Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Poczytałem o tym obrazie i dzięki za jego wciągnięcie na portal poetycki. Niesamowite, zmieścić ponad sto przysłów, powiedzeń na jednym obrazie, to świadczy o  niesamowitej kreatywności twórcy,  a do tego świat do góry nogami też można znaleźć. Serdecznie pozdrawiam. 

Opublikowano

@Alicja_Wysocka

 

Bardzo dziękuję! 

Lubię malarstwo - napisałam kilka wierszy, inspirując się nim. Ale otrzymałam kubeł zimnej wody - i właściwie zaprzestałam  pisania. :) A to tylko fraszka. 

Serdecznie pozdrawiam. :) 

@obywatel

 

Bardzo dziękuję! 

 

Masz rację - poezja nie jest wszystkim na świecie,

Ale potrafi rozkwitnąć w najmniejszym szczególe -

W tym, co niewidoczne i w sekrecie.

 

Serdecznie pozdrawiam. :) 

@Marek.zak1

 

Bardzo dziękuję!

 

Ten obraz zrobił na mnie wrażenie tym samym - setką zilustrowanych przysłów. Na liście są również znane i u nas, np.  Nie rzucać pereł przed wieprze.

 Serdecznie pozdrawiam. :) 
 

@Charismafilos  

 

Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :) 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

... chyba tak, Bereniko.. dzieje się na tym obrazie, że hej...

Osobiście, za tego typu malarstwem nie przepadam, ale Twoja miniaturka dobrze nakreśliła...

Pozdrawiam.... :)

Opublikowano

@jan_komułzykant

 

Bardzo dziękuję! 

Masz sto procent racji!  :)  Rozbawił mnie filmik. Dzięki! 

Serdecznie pozdrawiam. :)

@wiedźma

 

Bardzo dziękuję!  Artysta zebrał przysłowia i sentencje i ... je namalował. :) 

Serdecznie pozdrawiam. :)

@Nata_Kruk

 

Bardzo dziękuję! 

Również nie przepadam za takim malarstwem, ale zwróciłam uwagą na kolosalną ilość szczegółów, a potem przeczytałam, dlaczego ten obraz jest tak "odlotowy":) 

 

Serdecznie pozdrawiam. :) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...