Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

84. Bez modlitwy

(narrator: kobieta z taboru)

 

1.

 

Zostawił mnie z brzuchem
i słowami,
które śmierdzą potem.

 

2.

 

Dał mi złoto —
lepsze niż nadzieja,
bo nie gnije.

 

3.

 

Mężczyźni odchodzą,
gdy poczują
ciężar życia.

 

4.

 

Dla nich dom
to obóz,
a kobieta — przerwa w wojnie.

 

5.

 

Czasem myślę,
że był uczciwy —
odszedł, zanim skłamał.

 

6.

 

Nie modlę się za niego.
Bogowie mają
ważniejsze sprawy.

 

7.

 

Córka rośnie.
Nie zapyta, kim był —
i dobrze.

 

8.

 

Niech ma twarde serce.
Miękkie
niczego nie ocali.

 

cdn.

Opublikowano

@Łukasz Jurczyk

 

Już tytuł zapowiada, że narratorka - kobieta z taboru - nie szuka pocieszenia w metafizyce.

Ona przedstawia mężczyzn jako istoty niedojrzałe emocjonalnie, uciekające przed odpowiedzialnością, dla których relacja z kobietą to tylko krótki odpoczynek. Ale w jej świecie ważniejsze jest przetrwanie a nie moralność. Może liczyć na siebie, odczuwa opuszczenie bardzo mocno, więc wybiera, aby się nie modlić.

Na końcu - brak pytania o ojca oznacza wymazanie go całkowicie z pamięci. A życzenie dla córki by miała "twarde serce", to przejmujący dowód miłości macierzyńskiej w brutalnym świecie. Twardość to jedyny pancerz, jaki może podarować dziecku.

Bardzo podoba mi się, że ukazujesz punkt widzenia kobiety z taboru, która w tamtej rzeczywistości była uprzedmiotowiona.  Świetny tekst! 


 

Mała śpi przy ognisku.

Gdy dorośnie dam jej nóż.

Stal nie pyta o miłość - trzyma straż.

Opublikowano

podoba mi się pointa, jest też inna szkoła mówiąc żeby zmiękczyć serce trzeba okazać serce jednak to serce zdradza serce i rodzi się pytanie czy wszystkie zdradliwe są twarde?

Opublikowano

@Łukasz Jurczyk

 

To mocny tekst  o sile rodzącej się z porzucenia. Pokazuje kobietę, która nie staje się ofiarą, lecz przyjmuje cios, wyciąga z niego lekcję i przekazuje tę twardą mądrość dalej.

 

Bogowie taboru są niemi.

Mają uszy zatkane kurzem drogi.

Nie proszę ich o nic.

 

Zostałyśmy dwie.

Dwie kobiety to już armia,

nawet jeśli jedna nie umie jeszcze chodzić.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...