Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

@Berenika97

Ten tekst brzmi jak rozmowa z kimś, kto napisał zasady świata, a potem już się nie odwrócił. Jakby pytanie o sens trafiało w miejsce, które nie odpowiada.

Jest w tym dużo zgody na błąd istnienia – nie bunt, raczej dziwne oswojenie z tym, że rzeczy po prostu są, jakie są.

Zostaje we mnie obraz człowieka, który nie naprawia świata, tylko uczy się w nim stać mimo wszystko.

Serdeczności :)

Opublikowano (edytowane)

@Berenika97 dwie postawy życiowe- dwa skrajnie różne podejścia- skontrastowane- ,"Peel" buduje stabilność i wzmacnia swoje siły - nawet w obliczu nietrwałości rzeczy, nawet w kontrze do skrajnego pesymizmu - utwardza swój spokój do tego stopnia, że nawet światło twardnieje na skórze. Tak jest dobrze. Na przekór przemijaniu. Jeśli jesteśmy błędem, to niech on trwa!

Edytowane przez Poet Ka
interpunkcja (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Berenika97

 

tu nie chodzi o błąd demiurga tylko o jego odwrocenie bo puenta jednak się pojawia tyle że w ciele a nie w sensie

 


światło które twardnieje to moment w którym abstrakcja zostaje zmuszona do materi

i właśnie tam rodzi się zgoda


najcichsze

 

jest to że reklamacja znika nie dlatego że została rozpatrzona tylko dlatego że przestaje być potrzebna.

 

ten wiersz to poetycka głęboka studnia.

 

zaglądam do niej ciekawie:)

Opublikowano

@Łukasz Jurczyk

 

Bardzo dziękuję! 

 Dziękuję za wierszyk, który byłby świetną  puentą.  

Serdecznie pozdrawiam.  

@Alicja_Wysocka

 

Bardzo dziękuję! 

To jest właśnie ten rodzaj komentarza, dla którego warto pisać. Trafiłaś w sedno - to zgoda na błąd, bez buntu, bez naprawiania. 

Serdecznie pozdrawiam. :) 

@andrew

 

Bardzo dziękuję! 

Dziękuję za ten piękny wiersz.Ten szmaragd w brzydkim diamencie - to obraz, który teraz i ja będę nosiła. 

Serdecznie pozdrawiam. 

@Poet Ka

 

Bardzo dziękuję! 

Trafiłaś w samą oś tego wiersza. Tak - dwie postawy, jedno życie. I ta końcówka - "niech on trwa" - to najlepsze co można powiedzieć na temat całej tej metafizycznej reklamacji.

 

Serdecznie pozdrawiam. 

Opublikowano

@truesirex

 

Bardzo dziękuję! 

Dziękuję za tak miłe słowa -  one dla mnie bardzo wiele znaczą. Są najlepszą motywacją, żeby pisać dalej. :) 

 

Serdecznie pozdrawiam. 

@MIROSŁAW C.

 

Bardzo dziękuję! 

 

"Kod cienia" - zatrzymałam się na tym dłużej, to bardzo intuicyjny odbiór. 

Serdecznie pozdrawiam. 

@viola arvensis

 

Bardzo dziękuję! 

 

"Pogodność z niepogodą" - to piękne nazwanie tego, co chciałam pokazać. Cieszę się, że właśnie ten koniec wybrzmiał. 

Serdecznie pozdrawiam. 

@Migrena

 

Bardzo dziękuję! 

 

Napisałeś esej filozoficzny.

Fascynuje mnie Twoja  interpretacja, która idzie głębiej niż sam wiersz. "Reklamacja znika nie dlatego że została rozpatrzona, tylko dlatego że przestaje być potrzebna" - tego nie napisałam, a było tam od początku.

Dziękuję, że to zobaczyłeś. I zaglądaj - studnia lubi towarzystwo. :)

 

Serdecznie pozdrawiam. 

Opublikowano

@Berenika97


Chłonę ten błąd,

cieszę się

 

Wrażenie na publiczności robi się odstępstwami od ideału, niedoskonałością - Karol Radziwonowicz podczas ostatniego Konkursu Szopenowskiego. 

Tak to działa, jak napisałaś w Twoim wierszu. Pozdrawiam serdecznie, jak zawsze:)

Opublikowano

@Marek.zak1

 

Bardzo dziękuję! 

 

Radziwonowicz i Szopen - tego się nie spodziewałam, ale pasuje. Niedoskonałość, która robi wrażenie właśnie dlatego, że jest prawdziwa.

Dziękuję za to skojarzenie -  zostanie ze mną.

 

Serdecznie pozdrawiam!

@Stukacz

 

Bardzo dziękuję!  

 

To miłość odwzajemniona - wiesz, jak bardzo lubię Twoją twórczość!

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Serdecznie pozdrawiam. 

@wiedźma @Rafael Marius @Leszek Piotr Laskowski

 

Bardzo dziękuję!  Serdecznie pozdrawiam. 

Opublikowano

Doskonałość jest zamkniętą wersją dzieła. Błąd, pomyłka, niedoskonałość jest przejściem do nowych, innych, może ciekawszych form istnienia.

Ekspansja daje szansę na poznanie siebie w innej rzeczywistości. 

Bardzo ciekawy wiersz!

Opublikowano

@lavlla nisu

 

Bardzo dziękuję! 

 

Pięknie ujęte. Rzeczywiście, doskonałość bywa statyczna, a to właśnie w "pęknięciach" i niedoskonałościach jest miejsce na oddech i dalszy rozwój. Cieszę się, że mój wiersz stał się przestrzenią do tak ciekawych przemyśleń. 

 

Serdecznie pozdrawiam. 

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...