Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Beata czytając zapowiedzi kinowe ujrzała plakat reklamujący film „Ono”.

- Słyszałem, że to piękny film. – stwierdził Mateusz zatrzymując się przy niej.
- Tak? A o czym?
- Młoda dziewczyna jest w ciąży i dowiaduje się od lekarza, że dziecko już słyszy to, co dzieje się na zewnątrz. Postanawia ukazać mu piękno świata i zaczyna z nim rozmawiać. Świetna muzyka do tego i podobno całkiem niezłe zdjęcia. Co Ci jest? Źle się czujesz?... Beata?

Dziewczyna słysząc opis filmu straciła kontakt z rzeczywistością i wróciła myślami do gabinetu lekarskiego „przykro mi...”, „W większości przypadków kończy się to śmiertelnie”. Przed oczami stanęły jej zdjęcia wyskrobanych płodów, które pokazywała jej kiedyś koleżanka – zagorzała przeciwniczka aborcji.. Zaczęło ją mdlić do nieprzytomności. Mateusz widząc, że zaraz zemdleje chwycił ją w pasie i odprowadził na pobliską ławkę.

- Beata! Ocknij się dziewczyno, co Ci jest? – ale nie była w stanie nic powiedzieć, ledwo go słyszała, wciąż kotłowały się jej słowa lekarzy „to nieuleczalne, ...dziecko na pewno będzie chore”, „...chyba nie chce go pani skazać na męki?”, „Skrzywdziłaby je pani...”.
- Nie.. – szepnęła.
- Co nie? Wzywam pogotowie. – Mateusz wybrał odpowiedni numer i zdał relację z niepokojącego stanu Beaty. Dyżurny obiecał, że za kilka minut przyjedzie na miejsce karetka. – No już... spokojnie Beatka, trzymaj się. – jednak blada dziewczyna ledwo siedziała podtrzymywana przez jego ramię, oczy nabrzmiałe łzami tępo patrzyły przed siebie a ustami co jakiś czas łapała płytki oddech lub wypowiadała „nie.. nie”.



Po ośmiu minutach lekarze z karetki dotarli na miejsce.

- Może pani iść?
- Nie sądzę – odpowiedział za Beatę Mateusz.
- Stoimy niedaleko, przeniesiemy ją. – sanitariusze zaprowadzili słaniającą się na nogach dziewczynę do karetki.
- Jest pan jej krewnym?
- Nie.
- A może pan zawiadomić kogoś z rodziny?
- Zajmę się tym jak dojdzie do siebie. Do którego szpitala ją zabieracie?
- Do Kopernika. Janek, jedziemy! – krzyknął sanitariusz do kierowcy, ale wtedy Beata zaczęła krzyczeć. Mateusz chwycił zamykające się drzwi karetki:
- Co jej jest!?
- Proszę mi powiedzieć, co panią boli. – Beata zwinęła się na łóżku trzymając się za brzuch.
- Jak ona ma na imię?
- Beata.
- Beato, boli cię brzuch? Połóż się. Wcześniej zdarzały Ci się takie bóle? – gdy lekarz sprawdzał stan Beaty sanitariusz tłumaczył Kubickiemu, że nic tu nie pomoże i muszą już jechać do szpitala.

Drzwi do karetki zamknęły się z hukiem. Pojazd ruszył i po chwili zniknął za zakrętem pozostawiając Mateusza na ulicy. Stał chwilę analizując, co się przed momentem stało, po czym ruszył w kierunku Targu Rakowego, gdzie zostawił samochód.
Przepełniała go troska o dziewczynę, której nie potrafił sobie wytłumaczyć. Czuł wyraźną chęć pomocy Beacie. Blisko godzinę temu śmiała się z jego opowieści o nieudanym wypadzie na ryby a teraz?



- Pani Beato, proszę się uspokoić.
- Nie, zostawcie moje dziecko, nie zabijajcie go! – zaczęła się szamotać w karetce nie dając się lekarzowi przebadać.
- Chcemy Ci pomóc, nikt nie wyrządzi krzywdy Twojemu dziecku.

Beata rozpalonym wzrokiem obrzuciła wnętrze pojazdu i mężczyzn. Starała się wyrównać oddech, gdy nagle ogarnął ją silny ból podbrzusza. Podano jej leki przeciwbólowe i uspokajające, które po chwili wprowadziły ją w półsen.


Mateuszowi udało się w miarę szybko dotrzeć do szpitala, jednak nie bardzo mógł się zorientować, co się dzieje z Beatą.
- Przepraszam, czy nie wie pani gdzie zabrano pacjentkę z ostrym bólem brzucha?
- Naprawdę nie wiem, dopiero tu przyszłam. Niedawno przywieźli tu jakąś dziewczynę, ale była nieprzytomna.
- Aha, a gdzie ją przewieźli?
- Tam. – kobieta wskazała palcem szeroki korytarz, którym Mateusz pospiesznie ruszył.

Dowiedział się jednak tylko tyle, że Beacie robią w tej chwili badania i będzie mógł do niej wejść dopiero po ich zakończeniu. Czekał więc.

Kwadranse ciągnęły się Mateuszowi w nieskończoność, więc gdy już nie mógł usiedzieć na miejscu spacerował po holach oglądając porozwieszane broszurki i plakaty.
Tymczasem lekarze starali się pomóc Beacie.


- Co z moim dzieckiem?
- Na razie jeszcze nic nie wiemy. Zaraz zawieziemy panią na USG.
- Pani doktor... proszę mi powiedzieć, czy matka - przyszła matka i jej nastawienie do dziecka ma na nie wpływ?
- Ma. I to spore znaczenie. Także proszę być dobrej myśli. – lekarka uśmiechnęła się do Beaty i dalej przeglądała wyniki morfologii. – Opowie mi pani, co się stało?
- Ech... To wszystko moja wina.
- Niekoniecznie, proszę mi dać to pod rozwagę.
- Jutro miałam mieć zabieg.
- Jaki? – dopytywała się lekarka, jednak Beata nie potrafiła ukryć łez. – Spokojnie pani Beato, proszę się nie denerwować. Na jaki zabieg miała się pani udać?
- Dziecko... jest chore. Moja ginekolog stwierdziła poważne wady i uznała, że najlepiej będzie... je usunąć – powiedziała niemal szeptem. – Prosiłam o powtórzenie badań, ale nic to nie dało. Ja nie chciałam tego dziecka. Nie jestem gotowa na bycie matką! – Beatę znów zaczęły ogarniać silne emocje – Ono wyczuło, że go nie chcę! I teraz...
- Pani Beato jest mi strasznie przykro, ale to nie pani wina. Zaraz wykonamy szczegółowe badania i zobaczymy, czy sprawa jest na tyle poważna, że trzeba się posunąć do tak drastycznych metod.
- To znaczy, że jest szansa..?
- Trudno mi ocenić. A jakie wady wykryto?
- Och... nie mam przy sobie tych wyników, tam były takie skomplikowane nazwy... jakiś zespół Pea... Och, naprawdę teraz nie pamiętam.
- Nie szkodzi, sami się dowiemy. Proszę teraz się położyć, zaraz przyślę do pani pielęgniarkę, która zaprowadzi panią do zabiegowego.
- Ale jak się dowiedziałam, jaka to jest straszna choroba...
- Proszę się nie denerwować, wszystko dokładnie sprawdzimy. A... powie mi pani jeszcze, z usług jakiego gabinetu ginekologicznego pani korzysta?
- Słucham? Ach... tak, oczywiście. Z prywatnego gabinetu ginekologicznego doktor Dobrawy Milewskiej.
- W takim razie skonsultujemy z nią wyniki badań. No, pani Beato, tylko spokojnie, bądźmy dobrej myśli.
- Dziękuję, pani doktor. – Beata słabo uśmiechnęła się do wychodzącej lekarki. Pomyślała, że może warto mieć jeszcze nadzieję?


Mateuszowi w końcu pozwolono odwiedzić Beatę. Na w pół leżała w sali z pięcioma innymi pacjentkami.
- Dzień dobry paniom.
- Dzień dobry – odpowiedziały niektóre.
Natomiast Beata spojrzała na niego tak, jakby nie poznawała. Zaskoczona, że zbliża się do jej łóżka spytała:
- Pan do mnie?
- No, a do kogo Beato?
- To my...? Och! Przepraszam Cię najmocniej. Zupełnie wypadło mi z głowy, że..
- Nic nie szkodzi, rozumiem. Jak się czujesz? – odpowiedziało mu ciężkie westchnienie.
- Czekam na wyniki...
- Ale co się stało? Dlaczego tak nagle...
- Jestem w ciąży. – przerwała mu. Mateusz nie zdołał ukryć zdziwienia. Jednak po chwili się opanował, jego twarz nabrała surowszego wyrazu.
- Czy... z dzieckiem wszystko w porządku?
- Nie wiem... – Mateusz bardziej się domyślił niż usłyszał dziewczynę.
- Na pewno wszystko jest dobrze.
- Nie jest.
- Jeszcze nic przecież nie wiesz.
- O to chodzi, że wiem.
- Więc? Co jest nie tak?

Beata jednak nie miała sił znów o tym rozmawiać. Odwróciła głowę w stronę okna. Mateusz zrozumiał, że nie powinien naciskać.
- W takim razie poczekamy na dokładniejsze wyniki.
- Nie musisz tu ze mną być.
- Muszę. Chcę. – dodał po chwili.
- Dziękuję...
- Powinnaś zawiadomić rodzinę. – Beata uświadamiając sobie, co by to oznaczało przestraszyła się.
- Nie, przecież nie mogą wiedzieć!
- Nic nie wiedzą o ciąży?
- Och, nie patrz tak na mnie. Wiem, co sobie myślisz. Młoda, głupia i naiwna dziewczyna! Boi się powiedzieć własnym rodzicom o tym, że zostaną dziadkami. Na pewno wpadła! I to z jakimś nieodpowiedzialnym szczeniakiem i teraz...
- Przestań, na Boga! Co Ty dziewczyno wygadujesz? Nic takiego nie myślę. – skołowana Beata patrzyła na niego z niedowierzaniem. – Wcale tak nie uważam.
- Nie..?
- Nie. Połóż się, powinnaś odpoczywać. Nie możesz się tak unosić. Masz w sobie nowe życie.
- Mam... – Beata dała się ułożyć wygodniej w łóżku. Położyła ręce na brzuchu i przymknęła na chwilę powieki. Mateusz dotknął jej czoła, ale w tym momencie otworzyła oczy i z przerażeniem krzyknęła – Nie! – Mateusz przytulił ją do siebie.
- Spokojnie. Nie możesz się denerwować. Masz myśleć o czymś przyjemnym.
- Ale ja...
- Nic już nie mów. Najważniejsze byś wróciła do równowagi. Spróbuj zasnąć.
- Nie mogę. Od razu widzę... Och, to jest takie straszne! – Beata wtuliła się w niego i nie chciała puścić. Czuła się bezpiecznie zapominając o tym, że jeszcze rano nawet nie znała tego człowieka.

- Pani Krzemieniecka?
- Tak? To ja. – Beata ożywiła się z nadzieją wpatrując się w nowoprzybyłą lekarkę.
- Mam już rezultaty wszystkich badań. A pan, to...?
- Nikt z rodziny, właśnie wychodziłem. – po czym dodał do Beaty – Będę czekał na korytarzu.
- Dzięki. – obie poczekały, aż Mateusz zniknie za drzwiami od sali. – I jak pani doktor?



c.d.n.

Opublikowano

Niezła kontynuacja, choć wciaż nie rozumien tytułu.

"zaprowadzili snującą się na nogach dziewczynę do karetki." chyba "słaniającą."

"Kwadranse ciągnęły się Mateuszowi niczym ser z gorącej pizzy"

Skojażenie dosc trafne, ale jakos nie pasuje mi do reszty opowidania, które utrzymane jest w tonie dość poważnym, nie żartobliwym.

Pisz dalej i nie kończ happyendem, bo to rzadko dobrze wypada. Przynajmniej wedłóg mnie.

Opublikowano

nie podoba mi się kilka zdań:

1)"Dziewczyna jednak słysząc opis filmu straciła kontakt z rzeczywistością i wróciła myślami do gabinetu lekarskiego" tu chyba nawet jest zła składnia prawda? Możę się mylę ale to "jednak" mi tu nie pasuje wyraźnie.

2) Kwadranse ciągnęły się Mateuszowi niczym ser z gorącej pizzy,

Nie podoba mi się to porównanie...

I tam gdzieś powtarza się jeszcze: po sobie zemdlał i mdli,

jakoś tak nie bardzo, choć przyznaję, że przeczytałem pobieżnie bo temat ten kompletnie mnie nie interesuje. "Ono" czytałem kilka razy, a film jest beznadziejny jak "aktorka", która tam występuje, bo do gry jej strasznie daleko". Chyba Bella jak dobrze pamiętam.

Pozdrawiam.

Opublikowano

dodałbym tylko zabłąkane ''w'' do wytknięć poprzedników:
- Na pewno wszystko jest w dobrze.

pierwszej części nie komentowałem, bo rozpisali się miszczowie i chyba mój koment wówczas był zbędny zupełnie. Jeżeli chodzi o tę część, jest świetnie napisana, poza paroma potknięciami, wciąga niesamowicie, dialogi poprowadzone szybko, nie da się zasnąć, krótko mówiąć: dziejesie. Świetnie.

pozdr.

Opublikowano

Przeczytałam właśnie obie części.
Wspomnę tylko, że ja też interesowałam się tą tematyką (napisałam scenariusz do sztuki tetralnej właśnie o tytule "Ono" :).
W Twoich tekstach jest rzeczywiście dużo dialogów, ale mnie to nie razi, ponieważ są bardzo dobre. Dialogi niedość, że zgrabnie nakreślają akcję, to jeszcze świetnie i celnie charakteryzują postaci. Ja też chcę umieć tak pisać... Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Podoba mi się.
Acha, ta pizza też mi zgrzytnęła :)

Opublikowano

akcja nabrała zdecydowanego tempa.
wplotłaś juz wątki mowiące i wygladzie u uczuciach postaci. barwne, kilku watkowe, ciekawe! i naprawde ciekawsze, czyta się jednym tchem!
pozdrawiam.

Opublikowano

Tam jest takie zdanie:
'Pomyślała, że może warto mieć jeszcze nadzieję?'
Może lepiej będzie:
- Może warto jeszcze mieć nadzieję. - Pomyślała.
To taka mała techniczna uwaga.
No i ten ser, też jakoś tu nie pasi.

Poza tym czyta się szybko, wciąga, nie powiem, i pozostaje mi tylko czekać na kolejne części:)

Pozdrawiam.

Opublikowano

Znakomicie. Śiwetne dialogi, interesująca akcja. Ser z pizzy, choć lekko żartobliwy, według mnie nie psuje całości. Czasami konieczny jest żart, choćby przez łzy.
Tylko dwie, drobne uwagi:
„to nieuleczalne, ...dziecko na pewno będzie chore”, „...chyba nie chce go pani skazać na męki?”, „Skrzywdziłaby je pani...”. - powinnwś być konsekwentna i rozpoczynać cytaty z małej litery
- Powinnaś zawiadomić rodzinę. – Beata uświadamiając sobie, co by to oznaczało i przestraszyła się. - tutaj usunąłbym myślnik (drugi) i przeniósł zdanie do następnego wiersza.
Z niecierpliwością oczekuję na kontynuację.

Opublikowano

tak, diolog toczy sie gładko, zero "drewna" chociaż cała historia zmierza zbyt wyraźnie w strone wyciskacza łez. kobieta, jej problem, jest jak najbardziej z krwi i kości, gorzej z Mateuszem, mam wrażenie że zesłał go na ziemię sam Bóg . mam nadzieję że się mylę...że facet nie okaże się kimś o anielskim sercu(bo na razie każdy jego ruch , zbliża go w tym kierunku ) i nie powie:słuchaj dziewczyno, zajmę się tobą i dzieckiem i będziemy razem szczęśliwi , bo to było by najgorsze wyjście. oklepane. cholera, nie lubie czytać w odcinkach...
poczekam z końcowa opinią do ostatniej częsci.

Opublikowano

uff, poprawione :)
zastosowałam się do wielu rad, za które pięknie dziękuję!
bo to taki brudnopis właściwie...

ser, kochani, usunięty! co chyba większosć cieszy :)

co do filmu "Ono", to naprawdę epizod, który nasunął mi się zupełnie przypadkowo, nawet nie oglądałam tego filmu, choć chorowałam na niego i zarzekałam się, że obejrzę :) ale...

względem kierunku w jakim z malachitem podążam.. cóż, chyba nie powinnam nic mówić, sami na koniec (kto dotrwa!) ocenicie jak wyszło, póki co wszystko jest jeszcze płynne :)

Krzyś, pracuję nad Mateuszem :) dzięki za wskazówki.

Leszku, te litery wielkie-małe (cytowane) miały oznaczać urywki zdań, ich początki, wyrwane fragmenty... miałam nadzieję, że to czytelne, pomyślę jeszcze czy by nie zmienić.

Veggo, to zdanie akurat chyba w zapisie nie jest znów takie złe, bo wyżej zastosowałam podobne względem Kubickiego, gdy wspomina o rybach, też kończę znakiem zapytania. Pomyślałam, że właściwie czemu nie. Dzięki za zwrócenie uwagi na to, jeśli w dalszej części nie będę tego powtarzać to tu zmienię jak radzisz.

Aksjo, cieszę się, że już barwniej :)

Gosiu, dzięki za opinię, miło że dialogi spełniają swoją rolę :)

Jay, jakie potknięcia?! jak mi ich nie pokażesz palcem to nie zauważę, już taka ze mnie gapa :)
Dzięki za to "w" gdzieś mi wypadło... i śmielej do mnie, ja przecież każdego głosu słucham uważnie :)

Piotrze, masz rację, "jednak" usunięte, pizza też, a mdli-zemdli...hmm, jeszcze pomyślę, czym by to wymienić :) dzięki

Pedro, słaniająca, no jasne... dziękuję bardzo za wyłapanie tego,
a malachit niedługo zabłyśnie :)


Dziękuję raz jeszcze wszystkim za pomoc :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • II.
      Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!)

      Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach,
      Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie!
      Rama mnie bach, spodnie w piach,
      Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził!

      Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB,
      Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg…

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub.
      A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób!
      Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha!
      Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha),
      kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub!

      Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić!
      Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić!

      — Wujek Wołodia?
      — Wujek Wołodia!
      Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby mi!
      Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig!
      Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi!


      Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny!
      Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny!

      Wujku Wołodia, d dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, d, dokręć śruby!
      Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud,
      Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi!

      Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub!
      Wujku Wołodia, kręć aż po sam....
      Grób!

      III.
      [...]
      „To minie, jak nad Moskwą majowa burza”

      Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa
      Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy,
      Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach!
      Jak korytarze ponure Łubianki,

      Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr,
      Jak niesforna sfora federalnych majorów,
      Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz,
      Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu...

      To na pewno minie,
      Minie jak zły sen!

      Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb,
      Ślady na dłoni rażonej paralizatorem,
      Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora!

      W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los?
      Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko
      Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb...

      Uwierz mi, to też minie!

      Jak swastyka Ruskiego Mira,
      I dym pożarów niesiony przez wiatr,
      Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera,
      I policyjna suka nabita dziećmi po dach!

      I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow,
      Paragraf 228 i kocioł o piątej,
      I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący,
      Gazując kobiety, chłopców i brzdące...

      To wszystko minie jak inne miesiące:
      Jak grudzień, styczeń, luty, maj…
      Minie, bez wątpienia minie!
      Na razie w to im graj
      Ale to ich już ostatnie pląsy!

      Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb,
      Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora,
      Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb,
      Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora!

      Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz!
      Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę;
      Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp,
      A dziś milczy jak grób:
      Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup !
      Wszystko kiedyś minie!

      I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram,
      A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu,
      Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak,
      I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg…

      W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los?
      Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę
      Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd!

      Uwierz mi, to też minie!
      To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie,
      Za godzinę, za chwilę…
      To wszystko minie!

      IV.
      Hm                                            H7
      Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:
                  Em                                  F♯7
      Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,
                 Hm                  A7               G
      Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…
                  Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm
      Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat.

      Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu,
      Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu,
      Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad.
      Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw

      Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść:
      Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu...
      Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest:
      Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu –

      Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu?
      I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?

      Edytowane przez Michał Pawica (wyświetl historię edycji)
  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • II. Wujek Wołodia ma do tego dryg (Ty wiesz, co!) Byliśmy na rowerze: ja, kumpela, i jej gach, Nagle mi puściły śruby w mimośrodzie! Rama mnie bach, spodnie w piach, Rower do kasacji, przyrodzenie jakbym dopiero co się urodził! Ale w Piterze mówią, że mój sąsiad, były szpieg , jeden z perełek z korytka KGB, Wujek Wołodia, tak nazywają go, ma do tego niezły dryg… — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Posiedź jeszcze, wujek Wołodia dokręci kilka śrub. A ciocia Natasza nas zaszyje, milcząc jak grób! Cała rodzina, cały blok ją na zabój kocha! Ciocię znaną jako Bomba (albo Gocha Locha), kochają wszyscy, a do tego, prokuratorski złożyła ślub! Więc, ciociu, co jeszcze możesz nam zszyć? Wujek Wołodia nam wszystkim kibić tak zwęził, że zaczęła pić! Wszystkich nas związała jego wątpliwego wątku wątła nić! — Wujek Wołodia? — Wujek Wołodia! Wujek Wołodia zaraz to załatwi ci! Wujku Wołodia, dokręć śruby mi! Wujku Wołodia, dokręć śruby w mig! Wujku Wołodia, śrubę dokręć mi! Wuju, wy, chwała ci chór wujów dostojny! Wuju złamany, odkręć śruby tej wojny! Wujku Wołodia, d dokręć śruby! Wujku Wołodia, d, dokręć śruby! Wujku Wołodia, dokręć, błaga cię Twój lud, Wujku Wołodia, rozkręć, blogi, Twój lód błogi! Wujku Wołodia, do kręć do wszystkich.... śrub! Wujku Wołodia, kręć aż po sam.... Grób! III. [...] „To minie, jak nad Moskwą majowa burza” Jak łzy Ukrainy, jak w ustach palce brudnego psa Jak legitymacja członka z ramienia spod ciemnej gwiazdy, Jak przesłuchanie w chłodni – aż bać się strach! Jak korytarze ponure Łubianki, Jak gaz z Nord-Ost, który na cel bierze wiatr, Jak niesforna sfora federalnych majorów, Sewastopol, Donieck i Ługańsk, wagnerowcy i Specnaz, Jak pałujący kobiety chłopcy z Omonotworu... To na pewno minie, Minie jak zły sen! Z mokrym workiem nadzianym na mój durny łeb, Ślady na dłoni rażonej paralizatorem, Jak moja Rosja, czarny więzienny jem chleb, Ale uwierz mi: to wszystko zniknie wnet jak nocna zmora! W jaki ślepy zaułek wpędził nas marny los? Ale gdzieś na horyzoncie widzę światełko Upartej nadziei, wiodące w tunelu głąb... Uwierz mi, to też minie! Jak swastyka Ruskiego Mira, I dym pożarów niesiony przez wiatr, Wyroki na dzieci z Penzy i Pitera, I policyjna suka nabita dziećmi po dach! I twój telewizor, z którego pluje Sołowjow, Paragraf 228 i kocioł o piątej, I chłopcy z prewencji tępo się śmiejący, Gazując kobiety, chłopców i brzdące... To wszystko minie jak inne miesiące: Jak grudzień, styczeń, luty, maj… Minie, bez wątpienia minie! Na razie w to im graj Ale to ich już ostatnie pląsy! Jeszcze mam mokry worek nadziany na dumny łeb, Na dłoniach ślady po pieszczocie paralizatora, Jak moja Rosja, łykam więzienny chleb, Ale uwierz mi: to wszystko minie jak ta sfora od majora! Wszystko to wkrótce odejdzie wstecz! Za rok, za miesiąc, nawet za godzinę; Jeszcze wczoraj dyktator imperium miał u stóp, A dziś milczy jak grób: Teraz to tylko starzec w kostnicy, zimny trup ! Wszystko kiedyś minie! I bramy Lefortowa runą, kraty - wyrwane z ram, A moja Rosja w końcu obudzi się ze snu, Jak ten zdradzony podwójnie malezyjski wrak, I wiosna w końcu zawita na twój lodowaty próg… W jaki ślepy zaułek zaprowadził nas marny los? Lecz gdzieś na pochmurnym horyzoncie widzę Zapomniane światło, co mnie wyprowadzi stąd! Uwierz mi, to też minie! To przeminie, na pewno! Na pewno przeminie, Za godzinę, za chwilę… To wszystko minie! IV. Hm                                            H7 Wybaczcie piechocie, że bywa bezrozumna ona tak:             Em                                  F♯7 Ty zawsze na wylocie, gdy nad ziemią wiosna idzie w tan,            Hm                  A7               G Po chwiejnych schodkach schodzisz w werbli takt…             Em  in              Hm/F♯     F♯7        Hm Zapłacze po tobie tylko wierzba, siostra wierna twych lat. Nie ufaj pogodzie, gdy świat cały skryje się w gęstym dżdżu, Nie ufaj piechocie, gdy bitne pieśni wciąż śpiewa bez tchu, Nie ufaj jej, nie wierz, gdy słowiki zakrzyczą na cały sad. Muszą rozliczyć się jeszcze życie i śmierć ze swych spraw Ten czas cię nauczył, że tylko w okopie znajdziesz sens i treść: Na przestrzał otwierasz życia drzwi tu... Towarzyszu, dziękuję ci za Twój hojny gest: Jesteś wciąż w boju i tylko to jedno cię zrywa ze snu – Dlaczego odchodzisz, gdy nad ziemią wiosna tańczy do utraty tchu? I: dokąd uchodzisz, gdy za plecami jej pieśń cię budzi ze snu?
    • @andrew dziękuję serdecznie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
    • podkłada  najlepsze kąski  karmi słowem  obrazami muzyką  wkupia się przymila ale to tylko pozór  chce na własność zawładnąć właściwie nie mną  tylko myśli istnienie    ale  ale jeszcze nie teraz  pewnie uważa mnie za wroga  bo gdybym jej nie znał  ale posmakowałem  i nic  to ją najbardziej boli  myślała że ...    nie trzeba walki  wystarczy nie iść z tłumem  kochać i rozumieć siebie    AI  może tylko ostrzyć apetyt    utrzymuję dystans    6.2026 andrew  Sobota, już weekend   
    • @Poet Ka ... świat kwitnie  nawet gdy ...   i tutaj  szczęścia zaznamy  gdy go kochamy  jak Ci wspaniali  co radość pokazali   gdy ... siebie dajemy  złote ziarna  na ziemi siejemy  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...