Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Niezbyt optymistyczne zakończenie. Sam nieraz zastanawiam się, co tak naprawdę wygrywa w życiu zło, czy dobro, i raczej skłaniam się ku tej pierwszej opcji. Zresztą wystarczy prześledzić historię, żeby stwierdzić, że nigdy nie było dobrze. 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@Annie Myślę, że warto cieszyć się czterema porami roku. Marzyłem dawno temu o tym, aby zamieszkać na Alasce i podczas zimy czytać dużo książek w ciepłym domku i tylko od czasu do czasu wyjść na mróz aby przewietrzyć płuca. :)

@Nata_Kruk Nato, jak wiesz, najważniejsze to cieszyć się każdą chwilą życia. :)

@Annie Myślę, że warto cieszyć się czterema porami roku. Marzyłem dawno temu o tym, aby zamieszkać na Alasce i podczas zimy czytać dużo książek w ciepłym domku i tylko od czasu do czasu wyjść na mróz aby przewietrzyć płuca. :)

Opublikowano

@Nata_Kruk

 

Bardzo poruszający, a jednocześnie gorzki w swojej wymowie wiersz. Niesamowite jest w nim to niepokojące przejście - od naszej codziennej, banalnej prozy życia i powtarzalnego narzekania na upał, aż po tak głęboki, egzystencjalny mrok.

Metafory takie jak "rozwarstwianie czasu", "słowa które krwawią" czy "wnętrzności w ciągłej kipieli" dotyczą tego ciężaru, z którym wielu z nas mierzy się na co dzień, pod powierzchnią zwykłych rozmów o pogodzie.

Puenta jest mocna i wstrząsająca. Ta "urywająca się z pętli myśl" zmusza do zatrzymania się i zadania sobie pytania o naszą kondycję. O to, co z nas zostanie w tym "kojącym jutrze" i czy w tym podzielonym świecie ta druga połowa zachowa jeszcze w ogóle swoje człowieczeństwo.

Świetny tekst!


 

Opublikowano

@Nata_Kruk

 

zaczyna się od pogody a konczy pytaniem o człowieka i wtedy okazuje się   że pory roku są tylko kalendarzem naszego wnetrza

 

 

to jest świetnie napisane bez jednego zbędnego słowa

 

 

a ostatnie pytanie nie szuka odpowiedzi

 

ono sprawdza czy jeszcze potrafimy ją w sobie odnalezc

 

 

niepokojąco aktualny wiersz

 

serdecznie pozdrawiam Nata:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97 @Berenika97 nie znam się na miłości, ale widzę przeszkody, choćby przekazy, przekonania, pozycja, doświadczenie. Niby nie ma mocnych na prawdziwe uczucie, ale to w filmach i bajkach. Czy most połączy? Po prostu - nie wiem. 
    • @Migrena i prawko zdałam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Chwalę się tym bo nawet nie wiesz ile mnie to stresu kosztowało  Człowiek zupełnie nie techniczny który myli kierunki i strony zdał!  No jestem z siebie dumna  Naprawdę  Dziękuję za życzenia i łap
    • Ogień zadecydował   Urodziłam się na wsi sąsiadującej z dobrami Krasińskich. Choć moi przodkowie mieli tak samo piękną genealogię, nie byli aż tak światowi. Tam paryże, tiurniury, mitenki, opery, tartinki i paszteciki oraz niełatwa tożsamość polityczna, tu kościółek, wota, pielenie w rękawiczkach. Kultura? Mamusia Helena czytała nam modulowanym głosem Trylogię oraz książki Mniszkówny. No i ten kawałek czerwonego baldachimu nad głową...   Miałam rodzonych brata i siostrę oraz przyrodnią – Wacię. Reginka i Janinka zmarły w dzieciństwie. Mieszkaliśmy w całkiem sporym dworku, w którym mieściła się jeszcze szkoła oraz pokoje wynajmowane przez pobożnego Żyda. Mój tatuś zarobił pieniądze w Stanach Zjednoczonych po pierwszej wojnie światowej. Pracował w Pittsburgu. Wrócił z gotówką, tylko że nieubezpieczony.   Kiedy straciliśmy nasz dom przez szalonego podpalacza, rodzina już tak chętnie nie przyjeżdżała. Wolanty, frykasy, przyjęcia i tańce skończyły się nagle, jak za dotknięciem różdżki złej wróżki. Dworek rozpłynął się w marzeniach i tęsknocie.   Po raz drugi ogień zaingerował w moje życie, kiedy hitlerowcy rozstrzelali mojego narzeczonego, Janka – żołnierza Armii Krajowej. To był dla mnie ogromny cios.   A po raz trzeci... to już była inna historia.   Otóż po wojnie Wacka uciekła do Warszawy, bo chciała zostać artystką cyrkową. Tatuś uważał, że zejdzie tam na „złą drogę”, więc opuściła dom potajemnie. Z cyrku nic nie wyszło, ale w Warszawie poznała swojego męża. Mieli fabrykę wiatraczków. Kiedy ich odwiedziłam, byłam bardzo zadowolona. Nabrałam tam „ogłady”. Od tamtej pory, co jakiś czas przyjeżdżałam na wieś i wtedy mówiono o mnie: „ta warszawianka z wysokim czołem”.   Bawiło mnie to. Któregoś dnia zaprószył się jednak ogień z pieca i cała fabryczka spłonęła. Ratując dom, gasiłam ogień gołymi rękami. Znalazłam się w szpitalu w stanie krytycznym. Lekarze chcieli amputować mi rękę. Moja siostra nie podpisała zgody i zaryzykowała.   Po operacji miałam rysy na urodzie. A na udzie, po przeszczepie, nosiłam pamiątkowy napis: „Loth”. To nazwisko wybitnego chirurga, który uratował mi życie i kończynę. Na wsi mówiono złośliwie: „Klara staniała”.   Może i staniała, ale męża dostała dobrego. Powiedział mi wtedy: „teraz to już moja ręka”.
    • @Gosława   Reniu:)   mozesz wszystko:)   ale nie mów nam........bo Twój avatar krzyczy do nas, że jesteś dziewczyną z całym życiem przed sobą:)     niech każdy dzień będzie dla Ciebie szczęśliwy:)))   a życie niech tka przed Tobą welony przyjemności:)   codziennie:)   i na zawsze:)      
    • @LessLove  to bardzo precyzyjne i  trafne odczytanie. To rzeczywistość, która się kruszy, nie ma iluzji, gdy się człowiek przygląda to zostaje beton zamiast galerii. Na poczatku wydaję się, że jeśli pojawi się dialog to ktoś odpowie. Nie ma tu walki, jest akceptacja rezygnacji. Uczucia są zime. Wszysko sprowadza się do betonu.  Dziękuję za tą świetne i dokładne odczytanie.  Pozdrawiam serdecznie
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...