Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Karetka zjawiła się wyjątkowo szybko. Dwaj sanitariusze umieścili kobietę we wnętrzu ambulansu. Pojazd odjechał, rozbrzmiewając charakterystycznym, świdrującym sygnałem.
Siedziałam na ławce w pobliżu kamienicy, gapiąc się tępo w stronę tętniącego życiem supersamu, usytuowanego po przeciwnej stronie ulicy. Ludzie wchodzili, wychodzili pchając pełne wózki w stronę swoich samochodów; ci mniej zamożni dźwigali ciężkie siaty z grymasem udręczenia na twarzach. Wśród zgiełku uwijali się chłopcy parkingowi, prowadząc własną kampanię reklamową, mającą na celu złowienie jak największej liczby klientów. Co i rusz słychać było wiązankę przekleństw, rzucanych w ich kierunku przez wściekłych właścicieli aut.
- Jak się czujesz? – Michał dotknął mojej dłoni. Wróciłam do rzeczywistości i na nowo poczułam ból we wszystkich członkach mojego ciała.
- Trochę lepiej – uspokoiłam go – możemy jechać? – zapytałam, całkiem już odzyskując przytomność umysłu.
- Na pewno? – przyjrzał mi się badawczo, chcąc rozwiać wątpliwości.
- Jasne. Spadajmy stąd – wstałam angażując resztki energii, jaka mi pozostała.
Właśnie odjeżdżaliśmy, gdy pod kamienicę, w której mieściło się biuro Kleczkowskiego zajechał policyjny wóz. Wzdrygnęłam się.
- Co jest, Magda? – spytał Michał, nie odrywając oczu od szosy.
- Patrz, wystarczyło wsiąść do samochodu minutę później, a mielibyśmy jeszcze na głowie gliniarzy.
Spojrzał we wsteczne lusterko i parsknął śmiechem.
- Daliśmy nogę, mówiąc delikatnie – zażartował, zaraz potem jednak spoważniał – nie wiem tylko, czy to był dobry pomysł – dodał z nutą wątpliwości.
- No, coś ty?! – wzburzyłam się – niech idą do cholery.
Wciągnął powietrze, po czym zaczął je wypuszczać, wydymając przy tym śmiesznie policzki. Minę miał nietęgą.
- Zdajesz sobie sprawę, że mogą chcieć z nami rozmawiać? – powoli cedził słowa – szczególnie z tobą – zaakcentował.
Wkurzał mnie coraz bardziej. Spojrzałam na niego spode łba.
- Nie ja! Rozumiesz? Nie ja podłożyłam bombę w jego samochodzie! – wytrajkotałam szybko, jakbym się bała, że owa wypowiedź może nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
- Oj, Magda – zniecierpliwił się Misiek – chodzi o to, że... – jego czoło pokryły krople potu - ... sprawa, którą prowadził Kleczkowski dotyczyła bezpośrednio twojego ojca. To naturalne, że w trakcie śledztwa będą chcieli ustalić, z kim się ostatnio kontaktował.
- Chcę do domu. Nic więcej mnie w tej chwili nie obchodzi – poszłam w zaparte. Drżałam na samą myśl o tym, że Michał zechce tam wrócić.
„Nie, nie i jeszcze raz nie!” – powtarzałam w myślach, jak jakąś mantrę.
- Przynajmniej weź to pod uwagę – nie dawał za wygraną.
- Mam to gdzieś – warknęłam – nikt nie będzie mi dyktował, co mam robić – palnęłam już całkiem bez sensu.
- Kobieto, wyluzuj – zjechał na pobocze i zatrzymał się – ja tylko stwierdzam suche fakty – przyglądał mi się takim świdrującym wzrokiem, że miałam ochotę walnąć go w łeb.
Świadomość, że tym razem facet ma po prostu rację, doprowadzała mnie do szewskiej pasji.
- Może pójdziemy gdzieś napić się kawusi, albo co? – próbował załagodzić – o, patrz tam jest jakiś zajazd – wskazał mały drewniany domek, niedaleko szosy.
- Daj spokój, dopiero, co wyjechaliśmy – zaoponowałam – wolałabym jak najszybciej znaleźć się w domu.
- Dobra – kiwnął głową, widząc, że i tak nic nie wskóra – a więc gaz do dechy i ruszamy.
Resztę drogi przejechaliśmy w milczeniu, trawiąc własne myśli, krążące nad nami, jak wygłodniałe sępy. Dochodziła siedemnasta, gdy dotarliśmy do domu. Wysiadłam z samochodu i rzuciłam Michałowi oschłe „cześć”. Trzasnęłam drzwiczkami i tyle mnie widział.
Nie czekając na windę, wbiegłam po schodach na czwarte piętro. Wpadłam do mieszkania, rzuciłam torebkę na stolik i skierowałam się w stronę kuchni. Maks podreptał za mną ze smutną miną, wyczuwając zapewne mój podły nastrój. Z pokoju obok jak zwykle dochodził odgłos telewizora, włączonego na cały regulator. Dzieciaki nawet mnie nie usłyszały. Mama wyjrzała z łazienki:
- Cześć. Jak wyjazd? – zapytała wycierając ręce.
- Ujdzie – burknęłam. Wyjęłam z szafki dwa kubki – zrobić ci kawy? – zapytałam.
- Aha, tylko słabiutką – zaznaczyła – piłam już dzisiaj.
- Jasne – wrzuciłam dwie czubate łyżeczki do mojego kubka, a mamie tylko jedną płaską.
- Co, randka się nie udała? – zagaiła mama, siląc się na żartobliwy ton.
Zaparzyłam kawę i spojrzałam na nią przeciągle.
- Nie było żadnej randki – odparłam lodowato. W całym mieszkaniu temperatura spadła chyba o kilka stopni – musimy porozmawiać – oznajmiłam sucho, unikając jej wzroku.
Bałam się, ale w tej sytuacji nie mogłam niczego ukrywać. Wszystko było pogmatwane. Czułam, że sama sobie z tym nie poradzę.
- Tak? – spojrzała pytająco.
- Jest taka sprawa... – zaczęłam się jąkać - ...e, właściwie nie wiem, od czego zacząć...
- Najlepiej od początku – odparła matka wpatrując się we mnie. Jej policzki pokrył intensywny rumieniec. Chyba udzieliło jej się moje zdenerwowanie.
- Ktoś dalej prowadzi sprawę ojca, a mówiąc ściślej właśnie zakończył. Przed trzema godzinami wyleciał w powietrze – puściłam serię, jak z karabinu maszynowego.
Mama stanęła jak wryta, otwierając szeroko usta.
- J...jak to? Nie rozumiem – wymamrotała zdumiona.
- Tak to, po prostu – wyjaśniłam lakonicznie – facetowi znudził się ziemski padół i poleciał sobie w kosmos – paplałam bez sensu – takiemu to dobrze, ma święty spokój.
- Ale zaraz, jak się dowiedziałaś? Kto ci powiedział? – pytała gorączkowo.
- Telefonował do mnie wczoraj i prosił o spotkanie. A dzisiaj odleciał w przestworza. Czujesz blusa? - podniosłam głos – akurat dzisiaj, to się nazywa pech.
- Nie ogarniam, nie ogarniam – kręciła głową mama. Przez moment nawet żałowałam, że ją w to wtajemniczyłam.
Naszą rozmowę przerwał dzwonek telefonu. To był Michał.
- No, co tam? – zapytałam niezbyt uprzejmie.
- Wpadnij na małego drinka, mam pewien pomysł – zaproponował.
- Jaki pomysł – mruknęłam znudzona. Na dzisiaj miałam już dość wrażeń.
- Powiem Ci, jak się spotkamy. Zejdź na dół za dziesięć minut. Będę na ciebie czekał.

Opublikowano

Pedro - dzięki za komenta, a tak przy okazji to chciałabym nawiązać do Twojego komenta z części III. Ciekawy byłeś, czy się domyślę. Poniżej cytuję moją odpowiedź:

[Wiesz Pedro, dumam właśnie nad tym, co mi napisałeś. Chyba już wiem, co zmienię:
- przede wszystkim zdania nie zaczyna się od "A"
- troszkę przetasuję ten dialog, daj znać, czy tak będzie lepiej
Dzięki Wodzu i pozdrawiam serdecznie/B.
"- Jeśli chodzi o stare sprawy...
- Daj spokój - przerwałam zdecydowanym gestem - zamknięty rozdział.
- Jasne - skinął pojednawczo - gdybyś jednak chciała... - ciągnął z uporem maniaka.
Spiorunowałam go wzrokiem.
- Zamknij się wreszcie i róbmy ten obiad" - coś w tym rodzaju, będzie lepiej? :-)]

Jeszcze raz dzięki i pozdrawiam/B.

  • 3 miesiące temu...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   24 czerwca 2023

       

        Przeżyłam. Myślałam, że umrę, ale przeżyłam. Gdyby mama nie trzymała mnie za rękę, byłabym pewna, że już jestem martwa.

        Kiedy ratownicy weszli do domu, wszystko wydawało się snem. Głosy się rozlewały. Z ledwością podnosiłam powieki. Czułam spalony szpinak, który gotowałam chwilę wcześniej. Pytali mnie, co brałam. Nie byłam w stanie im powiedzieć. Język mi spuchł, a ciało zesztywniało. Na noszach znosili mnie do karetki. To był trzeci raz, jak jechałam karetką, ale pierwszy na sygnałach.

        Na SORze odzyskałam mowę. 

        - Fenibut - powiedziałam lekarzom.

        Do tej pory mnie trochę bawi, że musiałam im tłumaczyć, co to jest. Znalazłam to gdzieś w internecie. Pisali, że to sowiecki lek uspokajający, neuroprzekaźnik receptorów GABA. Miał działać jak pregabalina. UWIELBIAM pregabalinę. To prawie jak alkohol, ale jest lepsza. Nie chodzi się po niej na skos i nie sepleni jak kaleka.  

        Chyba powinnam się przedstawić. Cześć, jestem Laura, a to jest mój dziennik. Mam dwadzieścia lat i jedyne osiągnięcie na moim koncie to wygranie konkursu recytatorskiego w pierwszej klasie liceum. Jestem ćpunką. Ale nie taką zwykłą, co bierze wszystko jak leci. Nie, ja lubię wiedzieć. O wszystkim, co biorę, czytam. Wiem, jak co działa, z czego jest zbudowane i jakie są konsekwencje ćpania tego. To ważna wiedza, gdyby coś poszło nie tak (wczoraj poszło k o s m i c z n i e źle). Szkoda, że nigdy nie byłam dobra z chemii. Tak to bym poszła na studia. Może w przyszłości stałabym się drugą Lori Arnold albo Walterem White’em. W sumie mogłabym iść na ASP, tyle że ciotki mi powtarzały, że po tym to tylko malowanie portretów na Krupówkach.

        Nie wiem, czy ktokolwiek poza mną przeczyta ten dziennik, ale jeśli tak - niech uczy się na moich błędach. Narkotyki to ścierwo, a ja zrozumiałam to za późno. Teraz leżę w psychiatryku i wątpię, że szybko mnie wypuszczą. 

        Zadomowiłam się na oddziale. Nie jest najgorzej. Pielęgniarki są miłe, uśmiechają się do mnie, kiedy przychodzę po papierosa. Nie możemy ich trzymać przy sobie, wydzielają nam po jednym co godzinę i to jest najbardziej przejebane. Jedzenie też mają dobre, nie to, co na innych oddziałach. Kiedy leżałam na nefrologii, dawali same pomyje.

        Miałam w planach przespać cały pobyt tutaj i obudzić się, gdy odejdą głody. Staram się nie myśleć o kreskach i blantach, ale one same do mnie przychodzą. I Dawid nie pomaga. Jeszcze trzy dni temu piliśmy razem wódkę, a teraz jest tu razem ze mną, bo pomieszał perazynę z alkoholem i fetą. Twierdzi, że ledwo go odratowali, ale ja wiem, że buja. Mógł co najwyżej dostać niewydolności wątroby. A zamknęli go, bo jest po prostu pieprznięty.

        Przed chwilą wołali na leki. Teraz papieros. Dają mi te same tabletki, co przepisał mi psychiatra, tylko dawkę zwiększyli. Przyjmuję to z ulgą, bo będzie się lepiej spało. 

        Kończy się pierwszy dzień mojej trzeźwości. To przerażające. Odkąd pamiętam, jestem na haju. Zawsze załatwię sobie pieniądze. Jeśli nie biorę od mamy, to daje mi babcia. Do tej pory nie wiedziały, na co wydaję. Żle, że się dowiedziały. Nie, nie mogę tak myśleć. Przecież chcę z tego wyjść. Kurwa, Laura, tak będzie dla ciebie lepiej, zrozum to wreszcie!

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • RZEŹBIARZ SŁÓW   Słowa grube i nieociosane bez obrazu i jakieś bez fantazji, niebyłe, te, które się rodzą samotnie gdzieś nad ranem w głowie bezdomnego poety, są tylko gwiezdnym pyłem.   Dłutem pióra zryte bezlitośnie, z krwawych wiór się otrząsają powoli, czasem się wynurzają z zachwytem, innym razem ze wstydem gasną gdzieś w kącie powoli.   A rzeźbiarz rozhulany w swej samolubnej pasji, tnie tępo i układa niezrozumiałe wyrazy, nieważne czy ktoś je obudzi z ciepłem do życia, on rzeźbi piórem zbolałym, i serca delikatne parzy.   Wiór ściele się gęsto pod krytyki butem, czasem słowo sękiem grubym się ze strachem broni, on już nie dba o zbędne detale, o już wie, jaka myśl się na bieli kartki strachliwej wyłoni.   Nagle wrażliwość chwyta aroganta za serce, być może zmarnował z słów myśli surowe, już za późno gdy rylec pióra złamany bólem, już na karcie obraz oprawcy gotowy.   Bogdan Tęcza.
    • @Tectosmith szokować?  Chyba mnie przeceniasz  @Waldemar_Talar_Talar dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      @Amber bardzo dziękuję Bursztynku za czytanie @tie-break myślę że w czasach które opisuję postrzeganie miłości bliskości było nieco inne  Ludzie znacznie bardziej skupiała się na cielesności niż na emocjach  Dziękuję za tak fantastyczny komentarz  Bardzo mnie cieszy Twoja obecność pod moimi tekstami  Pozdrawiam serdecznie
    • @Tectosmith

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Moja opinia o wrzuconym wierszu nie jest pewnikiem, tylko wyłącznie moją subiektywną opinią. Jeśli masz inną, po prostu to napisz. 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      To jest naprawdę dobre - wskazujesz mnie jako osobę nie rozumiejącą tego, co napisałeś:      To napisałeś Ty i wiem (serio), że chodzi o to, że jesteś autorem książki i prawie tysiąca tekstów.      Autorce podoba się bardzo wiele i nie wnikam w jej gusta.      A niby dlaczego? Dlaczego mam nie kwestionować Twojego osądu? Dlaczego miałbym przyjmować Twoje słowa za pewnik?  Jak już napisałem - bycie autorem zobowiązuje do utrzymania spójności w przekazie. 
    • senne imaginacje jak szum zielonego morza i kłosy na dłoni...   ze wszystkich stron czuję puls i oddech   drżenie po zmroku duchy zjawy upiory uklękły oszronione pajęczyną próbują  zwrócić na siebie uwagę   za kilka sreber  rozłożona  na świeżym śniegu  przy ulicy świętej zziębniętej kurwy nędzy   radość  podzielona na wiele osób jak papierowe lampiony  przebija błękit nieba i szybko gaśnie   życie czasami lubi żarty  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...