Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

"Bóg umarł"

Friedrich Nietzsche 

 

Tłum na tym placu 

nie był niczym szczególnym.

W końcu ludzie

zbierali się tutaj od setek lat.

By dzień święty święcić.

By w południe 

odpowiedzieć na boże wezwanie.

Anioł pański zwiastował im zawsze 

i błogosławił wszelką łaską

i pomyślnością.

Uciszał ich ból, 

osuszał łzy.

Budził pokłady miłości i miłosierdzia.

Namawiał do

przekazywania znaku pokoju

między zwaśnionymi ludami. 

Modlił się z nimi 

a ich prośby ulatywały 

do uszu samego Stwórcy.

 

 

Dziś jednak plac 

był pokornie zastygły 

w drętwocie dojmującego bólu i żalu.

Twarze ludzi zdawały się 

umartwionymi maskami,

rozświetlonymi słabym światłem świec.

Prawie każdy miał je w dłoniach.

Niektórzy razem z

różańcem czy krzyżem.

Byli też tacy,

głównie zakonnicy i zakonnice,

którzy głucho czytali ustępy biblijne,

pieśni i hymny.

Licząc na cud, który nie nadchodził.

 

 

Czułem się we wnętrzu tłumu

tak jakbym kroczył 

ciemną doliną dusz potępionych.

Każdy bał się tutaj zła i grzechu.

Apatyczny lęk

wyzierał z zapłakanych oczu.

Dając przykład temu, 

że wiara jest oznaką słabych.

Rok kończył się za trzy dni.

Zegar śmierci, 

przestawi kolejną cyfrę 

w kalendarzu doczesnym.

Z czasem wszyscy tu obecni odejdą.

Wszystkie ślady i wspomnienia 

staną się jedynie zapomnianą rysą

na linii niebytu.

 

 

Ledwie kilka dni temu 

świętowali tu narodziny Boga.

Ich nadzieję na zbawienie.

Życie wieczne 

w bliżej nieokreślonej przestrzeni.

Wierzą, że mogą pokonać śmierć.

Odrzucić ciała lecz nie dusze.

Ale są na to zbyt słabi.

Zbyt ograniczeni by porzucić 

żądzę swych prymitywnych chuci.

 

 

Teraz modlą się by przetrwał,

by odrodził się jak niegdyś,

By pokonał znów śmierć.

By nie umarł na wieki.

Lecz co uczyniliście dla niego 

gdy był w potrzebie?

Wydaliście go za srebrniki.

Osądziliście go, 

uwalniając w to miejsce mordercę.

Zaparliście się go nie po trzykroć

a często na stałe.

Umęczyliście go

biczami swoich występków.

Przybyliście do krzyża

i patrzyliście na mękę.

Wybaczył Wam

choć powinien przekląć.

 

 

A teraz patrzycie z trwogą maluczkich 

czy światło w apartamencie

nadal się świeci.

Bo wiecie, że gdy zgaśnie,

Wy zgaśniecie wraz z nim.

I zgasło wreszcie.

Lecz koniec świata nie nastał nagle.

Nie było błyskawic, burz,

trzęsień ziemi czy erupcji wulkanów.

Był tylko płacz i zgrzytanie zębów.

I śmiech legionów piekła.

Smok mógł odrodzić się na nowo.

Baranek poległ pod butem swego ludu.

 

 

Na balkon wyszli

delegaci i kardynałowie.

By ogłosić sąd ostateczny.

Zdanie nadające sens nowemu.

Dziejom współczesnym.

Triumfu małego człowieka 

w starciu z absolutem.

Kamerling objął wzrokiem

zatrwożony tłum

i jakby wbrew

swemu sercu i ustom wyrzekł.

Bóg umarł!

Zaprawdę umarł!

Pieczęć została złamana.

Czas na apokalipsę jego ludu.

Wiele dni później ten sam tłum na placu

patrzył już nie w okno a komin.

Czarny dym sączący się gęsto 

zwiastował to co nowe.

Wybór.

Człowieka.

Antychrysta.

 

 

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Bardzo ciekawe połączenie  hasła Nietzschego z konkretnym, liturgicznym obrazem żałoby po papieżu - to nie jest oczywiste zestawienie.  Podoba mi się zwłaszcza fragment z rachunkiem sumienia wobec tłumu ("co uczyniliście dla niego") – ta część  jest najbardziej przejmująca.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...