Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Noc sączyła atrament w gardziel starych ulic,

a księżyc — jak rozpustnik w srebrzystych mankietach —

dotykał mokrych dachów z leniwą pogardą,

gdy szedłem sam, odziany w zapach dawnych grzechów.

Miasto oddychało zgniłym winem portowym,

sutereny mruczały pacierze pijaków,

a prostytutki, blade niby święte z ołtarzy,

nosiły w oczach błękit cmentarnych robaków.

W zaułku spał kot czarny jak spalone sumienie.

Nad nim wiatr rozwieszał kir z fabrycznego dymu.

I wtedy ujrzałem twarz — piękną aż do bólu —

w oknie pełnym świec, luster i zwiędłego jaśminu.

Byłaś tam.

Jak cesarzowa zarazy.

Twe dłonie pachniały chłodem marmurowych kaplic,

a szyja miała blask topora przed egzekucją.

Mówiłaś cicho, lecz każde słowo spadało

na moje serce ciężkie jak złota trucizna.

Piłem cię wzrokiem.

Jak piją umarli deszcz.

I nagle całe miasto zakwitło rozkładem:

rynsztoki stały się organami katedr,

szczury — chórem aniołów o skrzydłach z popiołu,

a noc rozwarła nad nami purpurowe wnętrzności.

Caowałem twoje usta gorzkie od tytoniu

i czułem pod językiem smak końca stulecia.

W oddali biły dzwony, jakby sam Bóg pijany

zataczał się po niebie w kałużach wszechświata.

Lecz świt jest zawsze rzeźnikiem.

Rozpruł brzuch ciemności.

Uciekłaś bez imienia.

Został jedynie zapach perfum i wilgoci,

oraz mój cień — przybity do bruku jak wyrok —

który do dziś modli się do twojej nieobecności.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Sylwester_Lasota ten świat jest jakby za ale też równolegle.Czasami udaje się mu przebić na tę stronę  @Annna2 dziękuję. Nic nie dodam @Marek.zak1 :)))))
    • @Berenika97   Nika.   Twój wiersz to niezwykle precyzyjne studium osamotnienia.   ten gosć o zapachu spalonego   papieru to nikt inny jak Twój własny monolog wewnętrzny, ktory przychodzi by wypełnić lęk przed ciszą .   piękna elegancja, z jaką ujęłaś tę surową prawdę o człowieku .   tak,   czasem to my sami jesteśmy dla siebie najbardziej wymagającymi rozmowcami.   masz w sobie niezwykłą wrażliwość Nika.   piszesz o rzeczach trudnych z taką lekkością i filozoficznym spokojem, że nie czuje się lęku, a raczej wspólnotę doswiadczenia.   piękny wiersz:)   ps.   spojrzałem na swoje dłonie:)   niby przypadkiem ale wzrok się zatrzymał:)      
    • @Migrena   współczesne dzieła pokazują Erosa i Tanatosa   zarówno  jako siły przeciwstawne, jak i towarzyszące sobie, choć może rzadziej... w sytuacjach granicznych   tu Eros wpisuje się w eschatologię, czyli łączy z Tanatosem   o czym to mówi? Że miłość silniejsza jest, niż śmierć...   nawet jeśli ją, tę pierwszą, przeklinamy... @Migrena   no i tu oczywiście na styku może się pojawić niezdgodność tego, co chciał powiedzieć autor z tym, co czyta odbiorca   bo może też chodzić o to że umierając mamy potrzebę integralności   albo o toksyczne uczucie znużenie wspólnym życiem do tego stopnia, że tam chce się być bez niej/niego    jeśli interpretowałabym dla siebie- to ta pierwsza wersja byłaby adekwatna   oceniając jednak z perspektywy tego, co pisałeś wczesniej- prawdopodobnie chodzi o toksyczne relacje, które ciążyć nam mogą jeszcze na łożu śmierci 
    • obecna w kimś obcość chyba jest nie do zniesienie, nie nieść do ziemi - to interesując fraza może oznaczać środowisko, które się chce chronić lub w którym się będzie oraz szacunek do ziemi, taka fraza od grobu po sam kosmos. 
    • wapno wgryza się w stawy jak cudze imiona - niewołane twardnieją przechodzi przez kości bez śladu język pęcznieje knebel z mięsa - nie do wyplucia głód żywi się echem które nie wraca noc puchnie od środka tkanki biorą ją na własność serce w skrzepie mieli własny rytm krtań - zgorzel powietrze po tobie ma ostre krawędzie kaleczy płuca przy każdym oddechu słowa wracają pod język już raz przetrawione cisza pracuje szczęką dzień mieli na miał ciało idzie dalej przesyłka ciężaru - bez nadawcy drzwi nie domykają się jakby ktoś został w zawiasach w kuchni stygnie herbata stoi nie ma już "na zewnątrz” ściany rosną do środka ktoś mówi: wszystko będzie dobrze - w ustach zaczyna krwawić wykrztusić siebie do czysta - wyrwać z płuc każdy twój szept żeby nie nieść do ziemi czegoś, co oddycha zamiast mnie          
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...