Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

PRZECZUCIE

 

Pędzę smagany pędami konarów, bruków przestrzenią.

Przebiegam przez dzienne zmazy refleksów okien nietkniętych od zarania, łzawych w swym szlochu widzenia tego co niedostrzeżone.

Depcze tlące się robactwo psich końców w rozkładzie,

w nadziei powiewu strącającego w otchłań ludzkiego szamba.

W szturmie swym nie do zatrzymania, gnę co nieugięte,

łamie co w jednorodności swojej trwa od zawsze w stanie niezmienionym, zmieniam, łamiąc na lepsze sam siebie czarując.

Pędzę w swym pędzie coraz wolniej  zostając w tyle za sobą samym wołam, krzyczę…

W harmidrze dźwięków głos tonie…

nie zawróci, nie odwroci,ni spojrzy…

Szybciej więc, szybciej…doganiam chama, który zbiec sobie pozwala,

nie myśląc o natury regułach odwiecznych po wsze czasy.

W galopie dzikim przewalam się przez kałuży zastane oceany,

brukając brudem okoliczne jednostki spowolnione w swym bezruchu.

Gnam przez mury zieleni ścieśnione,

szarą pustkowia pustynie,

lawirując pomiędzy nieba błękitem odbitym w lustrach sunących czarną rzeką.

…już tuż tuż…już prawie już…już w bramie występku otwartej…

Staję!

...wszystko na nic…już po czwartej…


 

GRAHAMOZA

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...