Grahamoza
Użytkownicy-
Postów
49 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Grahamoza
-
@MIROSŁAW C. 🙏🙏🙏
-
@Leszek Piotr Laskowski @Poet Ka @Berenika97 🙏🙏🙏
-
@Poet Ka @Berenika97 @sparowana Bardzo dziękuję 🙏 Pozdrawiam, G.
-
Chyba chyba już się nic nie zdarzy bicia serca sensu brak czas tka białą sieć na twarzy przemijania zwykły znak dzień znów fiaska piętno niesie strąca chęci w ciemny byt czarny szpaler brzóz przy lesie droga pełna zimnych płyt w walce siebie sam pokonał kwili w szafie niczym ptak wyrok ludzki kat wykonał pętli znamię krwawy znak drogi koniec już się jawi futro druha ściskam wraz dzień wczorajszy gardło dławi ruch zastyga niczym głaz GRAHAMOZA
-
@Sylwester_Lasota Dziękuję za komentarz🙏 Pozdrawiam, G.
-
@Leszek Piotr Laskowski Cieszę się, że tekst przypadł do gustu 🙏
-
@Poet Ka 👀👀👀...nie jestem godzien...😰 😁 Bardzo dziękuję za komentarz 🙏 @Leszczym Cieszę się, że tekst przypadł do gustu 🙏
-
Żona głodna Nad stawem koło krzaczora, molestowała werbalnie kaczka kaczora. Kaczor pragnął proste życie wieść. Kaczka zaś złote jaja nieść. Futra z lisów, buty z węża! Blichtr i poklask…na nic jęki męża! Kaczko moja kochana, próżno szukasz braw. Wizja twa świata brudna i mętna jak i ten staw. Odstaw swe żądze, żaden z ciebie ssak. Myślisz jak człowiek, a jesteś ptak. Grahamoza
-
LAMPA …red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…jest…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…czy…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…re…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…nie…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…ma…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…reded…red…red…chociaż…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red……red…red…red…red…red…chyba…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…jest…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red..…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…re…red…red.…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…redd…red…red…jest…red…red…red.…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…re…red…red…red…red…red….red…red…jest…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…nie…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…wiem…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…reded…red…red…red…red…red…red…red…red…red…na…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…pewno…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…w…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…niebycie…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…półżywy…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…reded…red…red…red…red…red…red…śnię…red…red…red…red…red…red…red…red…śnię…red….rred…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…śnię…red…re…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red…red. GRAHAMOZA
-
@Poet Ka 🙏🙏🙏
-
DZIEŃ DOBRY Cięższy niż ołów, zad mój stuletni zbieram w potrzebie bycia kimś innym niż być kiedykolwiek mógłbym. Wpełzam w światy oblane manierą i dogmatami, dzięki szlachetności których coraz przymilniejszym wzrokiem spoglądam na kształty rzeczy pierwszych, które w palcach moich stać się mogą mymi ostatnimi. Czas już… Przekraczam granice gęstości dnia w nadziei, że dzień ten będzie ów dniem prostującym wszystko co wykrzywione przez czas nieludzki, dający mary jeno z których wyrwać się nie sposób. Za los płacę kolejny wypatrując zmiany na którą nijak nie zasłużywszy, domagam się jakbym jedyną iskrą w potrzebie rozbłysku był na świecie iskier bardziej zwęglonych niż moja własna. Już czas… Spoglądam na liczb szeregi….nie mówią nic…. Zwalam swój zad nazad… Dobranoc. GRAHAMOZA
-
@Ren. Bardzo dziękuję za komentarz i cieszę się, że tekst przypadł do gustu. Pozdrawiam, G.
-
@Leszek Piotr Laskowski 🙏🙏🙏
-
@Poet Ka 🙏🙏🙏
-
Krytyk (wiem lepiej - stopień I)
Grahamoza odpowiedział(a) na Grahamoza utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszczym @Poet Ka @Natuskaa 🙏🙏🙏 -
@Poet Ka🙏🙏🙏
-
@Poet Ka🙏🙏🙏
-
Równowaga (wiem lepiej - stopień V)
Grahamoza odpowiedział(a) na Grahamoza utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@wiersze_z_szuflady @Poet Ka @Leszek Piotr Laskowski 🙏🙏🙏 -
@Poet Ka Bardzo dziękuję za zainteresowanie. Cieszę się, że tekst przypadł do gustu🙏 Pozdrawiam, G.
-
@Nata_Kruk Bardzo dziękuję za komentarz. Cieszę sie, że tekst przypadł do gustu🙏 Pozdrawiam, G. @Poezja to życie @Benjamin Artur @Poet Ka @Leszek Piotr Laskowski 🙏🙏🙏
-
@Leszek Piotr Laskowski@Poet Ka🙏🙏🙏
-
PRZECZUCIE Pędzę smagany pędami konarów, bruków przestrzenią. Przebiegam przez dzienne zmazy refleksów okien nietkniętych od zarania, łzawych w swym szlochu widzenia tego co niedostrzeżone. Depcze tlące się robactwo psich końców w rozkładzie, w nadziei powiewu strącającego w otchłań ludzkiego szamba. W szturmie swym nie do zatrzymania, gnę co nieugięte, łamie co w jednorodności swojej trwa od zawsze w stanie niezmienionym, zmieniam, łamiąc na lepsze sam siebie czarując. Pędzę w swym pędzie coraz wolniej zostając w tyle za sobą samym wołam, krzyczę… W harmidrze dźwięków głos tonie… nie zawróci, nie odwroci,ni spojrzy… Szybciej więc, szybciej…doganiam chama, który zbiec sobie pozwala, nie myśląc o natury regułach odwiecznych po wsze czasy. W galopie dzikim przewalam się przez kałuży zastane oceany, brukając brudem okoliczne jednostki spowolnione w swym bezruchu. Gnam przez mury zieleni ścieśnione, szarą pustkowia pustynie, lawirując pomiędzy nieba błękitem odbitym w lustrach sunących czarną rzeką. …już tuż tuż…już prawie już…już w bramie występku otwartej… Staję! ...wszystko na nic…już po czwartej… GRAHAMOZA
-
WYLICZANKA Czy jesteś prawdą czy wiecznym fałszem? Okazującym życiu swą jawną pogardę… Posiadasz ciało czy tylko myśli? Wraz z czarną szkapą spętaną do wozu bez dyszli… Czy jest was wielu czyś ty jedyny? Ktoś kiedyś stwierdził, że ponoć poległeś za winy… Czy jesteś dzieckiem czy w kwiecie wieku? Czy też bękartem złego taplającym się w ludzkim ścieku? Mówisz prawdę czy tylko kłamstwa? W audycie kontroli bezwiednego chamstwa… Czy jesteś życiem czy też odbiciem? Pustki co przelewa się przez bruzdy na twarzach… Czy jesteś drgnieniem, czy jesteś cieniem? A może duszy ciemnej człowieka sumieniem? Czy umiesz pływać? Czy możesz wpływać? Na rzeczy przeszłe, odeszłe ostatnim tchnieniem. Jeśli tak to proszę spraw, że ona wróci….. GRAHAMOZA
-
Sufit, ściany i podłoga
Grahamoza odpowiedział(a) na Leszek Piotr Laskowski utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Leszek Piotr LaskowskiDobre👀👍👍👍 -
RAZ∞O Nie mogę! Nie potrafię! Nie umiem! Przemóc drżenia rąk, werbli trzewi, stóp krzywizny. Wypaczony w linii staję, mrużąc oczy, wzrok skupiając na odległe punkty ściany, wargi krwawią, łeb truchleje… Nie wiem! Jak i czy i po co czas przez palce przelatuje, snując wizję czynów wielkich opisanych numerami. Szpic pocisku w górę leci niosąc podmuch siedmiu wieków, wrzask żołdaków, gwar gawiedzi, drewnem słoje przyzdobione. W sedno trafia! Pół buhaja w oko wali! A ja dalej jak te cielę co od Boga, w najciemniejszym końcu sali... Ściskam gardziel… Łzy hamuje… Pot ocieram… Znów na linii i do miotu się szykuje. GRAHAMOZA