata leży
jak kura jaka przysiądzie na grzędzie
i jajo zniesie biel pośrodku perzy
czy nie ma tutaj rolnika z traktorem
co by poradził sobie z tym ugorem?

nikogo z chłopów nawet nie poruszy
chęć dojścia prawdy - na cóż by i ona?
może nie śnieg to lecz uszczerbek duszy
co z nieba wypadł i do lata kona
a tu traktorem każą zaorywać
gdy boski okruch to musi być chyba

może by w skruchę albo pięć zdrowasiek
bo diabła warte to całe myślenie
opiszą jeszcze gdzieś w miastowej prasie
i zaczną zjeżdżać i gadać uczenie
więc miast traktorem tę tubylczą znajdę
skosić i związać należy kombajnem?

a potem w paczki i do Ameryki
tam za leżenie centa nie zapłacą
będzie musiało na zachodzie dzikim
prócz zoo zrobić z siebie super „macho”
i do Turowa wrócić za lat parę
i w sklepie płacić za jabol dolarem

ech głupi chłopek jeśli w wyobraźni
niesie go turem i skoczną zawieją
zerwanym kadrem niejeden się zbłaźnił
niejedno pole woli leżeć bielą
i jajem sadzić że to niebios brama
Turów na mapach – jak ta biała plama.

------------------------------------------------
od autora:
Turów – wieś na pograniczu dwóch powiatów
ciechanowskiego i przasnyskiego, obecnie
znajduje się tu placówka MONAR po
dawnej siedzibie LWP - część jednostki
łączności (stąd prawdopodobnie w czasach
PRL-u zagłuszali „Wolną Europę” i „Głos
Ameryki” ale to tylko domysły autora).

Opublikowano

Messa, no, do cholery, w końcu rozpisałeś się po ludzkiemu :))))
Wszystko pojąłem, zaśmiałem i podumałem, strasznie fajowskie rymy kończące zwrotki (poza 2? ;).
Zrobisz z tego album? (może zgadaj się z Markiem Wieczornym na fotografie - wyszłoby całkiem, całkiem).
pzdr. b

Opublikowano

hm...
jakiś rozdźwięk "ideowy"
bo w pierwszych trzech strofach...sama słodycz i radość
ty masz wyobraźnię ... aż mnie zazdrość bierze

a potem nagle...ta Hameryka
czyżbyśmy już tam wszystko...
i dziewiczość naszą
ja bym te fragmenty...wycięła..w pień:)

ale ja nie muszę mieć racji
i tak serdecznie pozdrawiam
seweryna

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „Dawno Cię Włodku tu nie widziałam. Jakieś kłopoty miałeś ze zdrowiem? Łódka wciąż sama przy kei stała.   Co z Tobą było, proszę opowiedz.” „No cóż, choróbsko się przytrafiło. Nie zgadnie tego nawet jasnowidz.   Ile już badań, zastrzyków było. Cztery tygodnie to trwało przecież.” „Czy już po wszystkim? Jak się skończyło?”   „Weterynarz wyleczył nam Decię i znów cała załoga w komplecie.”
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      okazuje się, że tej zadumie ojkofob nie ulega, często jest nawet wrogo do niej nastawiony. Pozdraiam.
    • ... i wszystko wytrzyma :)
    • - I goni, miel kopyta! - A typ oklei mi nogi?
    • Siedziałem w jego gabinecie jak uczniak przyłapany na zapleczu szkolnego boiska na paleniu papierosów.  Byłem zesztywniały i spięty.  Nogi i stopy miałem ściśle złączone. W łydkach czułem ból napięcia ścięgien. ręcę trzymałem blisko tułowia  a dłonie oparłem na drżących kolanach. Dłonie były lodowate a zarazem spocone. Nie drżały jednak. Były bladoniebieskie.  Jak u trupa,  wyciągniętego z chłodni prosektoryjnej. Usta podobnie. Były nieruchome. Bo nie miały ochoty na tą rozmowę. Oczy wbiłem w punkt na ścianie. Jakiś jego dyplom  z zamieszłych czasów postudenckich.     W tym byłem dobry. Budziłem się z uczuciem porażki. Tego, że nie udało się odejść w spokoju. W namiastce snu, który zastępował odpoczynek. A potem ze łzami  ledwo siadałem w nogach łóżka i wbijałem wzrok w ścianę bądź okno. Widziałem jedynie biel ściany  lub na zmianę błękit bądź szarość nieba. Moja świadomość pojmowała  tylko te trzy kolory. No i jeszcze czerń  jaką była choroba mojego umysłu.     Samotność jest szara, krew rubinowa, nawet śmierć w swej antycznej postaci  wydaje się mieć jaśniejszy odcień płaszcza. A mój umysł to rdzeń reaktora mroku. Już dawno uległ awarii. Jeszcze nie wybuchł ale jest uszkodzony na tyle, by wylewały się z niego całe tony nieprzejrzystej mazi. Trującej zdrowe komórki, napromieniowanej izotopami, które mnie rozpuszczają i trawią od środka. I nie da się tego zatrzymać, cofnąć. Usunąć skutków awarii. Można jedynie wyłączyć reaktor. Zabić rdzeń. Uciszyć na dobre życiową reakcję. Reakcję łańcuchową.     Bo jestem więźniem skutym łańcuchami. Palą mnie ich ogniwa. A składają się przecież ze wspomnień. Dni i lat straconych na wieki. Człowiek jest na tyle rozwiniętą istotą, że czuję kiedy zbliża się koniec. Mój nadchodził. Pytał mnie dziś o tak wiele spraw. A jakie to ma znaczenie? Pytał czy myślę o tym. Ja niczego innego nie pragnę. Czy chciałbym wyzdrowieć? Nie. Chcę tylko umrzeć. Chce się poddać na własnych zasadach. Złożyć broń i dać się rozstrzelać. Przegrałem i nic tego nie zmieni. Czuję się jak ostatni,  ukrywający się w dżungli partyzant. Mam świadomość klęski  ale ukrywam się nie po to  by oddalić od siebie tą myśl a po to by nie zdradzić samego siebie. Ale pierścień pościgu się zawęża. Pewnego dnia świat mnie znajdzie i zaprowadzi pod mur albo na szafot.     Dlatego staram się nie być sobą. Mam swoje światy i osobowości. Tak wiele urojonych fantazji, które zastępują mi rzeczywistość. Przekupiłem go dziś kolejnym kłamstwem, byle tylko nie wylądować w izolatce. On się gubi. W moich zeznaniach, wspomnieniach, symptomach i objawach. Czasami mówi,  że sam dostaję przy mnie psychozy. Śmieję się z tego, ale najchętniej bym go zabił, bo jakąś część mnie  uważa to za najlepsze wyjście. Lepsze od leków i terapii. Bo jeśli coś mi pomaga  to nienawiść do ludzi. I litry znieczulenia w alkoholu. Wtedy moje myśli są twórcze. Pijane z radości.     Jakie jest największe kłamstwo  jakie mógłbyś mi dziś powiedzieć, zapytał. Przysięgam, że nie mam przy sobie broni. Poczym sięgnąłem powoli  za pasek od spodni. Wyciągnąłem pistolet i zanim zdążył wezwać pomoc  lub wyrwać mi broń  strzeliłem sobie w skroń. Padając martwym na jego biurko. Dla mnie wojna dobiegła końca.        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...