Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

Nie byłem bynajmniej zachwycony, gdy nadszedł bilecik z zaproszeniem – zaproszeniem na obiad w towarzystwie neobaoba i jego familii.

   Obiad wystawiał na placu miejskim. Zdaję sobie, oczywiście, sprawę z mojej pozycji – drugorzędny artysta, niedoszły adwokacik – ale czy skromny salonik nie byłby przyjemniejszy dla... wszystkich? – myślałem, zmierzając w stronę placu. Na czole, ocienionym rondem kapelusza, czułem kropelki potu. 

   Wkrótce spośród mozaiki uliczek, zaczął wyłaniać się plac. Na bruku z piaskowca pojawiły się naturalnej wysokości palmy i donice pełne czerwonych róż. Pośrodku placu rozciągał się biały namiot, gdzie przy dębowym stole zasiadło już czterdzieścioro synów neobaoba. On sam, spowity w zwiewne łaszki, stał u szczytu stołu.

   Przetarłem czoło i spoconą dłonią poprawiłem teczkę pod pachą.

   Neobaob pozdrowił mnie gestem dłoni. Wówczas, bardzo szybko i tylko na chwilę, zauważyłem, że nigdzie nie widać pozostałych mieszkańców miasta. Przy stole kręcili się nietutejsi lokajowie; jeden z nich dolewał wody – czy też innej przeźroczystej cieczy – któremuś z paniczów. 

   – No i jest! – odezwał się neobaob, kładąc dłonie na moich ramionach, z ojcowskim uśmiechem. – Miło mi w końcu pana poznać, panie…

   – Lottern.

   – Właśnie. Lettorn.

   Kątem oka spojrzałem na młodzieńców przy stole. 

   – To mój najstarszy syn – powiedział mój gospodarz. – Maxim.

   Maxim. Nie spostrzegłem nawet, kiedy zmaterializował się u boku ojca. Skinąłem mu głową, a lokaj wziął ode mnie teczkę i obmył mi dłonie, po czym zaproszono mnie do stołu. Zajmowałem miejsce naprzeciw neobaoba; po prawicy miałem Maxima. 

   – Żar – odezwał się neobaob. – Żar leje się z nieba. Ale do rzeczy. Powiedz mi, panie Lettorn, zajmujesz się sztuką?

   Wniesiono przystawkę: zupę, sery, zimne mięsiwa. Bracia ożyli.

   – Tak – odrzekłem. – Rysuję do gazet. 

   – Coś takiego! A powiedz mi… czy zdarzyło się panu popełnić jakiś akt? – Roześmiał się. – Młodzi i tacy pruderyjni! No, nieważne, bon appétit!

   Skubnąłem nieco sera. Maxim opowiedział mi parę anegdotek – o swoich przygodach na pustyni. Pomyślałem, że musiał wrócić z podróży niedawno, tak pięknie był opalony. Reszta braci jadła w milczeniu. 

   Gdy neobaob rozprawił się z mięsem na swoim talerzu, począł rozglądać się wokół.

   – Wnieść danie główne – wymruczał, machnąwszy ręką na lokaja.

   – Kazałem wysłać panu menu do akceptacji, panie Lettorn – rzekł. – Dostałeś je, prawda?

   – Nie, nie dostałem, ale…

   – Nie dostałeś!

   Dalej już mnie nie słuchał; począł wymyślać pierwszemu lokajowi z brzegu. A ja, już cały czerwony, powiedziałem, że to nic takiego, że zjadłbym z ochotą cokolwiek. 

   Wniesiono następne potrawy. Maxim mówił teraz mniej, choć wciąż się uśmiechał i wskazywał mi te najlepsze… Wkrótce neobaob znów wiercił się na krześle.

   – Oczekujemy kogoś? – zapytałem Maxima.

   – Słucham?

   Powtórzyłem. 

   Nie otrzymałem jednak odpowiedzi – a może po prostu jej nie słyszałem. Bowiem w tym momencie najmłodszy z braci wydał z siebie okrzyk, a lokaj odsłonił poły namiotu – i ujrzałem naszego gościa.

   Neobaob wstał, by ukłonić się zwierzęciu. Wilk przystanął i schylił łeb. Zatrzymywał się przy każdym bracie; lekko schylał łeb, a witany w ten sposób brat spoglądał nań spod rzęs (albo sponad kielicha z wodą).

   Przy mnie zatrzymał się na dłużej. Patrzyliśmy na siebie, obaj ciemnoocy, aż odsłonił zęby.

   Maxim położył dłoń na mojej dłoni i pokazał, abym spojrzał w dół.

   Spojrzałem. Koło moich stóp stała miseczka. Lokaj przykucnął i napełnił ją wodą, którą wilk zrazu wychłeptał.

Neobaob zażądał deseru.

   – Maximie? – wydostało się z moich ust.

   – Słucham?

   – Czy możesz podać mi maliny?

   Chwilę później wpatrywałam się w mój pąsowiejący talerz.                         

   – A powiedz mi – dodał Maxim – jadasz maliny ze śmietanką i cukrem?

   Biorąc do ręki widelczyk, starałem się nie musnąć łba ciążącego mi na podołku.

   Oczywiście jadam maliny ze śmietanką i cukrem. 

 

 

 

 

Edytowane przez Lenore Grey (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Lenore Grey Lektura Twoich tekstów przypomina mi przeglądanie cudzego albumu ze zdjęciami – kadry są świetnie skomponowane, kolory nasycone (te maliny, czerwone róże!), ale brakuje mi narratora, który opowiedziałby historię stojącą za tym obrazem. Scena z wilkiem i miseczką wody pod stołem ma w sobie świetny ładunek napięcia, który aż prosi się o jakiś upust.

Wiesz, przypomina to sytuację w której zapraszasz gości do siebie, dajesz im albumy do oglądania

- i wychodzisz z domu. 

A goście siedzą, nie znają nikogo ze zdjęć, nie ma kogo zapytać, bo gospodarz wyszedł.

I co mają komentować? Kolory na zdjęciu, zmętnienie, wyrazistość? 

Z mojej strony wygląda to tak, jakby zabrało czasu, chęci, pomysłu - na dokończenie. Piszę Ci o tym, bo to nie pierwszy raz (wracam do usuniętego opowiadania)

 

Jeszcze coś. Jest tutaj specjalny dział na opowiadania

 

 

 

Opublikowano

@Alicja_Wysocka Dzięki za te uwagi!

 

Przeniosę tekst do działu opowiadań.

 

Wcześniejsze usunęłam, gdyż faktycznie było niepełne :⁠^⁠)

@Alicja_Wysocka Choć, z drugiej strony...

 

Moje opowiadania są faktyczne dość nietypowo zbudowane, a odsunięcie roli narratora celowe.

Twoje uwagi są trafne, oczywiście, lecz jeśli spojrzeć okiem czytelnika oczekującego bardziej fabularnej historii, liniowej narracji.

 

Moje opowiadania tego nie dają, celowo, zresztą.

Więc myślę że to też kwestia smaku i oczekiwań literackich.

 

Co nie umniejsza Twojemu zdaniu, w pełni je szanuję :⁠-⁠)

Opublikowano

@Lenore Grey Szanuję taką koncepcję, choć dla mnie to wciąż trochę tak, jakby dostać pięknie pachnący deser, który okazuje się być tylko atrapą z cukru – oko cieszy, ale głodu nie zaspokaja. :)

Niemniej cieszę się, że tekst trafi do odpowiedniego działu, tam na pewno znajdzie swoich koneserów 'nieliniowości'. Powodzenia w dalszych eksperymentach! 

Serdeczności :)

Opublikowano

@Lenore Grey

 

Jest tu coś kafkowskiego - bohater wrzucony w sytuację, której reguł nie zna, ale wszyscy inni znają. Przekręcone nazwisko, brak menu, wilk przy stole. A jednak ton narracji pozostaje opanowany, niemal kurtuazyjny, co sprawia że absurd intryguje bardziej. Podoba mi się!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Poet Ka   Twój wiersz wygląda niepozornie, ale pod powierzchnią dzieje się sporo.   podmiot niby "jest w środku” a jednak patrzy przez szybę  i to jest klucz!   jestesmy w świecie, ale zawsze trochę oddzieleni, jakby przez filtr własnej świadomosci.   dlatego ludzie stają się " przezroczyści”, a kontakt z drugim człowiekiem okazuje się czymś trudnym, niemal niemożliwym.   cukierenka z francuskimi wstawkami.   ale nie do końca prawdziwa.   pod spodem kryje się zwyczajność i funkcjonalność  co tworzy subtelny dysonans .    jest tutaj cichy paradoks.   brak głębszego kontaktu, rozproszenie, a jednocześnie drobna zgoda na rzeczywistość .   bez patosu, raczej w duchu spokojnego przyjęcia tego, co jest.   jest tu sporo finezji.   nie nazywasz napięć wprost   tylko pozwalasz im wybrzmieć między obrazami.   operujesz znakami filozoficznymi.   jest tutaj Jean Baudrillard, jest Edmund Husserl, i jest Alberta Camus.   przez te filozoficzne znaczenia nadałaś wierszowi głębi.     żeby Twój wiersz porządnie opisać potrzebny jest esej:)    
    • @Poet Ka   droga Poetko:)   mam wrażenie jakbyśmy się oboje odnajdywali w innych rejestrach rzeczywistości.   Ty widzisz rytm.   a mnie właśnie chodzi o rozpad rytmu.   chciałem osiągnąć efekt ciągłego naporu, jak fala, która nie ma wyraźnego taktu, tylko się rozbija.   chodziło mi o ukazanie endorfin w tańcu staccato w rezedrganych ciałach.   i kiedy cokolwiek podniesione przyciąganiem księżyca morze dotyka ich stóp.......     a Twoje  "zakłopotanie odbiorcy”    tak bo ten wiersz jest fizyczny do granicy dyskomfortu.   bo to nie jest erotyka  "literacka” -  to jest zderzenie prawie przemoc, prawie walka o przetrwanie.     bardzo sobie cenię Twoje komentarze:)   za ten - bardzo dziękuję:)     ps.   piszesz: "wiersz udany"!!!   no i tego potężnego wsparcia duchowego dzisiejszej nocy potrzebowałem!!!!!!!!!   caluję rączki:)            
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Tak, historia kołem się toczy, a wrażenie upokojowienia i ucywilizowania relacji międzyludzkich okazuje się tylko złudzeniem. Obawiam się, że ciekawe czasy przed nami. Dziękuję bardzo za komentarz i pozdrawiam :)       Dziękuję serdecznie. Pozdrawiam :)
    • Jestem tym o czym myślę     tęsknoty mają to do siebie gdy je omijam wchodzą w głowę niby dla żartu się panoszą                                                  szukam ratunku w gramofonie                       zlewam muzykę w każdą dziurkę to znaczy sama się przelewa z ucha do ucha za poduszkę dla Marków nocnych są okruszki    ma się rozumieć strzępy nutek albo pół_nuty - księżyc nadgryzł -  chciałam pozlepiać lecz zbyt trudne no i klej zeschły - nie na żarty                 a gdy już spijam senne muzy z mocą narkozy pełni nocy  zwykłym pociągiem znów podążam do blasków świtu - unaocznień      kwiecień, 2026         @Jacek_Suchowicz... Jacku... Twój rymowany komentarz pod poprzednim moim wierszem, stał się przyczynkiem do napisania tego powyżej. Dzięki Ci.. po raz któryś... :)  Dobrej nocy.   po cóż zalewać zmierzch muzyką ubarwi blaskiem nieba błękit i się zapadnie w ciemną nicość aby pokazać świtu piękno (...)        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...