Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

"Bluźnierstwo jest tuszem,

którym spisuję legendę wyklętych"

 

Na słodki szpik z dziecięcych kostek,

przysięgam, że jej tutaj nie było.

Choć to zaiste dziwne 

bo jest środek, parnego lata 

i ona sama 

wie o tym doskonale, 

że w trakcie nocnych, 

potężnych burz 

musi nam oddawać 

swe młode i dorodne wdzięki 

by zachować kunszt swoich prac.

Ale nie widzieliśmy jej już kilka dni.

A nie możemy opuszczać 

tej piwnicznej kryjówki.

Nie żebyśmy bali się 

spotkania z ludzkimi sąsiadami,

ale w niektórych mieszkaniach, 

czatują u progu psy.

Ghule są sprytne, pomysłowe, 

chytre na złoto i wdzięki niewieście,

ale słabo u nas z fizycznością.

Garby, artretyzm

i wystające z głodu żebra,

nie dają nam szans w walce.

Nawet niewielka psina 

to dla nas wielki problem.

Chciałbym pomóc przyjacielu 

ale nie jestem w stanie.

Ukłonił się grzecznie 

i zniknął

w kratce odpływowej do kanału.

Człapanie mokrych łap,

poniosło się echem

w głąb labiryntu ścieków.

 

 

Nawet ghule

wystrychują mnie na dudka.

Wiedzą co się stało.

Ale bez złota niczego nie wskóram.

A nie mam już

zbyt wiele czasu na pytania.

Bo nie mam na nie odpowiedzi.

Wyszedłem z ciemni, zatęchłej piwnicy

i skierowałem swe kroki

na ostatnie piętro,

do jej niewielkiego mieszkania.

 

 

Wychodząc ledwie przymknąłem 

słabo zamykający się zamek,

teraz pchnąłem drzwi 

i wreszcie mogłem 

odetchnąć pełna piersią,

wolną od smrodu, wilgoci i brudu 

królestwa ghuli.

Mieszkanie było jasne, 

zadbane i wysprzątane.

Pachniało jej gorącym ciałem 

i lawendowym ogonem perfum.

W sypialni

łóżko było starannie zaścielone.

Żółta pościel w czerwone tulipany,

wprowadzała kontrast

dla reszty wystroju.

Prace wisiały jak zawsze

prawie wszędzie.

Nie zaspokajało ich miejsce 

na ścianach czy suficie.

Zostawiła otwarte okna.

Wiatr strącił ołówki i kartki.

Przewertował bezwstydnie 

strony jej pamiętników.

Widział ją w pozach i czynnościach 

nie przystających do młodej damy

a gorszącej, lubieżnej wiedźmy.

Jej akty i sceny nocnych orgii,

gorszyły wyobrażenie

o stateczności kobiet.

Te kartki żyły dzięki erotycznej magii,

przyciągania męskich oczu.

 

 

Obrzydzenie było na tyle wulgarne,

że rodziło niezdrowe podniecenie 

tej szczególnej dewiacji zmysłów.

Bronił się teraz z całych sił

by odwrócić wzrok

od nabrzmiałych piersi,

ciała wygiętego w łuk spełnienia.

Wręcz słyszał jej przeciągły jęk 

a potem krótki krzyk.

Łapy demonów oplotły ją szczelnie.

Języki spijały wilgoć

a szczęki szukały

najdelikatniejszych obszarów szyi 

oraz wewnętrznej strony,

kształtnych ud.

Kochał ten widok

a zarazem nienawidził.

Oddawała się im 

a potem rzucała się w jego ramiona.

 

 

Wiedział od początku,

że maluje te obrazy nie ze snu  

a z jawy.

Przyznała mu się od razu.

O dziwo zrozumiał

a nawet budziło to w nim coś więcej.

Widział nieraz jej kochanków.

Te wszystkie demony.

Wpuszczał do sypialni,

rozradowane i spragnione ghule.

A potem siadał przy kominku w salonie 

i spokojnie słuchał.

Jak jej śmiech,

przeradza się w serię jęków

a one w krzyki spełnienia.

Ostatnio pozwalała mu patrzeć.

Być częścią jej tajemnego świata.

I patrzył na każdy szczegół.

I wiedział tylko tyle, 

że ją kocha.

Bo tylko ona pozwoliła mu być sobą.

Też był martwy jak jej kochankowie.

Tyle że w środku.

Nie miał serca, 

które cierpiało by na taki widok.

Nie miał duszy,

która uznałaby to za grzech.

Był takim samym potworem.

Dlatego korzystał z jej ciała 

na takich samych warunkach.

A to dawało mu siłę by być 

coraz doskonalszym poetą mroku.

Cel uświęca wszelkie środki.

 

Ostatnio wspominała,

że skoro ja 

zaakceptowałem i poznałem 

jej świat mroku 

to ona musi zrobić to samo dla mnie.

Może i ghule nie wiedzą gdzie jest 

ale ja już chyba wiem 

i tylko oni mogą mi pomóc.

 

Kolejne wejście do najniższych piwnic.

Cegły były tu lodowate i mokre,

pokryte mchem i grzybem.

Posadzka była ubitym klepiskiem,

autostradą dla szczurów i myszy

uciekających przed szponami ghuli.

Z absolutu mroku, dochodziły ciche zwodnicze szepty.

Krople wody z uszkodzonych rur,

uderzały o tafle błotnistych kałuż 

jak wystrzały.

Poszczególne pomieszczenia

zdawały się lochami na zamku.

Pełno w nich było

zapomnianych po wieki

skrzyń, beczek czy worów.

Gdzieniegdzie chrupnęła pod butem 

kość lub mała czaszka.

Rozwleczone jelita, gniły spokojnie,

znacząc drogę do mojego celu.

Kilka razy zza zaułków

posłyszałem warkot 

z zaciśniętej gardzieli.

Ghule patrzyły 

z mrocznym zapadlisk i szczelin.

Znali mnie, tylko dlatego nadal żyłem.

Przeczuwali, że idę ku studni.

Przepuszczali kogoś,

kogo uważali za swojego.

 

 

W pomieszczeniu ze studnią 

nie było nikogo

a właz był dokładnie założony.

Odkręciłem pokrywę

i zajrzałem w głąb tunelu.

Powietrze było ciężkie od gazów,

fosforyzowało od nich delikatnie

a jego woń nie miała

dość ohydnego odpowiednika

w świecie ludzkiej powierzchni.

Już miałem zejść po 

niewielkiej linowej drabince 

osadzonej w

osypującej się lekko ściance,

gdy przestraszył mnie 

warkotliwy głos zza pleców.

 

 

Pan widać chcę 

udać się do naszego świata,

czyżby na jedną w nekropolii?

Ghul miał lekko podejrzaną minę 

i ręce założone na piersi,

jak nauczyciel, 

który przyłapuję uczniów na paleniu 

w szkolnej toalecie.

Ubrany był jak to

przedstawiciel tego gatunku.

Fantazyjnie i groteskowo.

Czarna marynarka pełna była dziur 

i zabrudzeń z krwi i ziemi.

Była też o trzy numery za duża na jego skarlałą postać i chude barki.

Do niej wybrał

krótkie białe szorty pływackie,

obnażające jego krzywe nogi

Ghule nie nosiły butów.

Miały nieproporcjonalnie wielkie stopy 

do reszty ciała i ludzkie buty 

były na nie zbyt małe i wąskie.

Uwieńczeniem zatem był 

tweedowy melonik

o fioletowym rondzie 

Równie wygnieciony i brudny

co marynarka.

 

 

Który z korytarzy 

zaprowadzi mnie przyjacielu 

na stary anglikański cmentarz 

na obrzeżach miasta?

Mogę wskazać drogę.

Idź za mną.

Wskoczył szybko do tunelu i zaczekał na dole aż niepewnie postawię 

te kilka kroków po drabinie.

Gdy byłem na dole,

uśmiechnął się i ruszył w

najdalej na lewo

położoną odnogę korytarza.

Powędrowałem za nim.

 

Po niespełna godzinie

spędzonej w tunelu.

I wielu jego zakrętach oraz odnogach.

Mogłem uczuć na twarzy uderzenie 

chłodnego acz świeżego powietrza

z powierzchni. 

Ghul idący na przedzie

na chwilę przystanął,

podskoczył po czym zniknął mi z oczu.

Skulony pełzłem do miejsca 

w którym zniknął 

i tym samym 

odnalazłem małą wyrwę 

w sklepieniu tunelu.

Spłynęła z niej szponiasta dłoń 

i uchwyciłem się niej.

Pociągnął mocno i zdecydowanie 

i już po chwili leżałem w bujnej,

niekoszonej od wieków trawie,

opodal grobu jakiegoś 

starszego jegomościa

nazwiskiem Bryant.

 

 

Nekropolia była zupełnie odludna, zapuszczona i zapomniana.

Nie dziwne.

Byłem chyba jedyną żywą istotą,

która jeszcze pamiętała o tym miejscu.

Był na tym cmentarzu

grobowiec szczególny,

który był mi natchnieniem 

w godzinach całkowitego wykluczenia 

i dotkliwej samotni serca.

Spoczywało w jego marmurowej bryle

o strzelistych ściankach 

i żeliwnych odrzwiach.

Ciało przedwcześnie zmarłej

córki pastora.

Zmarła spadając z konia.

Skręciła kark a zwierzę spłoszone 

przez ukrytą w krzakach zwierzynę

jeszcze dodatkowo poturbowało 

jej ciało kopytami.

Zgasła mając lat osiemnaście.

W roku tysiąc osiemset siódmym.

Czytałem jej swoje wiersze,

czasami tworzyłem dla niej 

i zostawiałem rękopis 

wsunięty pod drzwi.

Była mi bliska.

Była mi natchnieniem.

 

Jak rzekłem cmentarz był pusty,

jeśli nie liczyć ghuli,

dziwnie zebranych

w zwartym skupisku,

właśnie pod grobowcem dziewczyny.

Patrzyli na coś w milczeniu,

lecz nawet z tej odległości 

dało się wyczuć, 

że byli czymś mocno poruszeni.

Drzwi grobowca

były uchylone dość szeroko 

a ghuli było dwunastu.

Mój kompan ruszył 

do swych braci,

zerknął do środka grobowca 

i zamarł jak reszta.

Omotany zwykłą ludzką ciekawością 

ruszyłem w ich stronę.

Przepchnąłem ich lekko 

by zrobić sobie miejsce 

i spojrzałem w stronę 

kamiennego katafalku z trumną.

Odnalazłem ją,

gubiąc gdzieś po drodze swój rozum.

 

Trumna była otwarta.

Wieko zrzucono u podnóża schodków.

Na czerwonym materiale 

leżał kościotrup dziewczyny.

W objęciach nagiej zupełnie 

i rozpalonej pożądaniem akademiczki.

Tuliła się do zmarłej.

Ocierała o nią subtelnie.

Jej dłoń baraszkowała między udami,

pieszcząc się mocno.

Jęczała głośno.

Spazmy rozkoszy

przechodziły przez jej 

zaczerwienione

erotyczną gorączką ciało.

Piersi pokryte potem 

o idealnie nabrzmiałych sutkach 

błagały o silny dotyk.

Łono było mokre i śliskie.

Oczy szły w górę czaszki ilekroć 

dotknęła najdelikatniejszej części swego łona.

Drżała coraz mocniej i mocniej 

aż wreszcie 

przeszedł przez nią prąd spełnienia

i padła z głośnym jękiem 

na wypełnienie trumny.

Wtedy uniosła się

delikatnie na łokciach 

i zaprosiła lubieżnie palcem

całe grono podziwiające ją z progu.

Ghule ruszyły z dzikim wyciem 

ku kochance.

A ja odetchnąłem, zamknąłem drzwi

i ruszyłem do niej.

Tym razem decydując się na to 

by nie być tylko obserwatorem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edytowane przez Simon Tracy (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

@Lenore Grey Bardzo podobny cel przyświeca temu poematowi.

Dekadencka sztuka ma prowokować, szokować, gorszyć i być w opozycji do stagnacyjnej, skostniałej moralności.

W tej części pada proste zdanie.

Cel uświęca wszelkie środki.

A w części pierwszej pada na końcu stwierdzenie o Akademiczce ale i poezji modernistycznej 

"Czuła się przy nim,

brudna, upadła i wyklęta.

I było jej z tym błogo.

Taka była.

I taka miała pozostać."

 

Dla wyklętych nie ma tabu, 

którego nie można złamać.

Nie ma serc których nie można zgorszyć.

I nie ma dusz którym grozi jeszcze większy upadek ponad to co doświadczyli.

Sztuka jest omnipotentnym Bogiem,

który jest brutalny, szczery i prawdziwy.

Wszystkie zasady należy złamać

i cieszyć się wolnością umysłu,

nawet jeśli tworzy on sceny

bluźnierczym tuszem.

 

 

 

Opublikowano

@Simon Tracy

 

Mieszasz estetykę grozy z mrocznym erotyzmem, tworząc świat, w którym potworność nie budzi lęku, lecz staje się jedyną szczerą formą bliskości. Postać ghula w tweedowym meloniku to świetna groteska. Tekst jest duszny, odważny i bezkompromisowy w ukazywaniu "piękna" tam, gdzie inni widzą tylko rozkład. Prawdziwa uczta dla fanów dark fantasy i literatury dekadenckiej.  

:) 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Mel666 ... bo zabrakło ludzkiego spojrzenia co bliźniego spostrzega   nie odwraca głowy do pomocy jest gotowy    trudno być dobrym nie tylko w lustrze  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia 
    • "Na górze róże, na dole fiołki, kochamy się jak dwa..." Wpiszesz mi się? Tylko wiesz, adres zostaw. Wyświetlisz mi się? Kto dziś listy piórem pisze drobniutkim ledwie maczkiem Wysyła z naklejonym śliną znaczkiem? Dzień dobry proszę Pana, jak się ma Hania z rana? Ach jaka cudna brzana świtem brana Znowuż rozszumiała snem czereśnia, ona ambrozją jest tylko do września. A słowik o świcie chwali życie. On hejnałem niemożliwym nad ranem, O piątej, ale tak bardziej z wieczora, O rany, to niemożliwe znowu zaspałem! Jakże jest pięknie powiedział wczoraj, czyż to nie jest szczęść urodzaj?        
    • Song Sans Paroles (Nieparzystość wolę) Chciałabym o piękności Twej  Napisać bielą biały song  Do bladej melodii tej, Co w ciemną noc zakwitła w jasność twą  Chciałabym, przecież dobrze wiesz Jak koronki z Alençon   Misterny utkać wiersz Najczystsze "Kocham czystość twą" Oświadczyć  ci "Miłości ma" Prosić cię "Zawsze trwaj" Ale w tysiącu stron... Ale na tysiąc pas  Dać tobie to: "Wysnujmy stąd miłość swą" Powiedzieć: "Spłońmy czułością tą, Płońmy nią wciąż, każdego dnia, Palmy się ku wszystkich pór dniom" Lecz nim rozświetli się ma myśl,  Na pergaminie mym w tę noc, Nim pióro w rękę ujmę, i Zanim stemperuję go, Nim sformuję  ją w  blask gwiazd By z  nicości wydobyć rzecz Nadejdzie czas, Gdy już  nie kochasz mnie Zagraj "Pieśń bez słowa"... Pozwól mi być - drugi głos Nienawidzę tego, że sprawiłam, że mnie pokochałeś -  Powtórz to - Martin Garrix Sanktuarium Tłumaczeń - Evanescence Starzy ludzie nic nie mówią już,  Tylko czasem szepce ich wzrok... Nawet bogaci biedni są: nie mają złudzeń, nic, tylko jedno serce dzielone przez pół W domach ich pachnie tymianek, czystość, lawendaa i słowa, co odchodzą w mrok Czy w Paryżu mają dom, czy na prowincji wiodą niedolę swą, gdy  długo zbyt życia trzymają się Może dlatego, że zbyt często wpadali w śmiech,  ich głos łamie się, gdy bieżą ku  przeszłym dniom, I  płacz też był częstym gościem ich, więc łza  im wciąż klei się do rzęs A jeśli  drżą, to  przez to, że ich wzrok śledzi, jak srebrny zegar  wahadłu nałożył srebrny włos, I mruczy w salonie,  mówi "tak", i  "nie", i mówi "czekam tu, czekam wciąż" Starzy ludzie już nie śnią, ich książki przysypiają,  fortepian zamknięty stoi, jak stał  Kotek odszedł już, niedzielny apéritif  nie wchodzi w śpiew Starzy ludzie nie ruszają się, ich gest ma zbyt wiele zmarszczek, zbyt mały jest ich świat  - łóżko okno  łóżko  znów fotel a potem łóżko i łóżko jest A jeśli wychodzą, za rękę wciąż, cali w sztywność ubrani są, To idą za słońcem, na grób  kogoś starszego ,  brzydkszej, niż.. I przez chwilę, szlochając, zapominają na godziny pół o srebrnym zegarze, co  W salonie warczy,  mówi "tak",  mówi "nie", i że czeka właśnie ich... Starzy ludzie nie umierają, zasypiają pewnego dnia i  już nie budzą się  Trzymają się za ręce, boją zgubić szlak, więc gubią go A drugi zostaje sam, na dobre lub na zle, łagodne lub surowe pół Nieważne, które zostanie, już w piekle jest  Można to zobaczyć,  czasami,  gdy wchodzą w deszczu i w smutku toń  Wykraczają poza dzisiejszy dzień, wciąż  przepraszając za to, że nie gdzie indziej są  I chłonąc innych wzrok uciekają przed srebrnym zegarem, ostatni raz A on w salonie tyka,  mówi "tak", i "nie",  mówi "czekam wciąż" W salonie tyka,  mówi "tak", i "nie",  mówi "oczekuję was" ... Zagraj w "Starych" Amazon Music Unlimited (reż. reklama) Paroles.net ma umowę licencyjną z Society of Music Publishers and Authors (SEAM) Jacques Brel (Światła, podkład, żel) Winniśmy, ma  Następny! Villona już mamy za... Owinięty tylko w ręcznik, co nim przepasalem się w pas Czoło rumieńcem lśni, a w dłoni mydło mam, już czas: Następny, ja was...! Miałem dwadzieścia lat, a było nas chyba ze stu Byłem następny...! Za tym, za co już dostąpił u... Następny, ku..! Tylko dwadzieścia lat mam, a mam nauczyć się żyć W wędrownym burdelu tym, i ten sierżanta ryk jak życia mego nić: Następny, bo wam w rzyć...! Ja chciałbym tylko czułości ciut, choć na lek... Albo uśmiechu pół, lub po prostu czasu czek... Następny, trzeci bieg...!! I wiem, to nie było Waterloo, nie, nawet nie Verdun  To było jak parę chwil, gdy żałujesz, że w szkole byłeś dno den  Następny, ruchy, bo jak cie w tę..! Ale przysięgam, że ten sierżanta zza pleców głos Był jak los rzucony, bynajmniej, na gruzów stos Następny, bo wos...! Przysięgam na wszystkie... To było jak pierwszy tradzika swąd  I ten głos, który wciąż słyszę, tych przekleństw swąd: Następny, wy...mi stąd! Ten głos, co pachniał jak czerstwy chleb i jak bimber zły Ten głos narodów, ten zew czarnej krwi Następny, zasuwać mi!: I nawet dziś, gdy kobieta spermą podpisuje kapitulacji akt, W moich wątłych ramionach zdaje się szeptać w mych biódr takt: Następny, bo wpis do akt! Następcy moi że świata czterech stron powinni za ręce się wziąć I krzyczeć to, co ja co noc, mój zwykły koszmar śniąc: Następny, następny! Wciąż i wciąż A gdy gorączka spadnie mi, myślę sobie, że Bardziej brudzi cię to, że jesteś po zamiast przed Następny, bo cię... W ten durny łeb ! Kiedyś na wózek przesiądę się, do zakonu, lub na stryczka ostatni sznyt, W taki obrót spraw, że nie będę musiał się martwić zbyt... Następny! Nie! Ja nie chcę  tej najbardziej zdartej z płyt! Następny, dawaj, git chwyt.. ...księgowanego kryt... [Jeśli mam mieć tylko Twój żar] Jeśli mam mieć tylko Twój żar, By odziać nas w życia cud I ubrać w słońca czar Przedmieść tych tęczę złud, Jeśli mam mieć tylko Twój żar Tylko dla tańca bzów - Jestem tej piosenki wart I ukojenia tchu... Jeśli mam mieć tylko Twój żar Aby ranek ubrać w mgłę, Jak biednych i tych co ich czart.. - W płaszcze wyszywane snem Jeśli mam mieć tylko Twój żar I modły, które do nieba ślę - Za bolączki, jakie zna świat, Za mój trubadura śpiew Jeśli mam mieć tylko Twój żar By go ofiarować tym, których jedyny dar - To wpleść się światła rym Jeśli mam mieć tylko Twój żar Daj mi wytyczyć szlak I znaleźć drogę wśród mar Tam, gdzie dróg wciąż brak Jeśli mam mieć tylko Twój żar By przekrzyczeć huk dział I ten hymn, co ciszę skradł, By werbel już zamilknąć chciał Wtedy, mając za jedyną broń Siłę, którą daje Twój żar, Wreszcie ujmiemy w dłoń, Przyjaciele – Cały świat! "Zaraz będę ) za chwilę.... ( I. Od chryzantemy do chryzantemy Przepadają przyjaźnie nam  Od chryzantemy do chryzantemy Wypada z jaźni to, czego pragnęliśmy bardziej, niż sam... Od chryzantemy do chryzantemy Inne kwiaty robią, co mogą, by... Od chryzantemy do chryzantemy Mężczyźni płaczą; kobiety płyną obok nich Zaraz będę, za chwil parę, Ale tak bym chciał jeszcze raz Zawlec znów kości stare Do słońca, aż do lata, z wiosną wraz Do wiosny dojść, którąś z jutra tras... Zaraz będę, już za parę chwil Ale tak bym chciał jeszcze znów  Zobaczyć raz, czy rzeka trzyma kil, Ciągle czeka nas, czy zatoka naszych snów Jest przystanią wciąż, znów być tam, gdzie nuci gil... Zaraz będę, szybciej, niż myśl  Ale dlaczego ja, czemu teraz i tu  Dlaczego już i dokąd, i po co mam iść ? Zaraz będę, za chwil... Oczywiście, że Mu... Zawsze byłem  przybyszem tu... Od chryzantemy do chryzantem - Za każdym razem coraz bliższy ci, Od chryzantemy do chryzantemy Coraz bardziej ponad liczbę dni... Zaraz będę, za chwilę już... Lecz chciałbym tak nie zniknąć z map... Znów w miłość wsiąść, jak ostatnia z gap... Jak łapie się autobus, choć cel jest tuż Zamustrować się, nim zamknie się trap  By zawinąć na czyjś próg, być jedną z dusz Znowu dobrze się czuć, nic nie musieć już... Zaraz, za chwil, zaś... Ale tak pragnął bym,  Gwiazdami znów nakarmić jaźń, Drżące ciało, i martwy paść  Miiłością spalony, jak słońcem, Twym  Sercem, spopielonym, czasowi, skraść... Za. Raz. Za... To nawet nie ty, jesteś, wcześnie - To spóźniłem się ja  Za. Raz. Będę. Kto? Za. Wsze. Był,em. Kimś. Innym, niż...  Przy, bysz, em... Wciąż.  Tak... II. Oczywiście, przechodziły(-ście) burze: Dwadzieścia lat, to miłości ) Norwida ( szal - Tysiąc razy, pakowałaś torby, (spałaś w biurze) Raz, tysiąc, wzbijałaś/liśmy się w powietrza ]dal[ I każde tu pamięta z nas, W tej } szpitalni { bez kołyski: Wybuchy, ]dawnych[ burz(y bas); Nic nie przypomina(ło) tam już nic (whisky?) Tobie odebrało }wody{ smak(już czas!) A mnie smak podbojów(dla oldbojów). Tak, Ale: miłości ma Ma słodka, ] nie-[czuła ma cudowna miłości! Ja/ Od (jasnego!)świtu aż do {końca} dnia Wciąż cię kocham, wieszKocham Cię Ja znam wszystkie )twoje( zaklęcia Ty znasz wszystkie Czary- [Mary me] Wodzi(a)łaś mnie z pułapki (do pułapki)  Jak szarmanckiego( -księcia ) Od czasu (do czasu), traciłem/liśmy }się{ Oczywiście, miałaMś kilku kochanków Musieliśmy (jakoś) zabić czas: Ciało musi się radować }o poranku ] w ranku [ Ale w końcu, w końcu nad/nas... Potrzebowaliśmy mnóstwa talentu/na czas Aby się zestarzeć, bez [fazy] dorosłości  {Precz z krużganku!} Im więcej czasu nas otacza [brak dźwięku] Tym więcej )w tej przyszłości( nas dręczy czas Ale czyż to nie najgorsza pułapka[na gracza] Dla kochanków, by żyli w pokoju (zgodnie,wraz)? Oczywiście, płaczesz trochę (wkrótce) mniej  Rozpadam się trochę później ja ] kawałki/na[ Mniej wierzymy naszym sekretom (przed/po wódce). Nie: Mniej pozostawiamy przypadkowi}-naj( Nie ufamy nurtowi życia. Pokrótce: malutcy!!! Tak.Ale to wciąż delikatna wojna(ciał/maj) [Instrumentalne zakończenie] Lata Miłości • 1962 Walc no. 104 (Paukenschlag) W pierwszej  wersji mego walca Jestem sam, lecz już uśmiechasz się W tej perwersji tego walca Jesteś sama, lecz już dostrzegłem cię A Paryż sam nam rytm walca wybija  Paryż przygląda się i mierzy nam puls Paryż walcowi w takt bębenek podbija  Szepcze, szepcze mi obelg chlust, W ucha głąb, refren ten  jak z ust spust; To walc to trzy-takt Który wciąż sobie daje czas Który wciąż czas dla mas  Na boku lecz daje w gaz (fact!) By z drogi zboczyć ciut, Zebrać miłości miód,  Zboczyć z miłości w brud... I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i takt Gdy tańczyć go Abschmack Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć z niego Schmack  Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak  A potem walc, ten Pięcio-ksiąg, Który bynajmniej  nie powiem mnie wciągł I walc, co ma dwudziestki smak, Dziwny niepokoj w sobie ma,  Verfremdung oraz Angst, Ale o wiele lepiej życie zna  Niż walc Osi wszystkich państw  I czaru mu nie brak Posuwny cztero suw i szlak Gdy tańczyć go Abschmakt Choć tańczyć go trudno tak Ma świetny gust, choć schmuck Jest jak ów trojga pakt Ten walec z czterech-pak Walc, co na lat dwadzieścia brzmi Walc, co z dwudziestu rur grzmi A teraz walc dla sto-nóg  Walc pał uderzeń stu, co w stuletni puka próg  Walc tu letni nieco już I na koniec sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Ten walc tysiąca stóp  On tkwi na skrzyżowaniu dróg W Paryżu, sam jak słup Wiosną, gdy ciągnie chłód Ten walc nie jest wciąż kaput  Choć w tysiące idzie trup  Ten walc tysiąca stóp Walc tysiąc razy Verruckt! I na koniec  sam zostawiłem wam walc z tysiąca nóc, czystą przyjemność dla ócz Walc, com go chciał tysiąc razy stłuc  Czekalem czasu szmat Lecz w końcu masz dwadzieścia lat I ja też niejeden wziąłem bat  Walc jak szkoła - jedna na tysiąc lat Walc snuty z tysiąca rad Walc na tysiąc rat  Tylko zakochanym daje się wczuć (Trzysta trzydzieści trzy to pół Z sześćset sześćdziesiąt sześć, jak wół) W życie z rozspisem ról  Walc ci prawdę powi: chcesz zgarniać koła pół Bycie wierszopisem rzuć! Zakończenie La lala la, la lala Lala la la lala... La la la la, la la la la la la la... Skończyłem Moja płaska ziemia Gdy Morze Północne uparcie bije w wysokich wydm asfalt, A białe płatki piany sypią się na ich grzbiety, Gdy gwałtowny przypływ uderza w czarny bazalt A mgła szara opada na wałów szkielety, Gdy podczas odpływu plaża jest dzika jak pustynia A mokry zachodni wiatr syczy jadowicie Wtedy moja ziemia stawia opór… staje się, zaczynia, Moja płaska ziemia… Moje stłamszone życie... Gdy deszcz moczy ulice, place i rabaty, Dachy i iglice strzelistych aktów kościołów, To jedyne góry na tej płaskiej ziemi bez kwiatów... Gdy ludzie to karły pod okiem aniołów... I gdy dni mijają w nudnej zwyczajności, A wzburzony wiatr wschodni sprawia, że ziemia jeszcze bardziej się płaszczy w swej uniżoności, Wtedy moja ziemia czeka… Moja płaska ziemia Ni zwierza, Ni człeka Gdy niebo nad nami leżące delikatnie muska płaską wodę, Gdy ciążące niebo uczy nas pokory, Gdy niebo lekceważące dla pozoru się staje szare jak łupek z piekła rodem, Kiedy niebo na nas leżące jest blade jak glina, jak skóra chorych, Kiedy wiatr północny dzieli polder na cztery, Kiedy północny wiatr kradnie nam oddech, Wtedy moja ziemia pęka jak te poldery… Moja płaska ziemia… Mój wieczny bez, ... Kiedy Skalda lśni w południowym słońcu, A każda Flamandka zakłada letnią sukienkę, Kiedy pierwszy pająk tka pajęczynę w końcu, A pola tulipanów parują w lipcowym słońcu, przepięknie Kiedy południowy wiatr buszuje w zbożu, Kiedy wiatr południowy raduje się drogą i bezdrożem Wtedy moja ziemia świętuje… Moja płaska ziemia… Moje serce już niczego Nie żałuje...  III. Nie zostawiaj mnie,  Czas, Co nam wszystko skradł; Czas zapomnieć czas - Ten wieczny zbieg Zapomnieć wciąż  Nie daje nam  Niezrozumień w nas I straconych lat, I wciąż martwić, jak Zapomnieć o dniach,  Które niosły jad Wymierzając cios W sam nasz serca splot [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu... Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Co z życiem nam zbiegł, Zapomnieć czas nierozumny świat, Świat straconych lat... Wciąż nie wiemy, tak Wciąż martwimy, jak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios Prosto w serca splot  [2] Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu Obiecuję ci Wyssać perły dżdżu Z krain tych, Gdzie nie pada deszcz I z najrzadszych ziem Wydrążę ci tu   Śmierci żywy tlen, By skryć ciało twe W całun światł i złót I stworzę ci świat, a w świecie tym Miłość będzie królem twym Miłość - prawem mym A królową - ty Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co... Nazbieram ci słów  Wyzutych ze snów,  Lecz ty ich sens i każdy ich kęs,  Zrozumiesz w mig... Opowiem ci baśń Jak kochankowie dnia   Widzieli raz i dwa, jak  Płoną serca im I: opowiem ci Baśń, o tym, jak król  Na serca zmarł ból, bo nie mógł  Spotkać twych dni Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to... Czas mam dał nie raz  Nie dwa widzieć, jak Ogień tryska znów Z gór starych jak świat I z wulkanu, co  Wszak...nie nów Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem Lepszy diament plon Da, niż z kwietniów wszech, I tak po zgon... (Czas ma drobną dłoń) A gdy nadejdzie sen, Niebu - w ogniu stać Nie zostawiaj mnie, Zapomnijmy czas, Co nam wszystko skradł; Czas zapomnieć czas - Ten niepomny czas,  Co nam nie daje wciąż  Zapomnieć to, co  Bezrozumne w nas I czas straconych lat, I przestać martwić, jak Zapomnieć o dniach,  Które niosły jad, Wymierzając cios W sam nasz serca splot [2]  Nie zostawiaj mnie Nie zostaw mnie tu Mnie nie zostaw, nie Mnie nie zostaw mu...  Nie zostawiaj mnie Już zapomnieć czas, Co nam wszystko skradł I: zapomnieć czas Co z życiem mam zbiegł, Zapomnieć nierozumny świat Świat straconych lat...  Wciąż nie wiemy, jak  Lecz wciąż chcemy tak Zapomnieć o dniach, Które niosły jad Wymierzając cios Prosto w serca splot  [2]  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj tu Nie zostawiaj, chcę... Nie zostawiaj: Złu  Obiecuję ci; dam Ci perły dżdżu Z krain tych, gdzie  Nie pada deszcz.  Tam wydrążę z ziem Śmierci żywy tlen By skryć ciało twe W całun światł i złót  I stworzę ci świat, a w nim Miłość będzie królem twym, Miłość - prawem mym, A królową - ty  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, bo... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, co...  Nazbieram ci słów Bez sensu słów, lecz Ty zrozumiesz je... Opowiem ci baśń O kochankach tych Co widzieli raz i dwa Jak płoną serca ich  I: opowiem ci Baśń, jak ten król, Co go zabił ból, bo Nie mógł spotkać twych dni  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, kto... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, to...  Czas mam dał nie raz widzieć, jak Ogień tryska znów Z gór starych jak świat Wulkanu, co wszak... Nie nów  Przecież mówią wszem, że Ze spopielonych ziem Lepszy da diament plon, Niż z kwietniów wszech,  I tak aż po zgon..  A gdy nadejdzie sen Niebu w ogniu  stać - Wtedy Czerwień i Czerń Swój ślub będą brać  Nie zostawiaj mnie Nie zostawiaj, czy... Mnie nie zostaw, nie Nie zostawiaj, mi...  Nie płaczę już Nic nie mówię, bo... Schowam się tuż tuż  Patrzę na twą dłoń Patrzę przez twą skroń Patrzę w twoją toń ...  Tańczę, śmieję się I słuchając cię Śpiewam, i wnet  Milknę, bo już nie wiem, gdzie...  Daj mi ostać się Jako tylko cień Twego cienia cień Twojej ręki cień, a nawet psa cień  
    • @Wiechu J. K. dziękuję i pozdrawiam z nad morza :)
    • @Leona ... to nie wymaga pisania to złamana gałązka wymaga podtrzymania   i wiem nie z opowiadań że potrafi zakwitnąć być ... potrzebna dłoń dobrego ogrodnika  ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia  Tak łatwo poddajemy się z pomocą. Najłatwiej powiedzieć NIE DA SIĘ 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...